newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Tom Flathers/Manchester City FC via Getty Images

To twoja ziemia kształtuje, jakim typem piłkarza będziesz. Dlatego kiedy David Silva prowadzi piłkę, wszystko płynie wolniej i staje się prostsze zupełnie jak na Wyspach Kanaryjskich. To babcia nalegała, aby kupić dwulatkowi pierwszą futbolówkę, bo niszczył jej owoce, kopiąc wszystko, co się turlało. A później został legendą Manchesteru City i najlepszym asystentem Premier League ostatniej dekady. Wspaniały etap Chińczyka na Wyspach Brytyjskich dobiega końca.

Arguineguín to typowa kanaryjska wioska rybacka, stroniąca od turystów i hucznej zabawy, zamieszkana przez ponad dwa tysiące mieszkańców. Jej rytm życia wyznaczają dwa dni tygodnia – tradycyjna niedziela, gdy można odpocząć oraz święto mamony we wtorek, który stał się datą największego targu na wyspie. Poza nimi jej mieszkańcy raczej niespecjalnie przejmują się czasem, mimo że zostają wyróżnieni we wszystkich krajowych wiadomościach. „Serwis informacyjny o godzinie 21 na półwyspie i jednej wstecz na Kanarach”. Ale kto by się przejmował wskazówkami zegara na archipelagu wysp na Atlantyku.

Niby malutka wioska, a jednak wydała na świat dwóch artystów, do których przylgnęło określenie „el mago”. Mowa o Juanie Carlosie Valerónie i Davidzie Silvie. Przecież ten drugi od lat rezerwuje numer „21” właśnie ze względu na inspirację grą starszego kolegi. Nie biegał szybko, ale myślał najszybciej. To oni dostając piłkę do nogi, sprawiali, że czas zwalniał. A przynajmniej w ich głowie było go wystarczająco wiele, aby rozejrzeć się dwukrotnie dookoła i wymyślić podanie, na jakie nie wpadłby przypadkowy rozgrywający.

To na czarnych plażach z wulkanicznym piaskiem i w kuchni babci kształtował technikę młodziutki David. Rozpędzał się i kopał leżące ziemniaki. Nie odpuszczał niczemu, co się kręciło. Regularnie masakrował pozostawione owoce, aż babcia Antonia zaczęła nalegać, by kupić mu piłkę. „Ma dopiero dwa lata, a niszczy mi wszystkie pomarańcze. Tworzę mu piłkę ze zgniecionego, sklejonego papieru, ale to nie wystarcza” – żaliła się ojcu. Nawet złamanie ręki i wsadzenie jej w gips w wieku 5 lat po mocnym uderzeniu futbolówką nie wyhamowało jego entuzjazmu. Nadal przyklejał ją do lewej nogi i gonił po piaszczystych ścieżkach Arguineguín.

 

OCZY AZJATY I BASKIJSKA SZKOŁA

Dzieci krzyczały, że po ulicy biegnie Chińczyk. Wątły chłopaczek, odrzucony kilka lat później przez Real Madryt ze względu na niski wzrost, skośne oczy odziedziczył po mamie Evie pochodzącej z Japonii. To ona została z dziadkami na Gran Canarii, gdy 13-latek zostawił górzyste tereny wyspy na rzecz akademii Valencii. Ruszył tam z ojcem, byłym funkcjonariuszem policji, który po latach został zatrudniony jako ochroniarz na Estadio Mestalla. „Ten chłopak kiedyś kupi nam dom. Wyśle mnie na zasłużoną emeryturę” – zachwycał się wśród bliskich, kiedy wracali na wyspę. Gdy już było go na to stać i namawiał tatę do rzucenia pracy, ten nie chciał o tym słuchać. Potrzebował czuć się przydatny, w końcu sam krzewił u potomka kulturę pracy.

David, jak nazywają go wszyscy na Gran Canarii (prędzej zawołają Jiménez niż Silva), został wychowany w taki sposób, że trudno powiedzieć o nim złe słowo. Partnerkę życiową poznał lata temu, ale o Yessice niemalże nie znajdziesz wzmianek w kolorowej prasie. Nawet na ich sekretnym ślubie prosiła zaproszonych, aby zdjęcia pozostały w ich obiegu i nie trafiły do mediów. Oboje wolą się nie wychylać. Silva jako człowiek rodzinny i przywiązujący się do środowiska osiadł w Manchesterze aż na dziesięć lat. Ale w ociekającej skandalami Premier League ani razu nie usłyszeliśmy o jakimś jego wybryku czy wyjściu do klubu nocnego.

Zanim rozkochał w sobie Hiszpanię i ruszył na podbój Anglii, jako nastolatek ogrywał się na wypożyczeniu w Eibarze. To wtedy José Luis Mendilibar podpuszczał go słowami: „Chłopaku, ty masz więcej z Baska niż Kanaryjczyka. No pokaż nam te mięśnie”. Zachęcał filigranowego nastolatka, aby częściej wchodził w zwarcia z rywalem, nie bał się sprzedać komuś kopniaka czy przerwać ostro akcję. Ten czas wiele mu dał, bo na północ przyjechał David Silva nauczony piłki bezkontaktowej, a wyjechał już nie tylko jako elegancik.

To tam też po raz pierwszy zobaczył śnieg, do którego później przyzwyczaił się na dobre w Manchesterze. „W Anglii widziałem go tysiąc razy. Ale kiedy przysypało mi Opla Astrę w Kraju Basków, dzwoniłem do mamy, aby wyjaśniła mi, jak usunąć zamarznięty śnieg z przedniej szyby. Na Kanarach przecież nie pada” – wspomina. Wyjazd na północ był niezbędnym doświadczeniem, aby później wyspiarz szybciej oswoił się w Wielkiej Brytanii.

 

POMOCNIK DEKADY W PREMIER LEAGUE

„Kiedy trenowałem jeszcze Barcelonę, pomyślałem sobie, że bardzo chciałbym mieć tego chłopaka z Valencii u siebie. Już wtedy był niesamowity” – wspomina Pep Guardiola, który dopiero po latach w Manchesterze spotkał jeden z największych hiszpańskich talentów. Zdaniem Xaviego, ich kraj wypuścił niewielu takich wspaniałych zawodników jak Davida Silva. „Bez cienia wątpliwości, jeżeli będziemy mierzyli, jak świat obdarzył naszych graczy potencjałem, on będzie w ścisłej czołówce” – uważa Katalończyk.

Odkąd David Silva trafił na Etihad Stadium w 2010 roku, żaden inny pomocnik w lidze angielskiej nie miał wpływu na tyle bramek co on. Można wracać z sentymentem do tego naboru, bo był prezentowany przez Roberto Manciniego razem z Aleksandarem Kolarovem, Yaya Toure oraz Jeromem Boatengem. A później napisał historię – asystował przy 92 trafieniach w Premier League. Najbardziej zbliżył się do niego Kevin de Bruyne, ale nadal brakuje mu prawie 30 decydujących podań do Silvy. Tak samo Christianowi Eriksenowi. Innych zdystansował.

Zdecydowanie zapracował na miano legendy. Wyrównał liczbę asyst podziwianego Stevena Gerrarda (92) w Premier League, mimo że potrzebował do wykręcenia takich numerów 200 meczów mniej. Przez ostatnią dekadę sięgnął po mistrzostwo cztery razy, najwięcej ze wszystkich, tyle samo co Vincent Kompany oraz Sergio Agüero. Nigdy nie mówiło się o Silvie w kontekście Złotej Piłki ani nawet pierwszych stron gazet, a jednak zagwarantował regularność, o jakiej marzy każdy topowy klub. W każdym z dziesięciu sezonów w City gwarantował kilkanaście asyst na sezon. Nigdy nie zszedł poniżej dychy stanowiącej jego minimum przyzwoitości.

„Kiedy mówimy o najlepszych zagranicznych piłkarzach, którzy wzbogacili Premier League, Silva jest jednym z najlepszych – jeśli rzeczywiście nie najlepszym. W Arsenalu był Thierry Henry, w Manchesterze United Eric Cantona, w niebieskiej części Agüero, ale Hiszpan jest bez wątpienia w tym samym wagonie co oni. Być może nie zdobył nie wiadomo ilu bramek, ale nie sądzę, aby ktokolwiek oglądający piłkę przez ostatnie 10 lat, mógł go nie doceniać. Nie sposób nie zachwycić się jego umiejętnościami ani tym, co zrobił dla City. To jeden z najlepszych graczy w historii klubu” – twierdzi Alan Shearer.

Inni tylko mu w tym wtórują. „Pociąga za sznurki na boisku. Genialny wirtuoz, który poda, strzeli, rozegra. Potrafi wszystko i decyduje o meczach. Ma taki wpływ na grę, że uważam go za jednego z najlepszych w historii” – przyznaje Andres Iniesta.

 

PRZEDWCZESNY PORÓD

Przez tę dekadę najtrudniejszy dla niego był grudzień 2017 roku. Z powodów osobistych wrócił do Hiszpanii, gdzie Yessica zaczęła rodzić wyjątkowo przedwcześnie (mniej niż 28 tygodni ciąży). Ich pierworodny Mateo walczył o przetrwanie, dopiero po pięciu miesiącach opieki w szpitalu w Walencji lekarze uznali, że może wrócić do domu i będzie zdrowy. Mało co miało takie przełożenie na funkcjonowanie Davida.

„To były najcięższe miesiące mojego życia. Jestem wdzięczny Guardioli, że dał mi tyle wolnego. Z miejsca powiedział: masz tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Powiedz, jak jeszcze mogę pomóc. To fantastyczny człowiek. Jest kimś więcej niż trenerem” – opowiada Silva.

„Zmartwiony rozmawiałem z lekarzami, ale mieli różne odpowiedzi. Nie wiedzieliśmy, co się wydarzy następnego dnia. To był strach przed nieznanym. Niby wszystko było w porządku, ale nie wiedzieliśmy, co wydarzy się za tydzień. Baliśmy się na śmierć. W tej sytuacji niemożliwe jest skupienie się na karierze, chociaż piłka była pewnym wyzwoleniem. Za każdym razem, gdy zaczynaliśmy grę, rozładowywałem napięcie i zapominałem o tym stresie. Ale już wejście do szatni oznaczało podniesienie telefonu i szereg pytań: co się dzieje? czy sytuacja się poprawia? co się stanie? Futbol zabierał mi zmartwienia chociaż na dwie godziny, ale to był wymagający czas. Od tamtej pory rodzina dostała u mnie absolutny priorytet, jeszcze większy niż zwykle” – zdradzał Kanaryjczyk.

Nie spał dobrze ani nie jadał właściwie, ale Pep Guardiola podszedł do niego z wielkim zrozumieniem. Wiele razy opowiadał o nim jako „geniuszu piłki”, więc musiał o niego zadbać w chwilach cierpienia. „Wiele mu zawdzięczam jako człowiekowi i trenerowi. Dzięki niemu nauczyłem się też cierpliwości na boisku. Zwykle dużo się poruszałem i chciałem być wszędzie. Nauczył mnie pozostawania w pewnym określonym obszarze i czekania, aż piłka do mnie trafi, aby wtedy wykorzystać przewagę” – tłumaczy Silva.

 

KRÓL MAŁYCH PRZESTRZENI

Koledzy słusznie wołają na niego El Mago. Czarodziej, magik, nie ma piłki, której by nie opanował. Należy się cieszyć jego eleganckim dotykiem, dopóki jest to możliwe. Idealnym zwieńczeniem tej dekady w City byłoby wygranie przez niego Ligi Mistrzów w Lizbonie. Tym bardziej, że Silva został mistrzem świata i dwukrotnym mistrzem Europy, lecz w Champions League najdalej zawędrował do półfinału. To brakująca perła w koronie Kanaryjczyka.

„Kiedy kibice pojawią się na stadionach, wróci do nas, aby zostać godnie pożegnanym, bo jest prawdziwą legendą. Kieszonkowym magikiem. Jednym z najinteligentniejszych piłkarzy do gry na małej przestrzeni. W zasadzie najlepszym, jakiego kiedykolwiek widziałem w małej grze. Jeśli mówimy o poruszaniu się między liniami, nie widziałem kogoś takiego jak on. To nie tylko klasa, ale też gwarancja wielkiej rywalizacji i jakości podczas treningów. Napędza nas każdego dnia. I to poziom, jaki gwarantuje przez 10 lat. Premier League nie jest łatwa, a napisał tu historię. Powinien być z tego dumny” – uważa Guardiola.

Ile to razy Pep powtarzał, że wygląda, jakby nauczył się futbolu na ulicy. Jakby grał według zasady, że istnieje tylko jeden zwycięzca. Ale to prawda. Kopał w palącym słońcu Kanarów na piasku i na parzących chodnikach. Jest zadziorny, a przy tym elegancki. Zasługiwałby, aby zostać na tym poziomie nieco dłużej. Wolał jednak spiąć dekadę klamrą i stworzyć bardziej rodzinne życie. Trochę wyluzować, skoro i tak już zrezygnował z drużyny narodowej.

Ostatnio portal WhoScored nagrodził go oceną 10 za mecz z Newcastle (5:0). Nadal rozgrywa zawody idealne, z dwoma asystami, oszałamiającym golem z wolnego, 112 podaniami, 14 wygranymi pojedynkami, 6 odbiorami piłki. I każdym jej muśnięciem lewą nogą dodaje sobie wdzięku. To prowadzenie zewnętrzną częścią buta stało się jego znakiem charakterystycznym. Odejście z Manchesteru będzie oznaczało dla niego mocny zjazd windą. Ale decyzję podjął sam – na własnych zasadach, a nie kiedy czuł presję narzekań i wieku. Przed tym wielokrotnie ostrzegali go Xavi oraz Iniesta. Obaj zatęsknili za Camp Nou, lecz mieli dość słuchania, że najlepsze lata minęły.

 

GDZIE OSIĄDZIE KANAREK?

Kapitan City nie widzi dla siebie miejsca w innej drużynie na Wyspach Brytyjskich. Pieniądze go nie skuszą. Mówimy o człowieku wartości. Potrzebuje przede wszystkim większego spokoju i komfortu dla rodziny. Zostawia za sobą (na ten moment) 431 meczów historii na Etihad. Dziesięć lat później Kanarek znów szuka nowego wyzwania. Był częścią złotej generacji reprezentacji Hiszpanii, najzdolniejszej Valencii ostatnich lat, napędzał największe sukcesy Manchesteru City, jakie ten klub pamięta. Nie miał potrzeby bycia w pierwszym szeregu, ale nikt nigdy nie zarzucił mu, że nie pchał drużyny do przodu.

Jako wielkiemu patriocie marzy mu się powrót na wyspę i nauczanie młodych pięknej piłki na Gran Canarii w Las Palmas. Tam akurat zawsze stawiali na widowiskową grę, a teraz największą ozdobą drużyny jest 17-letni Pedri. Silva założył sobie jednak, że nie zejdzie na drugi poziom rozgrywkowy, a Kanaryjczykom brakuje pięciu punktów do baraży i nie myślą realnie o awansie. Chętnie wraca do domu dziadków, obchodzi święto flagi, spotyka przyjaciół z dzieciństwa, lecz warunki do zakończenia tam kariery nie są sprzyjające. Bo wyobrażacie sobie magika Silvę w Segunda División?

Innym scenariuszem byłaby jego ukochana Valencia, ale jako poważny człowiek nie zamierza pchać się do drużyny z fatalnym projektem sportowym i problemami właścicielskimi. Co innego, gdyby to była drużyna na miarę Champions League oraz z wizją budowy czegoś długofalowego. Dlatego być może w Hiszpanii nie znajdzie swojego miejsca.

Nie brakuje mu ofert za miliony dolarów ze Stanów Zjednoczonych czy za jeszcze większy sumy z Azji. Kuszą go Saudyjczycy i Katarczycy. 34 lata nie robią z niego emeryta, a tym bardziej takie zawody jak z Newcastle, Bournemouth czy Brighton w tym sezonie. Silva ma komfort wyboru. Pamiętajmy, że to wyznawca posiadania piłki i filozofii, w której ciągle masz ją przy nodze. Mentalnie ma wiele z Xaviego, bo sam potrafił się burzyć, kiedy w reprezentacji mieli grać bardziej bezpośrednio.

„W piłce najpiękniejsze jest to, że ciągle sprawia mi przyjemność. Nie miałbym ochoty wstawać rano i myśleć, że idę do pracy. To czysta radość” – opowiada. I nadal chce to krzewić, ale już otwierając nowy etap. Być może poznając nową kulturę, być może budując grunt pod interesy w przyszłości. Jak podkreśla dyrektor Manchesteru City Txiki Begiristain, Chińczyk totalnie zmienił dynamikę klubu w ostatniej dekadzie. Został symbolem drużyny krytykowanej za brak tożsamości i przywiązania do herbu, zostając tam na dziesięć lat oraz wygrywając w wielkim stylu cztery mistrzostwa. „Czy wybudujecie mu pomnik?” – usłyszał na jeden z konferencji prasowych Guardiola. Silva nadał City wiele pięknych uczuć i sentymentów, a tego akurat nie kupi się za żadne pieniądze.

#David Silva
#manchester city
#premier league
#Wyspy Kanaryjskie

Najnowsze

Chcieliśmy oszukiwać, dryblować i żyć jak on. Dlaczego moje pokolenie pokochało Diego Maradonę

To było więcej niż pewne, że przy takim trybie życia stanie się w końcu memem. Natomiast nie ma liczby idiotycznych rzeczy, które mó ...

#Diego Maradona
#Argentyna
#mexico 86

Lewy zatańczy z Neymarem w jednej ekipie? Polak może zostać twarzą Pumy

Napastnik Bayernu Monachium wywołał niemałe zdziwienie, pozując na treningu w wyczernionych butach Puma Ultra 1.1. W sierpniu Robert ...

#Neymar
#Puma
#reprezentacja polski

Agent gwiazdy. Polak, który pomógł Stanislavowi Lobotce wejść na szczyty Serie A

W ostatnich latach kilku polskim menedżerom udało się doprowadzić piłkarzy do najlepszych klubów świata i uczestniczyć w wielomilion ...

#Napoli
#Paweł Zimończyk
#serie a

W pogoni za mistrzem, czyli polskie zaplecze w UFC. Na czym stoją nasi w najbardziej prestiżowej federacji świata?

UFC ma w Polsce ostatnie znacznie większy rozgłos niż jeszcze kilka czy kilkanaście mies ...

#Jan Błachowicz
#Joanna Jędrzejczyk

Diego Maradona kończy sześćdziesiąt lat. Pamiętacie jak strzelał z wiatrówki w Newell’s Old Boys?

- Całe życie wstawałem w południe. Dwa razy żona obudziła mnie przed jedenastą. Pierwszy ...

#Argentyna
#Diego Maradona

Gerrard lepszy od Żurawia. Lech pozbawiony własnego stylu w Glasgow

Kolejorz nadal bez punktów w Europie. Powodów do pochwał też mniej niż po spotkaniu z Benfiką. Z Ibrox lechici wyjeżdżają bez celneg ...

#Glasgow Rangers
#Lech Poznań

Moc kreatywności plus podróbki z Chin. Dlaczego graficy z Instagrama zmieniają rynek koszulek?

Rynek koszulek piłkarskich zmienia piłkę. Jest barwniej, ciekawiej, a do głosu coraz mocniej dochodzą dwudziestokilkuletni graficy z ...

#adidas
#humanrace
#koszulki piłkarskie

„Bracie, nie podawaj mu, on gra przeciwko nam”. Jak odczytywać sytuację między Benzemą a Viniciusem?

Kamery wyłapały jak w przerwie meczu z Borussią Mönchengladbach Karim Benzema rzuca po f ...

#Karim Benzema
#LaLiga
#Real Madryt

Następca Kloppa, lider katolickiej drużyny szkolnej, który chce zostać idolem protestantów. Nowa droga Stevena Gerrarda

Końcówka jego kariery w Liverpoolu na zawsze będzie naznaczona traumą, związaną z zaprze ...

#Lech Poznań
#Liga Europy
#Liverpool

Lider, ulubieniec, wzór młodzieży. Grzegorz Krychowiak, czołowa bestia Rosji

W Lidze Mistrzów regularnie gra przeciwko najlepszym na świecie. W Rosji należy do czołowych piłkarzy ligi. Dlaczego więc w Polsce p ...

#grzegorz krychowiak
#liga rosyjska
POKAŻ WIĘCEJ