newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Richard Heathcote / Getty Images

Można gorzko zażartować, że to już dyscyplina olimpijska. Przymusowe wysiedlanie mieszkańców to bowiem od lat stały element organizacji igrzysk. Żart to jednak gorzki, bo przez dekady wiele osób eksmitowano bez jakichkolwiek rekompensat, a byli nawet tacy, których dosłownie wywlekano z domów. Jak widać, słynny duch olimpijski potrafi też straszyć.

– Myślałam, że to będzie mój ostatni dom. Myślałam, że w nim umrę, ale zmusili mnie do przeprowadzki. Miasto znów wykorzeniło moją społeczność – opowiadała 90-letnia mieszkanka Tokio, której życie kolejny raz zostało wywrócone do góry nogami. Pierwszy raz musiała wynieść się ze swojego domu na początku lat 60., aby zrobić miejsce dla igrzysk zaplanowanych na 1964 rok. Drugi raz kilka lat temu, bo w jej okolicy przewidziano jeden z obiektów szykowanych na 2020 rok.

Dziennikarze magazynu „The Nation” dotarli też do 60-latki, która podzieliła jej los. W 1964 roku była małym dzieckiem, ale dobrze zapamiętała kilka scen. W jednej widzi po raz ostatni przydomowe zwierzęta, które trzeba było pozostawić na pastwę losu, w drugiej japońskie myśliwce, które w dniu otwarcia imprezy „układały” na niebie koła olimpijskie. Stała wtedy już przed nowym domem, do którego przymusowo przeniesiono jej rodzinę.

 

SPYCHACZ NIE TYLKO DLA BIEDOTY

W tych historiach jak w soczewce skupia się problem wysiedlania mieszkańców z powodu przygotowań do igrzysk olimpijskich. Za każdym razem argument jest ten sam: interes społeczny. Przecież trzeba gdzieś postawić stadion, hotel czy poprowadzić nową drogę. Paradoks, w którym budowa igrzysk burzy jednocześnie życie wielu ludzi, jest obecny od dekad. Z oczywistych względów nie ma tutaj pełnych danych, ale szacuje się, że tylko od igrzysk w Seulu w 1988 roku wysiedlono już około 2,5 mln osób. Przymusowe eksmisje dotyczyły najczęściej ludzi żyjących w slumsach lub na dzikich osiedlach, ale olimpijski spychacz dopadał też lepiej sytuowanych mieszkańców.

W krajach, gdzie ochrona praw człowieka znajduje się na wyższym poziomie, z reguły rzadko obserwowało się przypadki bezprawnych eksmisji. Kraje niedemokratyczne lub pseudodemokratyczne to już zupełnie inna bajka. Tam wielu mieszkańców było wysiedlanych z rażąco niskimi rekompensatami lub wręcz bez żadnego zadośćuczynienia dowiadując się o eksmisji z mieszkań socjalnych za pięć dwunasta. Były też przypadki, kiedy mieszkańcy przyzwoitych osiedli dostawali propozycje nie do odrzucenia i trafiali do obskurnych dzielnic dla biedoty. Kto by tam się wczytywał w szereg międzynarodowych dokumentów i konwencji, które zakazują arbitralnego wysiedlenia mieszkańców.

SIERPEM I METALOWĄ RURKĄ

Pierwsze informacje o wysiedlonych pojawiały się już po igrzyskach w Berlinie w 1936 roku, ale długo nie był to specjalnie roztrząsany temat. Pierwszą szerzej komentowaną imprezą był pod tym względem Seul. Według szacunków organizacji międzynarodowych, w latach 1981- 1988 z powodu igrzysk olimpijskich wysiedlono tam nawet 720 tys. mieszkańców i wyburzono blisko 50 tys. budynków.

Władze Korei Południowej nie respektowały należycie procedur związanych z wysiedleniami, co było iskrą do masowych protestów w stolicy i okolicznych miastach. Do szczególnie brutalnych scen doszło w leżącym na północ od Seulu Sanggye-dong. Mieszkańcy starli się tam nie tylko z policją, ale również z bandytami wynajętymi przez władze. Ich zadaniem było oczywiście wyrzucenie bardziej opornych ludzi z ich domów. Dochodziło do dantejskich scen: Koreańczycy byli okładani metalowymi rurkami, kobiety kładły się pod ciężki sprzęt mający zrównać ich dobytek z ziemią. Mieszkańcy zostali przepędzeni, ale nie mogli się z tym pogodzić, dlatego jeszcze długo żyli niedaleko placu budowy w prymitywnych schronieniach. Małe dzieci przeżyły srogą zimę w lepiankach okryte kocami. Aby jeszcze bardziej zastraszyć tych niedobitków, nocą na obozowiska napadali bandyci, którzy sierpami niszczyli namioty.

Seulowi i tak daleko jednak do skali wysiedleń, jaką osiągnął Pekin w 2008 roku. Według danych COHRE (Centrum Praw Mieszkaniowych i Eksmisji w Genewie), łącznie wysiedlono wówczas między 1,2 a 1,5 mln mieszkańców. Aż tyle osób musiało wynieść się ze swoich domów, żeby zrobić miejsce dla obiektów olimpijskich lub umożliwić realizację „programów upiększania miast”.

Igrzyska olimpijskie w Tokio
Fot. Lintao Zhang/Getty Images

Początkowo wszystko miało oczywiście odbyć się zgodnie z literą prawa. Mieszkańcy domów przeznaczonych do wyburzenia mieli albo zostać przeniesieni do nowych mieszkań, albo drogą mediacji otrzymać odpowiednie odszkodowania za nieruchomości. Rzeczywistość wyglądała inaczej. Wielu trafiło do najbiedniejszych dzielnic oddalonych o ponad 20 km od dotychczasowych lokalizacji. Wysiedleńcy musieli odnaleźć się w zupełnie nowej społeczności, znaleźć nową pracę, jakoś radzić sobie w miejscu, gdzie nie dojeżdża nawet komunikacja miejska. Ci, którzy chcieli się targować, wielokrotnie też ucierpieli, bo oferowane im odszkodowania uwzględniały ceny znacznie poniżej wartości rynkowej. A osoby, które odmawiały wyprowadzki, często były nękane. Jak widać skutecznie, bo tylko w latach 2006-2008 w Pekinie wyburzono w duchu olimpijskim aż 60 tys. budynków.

– Jesteśmy przerażeni słowami prezydenta MKOl-u, który twierdzi, że w wyniku igrzysk olimpijskich w Pekinie sytuacja praw człowieka w Chinach uległa poprawie – nie wytrzymał w końcu Salih Booker, ówczesny dyrektor wykonawczy COHRE.

 

JAK ATENY ZNALAZŁY SPOSÓB NA ROMÓW

Państwa Zachodu też jednak zalazły za skórę swoich mieszkańców, chociaż oczywiście nie w takim stopniu. Zimowe igrzyska w Calgary – 2 tys. wysiedlonych, Barcelona – około tysiąca, Atlanta – 6 tys., Ateny – 3 tys., Vancouver – 3 tys. tylko pod budowę wioski olimpijskiej, Londyn – od kilkuset do kilku tysięcy, Rio de Janeiro – 77 tys. Chociaż i w takich miastach zdarzało się, że media donosiły o przypadkach łamania praw własnościowych i lokatorskich. Co ciekawe, niektóre miasta wykorzystały wręcz igrzyska olimpijskie do załatwienia swoich prywatnych problemów z lokalnymi społecznościami. Przykładem są tutaj Grecy, którzy wyprawiali igrzyska w 2004 roku. Władze Aten przez lata nie mogły poradzić sobie z Romami zamieszkującymi obrzeża miasta. Miały związane ręce m.in. z powodu organizacji chroniących prawa człowieka. Kiedy jednak przyznano Grekom organizację igrzysk, znalazł się dobry pretekst, aby w końcu zamknąć temat. Kiedy na stadionie olimpijskim zapłonął znicz, obozowisk już nie było, a wraz z nimi ponad 2,5 tys. Romów.

Podobnych historii było więcej i nie dotyczyły one zresztą tylko igrzysk olimpijskich. Wystarczy przywołać chociażby piłkarskie mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku. W Dallas przez lata utworzyły się nielegalne osiedla zamieszkałe przez ubogich Afroamerykanów. Władze miasta długo obiecywały im stworzenie lepszych warunków mieszkaniowych, ale kiedy na horyzoncie pojawiła się organizacja mundialu, od razu podjęto decyzję o wysiedleniu około 400 osób. Tak duża impreza była dla miasta idealnym wytłumaczeniem.

 

IŚCIE MISTRZOWSKIE CENY MIESZKAŃ

Trzeba jednak pamiętać, że igrzyska olimpijskie to także wysiedleńcza bomba z opóźnionym zapłonem. Mieszkańcy są zmuszani do opuszczania swoich mieszkań i domów nie tylko przed imprezą, ale w wielu przypadkach też po jej zakończeniu. Różnica polega na tym, że w tym drugim przypadku nie stoi już nad nimi urzędnik z batem, tylko po prostu życie.

Chodzi głównie o znaczny wzrost cen nieruchomości i wynajmu, co naturalnie najmocniej uderzało w najbiedniejszą część społeczeństwa. Poza tym, organizacja igrzysk zawsze drenuje budżet danego miasta, dlatego władze często muszą później szukać oszczędności. I znajdują je ograniczając wydatki chociażby na sferę socjalną: zmniejszając zasiłki i zawieszając budowę lokali komunalnych. Wszystko to sprawiało, że wielu mieszkańców było zmuszonych wyprowadzić się na przedmieścia lub wręcz do innego miasta.

Nad tym zjawiskiem pochylił się m.in. Bogumił Termiński, autor książek i artykułów poświęconych migracji ludzi. Jako przykład takiej bomby z opóźnionym zapłonem podaje igrzyska w Barcelonie, gdzie ceny nieruchomości znacznie wzrosły na początku lat 90. Przy czym była to kolejna podwyżka, bo według niektórych danych, tylko pomiędzy przyznaniem miastu organizacji i dniem rozpoczęcia igrzysk, ceny skoczyły o około 200 proc. Kolejny przykład to Atlanta. Igrzyska spowodowały bezpośrednio wyprowadzkę około 6 tys. osób, ale jak wyliczono po latach, wysiedlenia pośrednio dotknęły nawet 30 tys. ludzi. Wielu nie było już stać na życie w olimpijskim mieście.

– Liczba osób odczuwających pośrednie konsekwencje wielkich imprez coraz częściej przekracza liczbę wysiedlonych przy ich organizacji. Igrzyska w latach 1988-2008 doprowadziły do wysiedlenia przynajmniej 2 mln osób, ale negatywne konsekwencje mieszkaniowe odczuwane były przez kilkakrotnie większą liczbę osób – pisze Termiński, który takich ludzi określa mianem „wysiedleńców inwestycyjnych”.

 

W LOS ANGELES JUŻ SIĘ BOJĄ

Dane dotyczące wysiedleń w Tokio dopiero poznamy, chociaż patrząc na organizacyjny rozmach przyszłorocznej imprezy, skala eksmisji będzie prawdopodobnie duża. Wprawdzie Japończycy zapewniają, że na przykład wioska olimpijska po zawodach zostanie zamieniona w osiedle mieszkaniowe, ale wielu ludzi i tak trafi na społeczny margines. Mówią o tym m.in. lokalni aktywiści sprzeciwiający się organizacji igrzysk, ale tradycyjnie nikt ich nie słucha.

Chociaż nie brakuje opinii, że niedawne wysiedlenia zostały gorzej zorganizowane niż te przed igrzyskami w 1964 roku. Jeden z zarzutów mówi o tym, że pół wieku temu lokalne społeczności nie były aż tak bardzo rozbijane, ponieważ mieszkańcy trafiali najczęściej do tych samych dzielnic. Negocjacje z miastem były prostsze, a wiele osób trafiło nawet do mieszkań o wyższym standardzie (gaz w domu był dla niektórych nowością). Według relacji przedostających się do zachodnich mediów, obecnie wszystko odbywa się znacznie chłodniej. Mnóstwo ludzi ma gorsze warunki mieszkaniowe, a lokalne społeczności rozrzucono po różnych lokalizacjach.

Nic więc dziwnego, że powoli zaczynają martwić się też miasta stojące w olimpijskiej kolejce. „Igrzyska w Tokio pokazują koszmar czekający nas w 2028 roku” – alarmował niedawno „Los Angeles Times”. Amerykanie boją się podwójnie, bo mają jeszcze w pamięci przygotowania do igrzysk w 1984 roku. Wtedy też dochodziło do wyzysku miejscowej ludności.

Jeden z bardziej znanych amerykańskich aktywistów Jules Boykoff powiedział niedawno, że igrzyska nie są dla mieszkańców. Przypominał, że często nie stać ich na bilety, a na żadne zaproszenia nie mogą liczyć. Nie jest to do końca prawdą. Wysiedlenia to w końcu stała dyscyplina olimpijska, a mieszkańcy są w niej głównymi uczestnikami.

#igrzyska olimpijskie
#Tokio

Najnowsze

Historia niedoszłej rewolucji. Rangnick, Pioli i wojna kulturowa w Milanie

Stefano Pioli uchował się jako trener AC Milan, a przy tym obronił włoską myśl szkoleniową przed obcymi wpływami, które próbowały si ...

#AC Milan
#Ralf Rangnick
#serie a

Wioska o nazwie NBA. Obóz koszykarskich supergwiazd gotowy na start

Czy Kawhi Leonard sięgnie po tytuł mistrzowski z trzecim zespołem? Czy Giannis Antetokonumpo wreszcie potwierdzi supremację w play-o ...

#Koszykówka
#NBA
#restart NBA

Ciężka praca popłaca. Szczęsny, pierwszy bohater za Dybalą i Cristiano

Trzecie mistrzostwo Italii z rzędu Wojciecha Szczęsnego przeszło bez większego echa. Jakby wstąpienie do klanu Agnellich powodowało, ...

#Juventus
#serie a
#Wojciech Szczęsny

Kopciuszek opuścił salony. Koniec pięknej bajki Bournemouth. Jaki będzie jej kolejny rozdział?

Przez pięć lat Bournemouth zdążyło przyzwyczaić do siebie kibiców Premier League. Dla sporej części stało się nawet drużyną drugiego ...

#Bournemouth
#Championship
#Eddie Howe

Międzynarodowa B klasa. Kraków Dragoons jedynym w Polsce klubem obcokrajowców

W kadrze mają zawodników z ponad dwudziestu krajów z całego świata. W podkrakowskich wioskach są witani z ciekawością jako „ten międ ...

#B klasa
#klub obcokrajowców

Miliard w rozumie. Co robi Brentford, gdy nikt nie patrzy?

Awangarda futbolu knuje na przedmieściach Londynu. Zlikwidowali akademię, zatrudnili trenerkę snu, ciągle mówią o potędze danych i obsesji ukrytych talentów. A wszystko pod ste ...

#Brentford
#Championship
#Matthew Benham

Zaległe starcie legend czy tylko skok na kasę? Tyson vs Jones Jr., czyli o co tu chodzi

Na pewno wszyscy, którzy choć trochę interesują się sportem, trafili już na nagłówki mówiące, że Mike Tyson zamierza we wrześniu wal ...

#boks
#Mike Tyson
#Roy Jones Jr.

Immobile najlepszym strzelcem Europy, Walukiewicz ograł Juve (SERIE A W PIGUŁCE)

Robert Lewandowski i Cristiano Ronaldo zostają w tyle. Już tylko kataklizm może pozbawić Ciro Immobile zwycięstwa w klasyfikacji str ...

#Ciro Immobile
#liga włoska
#serie a

Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Jak ocenić ten sezon Jose Mourinho w Tottenhamie?

Dla Spurs to był roku pełen wzlotów i upadków. Narrację o tym zespole dało się zmieniać niemal z miesiąca na miesiąc. Taki przebieg ...

#jose mourinho
#premier league
#tottenham
POKAŻ WIĘCEJ