newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Oczy widzą puste trybuny. Ale gdy uszy słyszą żywiołową radość po golu, przyśpiewki zagrzewające do boju, gwizdy i tumult towarzyszący napastnikowi wbiegającemu w pole karne, łatwiej im przekonać mózg, że na stadionie są tysiące ludzi, których akurat nie widać w kamerze.

Gdy w pierwszej kolejce po wznowieniu ekstraklasy Śląsk podejmował Raków Częstochowa, można było się zdziwić. Widok pustych trybun akurat we Wrocławiu nie wyglądał szczególnie szokująco. Łatwiej było więc zapomnieć, że okoliczności są wyjątkowe i po prostu zatonąć w meczu ekstraklasy. Gdy jednak wrocławianie przekraczali połowę boiska i zbliżali się z piłką do pola karnego gości, doświadczone w polskiej piłce ucho orientowało się, że coś jest nie tak. Trybuny reagowały, jakby mecz toczył się gdzieś w Anglii. Tam bardzo charakterystyczna jest zmiana natężenia głośności na stadionie w zależności od wydarzeń na boisku. Przy rozpoczynaniu akcji od własnego bramkarza potrafi być jeszcze praktycznie całkiem cicho. Gdy jednak miejscowa drużyna wyjdzie spod pressingu, na obiekcie podnosi się coraz większy tumult, który apogeum osiąga w momencie strzału. Jeśli był groźny i skutkuje na przykład rzutem rożnym, spontanicznie wznoszona jest dynamiczna, zagrzewająca do boju, przyśpiewka, która cichnie zwykle w momencie wykonania stałego fragmentu gry. Trochę jak w tenisie, gdy przed serwisem nikt się nie odzywa.

 

ULEPSZANIE W TRAKCIE

Polskie trybuny są inne. Bardziej przypominają pod tym względem niemieckie. Jest na nich pokaźna grupa, która stara się wykonywać zaplanowany wcześniej repertuar. Niektórzy nazywają to pogardliwie radiem, które gra gdzieś w tle, niezależnie od tego, co się dzieje. Inni wolą ten styl za to, że nie ma momentów ciszy, które w mało dynamicznych meczach mogłyby się niebezpiecznie wydłużać. Nie jest to styl lepszy ani gorszy, ale inny. Taki, jakiego na stadionie we Wrocławiu raczej się nie słyszy. To nie był doping kibiców, których nie widać, lecz odtworzony telewidzom z głośników przez Canal+, stację transmitującą rozgrywki.

– To nie była tylko Anglia, lecz zlepek dźwięków z różnych krajów – uśmiecha się Piotr Małkowski, zastępca dyrektora ds. sportu w Canal+. Od drugiej kolejki stacja zaczęła już dobierać do meczów dźwięki znacznie lepiej odpowiadające lokalnym zwyczajom. Uczą się wszyscy. I muszą to robić w ekspresowym tempie, bo z takim problemem telewizje jeszcze nie musiały się mierzyć.

 

INSPIRACJA Z FIFA

Jako pierwszy podkładać dźwięk trybun zaczął niemiecki oddział telewizji Sky, który dawał widzom tę możliwość już od pierwszej kolejki Bundesligi rozegranej po przerwie spowodowanej pandemią. Inspiracją dla stacji było to, jaka oprawa dźwiękowa towarzyszy meczom w komputerowych symulacjach piłki nożnej. – Na pierwszym spotkaniu zespołu, który był odpowiedzialny za ten projekt, powiedzieliśmy sobie, że każdy musi obejrzeć mecz w grze FIFA 20. Chodziło o to, by usłyszeć odpowiedni ton, atmosferę i odpowiednio nas nastawić. Oczywiście, nie mogliśmy mieć kawałków używanych przez firmę EA Sports, więc musieliśmy stworzyć własne. EA Sports niewątpliwie było jednak naszym wyznacznikiem – mówił Alessandro Reitano w rozmowie z ESPN.

POLSCY PIONIERZY

Nie trzeba było długo czekać, aż rozwiązanie zostanie przeniesione na polski rynek. Pionierem była stacja Eleven, pokazująca w Polsce większość meczów Bundesligi. Jeszcze w pierwszy weekend z niemieckim futbolem z telewizyjnych głośników dało się słyszeć tylko głuchą ciszę. Tydzień później w meczu Bayernu Monachium z Eintrachtem Frankfurt zadebiutował w Polsce podkładany doping. Było słychać przyśpiewki znane z Allianz Areny, ale gdy goście z rzadka wychodzili z groźnymi atakami, w tle przebijały się też głosy wspierające Eintracht.

– Po pierwszym weekendzie zadzwoniłem do DFL (spółka prowadząca rozgrywki Bundesligi – przyp. Red.) i powiedziałem, że według naszych szacunków i obserwacji, jeśli mecze będą się odbywać bez odgłosów kibiców, na dłuższą metę tendencja oglądalności będzie spadkowa. I to mimo tego, że fani futbolu odczuwali duży głód piłki. Różnica względem tego, do czego było przyzwyczajone ucho telewidza, a tym, co usłyszał po pandemii, była zbyt duża. Poprosiłem o wypracowanie wspólnego rozwiązania – tłumaczy Patryk Mirosławski, dyrektor operacyjny w Eleven Sports. – Dostaliśmy kilka próbek, testowaliśmy je na swoich urządzeniach, sprawdzaliśmy, jak tego używać na antenie. Na kanwie tego Bundesliga zaoferowała później taką opcję praktycznie wszystkim nadawcom – dodaje.

Przekaz z ligi niemieckiej wydaje się odwzorowany najlepiej. Nie tylko słychać dźwięki związane ze stadionem, na którym toczy się mecz, ale też z drużyną gości. Pochodzą one z tak zwanej głównej ścieżki, która służy za ogólne tło spotkania. Gdy na boisku coś się zaczyna dziać, ktoś musi ręcznie wypuścić ścieżki dźwiękowe z nagranymi reakcjami trybun na czerwoną kartkę, gola dla gospodarzy, trafienie dla gości, czy groźną sytuację. Tym zajmuje się firma produkująca sygnał dla Bundesligi w Niemczech.

– My otrzymujemy ścieżkę w przekazie satelitarnym. Nasz dźwiękowiec ustawia poziomy głośności, dostosowuje dźwięk wirtualnych kibiców do naszego komentarza – wyjaśnia Mirosławski. Nie jest jednak tak, że Eleven nie miało żadnego wpływu na to, jaki dźwięk otrzymuje z Niemiec. – Byliśmy w kontakcie non stop. Zwracaliśmy uwagę na wszelkie niedociągnięcia. Staraliśmy się wypracować jak najlepszy efekt – tłumaczy.

 

CZYSTA ŚCIEŻKA

Stacje, które transmitują polskie rozgrywki, musiały poradzić sobie same. W Canal+ powstał do tego specjalny program. – Napisał go nasz inżynier studia. W pierwotnej wersji planowaliśmy, że będziemy za jego pośrednictwem emitować tylko jeden stały odgłos z trybun. W tygodniu poprzedzającym restart ligi stwierdziliśmy jednak, że warto byłoby zrobić to lepiej. Wpadliśmy na pomysł, by reagować dźwiękiem na to, co się dzieje na boisku. Program został błyskawicznie rozbudowany o opcję wypuszczania dźwięków towarzyszącym konkretnym sytuacjom – wyjaśnia Małkowski.

Pierwsza kolejka pokazała jednak, że rozwiązanie jeszcze nie jest w pełni dopracowane. Dlatego zamiast zmiksowanego szumu trybun z różnych krajów, zaczęły się pojawiać osobne szumy dla każdego z szesnastu ligowych stadionów. Odpowiednią mieszankę przygotowała firma Livepark, produkująca sygnał telewizyjny z meczów ekstraklasy. Nie było to proste zadanie. Szum musiał być możliwie czysty. Pomijając fakt, że unikano przyśpiewek obraźliwych czy wulgarnych, których na polskich stadionach nie brakuje, uważano też, by w ścieżce dźwiękowej nie znalazł się na przykład odgłos gwizdka sędziego. Mogłoby to bowiem prowadzić do sytuacji, w której widz słyszałby gwizdek, mimo że w meczu, który ogląda, gra ciągle by się toczyła. W Canal+ dźwięków drużyn przyjezdnych nie uwzględniono. I raczej to już nie nastąpi. Wszystko wskazuje na to, że trwający weekend będzie ostatnim, w którym trzeba będzie podkładać dźwięki trybun do meczów rozgrywanych w Polsce. Od 19 czerwca kibice najprawdopodobniej wrócą na stadiony, co oznacza, że telewizja zakończy kilkutygodniowy eksperyment.

 

DŹWIĘKOWIEC W BUTACH KIBICA

Najważniejszą rolę w nim odgrywa jednak nie dobór neutralnego szumu, lecz odpowiednich reakcji na wydarzenia na boisku. Szczególnie ważne zadanie ma więc człowiek, który błyskawicznie wypuszcza konkretne dźwięki. – Ma do dyspozycji bazę dźwięków, w której znajdują się gol dla gospodarzy, gol dla gości, niewykorzystane sytuacje, faul, a także osobno gwizdy i brawa. Dołożyliśmy także grupę dźwięków sytuacji, która może skończyć się golem, czyli narastający tumult. W każdej z tych grup jest po pięć-sześć różnych dźwięków. Program jest skonstruowany tak, że to samo nagranie nie jest nigdy wypuszczane dwa razy z rzędu. Zanim się powtórzy, muszą wybrzmieć wszystkie dźwięki z całej grupy. To sprawia, że nie powtarzają się zbyt często – tłumaczy kulisy techniczne Małkowski.

Soundmanager, który wypuszcza odpowiednie dźwięki, musi się zachowywać jak kibic, który ma siłę dziesiątek tysięcy gardeł. – Ogląda mecz, słyszy komentatorów. Reaguje bardzo podobnie jak ludzie na stadionie. Musi się wczuć. Wejść w buty kibica. Przydzielam do tego zadania osoby z redakcji sportowej: wydawców meczów, którzy zjedli zęby na lidze polskiej i są do tego najwłaściwszymi osobami. A do tego mają smykałkę techniczną – opowiada.

 

ROTTERDAM W LEGNICY

Dźwięki podkłada też telewizja Polsat przy transmisjach z I ligi. Jej zadanie wydaje się o tyle łatwiejsze, że specyfika tych rozgrywek jest taka, że mało który stadion w normalnych warunkach wypełnia się do ostatniego miejsca. Żywiołowy doping przez 90 minut jest rzadkością. Na I ligę przychodzi niewielu kibiców i w niewielu miejscach wytwarzają naprawdę wyczuwalny w telewizji hałas. Dlatego nawet zwyczajny szum, w połączeniu z trybunami, które i tak są zwykle praktycznie puste, może już dać efekt normalności. Do tego samego wniosku doszli w Polsacie. Ale też dopiero po pierwszych doświadczeniach.

– W pierwszych meczach neutralnym szumem, którym był 15-minutowy, zapętlony kawałek, był odgłos stadionu Feyenoordu Rotterdam, bo najbardziej nam pasował jako tło. Z czasem doszliśmy jednak do wniosku, że przy obrazie ze stadionów I-ligowych nie brzmi to naturalnie. Postaraliśmy się zrobić to tak, by było, jak najbliżej tego, co przed pandemią. Wyszukaliśmy dla wszystkich stadionów I-ligowych dźwięki ze spotkań sprzed przerwy – mówi Jakub Radecki, zastępca szefa sportu w telewizji Polsat. Dźwiękową oprawą meczów zajmuje się w stacji dwuosobowy zespół.

– Realizator dźwięku dba o stronę realizacyjno-techniczną. Pilnuje, by dźwięk miał odpowiedni poziom i był wyraźnie słyszalny. Jest też wydawca, czyli osoba z redakcji, odpowiedzialna za wypuszczanie właściwych dżingli w odpowiednich momentach – dodaje.

 

ENTUZJASTYCZNE OPINIE

Wszystkie telewizje są raczej zadowolone z tego, jak wprowadzany ze względu na potrzebę chwili eksperymentalny projekt został przyjęty przez widzów. – Badaliśmy opinie kilkutorowo. Sprawdzaliśmy komentarze w internecie, przeprowadzaliśmy sondy, dzwoniliśmy do naszych klientów i partnerów biznesowych. Sam wykonałem wiele telefonów do ludzi z branży i nie tylko. Chciałem mieć jak najszersze spectrum opinii. Blisko sto procent osób było za tym, by nadal podkładać dźwięk. Gdy odtwarzaliśmy mecze równolegle na dwóch kanałach – na jednym z wirtualnym dopingiem, na drugim bez niego, praktycznie nie istniała migracja między nimi. Jeśli ktoś włączył mecz Dortmund – Bayern z dołożonymi kibicami, raczej się nie przełączał. A nawet jeśli to robił, z czasem wracał. Było o to o tyle łatwiej, że dźwięk na Bundeslidze naprawdę jest robiony bardzo dobrze – podkreśla Mirosławski.

WĄTPLIWOŚCI ETYCZNE

Co ciekawe, sam szef Eleven początkowo był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. – Po pierwszych testach stałem się jednak absolutnym zwolennikiem – podkreśla. Wygląda na to, że inne ligi zagraniczne, które wracają do gry, będą wzorować się na Bundeslidze. – La Liga bierze dźwięki z gry FIFA 20 i brzmi to całkiem dobrze. Jesteśmy w kontakcie z Włochami, ale jest jeszcze za wcześnie, by powiedzieć, jak to będzie wyglądać w przypadku transmisji z Serie A – mówi Mirosławski.

Entuzjazm wielu osób związany z tym, jak wirtualny doping pomaga oszukać mózg i sprawić, że mecz przy pustych trybunach przestaje wyglądać jak sparing, wywołał u części obserwatorów wątpliwości natury etycznej. Czy bardzo dobrze odwzorowując doping, a także wizualnie nakładając kibiców na trybuny, co w La Liga na razie nie wygląda najlepiej, ale może po dopracowaniu pomóc oszukać także oko, nie przekraczamy granicy? Czy w którymś momencie nie dojdziemy do wniosku, że kibic idący na mecz Korony Kielce z Zagłębiem Lubin w lutowy wieczór nie jest niezbędny, bo można go nanieść komputerowo? Mirosławski uważa przeciwnie.

– Cała sytuacja, w jakiej znalazł się futbol, pokazuje, że kibic stadionowy jest po prostu niezbędny i nieodzowny także z perspektywy stacji telewizyjnej. Gdy fani wrócą, nic ich nie zastąpi – podkreśla szef Eleven. Dlatego we wszystkich stacjach, nawet jeśli eksperyment się udał, z utęsknieniem czekają, aż będą mogli zaprzestać jego realizacji. Nawet reakcje 25 procent publiczności będą dla telewizji lepsze niż wypuszczanie szału radości przyciskiem ze studia.

#sztuczni kibice
#telewizje
#wirtualny doping

Najnowsze

„Chciałbym, aby zachował dla mnie miejsce w swojej drużynie. George Best, nie Bóg”. Gole, pijaństwo i zaliczanie miss. Premier League przydałby się dzisiaj taki showman jak Best

...

#george best
#Manchester United

OSTATNI MECZ #15. Szach i mat

„Ostatni Mecz” to powieść w odcinkach, którą w każdy weekend publikujemy na newonce.sport – piłkarski thriller rozgrywający się w Londynie. Galeria szemranych postaci, nadciągające zło i jeden człowiek, który znalazł się ...

#ostatni mecz
#powieść newonce

Świat poznaje Jóźwiaka przez jego szybkość. Lechita w drużynie sezonu w FIFA 20

Pewnie nie raz mieliście tak, że wyrabialiście sobie opinię o piłkarzu na bazie gry komputerowej. Skoro hulał w Football Managerze a ...

#FIFA 20
#Kamil Jóźwiak

Premier League jako letni turniej. Część druga – walka o utrzymanie. Kogo stać na wielką ucieczkę? (ANALIZA)

Przed wznowieniem Premier League analizujemy sytuację ekip w newralgicznych częściach ta ...

#analiza
#premier league
#PremierHeat

Menedżer idealny. Bierzemy cechy królów futbolu i lepimy perfekcyjnego trenera, który w Premier League byłby hegemonem

Zmysł taktyczny. Charyzma. Kontakt z zespołem. Szczęście. Wybitny menedżer musi łączyć k ...

#premier league
#PremierHeat

Jeffrén: Guardiola powiedział mi, że nie miał szybszego piłkarza ode mnie (WYWIAD)

Gdyby nie jego gol na 5:0 z Realem Madryt, Gerard Pique nie pokazałby słynnych pięciu palców z okazji manity. Skoro doceniał go sam ...

#Barcelona
#Jeffren Suarez
#LaLiga

Krystian Pudzianowski i Paweł Jóźwiak gośćmi Jurasówki. Jest już podcast i wideo z ostatniej audycji

Taki duet tylko u Jurasa! Krystian Pudzianowski i Paweł Jóźwiak rozmawiają o przyszłości ...

#Jurasówka
#Krystian Pudzianowski

Najbardziej absurdalne poczucie humoru Premier League. Kitman, który wymyślił „Why Always Me?” zdradza sekrety Manchesteru City

Zna więcej tajemnic Manchesteru City niż Pep Guardiola z Sergio Aguero razem wzięci. Joe ...

#Les Chapman
#manchester city

Premier League jako letni turniej. Część pierwsza – walka o puchary. Jaka będzie kolejność w ścisku? (ANALIZA)

Przed wznowieniem Premier League analizujemy sytuację ekip w dwóch newralgicznych punkta ...

#analiza
#premier league
#PremierHeat
POKAŻ WIĘCEJ