newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Jon Super / Pool via Getty Images

Derby Merseyside miały nieco uratować dość człapiący weekend z Premier League. Niestety, tylko pogłębiły wrażenie, że piłkarze jeszcze nie wrócili na dotychczasowy poziom.

Z piłkarskiego punktu widzenia nie ma za bardzo o czym pisać. Liverpool i Everton zremisowały bezbramkowo i The Reds mieli szczęście, że nie skończyło się porażką. Szczególnie, że w 80. minucie najpierw po strzale Dominica Calvert-Lewina i dobitce Toma Daviesa powinno być 1:0. Ogólnie jednak derby Merseyside rozczarowały. W historii zapiszą się jedynie tym, że rozegrano je w czerwcu i bez kibiców. Dla Jürgena Kloppa zdecydowanie gorszą wiadomością od straty punktów są kontuzje, jakie odnieśli James Milner i Joel Matip.

 

JESZCZE W ZAMRAŻARCE

Ci, którzy liczyli na przełamanie lidera Premier League, srogo się zawiedli. Przed przerwą Liverpool wyraźnie obniżył loty, przegrał pierwsze ligowe spotkanie i odpadł z Ligi Mistrzów, ale sama jego gra pokazywała, że się zaciął. Z drużyną działo się wtedy coś niedobrego. Starcia z Atletico i Watfordem pokazały, że rywale zaczynają rozczytywać sposób jej gry i zawodnikom The Reds zaczyna wyraźnie brakować sił. Kamień z serca spadł dopiero po skromnej wygranej z Bournemouth, choć też w średnim stylu. Przerwa miała być więc okazją do złapania oddechu po morderczym tempie utrzymywanym tak naprawdę od początku poprzedniego sezonu.

Na Goodison Park oglądaliśmy dość ślamazarne tempo i gdyby tak The Reds zaprezentowali się w pierwotnym terminie, nadal mówilibyśmy, że w niczym nie przypominają siebie. Derby Merseyside – podobnie jak kilka poprzednich meczów – wyglądały raczej tak, jakby ktoś wyciągnął dopiero piłkarzy z zamrażarki i ci odmarzali jeszcze w trakcie gry. Poza Sadio Mane, Alissonem i momentami Nabym Keitą pozostali piłkarze Liverpoolu nie zasłużyli na pochwały. Aktywny był Takumi Minamino, debiutujący w jedenastce, choć za często przeszkadzał sobie z Roberto Firmino. Japończyk przychodził raczej jako zmiennik niż partner Brazylijczyka i było to widać.

 

BOLESNY POWRÓT DO GRY

Już samym wyborem jedenastki Kloppa pokazał, że będzie dmuchał na – nomen omen – zimne. Z klubu płynęły głosy, że Mohamed Salah i Andy Robertson narzekają na drobne urazy i choć obaj mieli wystąpić w sparingach za zamkniętymi drzwiami, pierwszy przesiedział cały mecz na ławce, a drugiego nie było nawet w meczowej kadrze. Wielu trenerów obawiało się o to, że powrót do gry po tak długiej pauzie, kiedy wcześniej wszyscy szykowali szczyt formy fizycznej na wiosnę, odbije się negatywnie na zdrowiu piłkarzy. Możliwość większej liczby to zmian to ukłon w ich stronę, ale Klopp, jak paru innych menedżerów w trakcie tego tygodnia, nie szarżował z wystawianiem tych, którzy leczyli kontuzje.

Mimo tego nie udało się uniknąć kolejnych. Jeszcze w pierwszej połowie uraz mięśniowy zgłosił Milner, co biorąc pod uwagę tytaniczną kondycję Anglika, dziwi chyba po derbach Merseyside najbardziej. W drugiej połowie kontuzji doznał też Matip.

 

Trudno więc się dziwić, że Liverpool podszedł do spotkania z Evertonem ostrożnie. Bezbramkowy remis to taki, po którym raczej nikt w klubie nie będzie rozpaczał. Klopp oczywiście w czasie meczu złościł się i frustrował kiepską grą swoich piłkarzy, ale w głębi duszy wie, że tragedia się nie stała. Nawet mimo tego, że teraz, aby środowy mecz z Crystal Palace dał upragnione mistrzostwo, wcześniej Manchester City musiałby stracić punkty z Burnley.

 

GONIENIE REKORDÓW SIĘ NIE OPŁACA

Klopp się nie napina, bo wie, że nie musi. Aby zapewnić sobie mistrzostwo Anglii jego drużyna potrzebowała po przerwie tylko sześciu punktów, przy założeniu, że Manchester City nie będzie się potykał. Trudno sobie wyobrazić, by w dziewięciu meczach nie udałoby mu się tego dokonać.

Niemiecki menedżer Jako jeden z najgłośniejszych krytyków piłkarskiego terminarza, musi zdawać sobie sprawę z tego, że przerwa tak naprawdę oznacza kłopot. Trzymiesięczna pauza tylko uwydatniła problemy z kalendarzem w futbolu. Sześciotygodniowy maraton z Premier League to ogromny wysiłek, a mecze trzeba upychać. W sierpniu trzeba dokończyć europejskie puchary, by we wrześniu ruszył nowy sezon. On też zresztą będzie gonił w szaleńczym tempie, bo przecież przenieśliśmy Euro na rok 2021. Jak tu więc pogodzić rozpoczęcie rozgrywek o miesiąc później niż zwykle i zakończenie ich w połowie maja?

Klopp woli więc, by jego piłkarze zrobili swoje niskim nakładem sił, a potem porządnie wypoczęli. Ściganie rekordów w obecnych rozgrywkach od początku byłoby tylko dodatkiem, a teraz już w ogóle schodzi na daleki plan. Nawet gdyby udało się je pobić, to znaleźliby się tacy, którzy by je podważali, bo to sezon bez precedensu. Nie ma więc potrzeby w tym celu ryzykować zdrowiem piłkarzy. Ważniejsze, aby dopchnąć do końca wózek z napisem „Mistrz Anglii 2019/20”.

Po derbach zawiedziony może być przede wszystkim Everton. The Toffees nie potrafią pokonać Liverpoolu w Premier League od blisko dziesięciu lat i dwudziestu dwóch meczów. Tak człapiący The Reds mogą się szybko ponownie nie trafić.

 

#derby Merseyside
#everton
#Liverpool
#premier league

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ