newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Denis Doyle/Getty Images

Sergio Ramos to piłkarz z gatunku tych, których zawsze wolałbyś mieć po swojej stronie. Jego liczby pod bramką rywala zawstydzają topowych napastników. Domową siłownią, dietą oraz pracoholizmem odjął sobie kilka lat. Zinedine Zidane i Giorgio Chiellini przyznają zgodnie: lepszego defensora w świecie piłki nie ma.

A z pewnością nie ma drugiego obrońcy mającego takie przełożenie na wydarzenia w polu karnym przeciwników. To jego „łapiesz” na plaster i szykujesz na niego sidła, kiedy rozpracowujesz stałe fragmenty gry w defensywie. Ale niebezpieczny jest nie tylko w powietrzu. Odważnie podchodzi do rzutów wolnych i jedenastek, co jest w pełni uzasadnione.  Z Realem Sociedad (2:1) – kiedy Królewscy wdrapali się na pozycję lidera ligi hiszpańskiej – wykorzystał 20. rzut karny z rzędu. Jest nieomylny i bije od niego ogromna pewność siebie; chociaż pozwala sobie na arogancję i strzały podcinką, zwykle wygrywa wojnę psychologiczną z bramkarzami.

Przez ponad dwa lata nie pomylił się z jedenastu metrów, a jednak podchodzi do karnych etatowo. W całej karierze kapitan madrytczyków zmarnował tylko trzy strzały z wapna. Ostatni raz w maju 2018 roku na Sánchez Pizjuán. Wszyscy wiedzą o jego kulcie i uznaniu dla Antonína Panenki, a mimo to potrafi oszukać golkiperów i puścić piłkę podcinką w sam środek. Wręcz w bezczelny sposób.

Z Sociedad akurat uderzył normalnie, a tym trafieniem wyprzedził Ronalda Koemana, stając się najskuteczniejszym defensorem w historii LaLiga. Przynajmniej w uznaniu szefów rozgrywek oraz Realu, bo niektórzy nadal klasyfikują go za superstrzelcem Fernando Hierro. Wszystko to kwestia uznaniowa. Były selekcjoner Hiszpanów ma 105 trafień, lecz pamiętajmy, że większość wypracował już po przesunięciu do drugiej linii. Sergio ma 68, więc trudno zakładać, że jeszcze go przegoni. W oczach wielu, najpewniej uczciwie, to Ramos zostanie jednak najskuteczniejszym obrońcą, jaki kiedykolwiek biegał po hiszpańskich boiskach.

W ogóle kapitan Królewskich wrócił po tej przerwie z niesamowitą energią. Widać w jego oczach marzenie o mistrzostwie. Trafiał do bramki w dwóch z trzech meczów. Z Eibarem również popisał się kapitalnym odbiorem, popędził w ciemno w szesnastkę Basków, po czym w prezencie dostał wystawkę do pustej bramki. Ale mało kto ma taki timing i wyczucie z ryzykownymi wyjściami z własnej strefy. Ile razy pojawiało nam się to przemyślenie: skąd on się tam w ogóle wziął? Obserwujesz spotkanie, ni stąd, ni zowąd piłkę do siatki pakuje środkowy obrońca, a nie Benzema czy Hazard. Po prostu Ramos wyczuł moment, poczuł krew i ruszył na polowanie.

Jego statystyki są imponujące – zdobył w całej karierze 116 bramek, co jest wynikiem, którego mógłby mu pozazdrościć niejeden napastnik. Weźmy takiego Rodrigo Moreno, topowego hiszpańskiego atakującego, on w klubach uzbierał przez całą swoją drogę 112 trafień. Razem z reprezentacją 120, ale to nadal liczby na poziomie Ramosa. A taki Gerard Moreno? 113 goli w klubie i reprezentacji. To udowadnia, że numery defensora z Andaluzji są szaleństwem. Łącząc to z jego sukcesami i cechami przywódczymi, znów powraca pytanie: czy mówimy o najlepszym obrońcy świata czy jednak zawodniku z instynktem snajpera, który bramkami zamazuje swoje błędy?

Przeciwnicy 34-latka powiedzą, że obrońca jest od bronienia i przede wszystkim z tego powinien być rozliczany. W tej kwestii z pewnością warto oddać głos autorytetowi. Giorgio Chiellini, szalenie interesujący człowiek i profesor gry defensywnej, tak pisał o nim w swojej biografii: „Kiedy pytają mnie kto jest najsilniejszym obrońcą świata, odpowiadam Ramos. Mówi się, że jest impulsywny, brakuje mu nieco w sferze taktycznej, zawali 8 albo 10 goli na sezon. Kiedy ja sprokuruję 2 albo 3, już jestem martwy. On jednak jest bardziej techniczny niż ja. Mógłby równie dobrze być napastnikiem, jest moim przeciwieństwem. Przede wszystkim ma dwie cechy, których nie ma prawie nikt. Pierwsza to niesamowita umiejętność decydowania o ważnych meczach. Nawet interwencjami wykraczającymi poza logikę, kosztem kontuzji, do których potrafi doprowadzić z diaboliczną przebiegłością. To z Salahem było mistrzowską zagrywką. Powtarzał, że nie chciał tego, ale mistrz Sergio wie, że 9 na 10 takich wejść kończy się urazem. Druga to poczucie siły, które przekazuje swoją obecnością. Bez niego Varane, Marcelo czy Carvajal wydają się dzieciakami z primavery. Bez Ramosa Real staje się bezbronny. Widzieliśmy to na przykład z Ajaksem. Nie ukrywał, że celowo się wykartkował. Założę się, że z nim byłoby zupełnie inaczej. Dlatego dla mnie Ramos jest najlepszym obrońcą świata”.

Zdecydowanie coś w tym jest. Może zawalić przeciętny, niedzielny mecz, nie utrzymać koncentracji, popełnić sporo błędów w ustawieniu, ale kiedy dochodzi do wielkiego wieczoru pod maksymalną presją, nie spęka. Wtedy wszyscy spoglądają na Sergio. Hiszpanie używają takiego zwrotu „transmite”, czyli ktoś przekazuje sobą energię. To cały Ramos. Żyje wielkimi wydarzeniami, kiedy może pokazać swoją wyższość. Odbiór piłki, powalenie rywala i jeszcze pokazanie gestem, by wstawał i nie symulował. To go napędza. Mentalnie trudno znaleźć tak silnego, głodnego zwycięstw defensora jak on.

W tej dyskusji zawsze powtarza się pytanie – ile goli musi strzelić Ramos, by przykryć swoje błędy w defensywie? Nawet z Valencią miał wyraźne wpadki w ustawieniu. Zdarza mu się, że wtedy podnosi rękę, domaga się spalonego, czasem wymownie patrzy obwiniającym wzrokiem na partnerów. Jest w tym element szukania wymówki, lecz bez niego obrona po prostu by leżała. Można mu wyliczać pomyłki, ale na koniec dnia, kiedy spojrzy się w tabelę, to Real ma najlepszą defensywę ligi z 21 straconymi bramkami. Jeszcze mniej niż Atletico Madryt, a to – umówmy się – spory wyczyn.

Teraz obserwujemy Ramosa w niesamowitej formie fizycznej. Po godzinie gry z Realem Sociedad zszedł z bólem kolana, lecz skończyło się na strachu i powinien być gotowy na następną kolejkę. Fenomenalnie przepracował czas pandemii, co widzimy po jego sylwetce. Klasa kapitana Los Blancos to przede wszystkim połączenie głowy i mięśni.

 

Ver esta publicación en Instagram

 

REAL W4RRIOR #HalaMadrid 📸 Getty

Una publicación compartida por Sergio Ramos (@sergioramos) el

Kto widział jego domową siłownię, był pod gigantycznym wrażeniem. Ciężary, ławki, maszyny, taśmy TRX, rowery stacjonarne, rowery eliptyczne, orbitreki – czytamy w wyliczance „El Mundo”. Mógłby zapraszać tam ludzi i śmiało sprzedawać karnety. Mówi się, że tylko Cristiano Ronaldo zbudował większą świątynie mięśni w swojej madryckiej rezydencji La Finca. Tam dołożył jeszcze podgrzewany basen czy kabinę do krioterapii. To przykład maksymalnych profesjonalistów, w zasadzie samowystarczalnych ze swoją wiedzą, skalą inwestowania w ciało i dbałością o organizm. Ramos, podobnie jak CR7 w Turynie, przyjechał do ośrodka treningowego po kilku tygodniach przerwy, imponując fizjoterapeutom i trenerom. „Sergio, życiówka” – klepali go po plecach.

Po odejściu Portugalczyka jeszcze bardziej przejął rolę mówcy. Jeśli ktoś na co dzień przypomina o wadze mistrzostwa, koncentracji i dba o budowanie motywacji, to właśnie Ramos. Gadającymi głowami w Valdebebas są on oraz Benzema. To w ich głosy wsłuchują się młodzi. Nawet kiedy Sergio opuszcza boisko, staje się na trybunach kolejnym trenerem podpowiadającym kolegom albo strofującym ławkę przeciwników. Zawsze ma najwięcej do powiedzenia.

Wrócił na boisko jeszcze bardziej umięśniony. Z lepszym sześciopakiem niż wcześniej oraz potężniejszymi nogami. Brzuch akurat jest jego oczkiem w głowie. Zawsze to Ronaldo uchodził za Adonisa zakochanego w sobie, metroseksualnego i nastawionego na ciężką pracę nad ciałem. Teraz jeśli komuś można puszczać szpilki podsycone zazdrością, to właśnie Ramosowi.

Ma doradców, lecz sam mocno wsiąknął w temat treningu. Kiedy zostali zamknięci w domach, wykonywał mnóstwo ćwiczeń obwodowych, rozmaicie dbając o różne części ciała. Na przykład wyciskał na ławeczce z hantlami, a zarazem pracował nogami. Podzielił czas zamknięcia na dwie codzienne sesje: poranną oraz popołudniową. Czasem potrzebował samotności, czasem ćwiczył w towarzystwie dzieci, zawsze jednak przy akompaniamencie ukochanego flamenco, które jako Andaluzyjczyk uwielbia. Sporo pracował z ciężarem własnego ciała. Efektem stał się przyrost masy mięśniowej, lecz utrzymanie tej samej wagi.

Ramos zaczął też uważniej zaglądać do talerza. Ma swoich dietetyków, z którymi rozmawia, lecz korzysta z planu przygotowanego przez tych klubowych. Na przykład totalnie wykluczył przetworzoną żywność. W domu stara się jeść według tego samego klucza co w klubie. Kiedy zbadano mu poziom tkanki tłuszczowej, wyszło 8 procent. Stoper czuje się i wygląda lepiej niż jako 25-latek. Dekada minęła, ale on rygorystycznym trybem odejmuje sobie lat. Prowadzi treningi, które pozwolą mu być szybszym, silniejszym i skoczniejszym. Lubi pochwalić się bicepsem. Fizycznie trzeba przyznać, że jest maszyną i niczego mu nie brakuje. O tym, czy zbierze dobre recenzje, finalnie decyduje głowa. Trudno jednak sobie wyobrazić, że za kilka lat ciało Sergio Ramosa powie dość. „Przeprowadził znakomity okres przygotowawczy. Ma wspaniałą genetykę. Zbudował czołg ze swojego ciała” – ocenia trener personalny pracujący w Madrycie Fernando Ariel Troyansky.

Z brodą wikinga ma siać postrach na finiszu sezonu. Gładzi ją po strzelonych golach, niejako chcąc pokazać swoje doświadczenie i wiedzę. Albo podkreślić ten wizerunek wojownika. Kreuje się na szefa nadającego w rytmie rock and rolla, lecz dobrze mu to wychodzi. Jest autorytetem, choć wiadomo, że będzie dzielił Hiszpanię (nie w takim stopniu jak Pique). Kiedy rząd zaprosił go do rozmów o powrocie piłki, odmówił, bo domagał się, aby dyskusja była publiczna. Nie chciał niczego ukrywać ani być wykorzystywany politycznie, za co w oczach kibiców tylko zyskał.

„To zdecydowanie najlepszy defensor świata” – przyznaje Zinedine Zidane zafascynowany jego zdolnościami przywódczymi. Ramos swoją dominację będzie chciał potwierdzić w najbliższych miesiącach – najpierw zostając mistrzem i ratując Champions League, a w przyszłym roku jako 35-latek na mistrzostwach Europy oraz igrzyskach olimpijskich, na które pilnie chce się załapać. Jest świadom uciekającego czasu, ale wie, że odpowiednią pracą może go oszukać. Podobnie jak Cristiano Ronaldo. Jednoznacznie nie przyznamy, czy to najlepszy obrońca, jakiego obserwujemy, bo każdy ocenia innymi kryteriami, ale on też nie musi już niczego więcej udowadniać. W pewnych aspektach na tej pozycji po prostu nikt nie ma podjazdu do Sergio Ramosa, co trafnie zdefiniował profesor Chiellini.

#LaLiga
#Real Madryt
#Sergio Ramos

Najnowsze

Współczesne dynastie. Synowie, którzy podbijają te same ligi, co ich ojcowie

Wychowywali się jako synowie znanych piłkarzy, a z czasem sami takimi zostali. Historia futbolu zna mnóstwo takich przypadków. Można ...

#dzień ojca
#ojcowie i synowie

KĄCIK FANTAZJI: Zaczął się sprint, a czasu jest niewiele. Kogo kupić z myślą o paru kolejkach?

Ledwo jedna kolejka zakończyła się w poniedziałek o 23, a już następna rusza we wtorek. Czas na kolejną porcję porad w FPL.

#Fantasy Premier League
#Kącik Fantazji

FUTBOLOWA GORĄCZKA #23. Sheffield United – fajna byłaby to historia, ale Europa chyba nie jest gotowa na oglądanie The Blades. Wolę jednak Wolverhampton

Zamrożenie rozgrywek Premier League nie posł ...

#premier league
#sheffield united

Belgijski reżyser kina akcji. Jak Kevin De Bruyne z niechcianego w Anglii stał się kozakiem, który schował Premier League do kieszeni

Z twarzy podobny do księcia Harry’ego. Nie m ...

#kevin de bruyne
#jose mourinho
#Chelsea

Skandal obyczajowy, ognisko epidemii i fatalny zespół. Koszmary prezesa Schalke

Dla Clemensa Toenniesa sezon zaczął się od wywołania skandalu obyczajowego, a zakończył wyhodowaniem olbrzymiego ogniska koronawirus ...

#bundesliga
#Clemens Toennies
#Schalke 04

Michał Zachodny. Jak nowe perspektywy otwierają oczy na piłkę (WIDEO I PODCAST)

Najpierw oceniał innych jako dziennikarz, później sam stanął po drugiej stronie, gdy dołączył do sztabu Jacka Magiery w reprezentacj ...

#La Polemica
#Michał Zachodny

Chelsea zwycięzcą kolejki, beznadziejne Bournemouth ciągnie do Championship (FIVE-A-SIDE)

Chelsea, choć z problemami, ugrała w ten weekend najwięcej. Ciekawie nadal jest na dole tabeli, gdzie odstawać zaczyna Bournemouth. ...

#Bournemouth
#Chelsea
#Five-a-side

Derby bez polotu. Liverpool jeszcze w zamrażarce i bez napinki, bo nie ma po co (KOMENTARZ)

Derby Merseyside miały nieco uratować dość człapiący weekend z Premier League. Niestety, tylko pogłębiły wrażenie, że piłkarze jeszc ...

#derby Merseyside
#everton
#Liverpool

Dlaczego Michał Probierz jest swoim najgroźniejszym przeciwnikiem (KOMENTARZ)

Lubi mówić o sobie jako o człowieku, który polaryzuje i ma wyłącznie albo wyznawców, albo zajadłych przeciwników. Tymczasem trener C ...

#Cracovia
#ekstraklasa
#Michał Probierz
POKAŻ WIĘCEJ