newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Maja Hitij/Getty Images

Polski bramkarz trafia do klubu, w którym od dwóch lat obsada tej pozycji sprawia trenerom wielkie problemy. To daje byłemu graczowi Unionu Berlin spore szanse, że znów będzie numerem jeden.

Ostatnią kolejkę minionego sezonu Bundesligi FC Augsburg celebrował pod hasłem „La Decima”. W futbolu wypromował je kilka lat temu Real Madryt, nazywając tak swą walkę o dziesiąty w historii triumf w Lidze Mistrzów. Klub ze Szwabii świętował w ten sposób dziesiąty z rzędu sezon w Bundeslidze. Co w jego warunkach jest podobnej skali osiągnięciem. Już samo to pokazuje, że Rafał Gikiewicz zmienił klub na lepszy. Nawet jeśli tabela poprzedniego sezonu tego nie pokazuje.

Wybór, jakiego dokonał 32-letni Polak, nie jest spektakularny. Zresztą on w ogóle od wyjazdu z Polski nie dokonuje spektakularnych wyborów. Co może być jedną z tajemnic sukcesu jego zachodniej kariery. Na nikim nie zrobiło spektakularnego wrażenia ani to, że podpisał kontrakt z Eintrachtem Brunszwik, ani to, że kupił go SC Freiburg, ani fakt, że został jedynką Unionu Berlin, ani teraz nie będzie się w tramwajach dyskutować o tym, że trafił do Augsburga. Jednocześnie jednak cały czas nie tylko utrzymuje się na niemieckim rynku, ale ciągle idzie w górę. Bycie gwiazdą średniego II-ligowca zamienił na pozycję zmiennika w Bundeslidze. To na tyle wyrobiło mu nazwisko, że został numerem jeden w ambitnym klubie 2. Bundesligi. Awansował, ograł się jako podstawowy bramkarz w Bundeslidze i teraz trafił do klubu, który jest półkę wyżej od Unionu. Nie trzy półki. Jedną. Ale wyżej.

 

RYZYKO ROZSTANIA

Odkąd było jasne, że Gikiewicz nie podpisze z Unionem Berlin nowego kontraktu, miałem poczucie, że ryzykuje. Nikt go przecież ze stolicy Niemiec nie wyganiał. W przyszłym sezonie też pewnie miałby w tym klubie pewne miejsce w składzie. A rok gry w jednej z najlepszych lig świata to jednak kusząca wizja. Gikiewicz wybrał jednak inaczej. Gdy mówił, że chce zostać na niemieckim rynku, miałem tym większe obawy, że spróbuje się porwać na jakiś klub mający pucharowe ambicje. Polski bramkarz rozegrał dobry sezon. Może nawet bardzo dobry. Osiem czystych kont to jak na golkipera absolutnego beniaminka świetny wynik. Śledząc polskie media, można było jednak odnieść wrażenie, że Gikiewicz został jakąś gwiazdą, czy objawieniem Bundesligi. To też byłaby przesada. Był uznawany za bardzo solidnego. Co nie znaczy, że miałby otwartą drogę do pozycji pierwszego bramkarza w którymś z najsilniejszych klubów. Jeśli miałby iść do drużyny grającej o puchary, jest duże ryzyko, że na ławkę. A przecież w jego wieku to nie ma sensu. Co miał przesiedzieć, przesiedział już w Polsce i we Fryburgu. Wystarczy.

Jako jedyny sensowny krok naprzód jawił się od początku właśnie Augsburg. Klub większy, ale nie na tyle, by Gikiewicz nie miał tam szans na pozycję pierwszego bramkarza. Dziesięć lat temu klub z południa Niemiec miał w Bundeslidze podobną pozycję jak dziś Union. Każdy sezon, w którym udało się uniknąć spadku, był sensacją. Dziś Augsburg ani nie jest najsłabszy piłkarsko, ani najbiedniejszy. Wpisał się do krajobrazu ligi niemieckiej, o czym świadczy wspomniana La Decima. Augsburg nikogo nie porywa, ale wszyscy już wiedzą, że taka drużyna gra w lidze niemieckiej. Zwykle jest kandydatem do spadku, ale nie pierwszym, ani nie drugim. Czyli nie takim, jakim Union będzie w przyszłym sezonie.

 

DWA LATA PROBLEMÓW

Przez większość pobytu w Bundeslidze Augsburg nie miał w bramce najmniejszego problemu. Szwajcar Marwin Hitz, który przez kilka lat grał tam jako numer jeden, był gwarancją solidności i co najmniej kilku uratowanych punktów w sezonie. Z nim między słupkami klub przeżył najlepsze chwile w historii. Jak wtedy, gdy za trenera Markusa Weinzierla sensacyjnie zajął piąte miejsce w Bundeslidze, wyszedł z grupy Ligi Europy i tylko nieznacznie uległ Liverpoolowi. W 2018 roku Hitzowi znudziło się jednak bycie pod ciągłym ostrzałem. Wybrał ciepłą posadkę zmiennika Romana Buerkiego w Borussii Dortmund. W Augsburgu od tego momentu trochę zawalił się świat.

Andreas Luthe, czyli wieczny II-ligowy bramkarz, który niespodziewanie dostał jeszcze od losu szansę pobronienia w Bundeslidze i Fabian Giefer, notoryczny numer dwa, zgotowali Augsburgowi fatalną rundę jesienną 2018. Z Gregorem Kobelem, wypożyczonym z Hoffenheim, udało się uspokoić sytuację, ale tylko na pół roku. Gdy Szwajcar przeniósł się do Stuttgartu, działacze FCA znów musieli rozwiązać problem. Znaleźli najgorsze rozwiązanie z możliwych. Na Tomasa Koubka ze Stade Rennes wydali wielkie w skali klubu pieniądze, bo aż siedem i pół miliona euro. Czech kompletnie nie spełnił jednak pokładanych w nim oczekiwań. Już w debiucie z Borussią Dortmund wypadł fatalnie. Później było już tylko gorzej. W Moenchegladbach puścił jedną z najbardziej kompromitujących bramek w sezonie. Debiutancki rok zakończył, puszczając 51 goli i tylko cztery razy zachowując czyste konto. W końcowej fazie sezonu między słupki wrócił Luthe, co świadczy o poziomie zaufania wobec Czecha. Dla Gikiewicza w formie z ostatnich lat żaden z tych bramkarzy nie powinien być zagrożeniem. Polak daje bowiem to, czego tak bardzo brakowało. Gwarancję, że o bramkarzu nie będzie się tyle mówić. Nawet jeśli nie będzie wygrywał meczów, to raczej nie będzie ich zawalał. A to już będzie kolosalny postęp w porównaniu do poprzednich dwóch lat.

SPRAWNY DYREKTOR

Gikiewicz trafia więc do miejsca, w którym ma bardzo duże szanse na bardzo regularną grę. Klub, choć było w nim w ostatnim czasie trochę turbulencji, należy zaliczyć do grona najbardziej stabilnych w Bundeslidze. Jeszcze zanim trafił do elity, pracowali w nim otwarci ludzie. W tamtejszych rezerwach szlify zbierali jako młodzi trenerzy Thomas Tuchel i Julian Nagelsmann. Dyrektor sportowy Stefan Reuter pracuje w Augsburgu już od siedmiu lat i kilka razy wykazywał się umiejętnością znalezienia tanich perełek w słabszych ligach zagranicznych lub niższych niemieckich. Trener Heiko Herrlich na bundesligowym rynku nie ma jeszcze zbyt ugruntowanej pozycji. Niespecjalnie poradził sobie przed wieloma laty w VfL Bochum i niedawno w Bayerze Leverkusen. Świetnie spisywał się natomiast w nieodległym Jahnie Ratyzbona. A Reuter bardzo uważnie śledzi, co się w tym klubie dzieje, bo już raz znalazł tam trenera (Weinzierla), który znakomicie do Augsburga pasował. W obecnym miejscu Herrlich pracuje dopiero od przerwy spowodowanej pandemią. Na razie można o nim powiedzieć tylko tyle, że dość spokojnie utrzymał zespół. Na dalsze oceny czas przyjdzie w nowym sezonie. Wiadomo, że jego zespół ma być mniej niż za czasów Martina Schmidta nastawiony na grę z kontry, a więcej na utrzymywanie się przy piłce i ataki pozycyjne. Po transferze z Unionu Gikiewicz będzie się więc musiał przestawić na trochę inny styl. Nie będzie to jednak na pewno rewolucja. Augsburg nie gra jak drużyna Guardioli.

 

ZALETY ŻYCIOWE

Oprócz stricte piłkarskich transfer ma też zalety życiowe, co z perspektywy kibica ma może mniejsze znaczenie, ale dla piłkarza wręcz przeciwnie. Choć kogoś, kto mieszkał już we Fryburgu i w Berlinie, trudno w Niemczech czymkolwiek zaskoczyć, Augsburg to bardzo przyjemne miasto do życia. Ładne, mające długą historię. Na tyle duże (niespełna 300 tysięcy mieszkańców), by czuć się jak w mieście, ale na tyle małe, by nie być nim przytłoczonym. A jeśli ma się ochotę poczuć wielkomiejski klimat, Monachium jest odległe tylko o godzinę jazdy samochodem. Trudno nie odnieść wrażenia, że Gikiewicz znów wybrał dobrze. Odkąd wyjechał z Polski, zmienia kluby równo co dwa lata. Za każdym razem jego kariera idzie dzięki temu o szczebelek wyżej. Gikiewicz dużo mówi i robi wokół siebie sporo szumu, ale niech nikogo to nie zmyli. Jego wybory świadczą o tym, że tak naprawdę ani na moment nie odlatuje i ciągle robi swoje, od sześciu lat nie stawiając żadnych fałszywych kroków.

#bundesliga
#FC Augsburg
#Rafał Gikiewicz

Najnowsze

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open
POKAŻ WIĘCEJ