newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Oliver Hardt/Bundesliga/Bundesliga Collection via Getty Images

Deklaruje, że jego ulubionym klubem wciąż jest Allianza Lima. Po zakończeniu kariery ma zostać ambasadorem Bayernu. Najlepiej czuje się w Monachium. Jednak nigdzie na świecie Peruwiańczyka nie otacza się takim kultem jak w Bremie.

Gdy we wrześniu 2015 roku po sieci poniosła się wieść, że Claudio Pizarro znajduje się na pokładzie samolotu z Monachium do Bremy, kilkaset osób nie było w stanie usiedzieć w domu. Mimo że były już późne godziny wieczorne, spontanicznie ruszyli w kierunku lotniska, by po raz czwarty powitać największego idola. Dzień później niemieckie gazety zauważały, że przylot Bono czy Micka Jaggera nie wywołałby wśród mieszkańców portowego miasta takiego poruszenia.

Pizarro jest w Bremie wszechobecny. Na jednej z głównych alejek starego miasta można znaleźć odlany w brązie zarys jego dłoni. W Heldenbar, we wschodniej dzielnicy, można napić się drinka CP14, robionego z pisco, tradycyjnej peruwiańskiej wódki, soku z marakui, karmelu oraz limonki. Jest też wersja bezalkoholowa Virgin CP14. Po jednej szklance można ruszyć do dyskoteki Roemer, w której cyklicznie odbywają się imprezy pod nazwą „Audio Beatzarro”, reklamowane wizerunkiem peruwiańskiego napastnika. A odespawszy ciężką noc, można rano obejrzeć z dziećmi film „Coco” produkcji Disneya, w którego niemieckiej wersji głos dla gadającego szkieletu podkładał gracz Werderu Brema. Jeśli przy tym jest się obcokrajowcem, można dać się przekonać przemawiającemu z plakatów Peruwiańczykowi i przyjąć niemieckie obywatelstwo, do czego Pizarro zachęca w akcji zainicjowanej przez senat kraju związkowego Brema. 41-letni napastnik to w tych okolicach Niemiec ktoś więcej niż piłkarz.

 

KLUCZOWA DZIURA W PŁOCIE

Do Werderu trafił, bo ogrodzenie ośrodka treningowego Allianzy Lima nie było w 1999 roku w najlepszym stanie. Juergen Born od lat 70. pracował w południowoamerykańskim oddziale Deutsche Banku i sporo podróżował po kontynencie. 1 lipca 1999 miał wrócić do Europy, by zostać prezesem Werderu, któremu od dziecka kibicował. Sezon zaczynał się dopiero kilka tygodni później, więc Born chciał jeszcze zamknąć dawne sprawy zawodowe i tamtego lata przebywał w Ameryce Południowej. W Limie miał się spotkać z przedstawicielami peruwiańskiego Banco Regional del Norte. Siedział w hotelu i myślał o futbolu. Przypomniał sobie o meczu reprezentacji Peru, który widział kilka miesięcy wcześniej w Asuncion. Wpadł mu w oko krótkowłosy napastnik. Miał jeszcze sporo czasu, więc włożył buty i pojechał do ośrodka treningowego Allianzy, mając nadzieję jeszcze raz przyjrzeć się 20-latkowi. Miał pecha, bo największy klub stolicy odbywał zamknięty trening w ośrodku, na którego ogrodzeniu założono płachtę. Born obszedł jednak cały teren i zauważył dziurę. Nie chcąc potargać garnituru, trochę ją poszerzył i wszedł do środka. Wdrapał się na szczyt trybuny, skąd niezauważony obserwował całe zajęcia. – W ich trakcie Pizarro strzelał jakieś 60 procent wszystkich goli – opowiadał w opublikowanej w 2019 roku biografii piłkarza napisanej przez Reimara Paula.

Werder przeżywał wtedy fatalny moment. Odejście Ottona Rehhagela zakończyło złotą epokę. Bremeńczycy mieli w cztery lata czterech trenerów. Media rozpisywały się o ulokowanych w Luksemburgu tajnych kontach, przez które znikały klubowe pieniądze, Born i Klaus Allofs, nowy dyrektor sportowy, mieli poukładać klub od nowa. Wróciwszy do Europy, prezes zwrócił uwagę szefa działu sportowego na Peruwiańczyka. Dopiero rozpoczynając pracę u nowego szefa, Allofs nie mógł puścić takiej wskazówki mimo uszu, więc zorganizował kasetę wideo z meczu z udziałem Pizarra. Rzuciła mu się w oczy sytuacja, w której wszyscy zawodnicy poszli w jedno miejsce, tylko napastnik wybrał zupełnie inne. To, w które chwilę później spadła piłka. Uznali, że trzeba czym prędzej lecieć do Limy.

 

NEGOCJACJE Z BRONIĄ

Sprawa nie była łatwa. Niemcy nie kontaktowali się wcześniej z działaczami Allianzy, bo Allofs chciał najpierw zobaczyć piłkarza na żywo. Przez znaną Bornowi dziurę w ogrodzeniu weszli tym razem obaj. Później trafili też na mecz ligowy, w którym Pizarro strzelił pięć goli. Działacze Werderu nie mieli czasu do stracenia, bo okazało się, że napastnik ma już podpisaną umowę wstępną z Betisem Sewilla. Wieczorem umówili się z ojcem piłkarza. To, że Born dobrze znał hiszpański i lokalne zwyczaje oraz umiał pić pisco, pomogło szybko przełamać lody. Po kolacji Claudio Pizarro senior zaprosił gości do domu. Dogadali się. Zwłaszcza argument o portowym mieście w kraju, w którym uwielbia się porządek, przemówił do oficera marynarki wojennej. Dzień później odbywały się negocjacje z przedstawicielami Allianzy, którzy co jakiś czas drapali się po brzuchach tak, żeby było widać, co mają wetknięte za pasek. Doświadczenie Borna pozwoliło jednak umówić się na kwotę 1,6 miliona dolarów. Do przełamania pozostała niechęć samego piłkarza, który nie zamierzał podpisać kontraktu. Negocjowali na lotnisku tak długo, że pracownicy Lufthansy w końcu ostrzegli Allofsa i Borna, że albo wsiądą, albo samolot poleci bez nich. Niemcy uznali, że wylatywanie bez podpisu byłoby zbyt ryzykowne i powiedzieli, że nie lecą. Dopiero ta determinacja zrobiła na 20-latku wrażenie. Podpisał i jego goście jeszcze zdążyli wsiąść do samolotu.

 

PROFESJONALNA PRZEMIANA

Dziś o Pizarro pisze się jako o legendzie, wzorowym profesjonaliście, który dzięki temu, że kładzie się nie później niż o 23, je orkiszowy makaron, chleb żytni i jogurty sojowe, a nie je pszenicy, produktów mleka krowiego, cukru, ziemniaków, pomidorów, bakłażanów i słodyczy, utrzymał się w Bundeslidze do 42. roku życia. Eksponuje się te epizody jego życia, jak wtedy, gdy po czwartym rozstaniu z Werderem spędził lato na Majorce, gdzie uczestniczył w obozie dla bezrobotnych zawodników, utrzymując się w dobrej kondycji. To jednak tylko wycinek jego kariery. Przez jej większość uchodził za stereotypowego latynoskiego piłkarza w Europie. Takiego, którego nie da się wetknąć w żadne ramy. Miłującego życie.

WOJSKOWE WYCHOWANIE

Pizarro był wychowywany w wojskowym reżimie. Od szóstego roku życia uczył się w szkole marynarki wojennej w Limie. Gdy miał dziesięć lat, rodzina przeprowadziła się za ojcem do portowego miasta Paita. W tamtejszym klubie Pizarro, którego dziadek pochodził z Włoch, był ponoć jedynym białym. W domu ojciec sporo od niego wymagał. Już o 19 musiał mieć wyprasowany mundurek szkolny i wypastowane buty na następny dzień. Pilnował, by przy stole siedział prosto i przesuwał łyżkę w stronę ust, a nie odwrotnie. Po transferze do Werderu senior Pizarro przekonywał niemieckie media, że jego syn sobie poradzi, gdyż już od 17. roku życia mieszkał sam, bo był zawodowym piłkarzem w Deportivo Pesquero, gdzie podpisał kontrakt wart 150 dolarów miesięcznie. Jednak mimo to w Europie Claudio Pizarro zaczął odreagowywać i został królem życia.

 

SKANDALISTA I KRÓL ŻYCIA

W pięciu pierwszych meczach dla Werderu strzelił sześć goli, szybko zostając idolem miasta. Nie mówił słowa po niemiecku i nie miał zamiaru tego zmieniać, bo większość czasu spędzał z Ailtonem, brazylijskim partnerem z ataku, wiodąc bogate życie nocne. Nawet jeśli był już po ślubie, bo decyzja o wyjeździe do Niemiec stała się dla niego impulsem, by ożenić się ze swoją szkolną miłością. Trójka dzieci tej pary przyszła na świat już w Niemczech. Ale w przypadku tego piłkarza nie od razu założenie rodziny poskutkowało ustatkowaniem się.

Wizerunek skandalisty zyskał zwłaszcza po transferze do Monachium. Uli Hoeness początkowo naśmiewał się z peruwiańskiego transferu Werderu, nazywając go „Santa Cruzem dla ubogich”. Bayern akurat pozyskiwał z Paragwaju za znacznie większe pieniądze Roquego Santa Cruza. Wkrótce okazało się jednak, że to Werder wziął lepszego z tego duetu. Za szesnaście milionów marek, które Bawarczycy przelali Werderowi, w Bremie zbudowali podwaliny pod przyszłą mistrzowską drużynę. Born nie ma wątpliwości, że pieniądze z tego transferu dały klubowi niesamowity impuls rozwojowy. Kibice Werderu uznawali jednak Pizarra za zdrajcę. Na jego pierwszy mecz w Bremie w barwach nowego klubu przychodzili w koszulkach z podpisem „Judasz” i witali go gwizdami.

 

MONACHIJSKIE PROBLEMY

W Monachium też nie od razu było kolorowo. Kolegów napastnika irytował jego egoizm. – Stefan Effenberg przyszedł do mnie kiedyś i powiedział: Giovane, przekaż Peruwiańczykowi, że tutaj jedna osoba nie rozstrzyga meczów. Liczy się zespół – wspominał Giovane Elber, którego pozbawił tytułu najlepszego zagranicznego strzelca w historii Bundesligi, zanim obu Latynosów pogodził Robert Lewandowski. Obaj bez zgody klubu przedłużali sobie czasem pobyty w rodzinnych stronach. Pizarro został częstym gościem monachijskiej dyskoteki P1. Dwa razy tracił na kilka miesięcy prawo jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu, choć Allofs wspominał, że na początku Pizarro jeździł po Bremie, w ogóle nie mając prawa jazdy. „Bild” nadał mu przydomek „Don Promillo”.

Gdy wyszło na jaw, że w 2001 roku Pizarro skasował 900 tysięcy dolarów za pośrednictwo przy transferze Roberta Silvy ze Sportincu Cristal Lima do Werderu Brema i nie opodatkował tego dochodu, największy niemiecki dziennik pytał: „Czy to najbardziej zepsuty piłkarz w lidze?”. Kiedy przechodził do Chelsea, „The Guardian” przedstawiał go jako zawodnika, który bardziej niż o to, co na boisku, dba o to, co na głowie. Z Bayernu odchodził do Londynu w kiepskiej atmosferze. W Monachium nie podobało się, że krytykował w mediach trenera Ottmara Hitzfelda i groził odejściem, jeśli nie zacznie częściej grać. O jego żądaniach finansowych Karl-Heinz Rummenigge powiedział, że „ma wrażenie, jakby rozmawiał z agentami pana Szewczenki”. A Hoeness określał go jako cwaniaka.

PERUWIAŃCZYK ZOSTAŁ NIEMCEM

Mniej więcej od powrotu z Wysp wizerunek Pizarra w Niemczech zaczął się diametralnie zmieniać. Gdy został wypożyczony do Werderu, był witany jako bohater i nikt już nie wypominał mu transferu do Bayernu. Zwłaszcza że potem pomógł w zdobyciu Pucharu Niemiec jak dotąd ostatniego trofeum tego klubu. Gdy w 2012 roku znów odchodził do Monachium, nikt już nie miał pretensji. A i w Bayernie zauważyli jego przemianę i choć nigdy nie pokochali go tak, jak w Bremie, też zaczęli go darzyć wielką sympatią. Sam piłkarz coraz bardziej odkrywał, że Niemcy to jego dom. Konie wyścigowe, wielką pasję, którą dzieli z Thomasem Muellerem czy Timem Borowskim, nazywał „Oktoberfest”, „Kaiser”, „Teamgeist” czy „Merkel”. Najmłodszy syn Gianluca gra w monachijskim TSV Gruenwald. Córka uczy się w Monachium i chciałaby pracować w branży filmowej. Żona stwierdza, że jej mąż stał się Niemcem. Powrót do Peru nigdy nie wchodził dla nich w grę. Zwłaszcza że w ojczyźnie nigdy w pełni nie docenili Pizarra. Jego ostatnie występy w kadrze nazywali „grą ciężarnego żółwia”. To, że Eduardo Gareca nie wziął go na mundial w Rosji, pewnie na zawsze pozostanie wielką zadrą w karierze Peruwiańczyka.

Na pewno jest jednak najlepszą reklamą tego kraju w Niemczech i czołową w Europie. Po karierze ma zostać ambasadorem Bayernu Monachium. Jest obcokrajowcem z największą liczbą występów w Bundeslidze i drugim zagranicznym strzelcem w historii ligi. W klubowej piłce wygrał wszystko, co był do wygrania. Mehmet Scholl nazywa go najlepszym piłkarzem, z którym grał, a działacz Michael Reschke jednym z najlepszych techników w dziejach Bundesligi. Dziś cieszy się sympatią nie tylko w miejscach, w których grał – Monachium, Bremie i Kolonii – ale w całym kraju.

 

BREMEŃSKI KONIEC ŚWIATA

Jednak prawdziwą wyrwę jego zakończenie kariery zostawi tylko w Bremie. To w końcu najlepszy strzelec w historii Werderu i postać, którą traktują jak świętego patrona miasta. – Gdy przyszedł pierwszy raz, dał pieniądze, które uratowały klub. Potem przyszedł i dał puchar. Następnym razem przyszedł i uratował przed spadkiem. To jeden z najlepszych piłkarzy w 120-letniej historii tego klubu – twierdzi Born. Jest coś symbolicznego w tym, że jego najprawdopodobniej ostatni mecz w karierze (może jakimś cudem będą jeszcze dwa barażowe?), najpewniej zbiegnie się z pierwszym od czterdziestu lat spadkiem Werderu z Bundesligi. Wszyscy mieli poczucie, że moment, w którym Pizarro definitywnie wyjedzie z Bremy, będzie dla tego miasta końcem świata. Nie wiadomo było jednak, że tak dosłownie.

#bundesliga
#Claudio Pizarro
#Werder Brema

Najnowsze

Słynna latynoska pobożność, którą trudno zrozumieć. Do kogo modlą się przestępcy i piłkarze?

Od Tijuany po Patagonię nie ma miasteczka w Ameryce Łacińskiej, w którym zabrakłoby boiska piłkarskiego oraz kościoła. Zdaniem wybit ...

#Ameryka Południowa
#Neymar
#religia

Najważniejsze rozstrzygnięcie już znamy. A poza tym? Ciekawa walka o LM (FIVE-A-SIDE)

Kluczowe domino w tym sezonie Premier League upadło. Liverpool został mistrzem Anglii. Co jeszcze wiemy po tej kolejce?

#Five-a-side
#premier league
#wnioski

Następca tronu buduje swoją pozycję. Kylian Mbappé na okładce FIFA 21

Firmy zajmujące się wycenami piłkarzy nie mają wątpliwości, że to Kylian Mbappé jest dziś najdroższym piłkarzem świata. I kiedy Leo ...

#e-sport
#FIFA 21
#Kylian Mbappe

Komentator, który został farmerem – Marcin Rosłoń w Futbol i Cała Reszta (WIDEO i PODCAST)

W kolejnej audycji z cyklu „Futbol i Cała Reszta” gościem Przemka Rudzkiego i Arka Sitarza był Marcin Rosłoń. Komentator Canal+ opow ...

#Futbol i cała reszta
#Legia Warszawa

Uśmiech zamiast kamiennej twarzy. Anthony Martial odżył dzięki klarownej wizji menedżera

Dzięki trzem bramkom przeciwko Sheffield United Anthony Martial ustanowił swój życiowy wynik strzelecki w Premier League. Duża w tym ...

#Anthony Martial
#Manchester United

Dycha Milika, hit dla Atalanty, Juventus ucieka (SERIE A W PIGUŁCE)

W pierwszej pełnej kolejce po wznowieniu ligi włoskiej nie brakowało bramek, zwrotów akcji i wielkich emocji. Ostatecznie wszyscy za ...

#Arkadiusz Milik
#liga włoska
#serie a

Sztuka miękkiego lądowania. Lekcja spadania dla ŁKS-u (KOMENTARZ)

Od dwunastu lat Łódzkiemu Klubowi Sportowemu nie udało się utrzymać w ekstraklasie. Co zrobić, by przypieczętowany w tej kolejce spadek nie oznaczał kolejnych lat czekania na n ...

#ekstraklasa
#ŁKS
#Łódzki Klub Sportowy

Następca Xaviego wypychany z Barcelony. Na ile to kwestia ekonomii, a na ile głowy rozgrywającego?

Kiedy Blaugrana znalazła już piłkarza niczym wychowanego w La Masii i skrojonego pod jej dawny styl gry, niespodziewanie próbuje się ...

#Arthur Melo
#Barcelona
#Juventus

Nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Jak powinien się wzmocnić Liverpool?

Jeszcze nie w meczu z Crystal Palace, ale lada moment Liverpool zapewni sobie mistrzostwo Anglii. Tytuł to formalność, jednak warto ...

#Liverpool
#premier league
#transfery
POKAŻ WIĘCEJ