newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Foto Olimpik/NurPhoto

– Nigdy nie trzeba było mnie sprowadzać na ziemię. Zawsze w juniorach byłem cichy, spokojny, taki pozostałem. Bardziej to ja prosiłem bliskich o spokój. Zdarzało się, że mama chwaliła mnie przed znajomymi, a ja bardziej się tym krępowałem niż cieszyłem. Taki już jestem. Ona dumna, a ja mówię, że nie ma o czym gadać. Lepiej robić swoje w ciszy – uważa Michał Karbownik, który wkrótce może pobić rekord transferowy ekstraklasy.

DOMINIK PIECHOTA: W ten weekend w końcu przyjdzie czas na mistrzostwo?
MICHAŁ KARBOWNIK: Mam nadzieję, ale podchodzimy do tego jak do każdego meczu. Chcielibyśmy w końcu je sobie zapewnić. Szkoda, że nie udało się w Poznaniu, ale super będzie zakończyć tę misję w Warszawie. Oby już nie trzeba było dłużej czekać.

 

Oprócz samego mistrzostwa, postawiłeś sobie jakiś indywidualny cel po tej przerwie?
W zasadzie z każdym meczem chciałbym widzieć poprawę w swojej grze. Zawsze siadam do analizy, przyglądam się swoim zagraniom, a potem chcę widzieć postępy, poprawiając ostatnie niedociągnięcia. Jako bocznemu obrońcy zależy mi też, aby mieć jak najwięcej asyst. Na razie jest ich sześć, więc wypada jeszcze poprawić ten wynik. To taki mój mały cel, by dołożyć jeszcze coś do końca sezonu.

 

A w kontekście rozwoju trener Vuković wskazuje te same elementy?
Z trenerem rozwijamy moją grę w obronie. W ofensywie mam większą dowolność. Pozwala mi działać po mojemu, instynktownie, opierać się na swoich pomysłach. W defensywie mam już inną dyscyplinę i pracujemy, aby te założenia wykonywać je jak najlepiej.

 

Ale czujesz jeszcze spore braki czy to bardziej praca do wykonania w kontekście wyjazdu?
To praca z myślą o radzeniu sobie z silniejszymi rywalami. W ekstraklasie też mam się, co uczyć, bo można powiedzieć, że zaczynałem od podstaw. Tu akurat jesteśmy drużyną, która dominuje, często mamy piłkę przy nodze, więc komfort jest większy, ale na pewno przyjdą momenty, kiedy będę musiał więcej bronić. Dlatego tyle myślę o poprawie.

 

Ten rok pokazał Ci mocno, jak szybko wszystko się zmienia w życiu piłkarza. Jesteś o krok od mistrzostwa, a mogło Cię w ogóle nie być w tej drużynie.

Fakt, bo byłem o krok od wypożyczenia do Radomiaka Radom. Taki był plan, ale pojawiła się kontuzja, ja pokazałem się z dobrej strony w gierce kontrolnej i trener dał mi szansę. Zaraz mogę zostać mistrzem Polski w ważnej roli, a scenariusz miał być zupełnie inny. To jest właśnie magia piłki. Pamiętajmy jednak, że to działa w dwie strony. W jednej chwili możesz być na szczycie i zaraz z niego spaść. Nie można popaść w samozadowolenie. Mam w głowie, że jestem bardzo wysoko, ale szybko mogę stąd zniknąć. Ostatecznie jednak cierpliwość i ciężka praca popłacają, co pokazał mój przypadek. Przez to właśnie można gdzieś zawędrować.

Często oglądasz prawonożnych lewych obrońców?

Na początku starałem się podglądać Achrafa Hakimiego, bo grywał w Borussii Dortmund na lewej stronie. Ma podobne parametry do mnie, więc z zawodników o podobnej sytuacji to jego występy analizowałem najczęściej.

 

I co udało Ci się wyłapać?

Bardziej oglądałem jego zagrania w ofensywie, to jak się zachowuje, chciałem później przekładać na mecz najlepsze jego akcje. Z czasem złapałem ten luz i spokój, więc to wychodziło. A w samej defensywie to już więcej zyskałem na pracy i rozwoju z trenerami.

 

Trener Vuković wspominał też o takim piłkarzu jak Vincent Candela. Zawsze powtarzał, że widzi w twojej grze właśnie niego.

Bardzo dużo mi o nim opowiadał. Często słyszałem to porównanie. Trochę nie moje czasy, aby go kojarzyć, musiałem go odszukać. Szukałem nawet ze wsparciem kolegów, chciałem się przyjrzeć, ale nie miałem okazji zobaczyć wielu jego zagrań. Opieram się więc na wskazówkach od trenera. Chodziło właśnie o to, jak on radził sobie z prawą nogą na lewej stronie.

 

Jesteś typowym zajawkowiczem oglądającym mnóstwo piłki?

Na pewno sporo. Najbardziej Premier League, bo gram w Fantasy, więc muszę być na bieżąco z każdą kolejką. Wyniki akurat znam zawsze, kto by nie grał, to wiem, jak mu poszło. Nie wszystko mogę obejrzeć, bo weekendy to często wyjazdy i nasze spotkania. Ale jak mogę, mam chwilę, to równie chętnie odpalam spotkania.

 

Pytam, bo mam wrażenie, że wpisujesz się mocno w trend nowoczesnego bocznego obrońcy, który wcale nie jest już kojarzony z broniącym, a bardziej rozgrywającym, który łamie schematy. Patrzę jak gra Trent Alexander-Arnold czy Raphaël Guerreiro i widzę w nich duszę środkowych pomocników. Joshua Kimmich to inny przypadek, bo przeszedł na stałe do środka, ale boczny obrońca w nowoczesnej piłce to już zupełnie inna postać. I wpisujesz się w ten opis.

Rzeczywiście nowocześni boczni obrońcy nie trzymają się swojej pozycji. Widzimy to na przykładzie Trenta Alexandra-Arnolda. Od początku grywałem w środku pomocy, to moja nominalna pozycja, musiałem się przestawić, ale mam nawyki rozgrywającego ze środka, więc to też wpływa na moją bardziej ofensywną grę. Ma to swoje plusy i minusy, ale bardziej ją urozmaica i pomaga mi. Staram się nie ograniczać, często schodzę do środka. To też pokazuje, jak piłka się zmienia, a dzięki temu staje coraz lepsza. Bramkarz dziś musi grać nogami, boczni obrońcy są rozgrywającymi, piłka w to idzie coraz mocniej. Dobrze, że mogę się dopasować do tych trendów.

 

Trener Lipska twierdzi, że kiedyś futbol będzie apozycyjny. Nie będzie już żadnego przywiązania do miejsca na boisku ani nazw obrońców czy pomocników.

Uniwersalność jest ważna. To na pewno moja mocna strona, mogę wystąpić na kilku pozycjach, zresztą w niejednym meczu występowałem w różnych sektorach boiska. To tylko może być moją zaletą, bo dobrze się czuję w różnych miejscach.

FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Radek Majecki żegnał się z Legią i we wzruszającym wpisie przyznał, że najbardziej na niego zadziałało, gdy słyszał jako nastolatek, że nie da rady. Miałeś podobnie?

Jednego takiego momentu nie miałem. Ale sam słuchałem, że nie wiadomo, czy piłka będzie dla mnie, że może lepiej postawić na edukację. Wtedy pojawiały się wątpliwości, ale skupiłem się na sporcie i do tej pory nie żałuję.

 

Byłeś aż tak dobrym uczniem? Od kogo to słyszałeś?

Po trochu od wszystkich. Rodzinki, nauczycieli w szkole, czasem kolegów. Może sama konkurencja w Legii na to wpływała. Tu grają najlepsi zawodnicy, nie jest łatwo się tu dostać, a jeszcze trudniej przebrnąć przez wszystkie szczeble i jeszcze dostać szansę w pierwszej drużynie. A później się w niej utrzymać. Szczerze, to kiedy tu przychodziłem, sam nie wierzyłem, że dotrę do pierwszego zespołu i będę odgrywał taką rolę.

 

Bardzo wcześnie zacząłeś zwracać uwagę na rozwój sprawności, czyli rolowanie, podpory do robienia pompek i tak dalej. W tak młodym wieku to raczej wyjątek niż norma.

Przechodziłem kolejne szczeble, grałem coraz wyżej, z juniorów trafiłem do rezerw i zrozumiałem, że bardziej muszę zadbać o siebie oraz poznać swoje ciało. Pomaga mi to, bo jak przychodziłem do Legii, to miałem sporo kontuzji. Inna intensywność, inne boiska, ale odkąd zacząłem o siebie dbać, to zdecydowanie lepiej się czuje. Ciało lepiej reaguje. To mi pomaga, więc w to idę. Sporo czasu poświęcam na przygotowanie przed i po treningach. Życie piłkarza nie kończy się na boisku. Pracujesz ze swoim ciałem, dlatego musisz o nie dbać… Przygotowanie do aktywności, ćwiczenia wzmacniające, kilka zadań po treningach, odnowa, rolowanie, rozciąganie, odżywianie, sen. To ma wielkie znaczenie. Moja świadomość mocno się poprawiła, odkąd tu przyszedłem.

 

W ostatnim czasie wyłapałeś coś nowego?

Na przykład staram się ograniczyć mięso. Więcej jem ryb czy owoców morza, to taka zmiana po pandemii. Cały czas próbuję szukać odpowiedniej diety dla siebie, czegoś, co najlepiej wpłynie na mój organizm. W naszej drużynie pracuje dietetyk, mamy dużo zawodników, którzy interesują się tą tematyką, więc mam od kogo czerpać wiedzę.

 

Czyli ciągłe szukanie.

W zasadzie codziennie dowiaduję się czegoś nowego. To ciągła nauka. W szatni też mamy prawdziwych profesjonalistów, więc to pomaga i edukuje. Starsi piłkarze sporo mi tłumaczą, mają więcej lat oraz doświadczeń, więcej widzieli. Powtarzają, jak ważna jest praca, aby osiągnąć cokolwiek zagranicą.

 

Kto jest w tej materii najlepszym nauczycielem? Czyżby inspiracja z Portugalii?

Z Andre Martinsem mamy świetny kontakt, ale ja najbardziej uczę się chyba od Pawła Wszołka. On jest wzorem profesjonalizmu, który bardzo dużo czasu spędza też z młodymi zawodnikami. Opowiada, jak to wygląda zagranicą, na co trzeba się nastawić, od niego wyłapuje sporo pomocnej wiedzy.

W marcu miałeś debiutować w reprezentacji. Trener Jerzy Brzęczek opowiadał o tym wprost. Twój debiut planował na mecz z Ukrainą. Jest żal, że nie dane było zagrać?

Na pewno ucieszyłem się, że mogę już być w takim gronie i że myśli o mnie w kontekście tworzenia kadry narodowej. To wielka duma i wyróżnienie, ale przerwa na świecie to powstrzymała. To więc przeszłość. Nie ma co tym żyć, bo aby zostać powołanym, liczy się aktualna forma. Ważne jest to, co tu i teraz, więc nie będę tego rozpamiętywał, zastanawiał się, co by było, tylko postaram się od nowa zapracować na powołanie. Muszę jeszcze raz pokazać, że mogę pojechać na kadrę i co ważniejsze, mogę tam coś wnieść i zostać na dłużej. Przyjeżdżają na nią zawodnicy klasy światowej, więc do tej bardzo wysoko zawieszonej poprzeczki muszę doskoczyć poprzez pracę.

 

Jak oceniasz swoją formą przed pandemią i po niej? Tak długiej przerwy od piłki nie mieliście nigdy.

Uczciwie mówiąc, wznowienie rozgrywek daje się we znaki, mecze są co kilka dni, każdy zawodnik ma swoje problemy, ale teraz z meczu na meczu czuję się coraz lepiej. Dochodzę nimi do swojej dyspozycji, bo straciłem nieco przez kwarantannę, tak jak wszyscy. Musimy temu sprostać, bo jeszcze trochę roboty przed nami, żeby cieszyć się z mistrzostwa i pucharu.

 

Łukasz Zjawiński z rezerw kiedyś powiedział, że w bursie nie grałeś na konsoli ani nie zajmowałeś się głupotami, bo nie lubiłeś marnować czasu. Zgodzisz się z tym?

Może to nie do końca prawda, byłem normalnym chłopakiem, ale pewnie miał na myśli, że poza treningami dużo czasu poświęcam na dbanie o siebie. Rolowanie, rozciągnie, ćwiczenia. Wszystko zależy od okresu w życiu. Na początku w akademii więcej było myśli o zabawie, żartach… Rządziły głupoty jak to u młodych. Teraz jest totalnie inaczej, ale to wszystko kwestia świadomości. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

 

Ponoć też nigdy nie narzekasz, zgodzisz się z tym?

Oj, jednak się zdarzy. Pojawiają się dni, gdy lubię pomarudzić. Nauczyłem się jednak, że trzeba w każdym temacie zaciskać zęby, przeboleć to, co uwiera i pracować dalej. Nie ma innej ścieżki na poradzenie sobie z problemami oraz zapomnienie o nich.

 

Mógłbyś uzasadnić, skąd u ciebie tak duża dojrzałość w młodym wieku?

To wychowuje się od najmłodszych lat przez rodziców i rodzinę. Samodzielność też miała duże znaczenie. W młodym wieku musiałem sam dojeżdżać na treningi, moi rodzice pracowali, więc zostawałem sam w domu przez większość czasu. Musiałem zająć się sobą, zostać pod opieką starszego rodzeństwa, więc to również kształtowało. Myślę, że to najbardziej wpłynęło na dojrzałość i odpowiedzialność w młodym wieku.

 

Trzymałeś się ze starszym bratem, ale też grałeś z jego kumplami starszymi o siedem lat.

On był jak mój opiekun, więc trochę żyłem jego światem. Jeździliśmy wszędzie wspólnie, bawiliśmy się, spędzaliśmy czas, fantastycznie wspominam tamten okres.

FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Dopuszczali młodego na boisko?

Ja miałem 7 lat, oni po 14, 15, czasem 16, więc to gigantyczna różnica w tym wieku. Wiedzieli jednak, że potrafię grać w piłkę, bo spędzałem z nią większość czasu. Musieli tylko na mnie uważać, bo byłem malutki. Potrzeba było ostrożności z obu stron. Oni uważali na dzieciaka, ja też nie mogłem się wszędzie ładować. Czasem nawet brat nie pozwalał mi grać, bo ktoś był za wysoki, jeszcze starszy, więc fizycznie nie mógłbym dać rady. Ale te czasy gierek też są niezapomniane.

 

Jako dzieciak byłeś mega ruchliwy? Rodzice mogli cię upilnować?

Bywało, że w domu byłem gościem. Tylko jadłem i wracałem na dwór. Cały czas byłem w ruchu. Broiłem, biegałem, szukałem sportu, pewnie teraz mi to pomaga, że fizycznie wyglądam tak dobrze. Od małego łapałem takie nawyki, więc dziś też sporo tej ruchliwości.

 

Mieli z tobą jakiekolwiek problemy?

Większych na pewno nie. Byłem spokojną, ułożoną osobą jak na swój wiek.

 

A w tych mniejszych klubach czułeś się lepsi niż inni? Wszyscy opowiadają o twojej skromności, ale chyba takie rzeczy czuć.

Nie, totalnie nie. Zawsze byłem w juniorach spokojniutki, cichutki, taki pozostałem.

 

Rodzinka nie musiała cię sprowadzać na ziemię?

Nigdy. Bardziej to ja prosiłem bliskich o spokój. Zdarzało się, że mama chwaliła mnie przed znajomymi, a ja bardziej się tym krępowałem niż cieszyłem. Taki już jestem. Ona dumna, a ja mówię, że nie ma o czym gadać. Lepiej robić swoje w ciszy i tyle.

 

Jak w ogóle oceniasz poziom szkolenia w Zorzy Kowala czy Młodziku Radom? Wysłałbyś tam dziecko czy to przypadek, że akurat tam wypłynąłeś?

Dla takich jednostek jak ja Młodzik jest świetnym miejscem, aby się uczyć i wypłynąć do większego klubu. Wiadomo, że Legia to inna bajka, inne warunki, organizacja, szkolenie, ale dla początkujących to dobre miejsce. Dopiero od dwóch lat mają tam klub seniorski, na poziomie okręgówki, więc powoli idą do przodu. Trzymam za nich kciuki.

PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Nie uwierzę, że kiedy wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach, nie żyłeś ciągłymi informacjami ze strony mediów wkładających Cię do połowy klubów Europy. Powiedz lepiej, jak nie odlecieć w takiej sytuacji?

Taki to był specyficzny czas, że nie było piłki, więc coś się musiało dziać. W Legii spotykamy zainteresowanie na każdym kroku, co też przygotowuje do odnalezienia się w tym, a później pracy w dużych klubach zagranicą. Co do plotek transferowych, rzeczywiście sporo było tych wiadomości. Na początku wszyscy znajomi podsyłali mi linki, więc nie mogłem tego uniknąć, aby się o nich nie dowiedzieć. Nie dało się odciąć. Po jakimś czasie jednak już zobojętniałem i nie czytałem tych rzeczy. Akurat sam wiem, co jest prawdą, a co nie, więc jakoś specjalnie mojego losu to nie zmieniało. Mogłem jedynie porównać, czy trafiają z informacjami.

 

Ile rzeczy się sprawdzało?

Było kilka konkretów, kilka plotek wyssanych z palca. Prawda jest taka, że dziś trudno sprawić, aby takie informacje nie wychodziły. Liczy się jednak spokojne podejście. Dużo rozmawiamy z moim menedżerem, wiemy, na czym stoimy, co jest jeszcze do zrobienia. Sezon przecież trwa.

 

Zdarzało Ci się szukać informacji o danych klubach, pogłębiać wiedzę? Może to była lekcja geografii, jakiej w szkole nie było? Zawsze najlepiej uczyć się w praktyce.

Jednak z lekcji w szkole wyciągnąłem znacznie więcej. Nie, naprawdę na spokojnie do tego podchodziłem. Podpisałem nowy kontrakt z Legią, mam tu jeszcze sporo do wygrania, resztę zostawiam na odpowiedni czas.

 

Pewnie w takim razie zaniepokoiła Cię rywalizacja z Filipem Mladenoviciem w kolejnym sezonie.

Co Ty, bardzo fajnie, jeszcze lepiej. Porządne wzmocnienie dla klubu, zdrowa rywalizacja. Dobrze, że idziemy w takim kierunku.

 

A z Radkiem Majeckim zdarzało się rozmawiać o waszej przyszłości?

O rozwoju na pewno, ale nie tak, że snuliśmy jakieś plany. Przede wszystkim wiemy, w jakim miejscu w Polsce się znaleźliśmy i dla kogo gramy. Tu nie można sobie pozwalać na życie spekulacjami czy bujanie w obłokach, bo ciągle musisz być skupiony na swojej robocie. Wiemy, ile się w Legii wymaga i tego trzeba było pilnować.

 

Pochwał jest sporo, więc jak reagujesz na krytykę?

To jest element życia. Zawsze jesteś pod oceną, ktoś jest na nie, ktoś na tak. Trzeba znać swoją wartość, wiedzieć, co się potrafi, słuchać mądrych osób, od których się czegoś nauczysz. Zależy też jaka to krytyka. Może być taka, która cię rozwinie, pomoże ci, wtedy proszę bardzo. Jestem pierwszy. Ale może być taka od ludzi nieznających tematu, niemających dużej wiedzy, czyli po prostu bezpodstawny hejt. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę, kto i jak cię ocenia. Mieć swoje, racjonalne spojrzenie na sprawę.

Fot. Piotr Kucza/ 400mm.pl

Czułeś kiedyś w życiu za duży respekt do starszych? Patrzyłeś na nich ze zbyt dużym szacunkiem i nie mogłeś pokazać tego, co potrafisz?

Początek w szatni Legii był trudny. Nie miałem takiej pewności siebie, ale myślę, że to dość normalne. Czasem bywa tak, że czujesz respekt, może przesadny, ale od małego byłem uczony, że do starszych trzeba mieć szacunek. Potrzebowałem czasu, aby wejść do pierwszej drużyny. Ale to jak każdy. Nie ma osoby, która wchodzi i od razu staje się nie wiadomo kim. Trzeba się obronić pracą, być cierpliwym, czekać na efekty.

 

Z czym to przychodzi?

Myślę, że z zaufaniem szatni czy trenera. Widzisz, że drużyna lepiej na ciebie reaguje, więcej znaczysz dla drużyny, więc czujesz się pewniejszy. Przede wszystkim mecze pomagają. Skoro dostajesz szansę, rywalizujesz, wygrywasz z kimś miejsce w składzie, wtedy cały zespół zyskuje do ciebie większy respekt z automatu.

 

A jak było na początku? Mówiłeś do kogoś na pan?

Jak wchodziłem do szatni, pierwszego dnia byłem zestresowany i zagubiony. Nie byłem swój. Pamiętam, że Radek Cierzniak podszedł, aby mnie uspokoić. Najwidoczniej widział po mnie nerwy. Zarzucił, że tu wszyscy są normalni, mam się niczym nie przejmować i funkcjonować jak pośród kolegów. Jeszcze Sebastian Szymański był nieoceniony. Jesteśmy dobrymi kolegami, zresztą do dziś mamy świetnym kontakt. Radem Majecki podobnie. Obaj już funkcjonowali w szatni, więc mówili mi, co i jak.

 

Z tej starej gwardii byłeś w kogoś wpatrzony?

W niejednego, bo to wielkie postacie w historii klubu. Miro Radović, Artur Jędrzejczyk czy Michał Kucharczyk. Wszystkich oglądałem z trybun, każdy stanowił jakąś inspirację. I nagle musisz wejść na ich poziom.

 

Jaką widzisz największą różnicę między debiutującym Karbownikiem a dzisiejszym?

Odpowiedzialność. I do tego odpowiedzialność za piłkę. Mam większą świadomość, jak trzeba grać w takim zespole, jak Legia, gdzie wymagania są wyjątkowe. Mocno też poprawiłem grę w obronie, zdecydowanie. Na początku dużo rzeczy robiłem instynktownie, niektóre dobrze, niektóre źle, ale na bazie emocji. Teraz wszystko bazuje na spokoju, dyscyplinie taktycznej i można powiedzieć, że gram bardziej świadomie.

 

Trener Vuković się nie czepia, że wozisz piłkę?

Kiedyś podczas sparingu byłem w dryblingu, bardzo ryzykownym, kogoś okiwałem, ale spodziewałem się reakcji w szatni. Trener jednak powiedział, że tworzę tym dużo dobrego. I gdyby mi to zabrał, to pozbawiłby nas wszystkich atutu. Odbiłoby się to na mnie negatywnie. I ma rację. Wiem, że czasem drybling może być niepotrzebny, egoistyczny, ale kiedy jesteś w tym coraz lepszy, na coraz wyższym poziomie rozgrywek, to należy tego próbować i z tego korzystać, bo tym robisz ostatecznie przewagę na boisku.

 

Wkurzasz się, jak nie zagracie ładnie, ale wygracie?

Zwycięstwo, to jednak zwycięstwo. Miałem taki czas, że tylko to się dla mnie liczyło. Nawet jak zagrałem słabo, to byłem bardzo szczęśliwy, bo wygraliśmy. Teraz wiem, że też muszę wymagać od siebie znacznie więcej, nie mogę się zadowalać samym wynikiem. Mam ostatnio taki cel, że nie ważne co się dzieje, zawsze idę do przodu, zawsze chcę więcej. Do ostatniego gwizdka.

 

Masz jakieś rzeczy poza piłką, które pozwalają ci się wyłączyć?

Piłka jest na pierwszym miejscu. Na drugim i trzecim też. Po meczach nie wyłączam się, bo jeszcze jest regeneracja, ale są takie momenty, że lubię się odciąć. Najlepiej wyjechać do rodziny czy do znajomych i skupić się na nich. To też jest potrzebne.

 

Zostają w głowie jakieś rzeczy, o których rodzina zawsze opowiadała, a zrozumiało się je dopiero po czasie?

Przede wszystkim to o zdrowiu. Babcia czy mama w kółko mówiły, że zdrowie jest najważniejsze i trzeba dbać o siebie. Wiadomo, jak się kiedyś na to patrzyło. Nie doceniałeś tego, bo zdrowie zawsze było. Co więcej do szczęścia i po co o tym myśleć? A teraz widzisz tak naprawdę, ile to znaczy. Jakie zdarzają się problemy, jak rozsypuje się jakiś kolega, musi się leczyć miesiącami, traci najlepszy czas, dopiero zaczynasz to doceniać, że zdrowie to klucz, a reszta już zależy od ciebie.

 

Ver esta publicación en Instagram

 

Dziękuje za zaufanie @legiawarszawa!

Una publicación compartida por MICHAŁ KARBOWNIK (@karboo_14_) el

Miewałeś jako nastolatek momenty, że bolało cię, gdy znajomi się bawili?

Nie, akurat mieszkałem w bursie, więc każdy miał podobny cel. Nigdzie w sezonie nie wychodziliśmy. Czasem trzeba się rozluźnić, jesteśmy tylko ludźmi, ale dla mnie kiedy trwa liga, wszystko jest podporządkowane piłce. Robię to, co kocham, więc mam też tę świadomość, że inni chcieliby być na moim miejscu. To ja muszę doceniać, gdzie jestem i działać, aby pójść jeszcze wyżej.

 

Na jakim poziomie jest język, z którego będziesz korzystał w przyszłości?

Jeszcze trochę nauki przede mną. Cały czas się uczę i szukam poprawy.

A tak globalnie, masz ulubione zespoły do oglądania, jeśli chodzi o atrakcyjną grę? Albo piłkarzy.

Kibicuję Chelsea i Barcelonie, ale lubię odpalić ligę angielską, zwłaszcza włączyć mecz Manchesteru City, bo uwielbiam piłkarzy kreatywnych o moim wzroście i o moich parametrach. Takich, którzy cieszą się piłką i robią przewagę. Teraz konkretnego zawodnika nie mam, natomiast to Ronaldinho był tym pierwszym idolem. Pokazywał, że piłka jest piękna, należy się uśmiechać i nią cieszyć. Moim zdaniem o to właśnie chodzi.

#ekstraklasa
#Legia Warszawa
#Michał Karbownik
#wywiad

Najnowsze

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open
POKAŻ WIĘCEJ