newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. by Warner Brothers/Getty Images

Po sukcesie serialu „The Last Dance” ESPN idzie za ciosem i wypuszcza kolejny dokument o legendarnym sportowcu i aktorze. Tym razem nie serial a dwugodzinny film. „Bądź jak woda” to historia faceta, dzięki któremu cały świat zwariował kiedyś na punkcie sportów walki – legendy kina Bruce’a Lee.


tekst: Leszek Żukowski

Ze słynnym chińskim aktorem jest trochę jak z Michaelem Jordanem: niby wszyscy wszystko o nim wiedzą, ale tak naprawdę „Ostatni Taniec” odsłonił fakty, o których wielu fanów MJ-a nie miało zielonego pojęcia. Dokument o Chicago Bulls spowodował kolejną falę zainteresowania basketem w Polsce. Może po filmie „Bądź jak woda” kluby karate przeżyją oblężenie?
Tytuł to cytat ze sławnego wywiadu Bruce’a Lee w amerykańskiej telewizji. Mówił w nim wtedy: „Oczyść swój umysł, bądź jak woda, przyjacielu, ona przystosowuje się do każdego naczynia, a może zniszczyć skałę”.

CÓRKA ZŁA NA TARANTINO

Dokument ESPN pokazuje, że przeciwnicy, z którymi Bruce walczył w kolejnych filmach to nic w porównaniu z wyzwaniami, z jakimi miał do czynienia w prawdziwym życiu. Przede wszystkim musiał stawić czoło rasizmowi wszechobecnemu w ówczesnym Hollywood. Na pytanie jednego z dziennikarzy, czy czuje się najbardziej wpływowym Chińczykiem na świecie, Bruce odpowiedział: – Przede wszystkim czuję się człowiekiem.

Był i nadal jest ikoną popkultury. Po jego śmierci w 1973 roku nie było aktora azjatyckiego pochodzenia, który choćby w połowie zbliżył się do niego popularnością. Może Jackie Chan, który zresztą był jego uczniem i statystował w kultowym „Wejściu Smoka”. W wywiadach nieustannie powtarza, że Bruce Lee był dla niego Bogiem. Nie tylko dla niego. Legenda karateki żyje nadal. Jego nagła śmierć w tajemniczych okolicznościach była podstawą do olbrzymiej liczby teorii spiskowych. Jedna z najsłynniejszych mówiła, że Bruce został zamordowany przez mistrzów Kung Fu, co miało być zemstą za zdradzenie Zachodowi tajników chińskiej sztuki walki.

Rok temu postać Bruce’a Lee przypomniał Quentin Tarantino w swoim filmie „Dawno temu w Hollywood”. W jednej ze scen mistrz chwali się, że pokonałby w walce Muhammada Alego. Brad Pitt grający kaskadera wyzywa Bruce’a na pojedynek i wygrywa, rzucając nim efektownie o stojący na planie samochód. Córka Bruce’a Lee, Shannon, zarzuciła reżyserowi, że robi z jej ojca pajaca i oskarżyła Tarantino o rasizm.

Autor „Pulp Fiction” tłumaczył, że Bruce Lee jest dzisiaj częścią masowej kultury i tak naprawdę chciał mu oddać hołd. Akcja filmu dzieje się w 1968 roku i Lee był wtedy nauczycielem Kung Fu wielu gwiazd kina i estrady. Trenował między innymi Sharon Tate, żonę Romana Polańskiego, i jej przyjaciela, stylistę włosów Jaya Sibringa. Oboje zostali zamordowani w willi polskiego reżysera przy Cielo Drive przez bandę Mansona.

Nauki walki pobierał też u niego aktor Steve McQueen, Bruce Willis tamtych czasów. Pilnym uczniem był też Kareem Abdul-Jabbar, wielka gwiazda NBA w latach siedemdziesiątych, wtedy zawodnik Los Angeles Lakers. Panowie się zaprzyjaźnili i Kareem wystąpił w ostatnim filmie Bruce’a: „Gra Śmierci”. Odbywają tam słynny pojedynek, w czasie którego gwiazda „Wejścia Smoka” nosi charakterystyczny żółty kostium. Film został dokończony już po śmierci Bruce’a. Końcowe sceny z udziałem jego postaci dokręcono już z innym aktorem. Ciekawostka: godzina treningu z Brucem Lee kosztowała w latach sześćdziesiątych 275 dolarów.

TANCERZ I SZERMIERZ

Z okazji premiery dokumentu ESPN warto przypomnieć sobie sylwetkę największej legendy kina sportów walki. Kilka faktów może zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów Bruce’a Lee.
Urodził się w Stanach, ale jak miał 3 lata przeniósł się z rodzicami do Chin. Stąd jego amerykańskie imię. To że był mistrzem Kung Fu wiedzą wszyscy. Mało kto pamięta jednak, iż Bruce odnosił sukcesy, i to duże, także w innych dziedzinach. Był między innymi zawodowym tancerzem. Specjalizował się w cza- czy. W 1958 roku wygrał turniej taneczny w Hong Kongu.

W wywiadach powtarzał, że taniec ma dużo wspólnego ze sportami walki – chodzi o koordynację pracy nóg. Trenował też szermierkę i boks. Sportami walki zaczął interesować się w wieku trzynastu lat, kiedy kilka razy miał do czynienia z młodocianymi gangami szalejącymi na ulicach Hong Kongu w latach pięćdziesiątych. Wtedy odkrył Wing Chun. Ta odmiana Kung Fu, nazywana inaczej chińskim boksem, skupia się na samoobronie i kontrataku na uderzenia przeciwnika.

Po latach Bruce Lee stworzył własny system walki Jeet Kune Do, oparty w dużej mierze na Wing Chun, ale też czerpiący z Karate tradycyjnego, Judo czy kick-boxingu. Można powiedzieć, że stworzył podstawy MMA. Dzisiaj wielu zawodników tej dyscypliny powołuje się na Bruce’a Lee jako swojego mistrza, podziwia go m.in. jeden z najlepszych zawodników MMA na świecie, Connor McGregor. Zresztą elementy MMA można zauważyć już w pierwszej scenie „Wejścia Smoka”. Bruce walczy tam w typowych dla tej dyscypliny rękawicach, a potyczkę kończy w parterze, robiąc charakterystyczną dla brazylijskiego ju-jitsu dźwignię na ramię, czyli stosuje technikę, którą bardzo często wykorzystują najlepsi zawodnicy mieszanych sztuk walki. Lubi ją bardzo Mamed Chalidow.

AKTYWISTA I SPOŁECZNIK

Filozofia Bruce Lee związana była oczywiście z Kung Fu, ale w pewnym momencie zaczęła żyć własnym życiem i jest uznawana za zbiór życiowych wskazówek. Zostały one wydane w postaci książki, którą napisał: „Tao Jeet Kune do”. Chiński aktor nie chciał być postrzegany jedynie jako gość który umie tylko machać nogami i rękoma i wydawać z siebie dzikie okrzyki. Chciał wykorzystywać swoją sławę także do walki o prawa mniejszości etnicznych w Stanach. Mieszkańcy USA w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie byli gotowi na gwiazdę Hollywood, która nie byłaby w 100 procentach Amerykaninem. Tak przynajmniej twierdzili szefowie wielkich wytwórni filmowych.

Bruce walczył żeby to zmienić. Jego pierwszym studentem był czarnoskóry aktor Jesse Glover. Chciał edukować Amerykanów na temat chińskiej kultury, otwierając kolejne szkoły Wing Chun. Aktorem został przez przypadek. W 1964 roku wziął udział w turnieju Karate w Kalifornii. Tam młodego, charyzmatycznego fightera zauważył jeden z producentów filmowych. Zaprosił Bruce’a na zdjęcia próbne do serialu Green Hornet i tak zaczęła się kariera filmowa przyszłej gwiazdy „Wejścia Smoka”.

Droga do sławy nie była usłana różami. W serialu Bruce dostał zaledwie kilka kwestii. Jego zadaniem było głównie rozdawanie kopniaków i robienie fikołków. Serial zdjęto z anteny po jednym sezonie. Bruce zaczął wprawdzie dostawać kolejne propozycje, ale odmawiał, bo zawsze były to stereotypowe role, pokazujące Azjatów – delikatnie rzecz ujmując – w niezbyt pozytywnym świetle. Wtedy wpadł na pomysł serialu o samotnym mnichu z klasztoru Shaolin trenującym sztuki walki. Tytuł brzmiał po prostu „Kung Fu”. Producenci ze studia Warner Bros zakochali się w jego pomyśle ale było jedno „ale”: mnicha musiał zagrać biały aktor.
„Ameryka nie chce na razie gwiazdy chińskiego pochodzenia” – usłyszał Lee. Główną rolę dostał David Carradine i była to jego trampolina do sławy. Po latach nawiązał do niej w „Kill Billu” Quentina Tarantino. Bruce zrozumiał, że na razie nie ma czego szukać w Hollywood.

JA WAM POKAŻĘ

Wrócił do Hong Kongu i od razu jego kariera nabrała przyspieszenia. Chiński producent Raymond Chow nie miał żadnych wątpliwości, że Bruce Lee jest materiałem na gwiazdę światowego formatu. Razem nakręcili trzy filmy, które potwierdziły intuicję producenta.
Najpierw w 1971 roku Bruce zagrał młodego, ambitnego chłopaka, który musi stawić czoła chińskiej mafii w filmie „Wielki Szef”. Rok później rozdawał kopniaki i ciosy w „Pięściach Furii”. Potem była „Droga Smoka” i powoli świat dowiadywał się kim jest ten krzyczący po każdym uderzeniu charyzmatyczny facet.

Producenci z Hollywood zaczęli mu się uważnie przyglądać. W końcu dostał swoją szansę. „Wejście smoka” było wielkim światowym hitem. Do dzisiaj uznawany jest za najlepszy film w historii w kategorii „sporty walki”. Zdjęcia kręcono w Hong Kongu. Wielu statystów było członkami lokalnych chińskich gangów. Kilku z nich wyzywało w przerwie między ujęciami Bruce’a Lee na pojedynek. Legenda głosi, że nie skończyło się to dla nich zbyt dobrze. Bruce robił z nimi to co potem z nim Brad Pitt w filmie Tarantino.

Choreografię wszystkich walk które widzimy w filmie zaaranżował on sam. Niestety nie doczekał premiery filmu. Aktor zmarł nagle 20 lipca 1973 roku w niewyjaśnionych okolicznościach w Hong Kongu, w apartamencie należącym do chińskiej aktorki Betty Ting Pei. Było to miesiąc przed premierą. Tak narodziła się legenda. Teorie spiskowe nie mają końca.

Mówiło się o wspomnianej zemście starych mistrzów Kung Fu. Pojawiły się również wątki z rzekomym przedawkowaniem narkotyków. Są też i tacy, którzy do dzisiaj wierzą, że Bruce tak naprawdę nie umarł tylko mieszka sobie na jakiejś rajskiej wyspie i prowadzi życie szczęśliwego emeryta. Najpewniej razem z Elvisem Presleyem i Jimem Morrisonem. Po śmierci aktor z dnia na dzień stał się gwiazdą a na całym globie, od Nowego Jorku po Kamczatkę zapanowało szaleństwo na naukę karate. Filmowa kariera Bruce’a Lee skończyła się tak szybko, jak się zaczęła.

Smutny epilog do jego legendy miał miejsce prawie równo 20 lat po jego śmierci. W 1993 roku na planie filmu „Kruk” w wieku 28 lat zginął jego syn Brandon Lee. W trakcie kręcenia sceny strzelaniny został trafiony prawdziwym nabojem. Jego śmierć także obrosła w teorie spiskowe, ale to już temat na kolejny dokument dla ESPN.

#bądź jak woda
#bruce lee
#ESPN
#wejście smoka

Najnowsze

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open
POKAŻ WIĘCEJ