newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Robin Jones - AFC Bournemouth via Getty Images

Przez pięć lat Bournemouth zdążyło przyzwyczaić do siebie kibiców Premier League. Dla sporej części stało się nawet drużyną drugiego wyboru, kojarzoną z atrakcyjną grą i budującą historią o drodze znad przepaści do elity. Swój wpływ miał też Artur Boruc. Bajka dobiegła jednak końca. Romantyczna historia wkracza w etap niepewności.

Po końcowym gwizdku na Goodison Park piłkarze usiedli zmęczeni na murawie i wiedzieli, że ich pobyt w Premier League właśnie się zakończył. Nie trzeba było pytać o wyniki innych meczów. Na ekranach wokół trybu stadionu Evertonu te były wyświetlane przez cały czas i gracze Bournemouth wiedzieli, że ich wysiłek niczego im nie dał. Swoje zrobili. Wygrali 3:1 i szarpali do samego końca, jednak inne mecze nie ułożyły się po ich myśli. Drużyna, która zdołała zyskać wielu sympatyków przez ostatnie pięć sezonów, właśnie żegnała się z Premier League. Ale przynajmniej robiła to z podniesioną głową.

Zawodnicy Wisienek pełni smutku nawet niespecjalnie ze sobą rozmawiali. Eddie Howe podszedł jedynie do tej części trybun, na której zasiadła niewielka grupa pracowników klubu i rezerwowych, którzy stanowili ekskluzywne grono oglądających ten mecz za zamkniętymi drzwiami. Nie potrafił ukryć  żalu. Ukłonił się jedynie i poklepał po herbie klubu wyszytym na bluzie, nim zniknął w tunelu. W tym smutnym momencie nie towarzyszyli mu nawet kibice, dla których – zachowując pewne proporcje – był tym, kim dla fanów Manchesteru United sir Alex Ferguson lub Arsene Wenger dla sympatyków Arsenalu.

 

NAJLEPSZY CZAS W HISTORII

Dla zespołu z południa Anglii ostatnie pięć sezonów było jak życie w bajce. Klub, który istnieje od przeszło 120 lat, tylko dziewięć spędził wyżej niż w trzeciej klasie rozgrywek. Siedem z nich za kadencji Howe’a. Od awansu do tej najwyższej w 2015 roku Wisienki wpasowały się w jej krajobraz i funkcjonowały w Premier League jako ostoja zdrowego rozsądku. Howe – najdłużej nieprzerwanie pracujący w jednej drużynie menedżer w Anglii – zawsze mógł liczyć na zaufanie zarządu. Kiedy Bournemouth przytrafiała się gorsza seria meczów, nigdy nie było tematu zwolnienia trenera.

Howe w końcu zasłużył na zaufanie. Przejmował klub w 2008 roku w sytuacji, która wydawała się beznadziejna – po spadku do League Two i z karą odjęcia 17 punktów na rozpoczęcie sezonu. Mimo tego utrzymał Wisienki w czwartej lidze, a rok później zaczął cudowny marsz. Trzy awanse w sześć lat przeniosły Bournemouth z czwartej ligi do Premier League. Tak narodził się ukochany Kopciuszek piłkarskiej Anglii. Jego pobyt w elicie zakończył się jednak 26 lipca 2020 roku.

 

Spadek do Championship, szczególnie przy skróconym okresie przygotowawczym do nowego sezonu, to moment szukania nowych rozwiązań, ale na Vitality Stadium również na docenienie tego, co właśnie się zamknęło. Malutki klub z malutkim stadionem prowadzony przez człowieka stamtąd przez kilka lat był w stanie skutecznie stawiać czoła największym firmom w Anglii. Do czasu.

 

INSPIRACJA DLA MAŁYCH

Wisienki od awansu potrafiły zakończyć sezon w górnej połowie tabeli. Wygrywały z Manchesterem United, Liverpoolem, Arsenalem, Tottenhamem i z Chelsea – z nią w sumie cztery raz, z czego trzy na Stamford Bridge. Wiele z tych zwycięstw nie przychodziło dzięki fartowi, murowaniu bramki i jakimś 1:0 po golu po zamieszaniu w polu karnym. Howe, trener zainspirowany takimi postaciami jak Brian Clough i Wenger, nigdy nie chciał tak grać.

Dla drużyny bez wielkich tradycji te triumfy są niemal jak puchary. – Byliśmy wspaniałą wiadomością dla Premier League – mówił po ostatniej kolejce Howe. – Tak mały klub walczący o swoje na najwyższym poziomie to inspiracja dla wielu innych drużyn, które patrzą na nas z niższych lig. I dlatego jestem tak zawiedziony, że to już koniec – dodawał.

Fot. Steve Bardens/Getty Images

 

ZABICI PRZEZ KONTUZJE

Ten sezon zakończył się gorzko, a mógł się dla Bournemouth potoczyć zupełnie inaczej. Kiedy w listopadzie wygrywali z Manchesterem United na swoim boisku, wskakiwali na siódme miejsce w tabeli. Później coś się jednak zacięło. Zaraz po tym zwycięstwie Wisienki przegrały pięć kolejnych meczów. Do wymuszonej przerwy w marcu zaliczyły serię osiemnastu kolejek z zaledwie jedenastoma zdobytymi punktami. Spadek zaczął być bardzo realnym scenariuszem.

Fatalna seria zbiegła się z plagą kontuzji. Były spotkania, w których Howe nie mógł skorzystać nawet z kilkunastu piłkarzy. Zatrważająca jest statystyka, która mówi, że każdy zawodnik, który rozegrał w tym sezonie choć jeden mecz ligowy dla Bournemouth, również co najmniej jeden opuścił z powodu urazu. – Gdybym miał wskazać jeden kluczowy powód spadku, byłyby to właśnie kontuzje. To ogromny problem dla menedżera, kiedy grać nie mogą Josh King, Nathan Ake czy Callum Wilson, a Davida Brooksa nie było przez niemal cały sezon aż do restartu. Drużyna nie poradziła sobie z ich stratą – mówi w rozmowie z newonce.sport Peter Rutzler, insider zajmujący się na co dzień drużyną z Vitality Stadium w serwisie „The Athletic”.

– Gdy wyniki zaczęły być gorsze i przyszły urazy, pewność siebie w szatni mocno spadła. Bournemouth przestało być zespołem zwartym. Za kadencji Howe’a zawsze miało silny etos i tego w tym sezonie zabrakło. Liderzy byli pochowani albo leczyli kontuzje, jak np. Simon Francis czy Charlie Daniels. Bez nich i przy pogorszonej formie w ofensywie drużyna straciła swoją tożsamość – dodaje angielski dziennikarz.

Do tego doszły czynniki czysto sportowe. – Nie byli już zespołem tak kreatywnym. Bournemouth zawsze znane było z tego, ile zdobywa bramek i z widowiskowej gry. Dużo goli również tracili, ale zawsze mogłeś być pewny, że stworzą na tyle okazji, że sobie poradzą. W tym sezonie jednak nie widzieliśmy za wielu spotkań, w których grali dobrze w ofensywie – analizuje Rutzler.

Nie pomogła też sytuacja kontraktowa Ryana Frasera. Szkot poprzedni sezon miał bardzo udany, a w tym był cieniem samego siebie. Bez jego zagrań stracił Callum Wilson, który tworzył z nim najlepszy duet strzelec-asystent w rozgrywkach 2019/20. Fraser ostatecznie odszedł za darmo i nie przedłużył umowy na okres po restarcie w wakacje. Błędem okazało się zatrzymanie go w klubie rok temu, kiedy do Bournemouth spływały niezłe oferty – mówiło się m.in. o Arsenalu. Dziś straciły na tym obie strony. Klub nie dostał za Szkota ani funta, a on sam dziś wymieniany jest w kontekście takich drużyn jak Crystal Palace czy Newcastle, a nie ekip z Big Six.

Fot. Robin Jones – AFC Bournemouth via Getty Images

KIEPSKIE TRANSFERY

Ze spadkami z Premier League jest jednak tak, że rzadko spowodowane są tylko wydarzeniami z kilku miesięcy. Howe zwracał uwagę na fatalną formę po restarcie – tylko cztery punkty przed ostatnią kolejką, w której nie byli zależni tylko od siebie – ale niepokojące sygnały płynęły już od dawna. Wisienki w każdym sezonie w elicie traciły ponad 60 bramek i poprawa nie następowała. Na dłuższą metę nie dało się w ten sposób przetrwać. Słabo z perspektywy czasu wygląda też wiele transferów Bournemouth.

Niektóre nabytki okazały się trafione. Callum Wilson przyszedł rok przed awansem do Premier League za trzy miliony funtów z Coventry City. Kinga kupiono latem 2015 roku za jedynie milion z Blackburn. Później jednak już tak dobrze nie było i udane transfery zdarzały się rzadziej niż raz na jedno okno transferowe.

Od awansu do Premier League do Bournemouth za duże jak na ten klub kwoty sprowadzono m.in. Jordona Ibe’a (15 mln funtów), Benika Afobe (12 mln), Dominica Solanke (19 mln) czy Arnauta Danjumę (16 mln). Do tego doszły nieudane wynalazki, np. wypożyczenie Juana Iturbe. Żaden praktycznie nic nie wniósł do drużyny. Ibe przez cztery lata w klubie strzelił pięć goli. Afobe w trzy sezony miał ich jedenaście. Solanke ponad rok czekał na pierwszego ligowego gola dla Wisienek. Danjuma przez cały sezon nie strzelił gola ani nie asystował. A najdroższy ze wszystkich był i tak Jefferson Lerma, kolekcjoner żółtych kartek, który przyszedł za rekordowe 25 mln.

Rutzler stara się jednak bronić polityki transferowej Bournemouth. – Strategia zawsze była nastawiona na młodych piłkarzy, którzy mogli się jeszcze rozwinąć. Na każdego Ibe’a przypada wyciągnięty za 400 tysięcy funtów Fraser. Boli to, że odszedł teraz za darmo, gdy dało się na nim dużo zarobić rok temu, ale nawet za takie pieniądze dał dużo. Skrzydła rozwinęli też Lewis Cook i Brooks, choć stać ich na jeszcze więcej – twierdzi nasz rozmówca.

– Wilson i King kosztowali w sumie cztery miliony. Aaron Ramsdale, za którym udany sezon, około 800 tysięcy funtów. Poprzedniego lata kupiono też Lloyda Kelly’ego z Bristol City i Jacka Staceya z Luton. Trudno ich ocenić, bo grali niewiele, a Kelly przez pratycznie cały sezon był kontuzjowany. Ale oni plus Chris Mepham mają spory potencjał. Trzeba też pamiętać o wykupieniu Nathana Ake, które kosztowało 20 milionów funtów. Z perspektywy czasu to prawdziwa promocja – ocenia dziennikarz „The Athletic”.

Mimo wszystko udanych nabytków było za mało. Z jednej strony to fajnie, że Howe stawiał na takich ludzi jak Francis, Daniels czy Steve Cook, którzy byli z drużyną jeszcze od czasów gry w trzeciej lidze, ale z drugiej to pokazuje, że nie mieli oni za bardzo konkurencji. Kilku piłkarzy się w Bournemouth zwyczajnie zasiedziało. – Niektórzy faktycznie byli w klubie zbyt długo i stracili ten entuzjazm i rozpęd, jaki mieli po awansie. Później, gdy dobierasz do tego nowych piłkarzy, trudno jest obudzić te emocje na nowo – twierdzi Rutzler.

 

WIELCY PRZYJDĄ NA ZAKUPY

Po spadku zacznie się spora wyprzedaż. Status klubu z Premier League przez pewien czas pozwalał Wisienkom opierać się większym klubom i utrzymywać swoich najlepszych graczy w klubie, ale w Championship oferty staną się nie do odrzucenia. Już wiadomo, że Nathan Ake za około 40 milionów funtów przejdzie do Manchesteru City, a w kolejce po innych piłkarzy ustawiają się następni. – Bournemouth w ostatnim czasie wydawało na pensje zawodników około 110 milionów funtów rocznie. To trzeba będzie zmniejszyć. Większość ma wprawdzie w umowach klauzule o obniżonych zarobach po spadku do Championship, ale klub i tak będzie musiał sprzedawać. To najszybsza droga do tego, by znaleźć oszczędności – mówi Rutzler.

King, Wilson, Brooks, Lewis Cook, Ramsdale czy Lerma powinni przyciągać spore zainteresowanie. Z drugiej strony, jeśli Bournemouth chce wrócić szybko do Premier League – a takie zapowiedzi płyną ze strony właściciela Maxima Demina – nie może pozbyć się wszystkich najważniejszych graczy. Finansowe skutki spadku złagodzi nieco „spadochronowe”. Dzięki temu, że Wisienki były w elicie przez pięć lat, będą otrzymywać je przez trzy sezony. W sumie 100 milionów funtów, z czego połowę w ciągu pierwszego roku. To może uchronić klub od totalnej wyprzedaży.

Najważniejsze jest jednak dalsze wsparcie Demina. Rosyjski właściciel zobowiązał się do tego kilka dni po zakończeniu sezonu i obiecał, że zrobi wszystko, by fani szybko mogli cieszyć się ponownie grą ukochanego klubu w najwyższej klasie rozgrywek. Demin pozostaje w cieniu, nie udziela wywiadów i większość fanów Premier League nawet nie ma pojęcia, jak wygląda, ale to obok Howe’a najważniejsza postać ostatniej dekady na Vitality Stadium.

– To bardzo istotna deklaracja, która daje duży spokój. Tak czy inaczej trudno jest szybko wrócić po spadku i jeśli nie uda się tego dokonać w ciągu paru najbliższych sezonów, finansowe konsekwencje ciągłej gry w Championship będą bardziej bolesne – ocenia Rutzler.

 

ROZTERKI HOWE’A

Kluczowe pytanie dotyczy jednak menedżera. Howe dzięki pracy w Bournemouth wyrobił sobie w Anglii markę. Zastał klub drewniany, a zostawia – o ile oczywiście to zrobi – murowany. Były już głosy o tym, że powinien prowadzić Arsenal po odejściu najpierw Arsene’a Wengera, a potem Unaia Emery’ego czy zastąpić w Tottenhamie Mauricio Pochettino. Inni widzieli go jako twórcę nowego Evertonu – klubu, któremu w dzieciństwie kibicował. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że to przyszły selekcjoner reprezentacji Anglii i idealny następca Garetha Southgate’a.

Po spadku z Premier League trudno liczyć na to, że Howe wskoczy na aż tak wysoki poziom, ale drużyny pokroju West Hamu czy Newcastle powinny się o niego mocno postarać. Tylko czy 42-latek na pewno odejdzie z Bournemouth?

Eddie Howe nie uratował Bournemouth przed spadkiem z Premier League
Fot Robin Jones – AFC Bournemouth via Getty Images

– To dziś pytanie za milion dolarów. Wiem na pewno, że spotka się z zarządem na dniach i będzie o tym dyskutował. W każdej chwili może zostać ogłoszona decyzja – odpowiada Rutzler. Dziennikarz „The Athletic” dalszą pracę Howe’a w Bournemouth uzależnia od tego, czy trener będzie chciał się podjąć przebudowy zespołu. Spędził w klubie wiele czasu ,było widać po nim i drużynie lekkie wypalenie i utratę charakterystycznych cech, ale sentyment to niezwykle silny czynnik.

– Na pewno budująca jest dla niego deklaracja właściciela, bo Howe też nie chce pozostać na poziomie Championship. Gdyby jednak chciał odejść do klubu z Premier League, to myślę, że kibice nie mieliby mu tego za złe. Możliwe też, że będzie chciał zrobić sobie przerwę. Nie miał jej od ponad dziesięciu lat, kiedy przyszedł ratować Bournemouth z beznadziejnej sytuacji – o wiele gorszej niż obecna. Na pewno jest oddany klubowi. Nie chce się rozstawać w kiepskich relacjach i w złym położeniu. Dlatego osobiście typuję, że słowa Demina go przekonają i będzie pracował dalej na Dean Court – twierdzi Rutzler.

 

NIE UTKNĄĆ NA DOBRE

Historia innych mniejszych klubów, które spadły z Premier League,  jest jednak dla Bournemouth sporą przestrogą. Wiele tkwią potem na niższym poziomie przez długie lata. Ostatnie przykłady to Huddersfield i Hull City, które już jest w League One. Wcześniej problemy miały Wigan, Reading, Blackpool, Bolton czy Charlton, które nadal nie zbliżyły się nawet do Premier League, odkąd ją opuściły. Ale nawet te większe, jak Sunderland, miewają po powrocie szczebel niżej gigantyczne problemy. To jednak w większości kluby gorzej zarządzane od Bournemouth.

Tak czy inaczej Wisienki, których około 85% budżetu stanowiły wpływy z praw telewizyjnych w Premier League, muszą się liczyć z nową rzeczywistością i znaleźć plan B. W klubie doskonale pamiętają, jak to jest grać w drugiej, trzeciej czy czwartej lidze. Pytanie tylko, czy po pięciu latach w elicie uda się szybko przestawić myślenie. Łatwiej jest bowiem wejść na szczyt niż się na nim utrzymać. O tym Bournemouth się właśnie przekonało. Teraz czas na kolejny trudny etap, czyli przegrupowanie i ponowny atak.

 

#Bournemouth
#Championship
#Eddie Howe
#premier league

Najnowsze

Gdy demony wprowadzają głowę w mrok. Josip Iličić w szponach depresji

Na ten moment to najlepszy piłkarz fazy pucharowej Ligi Mistrzów. I choć Josip Iličić mógłby oczarować świat, prawdopodobnie nie zag ...

#Atalanta
#Josip Ilicic
#Liga Mistrzów

Wojciech Michałowicz w audycji Pod Obręczą. Restart sezonu NBA i moc anegdot (WIDEO)

Gościem Mike'a Kicksa i Barta Strowskiego w audycji Pod Obręczą była telewizyjna legenda NBA w Polsce - Wojciech Michałowicz. Koment ...

#Koszykówka
#NBA
#Pod Obręczą

W powrocie Artura Boruca do Legii jest tak dużo emocji, że wszyscy zapominają o samej piłce. I fajnie

Ten transfer jest idealnym przykładem, że piękne historie mogą zatoczyć koło. Klub, któr ...

#artur boruc
#Bournemouth
#Legia Warszawa

Krótki termin przydatności. Szybkie przemijanie niemieckich mistrzów świata

Benedikt Hoewedes to już siódmy zwycięzca mundialu sprzed sześciu lat, który dał sobie spokój z futbolem. Tym, którzy jeszcze grają ...

#Benedikt Hoewedes
#mistrzostwa świata

Król Giannis. Na szczycie koszykarskiego Olimpu zasiada grecki olbrzym

W NBA wszyscy zastanawiają się, jak zatrzymać Giannisa Antetokounmpo, ale nikt nie znalazł satysfakcjonującej odpowiedzi. Gwiazdor M ...

#Giannis Antetokounmpo
#Milwaukee Bucks

Nowa fala w natarciu. Arteta, Lampard i Solskjaer – wygrani sezonu w Anglii

Żaden z nich nie został mistrzem Anglii. Tylko jeden może się pochwalić w tym sezonie zdobyciem trofeum. Mimo tego Mikel Arteta, Fra ...

#arsenal
#Chelsea
#fa cup

Szykują się niepolskie derby. Warta weszła do elity wbrew logice i oczekiwaniom

Trener Piotr Tworek żartobliwie przepraszał właściciela klubu, bo dostał zadanie utrzymania Warty Poznań w pierwszej lidze, a niespo ...

#ekstraklasa
#I liga
#Warta Poznań

Samiec alfa na czele watahy. Charyzma, broda mędrca i wyniki – Nuno Espirito Santo ma wszystko, by zostać królem

Był pierwszym klientem potężnego Jorge’a Mendesa, wtedy jeszcze agenta na dorobku. Kiedy ...

#jorge mendes
#molineux

Seria podsumowań i pochwała Szczęsnego oraz Ronaldo. Najciekawsze teksty tygodnia

To nasza stała pozycja niedzielna. Najciekawsze teksty minionego tygodnia w jednym miejscu.

#top tygodnia
#najciekawsze teksty
#Cristiano Ronaldo

Kłam, niszcz, szprycuj, kupuj mecze na potęgę. Futbol bez skrupułów imienia Bernarda Tapie

Francuzi mówią o nim, że jest jak Ferrari bez hamulców. Pędzi ile może, choć trasy strome, a mapy nie ma. Bernard Tapie, były właści ...

#bernard tapie
#Ligue 1
POKAŻ WIĘCEJ