newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Manuel Queimadelos Alonso/Getty Images

Gdyby nie jego gol na 5:0 z Realem Madryt, Gerard Pique nie pokazałby słynnych pięciu palców z okazji manity. Skoro doceniał go sam Pep Guardiola, musiał widzieć w nim coś specjalnego. Porozmawialiśmy z Jeffrénem Suárezem, który 34 razy zagrał w barwach Barcelony, a dziś występuje w chorwackim Slaven Belupo.

Jak minął Ci czas pandemii?

W zasadzie przyleciałem do Chorwacji w lutym. Jestem tu od niedawna, ale od razu wszystko zostało zatrzymane. Przez miesiąc nie robiliśmy dosłownie nic. To specyficzna sytuacja, gdy trafiasz do zupełnie nowego miejsca i musisz w nim funkcjonować w takich warunkach.

Nauczyłeś się czegoś o sobie?

Dużo o cierpliwości. Wykorzystałem też ten czas na rozwój. Uczyłem się trochę o giełdzie, spółkach, analizie. Zaciekawiły mnie te tematy.

Dani Olmo odnajdywał wiele punktów wspólnych między Chorwacją a Hiszpanią. Ty podobnie?

Powiedziałbym, że to miejsce, które w niewielkim stopniu… albo dobra, prawie w ogóle nie przypomina Hiszpanii. Ja przynajmniej tego nie czuję. Ale odnalazłem się dobrze. Zaskoczyło mnie, jak przyjaźni są ludzie. Sama liga też jest wyrównana. Takie Dinamo czy Lokomotiva Zagrzeb to silne ekipy.

Coś cię zaskoczyło w tym kraju? 

Gram w NK Slaven Belupo w niewielkiej miejscowości Koprivnica. Mieszka tu z 30 tysięcy, ale czujesz bliskość i serdeczność bijącą od wszystkich. Mało mam tych doświadczeń, aby się wypowiadać, z pewnością muszę lepiej poznać kraj. Rozmawiamy po angielsku, sam nie jestem mistrzem w tym języku, ale daję radę się komunikować. Tragedii też nie ma.

Dziesięć lat temu strzeliłeś najsłynniejszego gola w życiu. Niedawno mieliśmy rocznicę. Z Realem Madryt na 5:0 w El Clasico. Gdyby nie to trafienie, Gerard Pique nie pokazałby słynnych pięciu palców. Jak często śni ci się ten mecz?

Co chwilę jest przywoływany, bo kumple albo nawet nieznajomi przysyłają mi filmiki ze wspomnieniami. Zwłaszcza na każdą rocznicę tego trafienia. To cudowne wspomnienie, ale nie można żyć przeszłością. Bujać w obłokach, jak to się kiedyś strzeliło. Liczy się tu i teraz.

To już staje się męczące? Jeżeli dostajesz ten sam filmik sto razy i wszyscy kojarzą cię tylko z tym.

Nie powiedziałbym tak, bo to dobre wspomnienie. Faktem jest, że mnóstwo dostaję wiadomości, nagrań, wspomnień. Ale patrzę na to inaczej: to coś, co powinno mnie inspirować. Dawać wiarę i natchnienie, by walczyć o kolejne takie chwile. Skoro przeżyłem taki mecz, to dlaczego nie może być ich więcej? Raczej staram się na to patrzeć jak na motywację.

Ale nie jest tak, że ciągle dryfujesz w przeszłości?

Nie, nie analizuję, nie rozpamiętuję, co poszło nie tak. Bardziej powiedziałbym, że wykorzystuje doświadczenie jako lekcję, aby nie popełniać tych samych błędów. Swoich pomyłek nie żałuję, bo to również wzbogaca, ale jak patrzę za siebie, to tylko, aby skorzystać z dotychczasowych doświadczeń. Chcę żyć teraźniejszością. Zdrowo i korzystając z każdego dnia. Nie bujam w obłokach.

O jakich błędach konkretnie mówisz?

Wiesz, na przykład dbanie o siebie. To akurat bym zmienił, gdybym mógł. Dziś moje ciało jest zupełnie inne, znam je, świetnie się czuję. Żałuję tylko, że zacząłem się nim opiekować tak późno. Wcześniej na wiele spraw patrzyłem inaczej. Wolałbym wcześniej zadbać o organizm.

W jaki sposób?

Na przykład od trzech lat stosuję dobrze zbilansowaną, dostosowaną do mnie dietę. Wyrzuciłem produkty, które mi szkodą, z którymi mój organizm nie czuł się najlepiej. Widzę gigantyczną przemianę. Wcześniej jadłem, aby jeść. Bez większego przemyślenia. Na tym bym się skupił, bo moją karierę wstrzymały kontuzje. A wiem po czasie, że problemy zdrowotne wynikało z tego, co jadłem. Wyrzuciłem z diety gluten, zacząłem dbać o śniadania, myślę o tym, co na talerzu. Teraz znajomi śmieją się, że odmłodziłem się o pięć lat. Służy mi to, rzeczywiście, czuję się dzięki temu lepiej. Cztery lata temu w 50-60 minucie moje ciało mówiło dość. Nie chciało już dalej grać. Teraz cały mecz na dobrym poziomie przechodzę bez problemu.

Dziesięć lat temu w Barcelonie, gdy wygrywałeś Ligę Mistrzów czy LaLiga, poczułeś sodówkę? Jakbyś już dotykał nieba?

Nie jest łatwo, kiedy w tak młodym wieku wchodzisz do najlepszej drużyny świata z takimi piłkarzami. Na dzień dobry wygrywasz trofea, do tego wszystkie najważniejsze, myślisz sobie: co mogłoby pójść źle? Przecież jesteś na idealnej ścieżce do kariery, lepiej się po prostu nie da. Życie jest jednak takie, że jeden dzień może totalnie wszystko zmienić. Trzeba być na to przygotowanym. Nagle twoja droga zupełnie może się odmienić. Myślę, że wiele przeszedłem. I to niełatwych rzeczy w swojej karierze. Kiedy zejdziesz ze szczytu, trudno już na niego wrócić. Przeżyłem dwa trudne lata w Sportingu w Portugalii po odejściu z Barcelony. Później był Real Valladolid, nie grałem najgorzej, ale spadliśmy. Wierzyłem tam w trenera, a on we mnie. Jednym z największych błędów życia było pójście później do drugiej ligi belgijskiej do Eupen. Chciałem po prostu grać, ale z tego etapu również wiele wyciągnąłem. Kompletna pomyłka, trudny czas, lecz potem przychodzą takie zmiany. Nigdy nie pomyślałbym, że jednym z najlepszych czasów życia będzie etap w Grasshoppers w Szwajcarii. Tam strzelałem, wierzyli we mnie. Później znów przyszedł dołek. Teraz jestem w Chorwacji i przyznaję, że odzyskuję radość z grania w piłkę. To niezwykle ważne, jak podchodzą do Ciebie ludzie. Czy Ci ufają i chcą na Ciebie postawić.

Jak po latach patrzysz na odejście z Barcelony? Bardziej obwiniając siebie, że nie zrobiłeś wszystkiego, co można czy jednak zabrakło tych prawdziwych szans?

Podczas mojego ostatniego sezonu w Barcelonie miałem sporo urazów. Dwa albo trzy razy wypadałem przez kontuzje, a do tego klub chciał inwestować w piłkarzy o dużych nazwiskach. Nagle do drużyny trafił Alexis Sanchez, czyli topowy piłkarz. To przesądziło o wszystkim. Powiedziałbym, że zadecydowały kontuzje. Gdyby nie zdrowie, inaczej by to wyglądało. Pep Guardiola zawsze obdarzał mnie dużym zaufaniem, ja odwdzięczałem się najlepiej jak mogłem. Wierzył we mnie, czułem to. Ale przez urazy nie mogłem dać tyle, ile oczekiwał.

Zmieniając nieco temat, czujesz się trochę jak Mauro Icardi?

Nie, dlaczego?

Nawiązuję do tego, że twoja partnerka Jessica jest również twoją menedżerką. Tak jak w przypadku Argentyńczyka.

Ale teraz walnąłeś! Zgadza się, przeżyłem już tylu agentów, którzy bardziej mi szkodzili, że postanowiłem zwrócić się do najbliższej osoby. Miałem już dość współpracy z menedżerami, na których zawsze się zawodziłem i zawsze kończyłem rozczarowany. Wystarczająco dużo błędów popełniłem na tym polu. Dlatego wolałem zwrócić się do rodziny.

Ale ona miała jakieś doświadczenie? Reprezentuje tylko Ciebie?

Nie, normalnie rozkręca agencję menedżerską. Nie byłem jej pierwszym graczem. Po prostu uznaliśmy, że to dobry pomysł. Ma mnóstwo spraw, coraz częściej zgłaszają się do niej kluby i piłkarze, także to idzie w dobrym kierunku. Często się wkurza, bo jednak świat piłki jest specyficzny. To nie jest zwykły biznes. Przeżywa trochę, na jakich zasadach to działa i denerwuje się na niektóre realia.

Na co konkretnie?

Może na takie kolesiostwo i układy. Wiesz, jak działa menedżerka… Umieszczę cię tutaj, bo mam znajomego dyrektora sportowego. Ten transfer będzie taki, bo tu mam kolegę. Wszystko opiera się na układach. Nie weźmiemy twojego dobrego gracza, bo mam już deal z innym menedżerem. To ją wkurza. Ma wielu bardzo dobrych zawodników u siebie. Zajęła się tym w ogóle dlatego, że widziała moje poświęcenie i denerwowała się na rzeczywistość. Mówiła: widzę, jak grasz, jak trenujesz, a nie jesteś w odpowiednim miejscu. Inny gość jest kilka poziomów niżej, a gra wysoko, ale ma dobrego reprezentanta. Chciała poznać ten rynek. Często jest tak, że miejsce, w jakim się znajdujesz, zależy właśnie od tego. Bywa, że wraca do domu i wkurza się na ten świat. Wywołuje to u niej spore zdenerwowanie, bo jest idealistką. Mnie spotkało wiele oszustw i przykrości, dlatego wolę działać z Jessiką.

Czujesz się najlepszym zawodnikiem w jej agencji?

Mam nadzieję, że nie patrzy na mnie jak na partnera, bo naprawdę czuję się dobrym piłkarzem. Mógłbym powalczyć o to miano, chociaż ma wielu dobrych graczy. Zna mnie, wie, że poświęcam się i mogę osiągnąć jeszcze wiele dobrego. Ma kilku takich zawodników jak ja. Czyli starszych, ale chcących jeszcze dopisać sporo pozytywnych wspomnień. Mam już 32 lata i trochę doświadczeń na karku, ale nadal wiele mogą dać drużynie.

Trzymając się rodziny, posłałbyś swojego syna do świata piłki czy ostrzegał go przed nim?

To błąd popełniany przez wielu rodziców, zwłaszcza ojców, że na siłę chcieliby zrobić ze swojego dziecka piłkarza. Wybierają za nich. Nie pozwalają im cieszyć się tym. Życie na tym nie polega. Ale to działa we wielu dziedzinach: możesz zmuszać kogoś do bycia lekarzem czy prawnikiem. Dziecko powinno mieć możliwość wyboru i radość z odkrywania swoich pasji. To powinno być naturalne, wyjść od niego, dawać mu satysfakcję. Nie będę go do niczego namawiał ani ukierunkowywał.

Ale jeśli pewnego dnia przyjdzie do Ciebie i poprosi o radę. Tato, z tyloma doświadczeniami, piłka da mi więcej radości czy łez?

Z pewnością da gigantyczne emocje. Piękne przyjaźnie i mnóstwo wspaniałych momentów, ale też wiele rozczarowań, poświęceń, bólu. Powiedziałbym mu, że to piękna droga, ale wymagająca wyrzeczeń. Skoro chcesz zostać piłkarzem, nie wyjdziesz na imprezę jako nastolatek. Bo lepiej podchodzić do czegoś na serio. Opowiedziałbym mu o wszystkich blaskach i cieniach tej branży. Ale można tu znaleźć mnóstwo szczęścia.

Jesteś zakochany w piłce czy to wygasło w Tobie?

Chciałbym zostać trenerem w przyszłości, więc to we mnie zostało. Taka myśl pojawiła się w młodym wieku, kiedy poznałem Pepa Guardiolę. Zainspirował mnie. Nauczył kochać piłkę. Przebywanie z nim było tak mocnym doświadczeniem, że zapragnąłem pójść tymi śladami. Też był zawodnikiem, jest świetnym trenerem, czemu nie? Zobaczymy, jak to wyjdzie. Może bardziej pójdę w kierunku mojej żony, czyli menedżerki, ale wolałbym trenować. Na pewno chcę pozostać w piłce na długo, bo zajmuję się tym od dziecka. Kocham to i piłka daje mi spokój.

Guardiola to największa inspiracja, jaką spotkałeś?

Śmiało powiem, że tak. Grałem w juniorach Barcelony, ale dopiero on pokazał mi co to znaczy pasja. Jak można kochać piłkę, żyć ną i rozumieć ją. Chciałem być taki jak on. Miał w sobie tyle energii, tyle pozytywnego podejścia. Guardiola mnie natchnął. Myślę, że byli piłkarze są dobrymi trenerami, bo czują szatnię. Wiedzą, czego jej potrzeba i jak przemawiać. Akurat Pep był mistrzem, jeśli chodzi o sposób treningu i docierania do zawodników. Imponowało nam wszystkim, w jaki sposób pracował. Ale na przykład Murat Yakin też był ciekawą postacią. Także były piłkarz. Turek, którego spotkałem w Szwajcarii. Jako trener też nauczył mnie wiele dobrego.

Czym Guardiola tak zachwycał?

Nauczył mnie niesamowicie wielu rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o ustawianie się czy szukanie wolnej przestrzeni. Doskonale pokazał mi, jak podłączać się do gry. Jest wielu zawodników, którzy grają dla samego grania. Niekoniecznie myślą nad mechanizmem gry. Dzięki niemu nauczyłem się rozumieć piłkę. Dostrzegłem, jakie znaczenie ma każdy ruch, co prowokują dane zagrania. Wszystko bierze się z czegoś, dzięki niemu wiem, na czym polega gra. To naprawdę olśniewające doświadczenie pracować z nim. Przyznam, że później w życiu przez to cierpiałem. Byłem w miejscach, gdzie zupełnie tego nie rozumieli, więc to ja wychodziłem na zacofanego. Byli trenerzy albo kluby, gdzie nie rozumieli moich ruchów. Wydawało mi się oczywiste, że robię coś naturalnego i dobrego, a trener mnie za to rugał. Nie zgadzał się, aby skrzydłowy pojawiał się w środku albo, na odwrót, grał tak szeroko. Musiałem spełniać ich wizje, czułem się ograniczony albo oni pewnych rzeczy nie rozumieli. Wychowanie w takiej szkółce jak Barcelona, a później trafienie do klubu, gdzie liczy się prostota, mocno cię uwiera. A jeżeli chodzi o boiskową inteligencję, to czuję się naprawdę dobrze. Nieraz jednak mi to przeszkadzało.

Jak w ogóle Pep do Ciebie podchodził?

Z dużym uczuciem. Spotkałem go cztery lata temu w Dubaju, przypadkiem, nie wiedział, że tam będę. Łapał się za głowę: cholera, co tu robi najszybszy gracz, jakiego prowadziłem w karierze? Często mi to powtarzał, że nie miał nikogo o większej szybkości. Dziwił się, że gram na takim poziomie, a nie gdzieś wyżej. Dla mnie takie słowa od Pepa Guardioli to największy możliwy komplement. Od dzieciaka naturalnie byłem szybki. On brał mnie na treningach na bok i mówił: musisz zmniejszyć swoją szybkość. Nie możesz biegać w taki sposób. Pep to maestro. Geniusz.

Jak to biegać wolniej?

Często brakowało mi boiska. Za szybko gdzieś wybiegałem i dawałem łapać się na spalonego. Za szybko poprowadziłem jakąś akcję, pędziłem z piłką. Mieliśmy indywidualne treningi, abym inaczej rozwijał swoją szybkość. Lepiej korzystał z tych atutów. On dostrzeże nawet takie rzeczy. Ale właśnie chodziło o to, abym biegał nieco wolniej, ale konkretniej. Dostosowywał się do przeciwnika.

Kto jeszcze inspirował w szatni Barcelony, ale jako człowiek?

Gdy wszedłem do pierwszej drużyny, to Puyol, Xavi czy Henry mnie zafascynowali. Nie mogłem uwierzyć, że piłkarze takiej klasy są tacy skromni. I tacy otwarci na młodzież, normalni w swoim podejściu. Miałem zupełnie inne wyobrażenie, a po nich czułeś, że to ludzie wielkiej klasy i dobrego serca. Wiele mnie to nauczyło. Przecież w szatni piłkarskiej młodym zwykle się obrywa. Muszą znać swoje miejsce. A tu wchodzisz do takiej drużyny i od nich bije pokora. Dało mi to do myślenia. Również zainspirowało.

A Ty musiałeś się w pewnym momencie uczyć pokory?

Nie, rodzice wpajali mi to od dziecka. Uczyli tej skromności. Ale kiedy widzisz coś takiego od największych gwiazd na świecie, trafia to do Ciebie kilka razy mocniej. Chcesz być tacy jak oni, nie szukasz poklasku. To robi wrażenie. Oczekiwałem czegoś zupełnie innego, a zobaczyłem same pozytywy.

Jaki był najpiękniejszy moment twojej kariery?

Kiedy zagrałem w finale Klubowych Mistrzostw Świata w Abu Dhabi z Barceloną. Nie spodziewałem się tego totalnie. Spodziewałem się, że Pep wystawi Bojana. Rozgrzewałem się, ale bez specjalnej wiary. Kiedy nagle mnie przywołał, wiedziałem, że będę mógł się wykazać, byłem niesamowicie zmotywowany. Pokazałem się. Dałem nieco więcej głębokości w naszej grze, pomogłem zdobywać przestrzeń, czułem wtedy dumę. To były dobre zawody. Zagrałem 40 minut z Estudiantes i wtedy czułem, że to był mój szczytowy moment formy.

A najgorszy?

Było wiele złych. Belgia była fatalnym okresem. Wydarzyło się tam wiele rzeczy w ciągu tych dwóch latach. Przeżywałem to. Nie spodziewałem się takich rzeczy, trudno było mi z tym walczyć, ale pozwól, że nie będę rozwijał się na ten temat. Zostawiam to dla siebie, ale w Belgii czułem się najgorzej.

Jaką widzisz dla siebie przyszłość?

Chciałem ruszyć z kilkoma biznesami. Mam głowę pełną pomysłów. Musiałbym bardziej zainwestować pieniądze. Jedna idea to naprawdę kapitalny plan, obok niego jest mnóstwo innych, ale nie zdradzę Ci ich, bo jeszcze mi coś podkradniesz.

W Polsce to nie konkurencja. Mów śmiało.

Wierzę Ci! Zachowam to jako sekret. Ale dowiesz się. Sporo nad tym myślałem.

A to prawda, że byłeś o krok od gry w Polsce? Zeszłego lata.

Prawda, potwierdzam, ale w sumie nie wiem, czemu do tego nie doszło… Coś się wysypało na końcu. Rozmawiałem konkretnie z kilkoma osobami. Miałem nawet rozmowę z psychologiem klubu. To było prawie pół godziny, rozmowa po angielsku o mnie. Wydawało mi się, że to wypadło dość korzystnie i zostanie dopięte, ale jakoś nagle temat padł. Chodziło o Raków Częstochowa.

Może kiedyś. Szukasz zmiany?

Chcę się rozwijać i wierzę, że mogę jeszcze kiedyś trafić do większego klubu. Stać mnie na to. Oby zdrowie dopisywało, ciało nadal było ze mnie w zgodzie, a kontuzje omijały mnie z daleka. Wtedy będzie po mojej myśli.

#Barcelona
#Jeffren Suarez
#LaLiga
#Remontada

Najnowsze

Karbownik: Nowocześni boczni obrońcy są dziś jak rozgrywający. Staram się wpasować w ten trend (WYWIAD)

– Nigdy nie trzeba było mnie sprowadzać na ziemię. Zawsze w juniorach byłem cichy, spoko ...

#ekstraklasa
#Legia Warszawa

Złota Piłka dla Lewandowskiego. Jeszcze nigdy nie było tak blisko (FELIETON)

Nie mam pojęcia, czy Robert Lewandowski zdobędzie w tym roku Złotą Piłkę, ale jedno jest pewne: żaden piłkarz w Europie nie zrobił t ...

#Bayern Monachium
#Liga Mistrzów

Puchar dla pucharu. Cracovia na drodze do ukojenia największego bólu kibiców

Od kilku lat krakowski klub dostarcza przykładów, że nie jest z nim tak źle, jak przyjęli o nim myśleć tradycyjnie fatalistycznie na ...

#Cracovia
#ekstraklasa
#Puchar Polski

Zagraj to jeszcze raz, Wayne. Premier League znów poczuje moc Rooneya? Ostatni uliczny wojownik nie chce się zatrzymać

Jako dziecko w rankingu idoli wyżej od Alana Shearera stawiał... Raphaela, jednego z boh ...

#premier league
#wayne rooney

Człowiek za pół miliarda dolarów. Mahomes zresetował rynek kontraktem bez precedensu (ANALIZA)

Patrick Mahomes przedłużył kontrakt z Kansas City Chiefs do 2031 roku. Ta zawiła umowa nie może równać się z niczym, co widzieliśmy ...

#Kansas City Chiefs
#NFL
#Patrick Mahomes

Decyzja, po której NBA nie była już nigdy taka sama. Mija dekada od szokującego wieczoru z LeBronem Jamesem w roli głównej

Dokładnie dziesięć lat temu LeBron James usiadł przed kamerami ESPN i wypowiedział słynn ...

#Cleveland Cavaliers
#ESPN
#LeBron James

Napastnik średniej klasy europejskiej. Pierwsza runda Krzysztofa Piątka w Hercie

To był bardzo burzliwy sezon dla napastnika, który tuż po wyjeździe z Polski został objawieniem ligi włoskiej. Były gracz Cracovii n ...

#bundesliga
#hertha berlin

KĄCIK FANTAZJI: Szukamy różnic u tych, którzy jeszcze grają o konkretne cele

Miedzy zakończeniem kolejki 33+ w FPL a deadlinem ustawiania składów na GW34+ jest mniej niż 20 godzin. Czas na garść porad w następ ...

#Fantasy Premier League
#Kącik Fantazji

FUTBOLOWA GORĄCZKA #25. Waga słowa w szaleństwie poprawności politycznej. Gdzie jest górna granica absurdu?

Komentatorzy stacji Sky Sports muszą uważać na wypowiadane zdania – jeśli w ich narracji ...

#komentatorzy
#Black Lives Matter
#ESPN

80 lat wierności Romie. Zmarł Ennio Morricone, wielki miłośnik calcio i wszystkiego, co prawdziwie rzymskie

Cały świat, a Italia szczególnie wzruszona, opłakuje zmarłego w poniedziałek rano, w wie ...

#Ennio Morricone
#AS Roma
#serie a
POKAŻ WIĘCEJ