newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Pascal Rondeau/Getty Images

Stał się inspiracją dla jednego z najsłynniejszych włoskich reżyserów. Studenci szkoły trenerów w Coverciano pisali o nim prace dyplomowe. Pressing jego drużyn podziwiał Antonio Conte. Ezio Glerean nigdy nie prowadził drużyny w Serie A, lecz i tak zyskał we Włoszech status trenera kultowego.

W sierpniu 2001 roku publiczność festiwalu w Wenecji miała okazję zobaczyć debiutanckie dzieło młodego neapolitańskiego reżysera. Paolo Sorrentino, dziś jeden z najsłynniejszych włoskich twórców, autor nagrodzonego Oscarem „Wielkiego piękna” czy „Młodości”, pierwszą scenę swojego pierwszego filmu kręcił w szatni stadionu San Paolo w Neapolu, przed meczem Napoli z Perugią. Akcja rozgrywa się w 1980 roku. W przerwie meczu do szatni wpada trener starej daty. Jego pierwowzór to Bruno Pesaola, szkoleniowiec z lat 60. i 70., o którym Jose Altafini opowiadał, że dając zawodnikom wolny wieczór, groził im grzywną, jeśli wrócą przed trzecią nad ranem. Trener teatralnym gestem wyciąga klucze i zapalniczkę z kurtki, odpina pasek zegarka, a potem rzuca kurtką, rozpoczynając wyżywanie się na drużynie. Przerywa mu najbardziej charyzmatyczny piłkarz, inspirowany Agostinem Di Bartolomeim, który w 1994 roku, nie mogąc sobie znaleźć miejsca po zakończeniu kariery, popełnił samobójstwo. Filmowy Di Bartolomei nazywa się Antonio Pisapia. Jego wielkim pragnieniem jest przekonanie piłkarskiego środowiska, że da się grać ultraofensywnie, ustawieniem 3-3-4 i wygrywać mecze. Ale nikt go nie chce słuchać.

KOMPLEMENT ZEMANA

To, że bohater jego filmu forsuje akurat tę charakterystyczną ideę taktyczną, jest oczywistym ukłonem Sorrentina, będącego wielkim fanem futbolu, w stronę Ezia Glereana, trenera, który nigdy nie prowadził żadnej drużyny z Serie A i dziś pracuje na zupełnych peryferiach futbolu. A jednak często obdarza się go epitetem „kultowy”. Pod koniec lat 90. widziano w nim nowe wcielenie Arriga Sacchiego. Zdenek Zeman, znany radykał ofensywnej piłki, po meczu z jego zespołem mówił pełen podziwu, że „ten Glerean gra jeszcze bardziej ofensywnie niż ja”. Jego historia w mniejszej skali przypomina tę Marcela Bielsy. Zbyt radykalną, by przynieść wielkie sukcesy, ale wystarczająco innowacyjną, by znaleźć wielu naśladowców.

 

HOLENDERSKIE OBJAWIENIE

Wszystko zaczęło się w Jesolo, niedaleko Wenecji. Caroline, holenderka z Amsterdamu, przyjechała do Włoch, by doszlifować tamtejszy język. Pracowała w sklepie. Wysoka, atrakcyjna blondynka zwróciła uwagę byłego II-ligowego piłkarza. Zostali parą. To ona zamierzała lepiej poznać włoską kulturę, lecz ostatecznie to dla niego bliższe spotkanie z kulturą holenderską okazało się objawieniem. – Pojechałem tam i się zakochałem. W kobiecie oraz w futbolu, w którym wszyscy grali w ataku – wspominał. W 1990 roku wzięli ślub (z kobietą, nie z futbolem). A wizyty u teściów stały się dla Glereana okazją do wsiąknięcia w holenderski sposób myślenia o piłce. Oglądanie na żywo Ajaksu sprawiło, że w jego głowie zakiełkowała rewolucja, którą wkrótce potem postanowił przenieść na włoską prowincję.

Nawet dziś włoski futbol i włoską ligę stereotypowo kojarzy się z defensywnym stylem gry, blokowaniem dostępu do własnej bramki, stawianiem wyniku ponad walory estetyczne i stosowaniem zasady „cel uświęca środki”. Co obecnie trzeba by już uznać za przesadę, nie było nią na pewno w latach 90. Nawet wielki Sacchi za naprawdę wielkiego był uznawany przede wszystkim za granicą. We Włoszech traktowano go z nieufnością i z chęcią pogoniono z posady selekcjonera reprezentacji, na rzecz znacznie bardziej tradycyjnie myślącego Cesarego Maldiniego. Skoro radykalnie ofensywne idee z trudem były akceptowane na najwyższym poziomie, gdzie roiło się od wysokiej klasy piłkarzy, skoro to, co robił Zeman i jego Foggia było uznawane za nieszkodliwe dziwactwo, można sobie wyobrazić, jak trudno było wprowadzić takie pomysły na amatorskim poziomie. Glerean jednak spróbował.

FESTIWAL STRZELECKI

W 2001 roku Cittadella zremisowała w Serie B z Salernitaną 4:4. Jeden gol nie został uznany. Po jednym ze strzałów piłka trafiła w poprzeczkę. Gazety opisywały, że bardziej adekwatny byłby wynik 7:7. Po meczu obaj trenerzy rozpływali się, że tak właśnie powinien być futbol. W takiej grze widzieli antidotum na wszystko, co złe w piłce. – Nigdy nie widziałem kogoś, kto grałby tak ofensywnie – zaznaczał Zeman, trener Salernintany. Glerean dziękował, choć skromnie zaznaczał, że jego piłka zwykle wcale nie jest aż tak otwarta i nie kończy się tak wieloma bramkami, bo przykłada sporą wagę również do defensywy. Obaj pozostali przez lata mentalnymi braćmi. Glerean wielokrotnie protestował w wywiadach przeciwko robieniu z Zemana wariata. – To, że już nie pracuje w Serie A, jest porażką nas wszystkich. Spod jego ręki wyszło czterech najzdolniejszych młodych włoskich piłkarzy – Insigne, Immobile, Verratti i Florenzi – mówił kilka lat temu. – Czuję futbol tak samo, jak Zeman – dodawał.

 

ŚWIETNA ORGANIZACJA

Zastrzeżenie, które zgłosił w 2001 roku, gdy ich zestawiano, jest jednak prawdziwe, o czym przekonuje Alberto Bertolotto, włoski dziennikarz z gazety „Messaggero Veneto”. – Jego sposób rozumienia piłki był bardzo wertykalny, choć wbrew pozorom nie był niesamowicie ofensywny. Nawet jeśli jego drużyny zawsze grały czterema napastnikami. Zespoły Glereana były świetne w zbieraniu drugich piłek. Potem bazowały na umiejętnościach technicznych zawodników z przodu, którzy cieszyli się sporą swobodą. Ten trener dawał drużynom świetną organizację, zarówno z piłką, jak i bez piłki. Znakomita, choć mocno niedoceniana, była ich gra w fazie defensywnej. Można powiedzieć, że media włoskie trochę romantyzowały jego koncepcję futbolu na holenderską modłę, przede wszystkim ze względu na jego żonę, pochodzącą z tamtego kraju – opowiada.

Trzech stoperów, przed nimi trzech pomocników, a z przodu czwórka odpowiedzialna za wysoki pressing na rywalach i organizowanie ataków. Klasyczny napastnik, kreatywny reżyser i dwóch szybkich skrzydłowych. Wszyscy ustawieni w jednej linii. Tak wyglądało popisowe ustawienie Glereana, który po czterdziestu latach przerwy wprowadził prowincjonalne Sandone do zawodowego futbolu. Jednak prawdziwe dzieło życia stworzył w Cittadelli, malowniczo położonym miasteczku z okolic Padwy, gdzie pracował przez sześć lat, prowadząc klubik z czwartej do drugiej ligi, gdzie nigdy wcześniej go nie było. Wszystkie sukcesy jego zawodnicy osiągali bardzo podobnym składem, przy minimalnych nakładach finansowych i bardzo wyróżniającym się na tle rywali stylem.

 

WYPRZEDZONA EPOKA

Ta sensacyjna historia musiała zwrócić uwagę nie tylko mediów, ale też całego świata zawodowej piłki. System 3-3-4 Glereana stał się tematem prac dyplomowych w słynnej włoskiej szkole trenerów w Coverciano. Niektórymi, związanymi z pressingiem, aspektami tego stylu inspirował się sam Antonio Conte. Uczniami Glereana są Giovanni Martuscello, asystent Maurizia Sarriego w Juventusie Turyn, czy Luca Gotti, trener Udinese. Emanuele Berrettoni, dyrektor sportowy II-ligowego Pordenone, którego Glerean prowadził w Bassano del Grappa, uważa, że to trener, który wyprzedził epokę. – Moim zdaniem był wizjonerem. Wiele aspektów technicznych, które dziś widzimy na boiskach jako coś nowego, przekazywał już piętnaście lat temu. Chciał jak najszybciej docierać do linii środkowej przeciwników, a później wykorzystywać obecność czterech napastników. Dzięki jego pomysłom strzeliłem prawie pięćdziesiąt bramek w trzy sezony. Z punktu widzenia zarządzania grupą, poświęcał się utrzymywaniu doskonałej harmonii między zawodnikami. Rzadko się gniewał, zawsze szukał dialogu – podkreśla. Miał wpływ na funkcjonowanie całego klubu. Angażował graczy pierwszej drużyny w treningi grup młodzieżowych, które ustawiał w takim samym systemie. Dziś Cittadella to stabilny drugoligowiec, z szansami nawet na awans do Serie A.

KLĘSKA W PALERMO

Wtedy jednak awans na drugi szczebel był szczytem możliwości. Sposobem gry klubu z prowincji zachwycił się Maurizio Zamparini, wieloletni właściciel zespołu z Wenecji, który zapragnął przenieść rozwiązania z Cittadelli do siebie. W lecie 2002 roku akurat kupił jednak US Palermo, więc błyskawicznie przekonał Glereana, by zamiast do Wenecji, przeprowadził się na południe Włoch. Podkreślał, że chce widzieć ten sam entuzjazm w grze zawodników nawet po porażkach. Już jednak po przegranej w meczu Pucharu Włoch publicznie ostrzegał nowego trenera, że Palermo to nie Cittadella. Sycylijskie miasto od trzydziestu lat czekało na awans do elity, który nowy właściciel na wstępie obiecał. Gdy na inaugurację ligowego sezonu Glerean przegrał 2:4 z Anconą, został zwolniony. Po pierwszej kolejce. Przez piętnaście lat rządów w Palermo Zamparini wyrobił sobie markę kata trenerów. Glerean był jego pierwszą ofiarą.

Palermo nie było jedyną szansą tego trenera, by zaistnieć w poważniejszej piłce. Jeszcze w III-ligowych czasach miał ofertę z Empoli, grającego wtedy w Serie A, gdzie miał zastąpić Luciana Spallettiego. Później przychodziły też zapytania z Bresci czy Salernitany. On jednak był wtedy w fazie budowania projektu życia. A projekt był dla niego ważniejszy, niż dostanie się za wszelką cenę do Serie A. Po klęsce w Palermo nigdzie nie dostał jednak tyle czasu, by wprowadzić rewolucyjne idee w życie. Albo też trochę sam stracił entuzjazm do profesjonalnego futbolu. Wrócił w rodzinne strony. Pracował w Padwie, Wenecji, omal nie wprowadził do wyższej ligi Bassano del Grappa. Po szybkim rozstaniu z Cosenzą pożegnał się z futbolem.

 

KRYTYK WŁOSKIEJ PIŁKI

To zawsze był raczej idealista niż trener nastawiony na wyniki i sukcesy. Chciał rozwijać ludzi i drużyny. Dawać radość lokalnym społecznościom. Raczej edukować niż wprowadzać do wyższej ligi. Stał się medialnym krytykiem włoskiego futbolu i tamtejszego sposobu myślenia o piłce, a klęski reprezentacji, która od 2006 roku nie wyszła z grupy mundialu, sprawiły, że gazety od czasu do czasu udostępniały mu łamy. Największe pretensje ma o to, co włoski futbol zrobił z pozycją trenera. – Nie ma już możliwości swobodnego budowania zespołu. Robią to za niego dyrektorzy sportowi, działający z powagą prokuratorów. Siedzą w lożach prezydenckich, znają się na biznesie, ale nie mają ani krzty pasji do piłki. A to sprawia, że futbol oddala się od fundamentów – mówił. Zwracał uwagę, że za granicą myślą o piłce inaczej. – Wielu moich kolegów, którzy pracują w Serie B, przyznaje, że chcieliby wyjechać choćby i jutro, bo tutaj nie ma przyszłości. Nie ma tu już wielkich piłkarzy. Zatrzymaliśmy się w czasach Tottiego i Del Piero. A to problem edukacji. Hiszpanie wygrywają wiele, bo mają dobrze wyszkolone talenty. Tutaj szkolenie musiałoby zostać przemyślane na nowo – zaznaczał.

Pytany, kiedy wróci do piłki, odpowiadał, że może to zrobić choćby od razu i choćby od najniższego szczebla. Wcześniej chciałby jednak zobaczyć zmianę nastawienia całego kraju do futbolu. – Chciałbym zobaczyć kraj, w którym w szkołach uczy się gry w piłkę. Chciałbym meczów dziecięcych rozgrywanych przy świetle słonecznym, a nie przy reflektorach, na błyszczących murawach, tylko po to, by wmówić dziesięciolatkom, że są już jak zawodowcy. Luis Suarez, który trenował mnie w juniorach Genoi, zawsze przychodził do szatni w bardzo eleganckich i idealnie czystych butach i mawiał: „Widzicie? Są czyściutkie, bo zawsze sam je poleruję. Także dlatego zdobyłem Złotą Piłkę”. Jeśli nauczymy młodych dbania o małe rzeczy, jeśli wpoimy im choćby to dbanie o własne buty piłkarskie, może kiedyś zdołają zrealizować marzenia boiskowe i życiowe – tłumaczył.

 

PRACA U PODSTAW

Zmiana nastawienia Włochów do futbolu stała się jego życiowym celem. Pracował z młodzieżą w Sassuolo, wdrożył własny projekt „Młode Włochy”, w którym główny nacisk kładzie na oddanie futbolu piłkarzom. W 2014 roku wszystkie idee przedstawił w książce „Futbol. Wyspa, której nie ma”. Nawołuje w niej, by znów zawodnicy mieli na boisku przestrzeń i wolność. By cieszyli się grą. By futbol był świętem, nie wojną. By uczyć zawodników przestrzegania reguł. I by rodzice, prezesi, trenerzy i wszystkie siły działające na futbol, pielęgnowały tę radość. W 2017 roku wrócił do trenowania i zajął się lokalnym klubikiem Marosticense. Jego obiekty treningowe są otwarte przez siedem dni w tygodniu, do siódmej wieczorem. Młodzi zawodnicy, gdy przyjdą na boisko, zawsze znajdą tam jakiegoś trenera. Często samego Glereana, jeśli akurat nie pielęgnuje ogródka. Zawsze trafią też na kogoś, z kim mogą zagrać. Niekoniecznie z tej samej kategorii wiekowej. – Wszyscy pochodzą z okolicy. Nikt nie musi dojeżdżać. Autobusy dowożące zawodników do profesjonalnych akademii są ruiną szkolenia młodzieży. Trwonią czas i ochotę dzieci, a także pieniądze ich rodziców – mówi Glerean. 63-letni dziś trener nie marzy już o zatrudnieniu w dużym zawodowym klubie, bo wie, że nigdzie nie znalazłby takiego prezesa, jak ten, z którym budował Cittadellę. Nie ma jednak nic przeciwko napisaniu kolejnej takiej historii i wprowadzeniu lokalnego klubiku na salony.

Nie tylko dzięki krytykowaniu włoskiej piłki Glerean nie został jednak postacią całkowicie zapomnianą. Od czasu do czasu jakiś fanatyk Football Managera opisuje w sieci swoje próby wdrożenia w wirtualną rzeczywistość taktyki Glereana. Jego uczniowie przebijają się w realnym świecie. Także dzięki debiutanckiemu dziełu Sorrentina były trener Cittadelli na zawsze pozostanie w jakiś sposób nieśmiertelny. Film, który wyświetlono na festiwalu w Wenecji, nosił tytuł: „L’uomo in piu”, czyli „Jeden więcej”. W sposób oczywisty odnosił się do przewagi liczebnej, którą w fazie ataku miały drużyny Ezia Glereana.

#Ezio Glerean
#Włochy
#serie a

Najnowsze

Sztuka miękkiego lądowania. Lekcja spadania dla ŁKS-u (KOMENTARZ)

Od dwunastu lat Łódzkiemu Klubowi Sportowemu nie udało się utrzymać w ekstraklasie. Co zrobić, by przypieczętowany w tej kolejce spadek nie oznaczał kolejnych lat czekania na n ...

#ekstraklasa
#ŁKS
#Łódzki Klub Sportowy

Następca Xaviego wypychany z Barcelony. Na ile to kwestia ekonomii, a na ile głowy rozgrywającego?

Kiedy Blaugrana znalazła już piłkarza niczym wychowanego w La Masii i skrojonego pod jej dawny styl gry, niespodziewanie próbuje się ...

#Arthur Melo
#Barcelona
#Juventus

Dycha Milika, hit dla Atalanty, Juventus ucieka (SERIE A W PIGUŁCE)

W pierwszej pełnej kolejce po wznowieniu ligi włoskiej nie brakowało bramek, zwrotów akcji i wielkich emocji. Ostatecznie wszyscy za ...

#Arkadiusz Milik
#liga włoska
#serie a

Nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Jak powinien się wzmocnić Liverpool?

Jeszcze nie w meczu z Crystal Palace, ale lada moment Liverpool zapewni sobie mistrzostwo Anglii. Tytuł to formalność, jednak warto ...

#Liverpool
#premier league
#transfery

Czaruj jak Mane. New Balance wypuścił na rynek buty, które zmieniają zasady gry

Liverpool oraz New Balance to związek idealny. Pięcioletnia współpraca z tą marką zakończy się dla The Reds zdobyciem mistrzostwa. N ...

#Furon v6
#Liverpool
#New Balance

Wybierz sobie idola na lata. Młode gwiazdy Premier League, w które warto zainwestować swoje uczucia

Każdy z nas ma ulubionych piłkarzy. Często niektórzy z nich skończyli już kariery. Ale ż ...

#marcus rashford
#phil foden

Marek Zub. Polska myśl szkoleniowa od Chin po Łotwę (WIDEO I PODCAST)

W zasadzie nie mamy polskich trenerów pracujących zagranicą. Marek Zub stanowi wyjątek, bo trenował już w Chinach, Kazachstanie, na ...

#La Polemica
#Marek Zub
#polski trener

Al Capone futbolu wyszedł z szafy. Roy Keane znów dostał do ręki karabin (FELIETON)

Roy Keane przez lata mówił, że nie ma nic gorszego niż siedzenie w telewizyjnym studiu i udawanie eksperta. Powtarzał tę regułkę szc ...

#felieton
#premier league
#Roy Keane

KICK OFF #22: Premier League wróciła, choć jeszcze jakaś nieswoja. Jest już podcast

Długie, studniowe oczekiwanie dobiegło końca. Przemek Rudzki i Michał Gutka w audycji Kick Off w końcu mogli podsumować wydarzenia n ...

#kick off
#podcast
#premier league
POKAŻ WIĘCEJ