newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Otto Greule Jr / Allsport via Getty Images

Najwybitniejszy „dunker” wszech czasów, legendarny Vince Carter oficjalnie kończy zawodową karierę. Czyni to w zadziwiającym wieku 43 lat, gdy większość zwykłych śmiertelników ma problemy ze wstaniem z kanapy bez bólu pleców, a co dopiero myśli o rywalizacji z najlepszymi koszykarzami świata. Carter zawsze był jednak wyjątkowy.

22 lata w NBA i wystarczy!  Swoją decyzję ogłosił w podcaście “Wingin It”, który od dwóch lat prowadzi w sieci Ringera. Vince Carter kończy karierę zawodowego koszykarza, aby zostać dziennikarzem, o czym myślał przynajmniej od kilku lat. Jeden z najbardziej elokwentnych, swobodnie i ciekawie wypowiadających się zawodników w tej lidze będzie miał więc stosunkowo łatwą drogę z parkietu do studia z kamerą i mikrofonem. Przed rozpoczęciem sezonu zakładał, że to będzie ten ostatni, ale nie spodziewał się, że ostatni mecz rozegra w marcu. – To było dziwne zakończenie, gdyż sezon został przerwany nagle, ale jeśli mogę mówić o pewnym rozczarowaniu, to szybko muszę odłożyć takie myśli na bok. Chodzi o rzeczy ważniejsze niż koszykarska kariera. Koronawirus zabiera ludzkie życia i to jest znacznie istotniejsze – powiedział Carter.

Łącznie zagrał w ośmiu zespołach i osiem razy (po raz ostatni w 2007 roku) występował w Meczu Gwiazd. W 2003 roku – w swoim stylu – odstąpił miejsce w pierwszej piątce kończącemu karierę Michaelowi Jordanowi, honorując w ten sposób najlepszego gracza w historii.

 

KRÓL PRZESTWORZY

W barwach Toronto Raptors, a później New Jersey Nets zaliczał się do najlepszych i zarazem najtrudniejszych do krycia snajperów w NBA. Zasłynął zwłaszcza z niesamowitych wsadów, które wykonywał z taką łatwością, precyzją i polotem, jak żaden koszykarz w historii. Konkurs „slam dunków” z 2000 roku, w którym zachwycił wszystkich bez wyjątku, jest bezsprzecznie uważany za największy indywidualny popis po dziś dzień. Przy pomocy kuzyna Tracy’ego McGrady’ego wykonał najbardziej akrobatyczne wsady, jakie kiedykolwiek widziano, zyskując miano (jako lider Raptors) Air Canada.

Kilka miesięcy później wziął udział w jednym z najsłynniejszych koszykarskich momentów w historii. W meczu USA – Francja na igrzyskach olimpijskich przeskoczył ponad mierzącym 218 centymetrów centrem Frederikiem Weissem, a następnie bez lądowania na ziemi władował piłkę do kosza. – Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Bo gdyby nawet doszło do spotkania, to kto miałby odezwać się jako pierwszy? Czy powinienem był go przeprosić? Pamiętam tylko, gdy nasze zespoły spotkały się w finale i w pewnym momencie znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. Znów próbowałem przeskoczyć ponad nim, ale on sfaulował mnie tam mocno, że wylądowałem za linią końcową. Leżąc na ziemi spojrzałem w jego stronę i zobaczyłem, że się uśmiecha. Absolutnie go rozumiałem – wspominał VC. Francuskie media nazwały to „wsadem śmierci”.

Weiss, wybrany w drafcie przez New York Knicks jako obiecujący, młody środkowy stał się pośmiewiskiem całego świata i wpadł w depresję. Osiem lat później próbował odebrać sobie życie, połykając środki nasenne. Stało się to jednak bardziej z powodu problemów zdrowotnych syna i chwilowej separacji z żoną Celią. Później odbudował swoje życie i otworzył sklep tytoniowy, a do czasu do czasu komentuje mecze we francuskiej telewizji. Na początku tego roku znów zrobiło się o nim głośno, gdy zaoferował publicznie, że chętnie… pomoże Carterowi, jeśli ten zdecyduje się na pożegnalny udział w Konkursie Wsadów. Ten jednak – mimo namawiania ze strony wielu gwiazd NBA – nie zdecydował się na ten swoisty „ostatni taniec”.

Jednym z wielu fanów „dunków” Cartera jest LeBron James – również wybitny specjalista w tej dziedzinie. – Vince był najlepszy w historii i to nie podlega żadnej dyskusji. Nikt nie może się z nim równać – powiedział stanowczo LeBron pod koniec ubiegłego roku.

Carter zmieniał się przez lata. Gdy znajdował się na samym szczycie swoich atletycznych możliwości – zarzucano mu, że jest zawodnikiem jednostronnym, często egoistycznym i ceniącym sobie efektowność ponad efektywność. Później jednak przeszedł olbrzymią metamorfozę, stając się bardzo przydatnym graczem drugiego planu, dającym wsparcie z ławki rezerwowych, a zarazem szanowanym i uwielbianym kolegą z drużyny.

 

NIE GONIŁ PIERŚCIENIA

Z Marcinem Gortatem spotkali się dwukrotnie – najpierw w Orlando Magic, gdzie wspólnie mieli walczyć o drugi z rzędu udział w wielkim finale NBA, ale ostatecznie nie sprostali w play-offach odrodzonym Boston Celtics (2010) oraz później w grających efektowną koszykówkę Phoenix Suns. Tam z kolei nasz zawodnik wskoczył na najwyższe obroty w swojej karierze. Zawsze darzyli się wzajemną sympatią i szacunkiem. – To prawdziwa legenda – powtarzał Gortat w ubiegłym roku. Po wieściach o zakończeniu kariery, złożył hołd Vince’owi na Instagramie. Carter z kolei komplementował Polaka, gdy razem występowali w Phoenix, chwaląc jego etykę pracy i to jak przykłada się do treningów, zwłaszcza na siłowni. Szkoda, że nie ostatecznie  nie zdobyli choćby jednego mistrzowskiego pierścienia, razem ani osobno…

W ostatnich latach kariery Carter mógł szukać pierścienia na siłę, ale zamiast tego podpisywał kontrakty w słabszych zespołach Memphis Grizzlies, Sacramento Kings i Atlanta Hawks, stając się mentorem dla młodszych zawodników. W Atlancie spełniał taką rolę wobec Trae Younga – obecnie jednego z najlepszych snajperów w NBA. Znamienny był fakt, że gdy Carter rozpoczynał karierę w tej lidze, Younga… nie było jeszcze na świecie. A tutaj grali obok siebie tworząc niecodzienny duet na obwodzie w Hawks. – Nazywaliśmy go „Yoda”, ponieważ posiadł całą wiedzą tego świata – żartował niedawno Young.

Gdy rozmawialiśmy rok temu, tak wyjaśniał swoją ówczesną filozofię: – Chcę grać, a wiedziałem, że w tych zespołach będę występować regularnie. Zresztą nawet jeśli pójdziesz „na doczepkę” do zespołu będącego faworytem, to nie ma wcale gwarancji, że zdobędziesz tytuł. Łatwo się siedzi na końcu ławki i ogląda, jak twoi partnerzy wygrywają dla ciebie trofea. Gdybym w ten sposób sięgnął po tytuł, czułbym się fatalnie.

– Każdy zawodnik musi sam określić swoje cele i realnie oceniać własne możliwości. To do ciebie należy ta decyzja. Ja nadal chcę grać najlepiej, jak tylko potrafię i pomóc drużynie na parkiecie. Zgadzam się z mniejszą rolą w zespole, ale ciągle chcę mu pomagać w kolejnych spotkaniach – dodawał. – A jeśli chodzi o status mentora? Na pewno staram się przekazać młodszym graczom, aby zawsze byli gotowi, bo nie wiadomo, kiedy dostaną szansę, która zmieni przebieg ich kariery. W ten sposób ich edukuję i próbuję przekazać własne doświadczenia. Naprawdę nigdy nie wiesz, kiedy przebijesz się do szerokiego składu, dostaniesz okazję na występ w pierwszej piątce… Dlatego szansę musisz wykorzystać. Trener może w każdej chwili zmienić zdanie, zwłaszcza pod wpływem sytuacji na parkiecie. Jeśli nie jesteś gotowy, wówczas sam sobie najbardziej zaszkodzisz – opowiadał Carter.

Swój ostatni mecz rozegrał 11 marca przeciwko New York Knicks. Spotkanie nadal trwało, gdy Adam Silver, komisarz NBA, poinformował o zawieszeniu rozgrywek z powodu koronawirusa. Carter trafił rzut z dystansu w dogrywce, ale jego zespół ostatecznie przegrał. – Pomogło, że trafiłem ten ostatni rzut. Gdyby było inaczej to może chciałbym poczekać i wrócić jeszcze na minutę, aby zdobyć ostatnie punkty w karierze. Zawsze chcesz móc powiedzieć, że trafiłeś swój ostatni rzut. Dlatego kończę karierę szczęśliwy – powiedział Carter.

Na pewno będzie nam go brakować, bo łączył swoją osobę dwie odległe epoki. Gdy zaczynał – grał przeciwko Jordanowi, Charlesowi Barkleyowi, Patrickowi Ewingowi, duetowi Stockton-Malone. Gdy kończył – do głosu zaczęli dochodzić Young, Ja Morant, Luka Doncić i Jayson Tatum. Wyjątkowy, nie do podrobienia, wiecznie młody. Zobaczymy, jak sobie poradzi w roli dziennikarza, ale można być spokojnym.

#NBA
#Vince Carter

Najnowsze

Słynna latynoska pobożność, którą trudno zrozumieć. Do kogo modlą się przestępcy i piłkarze?

Od Tijuany po Patagonię nie ma miasteczka w Ameryce Łacińskiej, w którym zabrakłoby boiska piłkarskiego oraz kościoła. Zdaniem wybit ...

#Ameryka Południowa
#Neymar
#religia

Ciężarny żółw i Don Promillo. Jak Claudio Pizarro został ukochanym synem Bremy

Deklaruje, że jego ulubionym klubem wciąż jest Allianza Lima. Po zakończeniu kariery ma zostać ambasadorem Bayernu. Najlepiej czuje ...

#bundesliga
#Claudio Pizarro

Najważniejsze rozstrzygnięcie już znamy. A poza tym? Ciekawa walka o LM (FIVE-A-SIDE)

Kluczowe domino w tym sezonie Premier League upadło. Liverpool został mistrzem Anglii. Co jeszcze wiemy po tej kolejce?

#Five-a-side
#premier league
#wnioski

Następca tronu buduje swoją pozycję. Kylian Mbappé na okładce FIFA 21

Firmy zajmujące się wycenami piłkarzy nie mają wątpliwości, że to Kylian Mbappé jest dziś najdroższym piłkarzem świata. I kiedy Leo ...

#e-sport
#FIFA 21
#Kylian Mbappe

Komentator, który został farmerem – Marcin Rosłoń w Futbol i Cała Reszta (WIDEO i PODCAST)

W kolejnej audycji z cyklu „Futbol i Cała Reszta” gościem Przemka Rudzkiego i Arka Sitarza był Marcin Rosłoń. Komentator Canal+ opow ...

#Futbol i cała reszta
#Legia Warszawa

Uśmiech zamiast kamiennej twarzy. Anthony Martial odżył dzięki klarownej wizji menedżera

Dzięki trzem bramkom przeciwko Sheffield United Anthony Martial ustanowił swój życiowy wynik strzelecki w Premier League. Duża w tym ...

#Anthony Martial
#Manchester United

Dycha Milika, hit dla Atalanty, Juventus ucieka (SERIE A W PIGUŁCE)

W pierwszej pełnej kolejce po wznowieniu ligi włoskiej nie brakowało bramek, zwrotów akcji i wielkich emocji. Ostatecznie wszyscy za ...

#Arkadiusz Milik
#liga włoska
#serie a

Sztuka miękkiego lądowania. Lekcja spadania dla ŁKS-u (KOMENTARZ)

Od dwunastu lat Łódzkiemu Klubowi Sportowemu nie udało się utrzymać w ekstraklasie. Co zrobić, by przypieczętowany w tej kolejce spadek nie oznaczał kolejnych lat czekania na n ...

#ekstraklasa
#ŁKS
#Łódzki Klub Sportowy

Następca Xaviego wypychany z Barcelony. Na ile to kwestia ekonomii, a na ile głowy rozgrywającego?

Kiedy Blaugrana znalazła już piłkarza niczym wychowanego w La Masii i skrojonego pod jej dawny styl gry, niespodziewanie próbuje się ...

#Arthur Melo
#Barcelona
#Juventus
POKAŻ WIĘCEJ