newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. Ezra Shaw/Getty Images

„Dzieciak z Coney Island” to fascynujący portret byłej koszykarskiej gwiazdy, która zostawiła NBA, aby odnaleźć szczęście na drugim końcu świata. Stephon Marbury jako sportowiec budził olbrzymie kontrowersje, pomimo bezsprzecznego talentu i wybitnych umiejętności. Teraz jest bohaterem najciekawszego, obok „The Last Dance”, koszykarskiego obrazu dokumentalnego na platformie Netflix.

Zanim trafił do NBA w 1996 roku był najbardziej elektryzującym i zachwycającym młodym talentem w mekce zawodowej koszykówki Nowym Jorku. Wychowany w rodzinie zarażonej wielką i nieuleczalną pasją – trzech jego braci próbowało, zanim ostatecznie udało się jemu. Jak widzimy w początkowej fazie dokumentu, wyprodukowanego przez dwukrotnego mistrza Kevina Duranta i potężnego agenta Richa Kleimana (wraz ze słynnym aktorem Forestem Whitakerem), Steph biegał z piłką po boisku od samego rana do późnych godzin nocnych, a gdy zostawał w domu do znudzenia kozłował piłkę w swoim pokoju.

Jednocześnie podpatrywał swoich braci i od każdego „pożyczył” to co mieli najlepszego: od jednego rzut, od innego drybling, a od kolejnego zawziętość i determinację. Dlatego to właśnie on spełnił swoje marzenia.

Innych nie miał. Myślał wyłącznie o koszykówce. „Wychowywałem się w Nowym Jorku, jestem jego rówieśnikiem. Od dziecka uchodziłem za fanatyka basketu, a Marbury był dla mnie superbohaterem. Śledziłem jego historię od samego początku” – opowiada Kleiman. „W życiu powiedziałem i zrobiłem różne rzeczy. Nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić, ale skrzywdziłem najbardziej samego siebie. To jest moja historia” – mówi Marbury.

 

PRZYJAŹŃ KONTRA PIENIĄDZE

Chronologiczne obserwujemy drogę Stephona ze slumsów, gdzie w pewnym momencie stał się jedyną nadzieją całej, dużej rodziny na lepsze życie, poprzez eksplozję talentu w szkole średniej, gdy zaczęto pisać o nim artykuły w największych nowojorskich mediach, poprzez epizod na uczelni Georgia Tech i wreszcie wybór w bodaj najlepszym drafcie wszech czasów (1996), obok Alena Iversona (do którego był wtedy porównywany), Raya Allena i Kobe Bryanta.

Marbury trafił do Minnesota Timberwolves, gdzie dołączył do swojego dobrego kumpla Kevina Garnetta i obaj stworzyli fascynujący duet niezwykle efektownie grających młodych gwiazd. Z reguły nudny i mało poważany zespół Wolves nagle stał się jednym z najbardziej hipsterskich i najchętniej oglądanych w telewizji.
Fachowcy przewidywali, że wkrótce stanie się jedną z największych potęg w NBA. Zbudowanie mistrzowskiej ekipy wokół duetu Marbury-Garnett wydawało się kwestią czasu. Obaj znakomicie uzupełniali się, no i oczywiście przyjaźnili, co zawsze pomaga. Pamiętam, gdy jako 20-letni dziennikarz z Polski poleciałem na All Star Weekend w 1998 roku i zapytałem Garnetta, czy Steph też powinien dostać nominację do Meczu Gwiazd, ten bez cienia zawahania odparł: „Bez najmniejszych wątpliwości!”.

Jak to jednak bywa w sporcie oraz w życiu, przyjaciół poróżniły pieniądze. Garnett podpisał najwyższy kontrakt w historii ligi (126 milionów na 6 lat, w całej karierze zarobił 326 milionów, też najwięcej w dziejach profesjonalnej koszykówki), Wolves zabrakło środków, aby w najbliższej przyszłości zaoferować „maksa” drugiej gwieździe.
Sfrustrowany Marbury stracił motywację, zaczął chodzić własnymi ścieżkami, a w końcu poprosił o transfer. W New Jersey Nets, czyli blisko starych śmieci i swojej rodziny odżył, stając się jednym z najlepszych snajperów w NBA, został powołany wreszcie do Meczu Gwiazd, ale miał kiepskich partnerów i jego drużyna przegrywała. Sytuacja powtórzyła się po wymianie do Phoenix Suns. Marbury znów czarował, ale zespół spisywał się kiepsko. Wreszcie w 2003 roku spełnił marzenie z dzieciństwa i założył koszulkę New York Knicks, stając się gwiazdą numer jeden w Madison Square Garden. Nie przypuszczał zapewne, że powrót do domu będzie jednocześnie początkiem jego końca…

GNIEW KIBICÓW I DEPRESJA

W filmie pojawia się wypowiedź Stephena A Smitha, że „zespoły, w których grał Marbury prezentowały się lepiej po jego odejściu”. To prawda. Wolves cieszyli oko kibica efektowną koszykówką mając zespół zbudowany wokół dwóch młodych gwiazd, ale do finałów Konferencji Zachodniej awansowali dopiero, gdy Garnett miał obok siebie weteranów Sama Cassella i Latrella Sprewella. Gdy odszedł z Nets, sprowadzony na jego miejsce Jason Kidd oraz razu zamienił jeden z najgorszych zespołów w lidze w jeden z najlepszych i poprowadził go dwukrotnie do ścisłego finału.
Po opuszczeniu przez Stepha Phoenix Suns z nowym rozgrywającym Stevem Nashem stali się potęgą na Zachodzie i z nowym stylem gry całkowicie zrewolucjonizowali NBA. Wreszcie Knicks… Również tam Marbury nie miał z kim grać, stając się ofiarą – jak wielu później, z Carmelo Anthonym na czele – nieudolnych działaczy z najgorszym właścicielem w całej lidze Jamesem Dolanem w roli głównej.

Jednocześnie skupiał na sobie gniew kibiców, bezpardonowe ataki najbardziej agresywnych w Ameryce nowojorskich mediów. W tym samym czasie nieoczekiwanie umarł jego ojciec. Delikatna psychika chłopaka, dla którego w życiu najważniejsza była koszykówka, a tutaj grając dla ukochanej drużyny stał się symbolem jej upadku, w końcu nie wytrzymała. Wpadł w depresję, w sławetnym internetowym wideo wylał swoje żale i zaczął konsumować wazelinę. Knicks zawiesili go najpierw na jeden mecz, potem na pół roku. Na chwilę dołączył do Boston Celtics, którym nie potrafił pomóc w obronie mistrzowskiego tytułu, po czym znalazł się na bruku. Miał zaledwie 31 lat, a nikt go nie chciał. Jak mówi w filmie: „Jednego dnia miałem kontrakt na 20 milionów dolarów, a następnego nic”.

PRZEMIANA

Wtedy doszło do metamorfozy. Marbury miał opinię boiskowego egoisty i rozkapryszonego dzieciaka, ale z tego filmu wyjawia się zupełnie inny obraz – bardzo wrażliwego, trochę niedojrzałego emocjonalnie chłopaka, który nie miał szczęścia w NBA, ale też nie radził sobie z presją oczekiwań oraz bycia liderem. Osobiście rozmawiałem z nim kilka razy i zawsze robił na mnie pozytywne wrażenie. W Phoenix zaopiekował się Cezarym Trybańskim, mówiąc mu: „Drzwi do mojego domu są zawsze dla ciebie otwarte”. Z myślą o biednych dzieciakach z nowojorskich ulic zaprojektował linię butów, które kosztowały zaledwie dwadzieścia dolarów. Jednocześnie regularnie brał udział w turniejach streetballa. Był dzieckiem ulic, chłopakiem z Coney Island. Pod tym względem nigdy się nie zmienił.

Zmienił natomiast podejście do świata i stało się tak po niespodziewanym wyjeździe do Chin. Tam nie tylko został największą koszykarską legendą wszech czasów, ale odzyskał radość z życia. Zaczął medytować, a dewizą stały się dla niego słowa największego mentora – jak sam o nim mówi – Bruce’a Lee: „Bądź jak woda”. Karierę zakończył w 2018 roku jako 40-latek, będąc doceniony, uwielbiany, ale przede wszystkim znajdując wewnętrzny spokój.

Końcowe sceny z filmu, gdy widzimy jak wrócił do dzielnicy, w której się wychował i pomaga młodym dzieciakom spełniać marzenia, na pewno powodują wzruszenie, a także nasuwają istotne pytanie: co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze?
Marbury, w przeciwieństwie do Michaela Jordana nie trafił ostatniego rzutu, nie odszedł niepokonany, nie jest do dziś traktowany niczym Bóg koszykówki. A jednak nawet pobieżne spojrzenie na Stepha z ostatnich scen filmu oraz MJ’a z wypowiedzi w „The Last Dance” inspiruje do zadania sobie pytania: który z nich tak naprawdę jest teraz szczęśliwszy?

Marbury, który pokazuje młodemu chłopakowi w zakładzie fryzjerskim swoje dawne akcje na telefonie i chichocze życzliwie, gdy ten w ogóle nigdy o nim nie słyszał, czy Jordan złowrogo śmiejący się z Gary’ego Paytona, obserwując na tablecie, jak ten mówi, że „bronił przeciwko niemu zdecydowanie najlepiej spośród wszystkich graczy SuperSonics w pamiętnych finałach z 1996 roku” (choć to absolutna prawda, popierana przez statystyki)?
Jeden pogodzony z życiem wrócił do korzeni, drugi ciągle walczy, nawet z demonami (prawdziwymi bądź tylko wyimaginowanymi) z przeszłości… Werdykt pozostawiam widzom i czytelnikom.

#stephon marbury
#NBA
#Netflix

Najnowsze

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Kadra Michniewicza krok od Euro U-21. Drugi awans z rzędu na wyciągnięcie ręki

W teoretycznie najważniejszym meczu eliminacji reprezentacja Polski do lat 21 pokonała Rosję (1:0) po trafieniu Patryka Dziczka. Ter ...

#Czesław Michniewicz

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia
POKAŻ WIĘCEJ