newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Alex Livesey/Getty Images

Matt Walker piłkarską Europę ma w małym palcu. Autor książki „Europe United” opowiada nam o swoich przygodach w najdalszych zakątkach Starego Kontynentu oraz wizycie w Polsce.

TEKST: Rado Chmiel

Piłka nożna i podróżowanie idą ze sobą w parze. A przynajmniej było tak do momentu eksplozji pandemii koronawirusa. Przenieśmy się jednak do chwil, w których podróżowanie odbywało się bez żadnych problemów i poznajmy historię Matta Walkera – człowieka, który w pewnym momencie rzucił codzienną biurową pracę i wyruszył w piłkarską wyprawę po Europie, a następnie napisał o tym książkę.

 

POCZĄTKI SZALONEGO POMYSŁU

Zalążek idei podróży po Europie pojawił się w głowie Matta Walkera w okolicach grudnia 2015 roku. Wiedział jednak, że musiał rozpocząć swoją przygodę od dwunastu krajów, w których ligowe mecze rozgrywane były jeszcze w lecie, jak w Skandynawii czy krajach Europy wschodniej.- Logicznym było to, abym zaczął swoją eskapadę w czerwcu 2017 roku. Nie mogłem tego zrobić wcześniej, bo miałem już zakupione bilety na sześć meczów Euro 2016 – mówi Walker. – Wyszło mi to na dobre, bo miałem więcej czasu na zaoszczędzenie pieniędzy na podróże, założenie strony internetowej oraz zaplanowanie pierwszego letniego etapu mojej podróży.

– Rozrysowałem sobie szkic podróży przed ogłoszeniem jakiejkolwiek rozpiski spotkań. Byłem pozytywnie zaskoczony, że nie musiałem wiele zmieniać. Rozpocząłem od Gruzji, potem jeździłem po Skandynawii. Letnio-jesienną część mojej wyprawy zakończyłem na Bałkanach. W zimie pojawiłem się na meczach w Anglii i Polsce oraz krajach śródziemnomorskich. Oczywiście musiałem trochę poprzesuwać odwiedziny w niektórych krajach jak na przykład wizytę na Węgrzech i w Luksemburgu, ale generalnie w większości wszystko szło według schematu – opowiada.

Fot. archiwum prywatne Matta Walkera

PORADNIK MŁODEGO GROUNDHOPPERA

Matt lubi oglądać mecze drużyn, które z reguły określane są mianem „underdogów” czyli zespołów stawianych z góry na straconej pozycji. Podczas swojej przygody zobaczył spotkania IFK Mariehamn z Finlandii, niespodziewanego mistrza tego kraju w 2016 roku. Odwiedził też malutkie Crotone we Włoszech czy niedoceniane w Anglii AFC Bournemouth. Wybór meczów zawsze zależał jednak od planów logistycznych. W niektórych przypadkach, jak w Rumunii i Azerbejdżanie, zmieniały się one w ostatniej chwili z powodów transmisji telewizyjnych czy uczestnictwa drużyn w pucharach europejskich. – Zawsze musiałem mieć na uwadze to, że coś w ostatniej chwili może nie pójść tak jak zaplanowałem – mówi.

– Kuszącym było rezerwowanie biletów na długo przed wylotem, ale terminarz często się zmienia, więc byłaby to niebezpieczna taktyka. Jeżeli ktoś chciałby kiedyś powtórzyć mój wyczyn, jedną z najlepszych decyzji było ta, by jak najmniej podróżować w sierpniu i grudniu. Wtedy popyt na bilety jest wyjątkowo duży. W pozostałych miesiącach z wyjątkową łatwością trafiałem na tanie loty z Bułgarii czy Rumunii do Londynu i to nawet na krótko przed odlotem. Oczywiście dużą pomocą było to, że na co dzień mieszkam w Londynie. Korzystałem też ze wszystkich sześciu „londyńskich” lotnisk w pobliżu: City, Heathrow, Gatwick, Luton, Stansted i Southend – tłumaczy Walker.

Futbolowy podróżnik musiał też podejmować decyzje nie tylko z lotami, ale również gdzie spędzić noc w danym mieście. Często zdarzało się, że nocował blisko samych stadionów, które – jak w przypadku Skandynawii – są oddalone od centrów miast. Walker niekiedy nawet miał kilkukrotnie widok na arenę danego meczu.

– Poza samą piłką podobało mi się to, że mogłem poznawać nowe kultury – kontynuuje Walker. – Szczególnie miło wspominam moje pierwsze odwiedziny w Gruzji, na Wyspach Owczych, w Kazachstanie, Albanii i Izraelu. Nie oglądałem tylko piłki nożnej. Większość meczów jest rozgrywanych w trakcie weekendów, więc za każdym razem miałem kilka dni na poznanie danego kraju.

– W Gruzji pochodziłem trochę po górach i tamtejszej pustyni, podczas podróży na Wyspy Owcze obserwowałem ptaki. W Kazachstanie odwiedziłem lokalne ryneczki pełne niezwykłych produktów, a w Albanii zatrzymałem się w przepięknym bizantyjskim mieście Berat. Z kolei Izrael był dla mnie niesamowicie fascynujący ze względu na Tel Awiw i Jerozolimę, które są tak różne pod względem kulturowym, a są od siebie oddalone zaledwie o 65 kilometrów. Byłem tez świadkiem niecodziennej sytuacji w Krakowie. Podczas jednego ze spacerów uliczkami tego urokliwego miasta zauważyłem kobietę wyprowadzającą kota na smyczy, a drugi futrzak był na jej głowie. Z pewnością nie spotkacie czegoś takiego w Londynie! – opowiada.

Fot. archiwum prywatne Matta Walkera

– Nie miałem też zbytniego problemu z biletami na mecze. Większość z nich udało mi się ogarnąć na własną rękę online lub bezpośrednio na stadionie. Trafiłem na kilka spotkań jak to KAA Gent w Belgii czy Hapoelu Beer Sheva w Izraelu, gdzie musiałem skorzystać z pomocy znajomych dziennikarzy. Z kolei w piętnastu z 79 meczów, które zobaczyłem, mogłem wejść za darmo. Takie atrakcje w najwyższych klasach rozgrywkowych oferują Gruzja, Wyspy Owcze, Armenia, Azerbejdżan, Rumunia, Andora, Gibraltar San Marino oraz Bośnia i Hercegowina – doradza Walker.

 

ULTRASI I NIECODZIENNE MECZE

Kultura ultras wciąż jest mocno zakorzeniona w wielu europejskich krajach. Matt spotkał się z kilkoma sytuacjami, w których jego aparat mógł sprawić mu problemy.

– W trakcie moich podróży niejednokrotnie ciekawsze rzeczy działy się na trybunach niż na boisku – opowiada Anglik. – Doping na meczach w Macedonii i Portugalii był o wiele bardziej interesujący niż to, co na murawie. Z kolei w Grecji miałem spięcie z jednym z ultrasów Olympiakosu. Przed meczem przeciwko Kerkyrze zrobiłem mu zdjęcie i niemal nie wszedłem przez to na stadion. Aparat przysporzył mi kilka kłopotów nie tylko wśród fanów. Na kilku meczach miałem wybór: albo wchodzę na mecz bez aparatu, albo w ogóle. I tak na przykład w Turcji moja półprofesjonalna lustrzanka została w samochodzie przypadkowego fana Trabzonsporu, a na Cyprze zajął się nią pewien starszy pan. W obu przypadkach na szczęście przetrwała! – wspominał Walker.

Groundhopper był też świadkiem ciekawych scen w Armenii. Mecz między drużynami Aratatu i Gandzasaru został przerwany w doliczonym czasie drugiej połowy przy stanie 2:0 dla gości.

– To była dziwna sytuacja. Mecz został przerwany tak późno, a powodem była czerwona kartka dla szkoleniowca Araratu. Menadżer tak mocno dał się we znaki sędziemu, że ten przerwał spotkania i przyznał walkower dla Gandzasaru. Zapamiętałem to spotkanie też z tego powodu, że na stadionie pojawiło się tylko 80 kibiców. Była to najniższa frekwencja jakiej doświadczyłem, więc na szczęście obeszło się też bez zamieszek – z uśmiechem wspomina Matt.

 

POLSKA NA OKŁADCE KSIĄŻKI

Futbolowe mole książkowe, które sięgną po angielskie wydanie książki „Europe United”, od raz zauważą, że na okładce widnieje zdjęcie z derbów Krakowa. Jak mówi Walker, nie był to przypadkowy wybór, a sam Anglik wręcz nalegał na to, by to właśnie obrazek z Polski znalazł się na okładce.

– Kiedy projektowaliśmy wygląd książki, to Quercus, mój wydawca z Londynu, podjął się projektu okładki. Była okropna. Wyglądała jakby zaprojektowało ją dziecko. Podczas swoich stadionowych wizyt zrobiłem tysiące zdjęć. Po dosyć intensywnych negocjacjach wydawcy zgodzili się użyć jedno z nich – opowiada Walker.

– O dziwo, wiele z nich się nadawało. Jednak brakowało w nich czegoś, co łączyłoby się z tytułem książki. I wtedy zobaczyłem to wymowne zdjęcie z derbów Krakowa. To racowisko na trybunach idealnie wpisywało się w slogan „Europy zjednoczonej”: pasję kibiców, race, które są rzadkością w Anglii oraz europejską naturę moich podróży. Miałem wiele zdjęć z pirotechniką z Holandii i Macedonii, ale jednak to z Krakowa było najlepsze. Każdy, z kim rozmawiam na temat okładki, ją uwielbia. Też jestem z niej dumny, bo koniec końców na niej została użyta jedna z moich fotografii – mówi.

Fot. archiwum prywatne Matta Walkera

Polska nie była obca angielskiemu autorowi. Walker zdążył już wcześniej odwiedzić nasz kraj przy okazji wieczoru kawalerskiego jednego z jego przyjaciół. To właśnie wtedy w umyśle Anglika zaszczepiła się idea ponownej wizyty Krakowa, tym razem z powodów piłkarskich.

– Od pewnego czasu myślałem już o wzięciu udziału w derbach Krakowa – wspomina polski epizod Walker. – I choć w mojej książce w większości są opisane mecze mniejszych klubów, to wiedziałem, że potrzebowała ona coś dużego kalibru. Zdawałem sobie sprawę z tego, że o derbach Krakowa mówi się jako o jednych z najniebezpieczniejszych meczów. Określenie „Święta Wojna” nie bierze się znikąd. Przed samym spotkaniem próbowałem porozmawiać z kilkoma kibicami, ale niewiele się dowiedziałem. Byłem zresztą gościem polskiej stacji Canal+, więc trzymaliśmy się z dala od kłopotów. Po meczu również na własną rękę nie kręciłem się po centrum Krakowa – wspomina.

 

KSIĄŻKA WYDANA, CO DALEJ?

– Kiedy zdecydowałem się spisać swoje wspomnienia, to okazało się to łatwiejsze niż się spodziewałem. Moja historia była wyjątkowa. Przyciągnęła też sporo uwagi mediów, bo nikt nigdy nie zrobił niczego podobnego. Odwiedzić 55 krajów zrzeszonych w UEFA podczas jednego sezonu i w każdym z krajów obejrzeć jeden mecz? Nieprawdopodobne – wspomina proces tworzenia książki Walker

– Na pewno nie cierpiałem na brak materiału! Poszczególne rozdziały książki spajają się z chronologią moich podróży, co było z pewnością pomocne. Cały proces był ciężką pracą, ale wraz z pomocą mojego wydawcy wyszła z tego naprawdę unikalna opowieść w każdym calu. Czy coś bym w niej zmienił? Patrząc z perspektywy czasu na pewno spędziłem zbyt dużo czasu na spisywaniu wywiadów z ponad 100 osobami, z czego wykorzystałem zaledwie 1 procent tego materiału.

Popularny magazyn piłkarski „Four Four Two umieścił „Europe United” na liście osiemnastu najlepszych książek piłkarskich do przeczytania podczas pandemii koronawirusa. Czy Walker spodziewał się aż takiego sukcesu swojej książki?

– Byłem podekscytowany samem faktem wydania „Europe United”. Wiedziałem, że na pewno zapełnię pewną niszę na rynku. Kocham piłkę nożną i podróże, więc gdyby ktoś inny stworzył coś takiego, to na pewno bym ją kupił, niezależnie od recenzji. Swoją drogą to naprawdę miłe czytać, że moja książka przyjęła się tak pozytywnie na świecie. Najlepszym przykładem na bardzo pozytywnego odbioru jest wiadomość, jaką otrzymałem od mamy jakiegoś kibica z Oldham, która nawet nie lubi piłki nożnej!

– Obecne czasy są bardzo trudne dla kibiców futbolu na całym świecie. Sam spędzam teraz wiele czasu na czytaniu książek. Przeczytane lektury inspirują mnie do kolejnych podróży w przyszłości i mam nadzieję, że nie będę musiał ich odkładać zbyt długo! Mam pomysł na to, żeby przeżyć podobną przygodę na innym kontynencie. Azja byłaby z pewnością wariackim pomysłem, by przejechać ją w ciągu jednego sezonu piłkarskiego. Z kolei Ameryka Południowa kusi nie tylko futbolem, ale też z perspektywy podróżnika. Kto wie, aby dodać trochę więcej smaczku to udałoby mi się odwiedzić ją całą w dwa miesiące… Zobaczymy! – kończy Walker.

Więcej o projekcie „55 Football Nations” poczytacie na stronie http://55footballnations.com/ oraz na Twitterze Matta.

#groundhopping
#Matt Walker
#piłka nożna

Najnowsze

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Kadra Michniewicza krok od Euro U-21. Drugi awans z rzędu na wyciągnięcie ręki

W teoretycznie najważniejszym meczu eliminacji reprezentacja Polski do lat 21 pokonała Rosję (1:0) po trafieniu Patryka Dziczka. Ter ...

#Czesław Michniewicz

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia
POKAŻ WIĘCEJ