newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Lintao Zhang/Getty Images

Maj 2021. Liczba zakażonych koronawirusem na świecie liczona jest już w dziesiątkach milionów. Prace nad szczepionką wciąż trwają, ale dalej nie ma przełomu. Kolejny lockdown zaczyna już zarzynać słabsze gospodarczo państwa. Sport? Jaki sport? Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie ma wyjścia – definitywnie odwołuje igrzyska w Tokio.

TEKST: Rafał Bieńkowski 

 

Mogłoby się wydawać, że pisanie tak czarnego scenariusza kompletnie nie ma sensu, gdyby nie to, że jeszcze w styczniu podobnie patrzyliśmy na „tajemniczego wirusa z Chin”. Zresztą nawet sami Japończycy biorą pod uwagę najgorsze. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori wprost przyznał, że jeżeli świat nie oswobodzi się z pandemicznego knebla i nie będzie można przeprowadzić imprezy także w nowym terminie, zostanie ona już po prostu odwołana. Chociaż przekonywał, że wierzy w pokonanie wirusa. Jak mówił, gdyby bitwa z choróbskiem okazała się zwycięska, tokijskie igrzyska smakowałyby jak żadne inne.

Na razie pan Mori ma jednak wyjątkowo niewdzięczną robotę: dopina organizację imprezy, liczy kolejne miliony (miliardy?) dolarów, które trzeba wpompować do budżetu przez przesunięcie terminu, ale nie ma pewności, że za rok olimpijski znicz w ogóle zapłonie na Stadionie Olimpijskim w Tokio. No właśnie, a co się stanie, jeśli znicz rzeczywiście tam nie zapłonie? Jakie mogą być konsekwencje anulowania igrzysk w Japonii? Spróbujmy przenieść się do 2021 roku.

 

KIEDY ZDECHNIE ZŁOTA KURA

Jedno jest pewne, ewentualne odwołanie imprezy będzie potężnym finansowym ciosem dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W centrali w Lozannie prawdopodobnie już teraz pracują nad planem awaryjnym, jak ratować swoje finanse w przypadku fiaska imprezy. Żeby zobaczyć, jak głęboka może być dziura w budżecie, trzeba chociaż ogólnie przypomnieć olimpijski model biznesowy.

Po pierwsze, chociaż to MKOl jest organizatorem igrzysk, zdecydowana większość kosztów spada na miasto, a raczej na rząd kraju, który je wyprawia. Dla przykładu, całkowity koszt organizacji igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku zamknął się w kwocie 13,2 mld dolarów, ale sam komitet – jak wynika z „IOC Annual Report 2018” – dołożył do tego 1,5 mld. Jednak to, że gospodarz wykłada większość pieniędzy, nie oznacza, że też najwięcej ich wyciąga. Miasta-organizatorzy tak naprawdę nie zarabiają bezpośrednio na tej imprezie, dlatego jeśli już ktoś zgłasza się do wyścigu o organizację, to bardziej licząc na to, że pozwoli to pobudzić gospodarkę i turystykę. I czasami się to udaje.

Na przykład igrzyska we wspomnianym Rio sprawiły, że Brazylię odwiedziła w 2016 roku rekordowa liczba zagranicznych turystów – ponad 6,5 mln. Z kolei igrzyska w 2012 roku wygenerowały 70 tys. dodatkowych miejsc pracy dla londyńczyków, a brytyjski rząd przekonywał, że impreza wpłynęła na zwiększenie obrotów handlowych i inwestycji zagranicznych. Tak więc organizatorzy często liczą po prostu na długofalowe efekty. Najwięksi optymiści wierzą też, że wybudowane obiekty w przyszłości będą na siebie zarabiać, ale jak wiadomo, one akurat często stają się później niszczarką pieniędzy.

Co innego rodzina olimpijska. Według oficjalnych danych MKOl-u, tylko w latach 2013-16, a więc w okresie uwzględniającym zimowe igrzyska w Soczi i letnie w Rio, do kasy MKOl-u wpłynęło 5,7 mld dolarów. Lwią część, bo aż 73 proc. stanowiła sprzedaż praw telewizyjnych. Kolejne 18 proc. to programy marketingowe, a więc wpływy od sponsorów, a reszta to sprzedaż szeroko pojętych praw, chociażby do wykorzystywania olimpijskiego logo. Komitet część zarobionych pieniędzy wydaje później oczywiście w ramach rozmaitych programów wspierających igrzyska, ale taki podział finansowego tortu i tak jest dziś główną przyczyną coraz większych problemów z wyłanianiem kolejnych gospodarzy. Szczególnie jeśli chodzi o drogie, ale dysponujące mniejszą wartością marketingową igrzyska zimowe.

Oczywiście nie sposób wyliczyć, ile MKOl straci w przypadku odwołania igrzysk w Tokio. Jednak patrząc na to, że za okres z igrzyskami 2014 i 2016 łączny dochód wyniósł 5,7 mld, a impreza letnia jest bardziej opłacalna, bardzo ostrożne szacunki mogą wskazywać na około 4 mld. Chociaż oczywiście trzeba doliczyć do tego także straty z tytułu przełożenia japońskich igrzysk. Przewodniczący MKOl-u Thomas Bach wyliczał w połowie maja, że sama zmiana terminu może kosztować olimpijską centralę około 800 mln dolarów. Tak wyceniono straty wygenerowane przez tę część przygotowań, za którą bezpośrednio odpowiedzialny jest komitet. Na przykład około 150 mln z tej kwoty ma trafić na konta narodowych komitetów olimpijskich i międzynarodowych federacji różnych dyscyplin jako rekompensata za straty spowodowane przełożeniem igrzysk. Księgową MKOl-u już teraz czekają więc trudne miesiące, a co dopiero, gdyby igrzyska odwołano.

 

POLISY UBEZPIECZENIOWE CZEKAJĄ

Jeśli igrzyska olimpijskie zostaną anulowane, rząd Japonii i władze Tokio bez wątpienia uruchomią prawną machinę, aby odzyskać chociaż część pieniędzy wyłożonych na organizację. Strona japońska na razie wymijająco odpowiada na pytania dziennikarzy o ewentualne odszkodowania, ale nawet skrawki informacji pokazują, że już coś się na tym polu dzieje. Ciągnięty za język przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori przyznał bowiem, że istnieją polisy ubezpieczeniowe „zakładające rozmaite przeciwności losu”. Jednak to, czy przesunięcie imprezy i jej ewentualne odwołanie z powodu pandemii wpisuje się w te przeciwności losu, sprawdzają teraz prawnicy.

Ile Japonia wydała już na igrzyska? Cóż, niełatwo znaleźć tutaj prawdziwą odpowiedź, bo padają różne kwoty. Jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że budżet jest znacznie wyższy niż pierwotnie zakładano. Ale to już akurat stały element każdych igrzysk (nawiasem mówiąc, jak w ogóle dokonywane są takie rachunki, skoro najczęściej nijak mają się do rzeczywistości?). Japonia startowała z poziomu 7 mld dolarów, ale jak pod koniec ubiegłego roku poinformowali oficjalnie organizatorzy, przygotowanie igrzysk będzie kosztować 12,6 mld dolarów. Tyle tylko, że Japońskiej Narodowej Radzie Audytu wyszło… 28 mld. Duża rozbieżność miała wynikać z tego, że komitet organizacyjny nie wrzucił do kosztów wydatków na infrastrukturę pozasportową oraz to, co z portfela wyciągnęło samo miasto Tokio.

Obojętnie jednak które wyliczenia są tutaj prawdziwe, w przypadku anulowania igrzysk gra będzie toczyła się o wielkie pieniądze. Szczególnie, że zmiana terminu także generuje dodatkowe koszty: zdaniem Japończyków może to być łącznie od 2 do nawet 6 mld. Bo kłopotów i pytań jest mnóstwo. Jaki będzie koszt rocznego utrzymania wybudowanych obiektów? Co z pensjami członków komitetu organizacyjnego i już tysiącami zatrudnionych pracowników obsługi? Czy trzeba będzie wypłacać rekompensaty ludziom, którzy kupili mieszkania w wiosce olimpijskiej, ale nie będą mogli wprowadzić się do nich jesienią tego roku? Czy uda się załatać dziury w budżecie po tym, jak część firm zapowiedziało już, że nie przedłuży umów sponsorskich? Można tak wymieniać w nieskończoność, bo pandemia wywołała efekt domina.

Ewentualna walka o odszkodowania może więc ciągnąć się latami. Tym bardziej, że rząd Japonii i MKOl już teraz wcale nie mówią wspólnym głosem odnośnie tego, jak dokładnie mają być rozłożone koszty związane z przełożeniem igrzysk.

 

NASTĘPNI W KOLEJCE DO PROBLEMU

Oczy sportowego świata są teraz skierowane na Tokio, ale na horyzoncie widać już zimowe igrzyska w Pekinie w 2022 roku. Jeśli w przyszłym roku pandemia wciąż będzie zalewała świat i nie będzie przełomu w badaniach nad szczepionką (a te mogą potrwać nawet kilka lat), prawdopodobnie także przy chińskiej imprezie pojawi się duży znak zapytania. Przeciwnicy organizacji imprezy będą na pewno też namiętnie przypominać, że to właśnie z Chin wirus rozlazł się po całej planecie. Poważne przemeblowanie olimpijskiego kalendarza – który jest przecież zależny też od innych międzynarodowych imprez – nie jest więc czymś niemożliwym.

Przy okazji warto też zauważyć inną kwestię. Chociaż na razie Tokio przysłania Pekin, to jednak stolica Chin już teraz będzie cierpieć. Wielka marketingowa maszyna nie zostanie przecież odpalona jesienią tego roku, tylko znacznie później, bo jeszcze przez wiele miesięcy kibice będą żyli przełożonymi igrzyskami w Japonii. Przy tak dużym przedsięwzięciu globalne promowanie imprezy nie przez półtora, ale pół roku (bo start jest planowany na 4 lutego 2022), też jest dużym problemem, bo krótsza reklama to niższe dochody.

A skoro jesteśmy już przy budżetach kolejnych imprez: gdyby najbliższych letnich igrzysk nie było, w post-pandemicznej rzeczywistości być może w końcu ograniczone zostałyby też szalone wydatki na organizację, czego symbolem stały się ociekające forsą igrzyska w Soczi (około 50 mld dolarów). Pobożne życzenie? Być może, ale faktem jest, że w trakcie pandemii głośniejsze stały się nawoływania o zdrowy rozsądek w tej kwestii. Jak mówił na początku czerwca Pierre-Olivier Beckers-Vieujant, przewodniczący Belgijskiego Komitetu Olimpijskiego i szef komitetu koordynującego organizację igrzysk w Paryżu w 2024 roku, nadchodzące imprezy nie powinny być już tak rozpasane ekonomicznie. Jego zdaniem budżety muszą być w końcu zrównoważone, a infrastruktura budowana w taki sposób, aby później służyła społeczeństwu. Słowem – to już nie czasy na gigantomanię.

 

TYSIĄCE MAŁYCH DRAMATÓW

Nowy termin igrzysk w Tokio dla wielu sportowców jest problemem, ale jeszcze nie tragedią. Rok to nie wyrok, nawet jeśli sytuacja wymusza zmiany w przygotowaniach, a rzesza zawodników musi zdecydować się na przedłużenie karier, żeby móc raz jeszcze powalczyć o medal. Są też tacy, którzy nawet się z tego zamieszania cieszą: mowa o sportowcach, którzy będą mieli czas na wyleczenie kontuzji oraz… dopingowiczach. Ci drudzy często nie mieliby szansy polecieć do Tokio w pierwotnym terminie, bo w 2020 roku wiszą nad nimi jeszcze kary za stosowanie zakazanych środków. Jednak w przyszłym roku wielu oszustów będzie już miało wyczyszczone papiery.

Gdyby jednak igrzysk w Tokio nie było i następnymi letnimi były dopiero paryskie w 2024 roku, dla wielu oznaczałoby to już sportową tragedię. Przez olimpijską wyrwę jedni nie wykorzystają najlepszych lat w swojej karierze, a drudzy bezpowrotnie stracą szansę na spełnienie swoich marzeń, bo ich wyeksploatowane organizmy nie będą już mogły dłużej czekać. Spójrzmy chociażby na naszego Piotra Małachowskiego. Znakomity dyskobol w wieku 35 lat wywrócił swoją karierę do góry nogami odchodząc od trenera, który prowadził go przez całe życie. Uznał, że większe szanse na upragnione olimpijskie złoto będzie miał pracując z Gerdem Kanterem. Tokio miało być dla Małachowskiego ostatnią misją, bo po igrzyskach chciał zakończyć karierę. Jak mówił dziennikarzom, zaciśnie jeszcze zęby na dodatkowy rok, ale na pewno sam ma świadomość, że to już jego deadline. Jeśli nie teraz, to pewnie już w ogóle. Sportowców w podobnej sytuacji jest wielu.

Śledząc wydarzenia ostatnich miesięcy trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dziś los sportowców zszedł tak naprawdę na drugi plan. Kiedy MKOl poinformował o przełożeniu igrzysk, tłumaczył, że na tę decyzję wpłynęły trzy podstawowe kwestie: obowiązek dbania o zdrowie sportowców i osób zaangażowanych w organizację, zabezpieczenie rywalizacji oraz to, że udało się wypracować kompromis w sprawie zmiany międzynarodowego kalendarza. Chociaż na czele tej listy byli właśnie sportowcy, to większym problemem dla ruchu olimpijskiego wydaje się być to, ile może stracić pieniędzy.

#igrzyska olimpijskie
#Tokio

Najnowsze

Z NOGĄ W GŁOWIE. Festiwal oszukiwania się. Fikcja reżimu sanitarnego ekstraklasy

Kibice na trybunach robią, co chcą. Piłkarze w czasie wolnym korzystają z życia w otoczeniu innych ludzi. Ale gdy zapoznają się z mu ...

#ekstraklasa
#Koronawirus

TYGODNIÓWKA #23. Namalowany na murach, wyryty w sercach. Surowy szef, który bywa ojcem i bratem na zawsze wszedł do rodziny Liverpoolu

Jurgen Klopp stworzył zupełnie nowy gatunek ...

#Jurgen Klopp
#Liverpool
#premier league

Paweł Kowalik o pieniądzach w MMA. Jest już podcast i wideo z ostatniej Jurasówki

Paweł Kowalik o tym, jak wygląda praca menedżera w świecie sportów walki, z czego żyją młodzi zawodnicy oraz dlaczego warto inwestow ...

#Jurasówka
#Paweł Kowalik
#podcast

KĄCIK FANTAZJI: Potrojenie Manchesteru United? To może być popularna opcja na najbliższe kolejki

Piątek to chwila wytchnienia dla graczy w Fantasy Premier League. Na skład można spojrzeć w mniejszym biegu, dlatego z pomocą przych ...

#Fantasy Premier League
#Kącik Fantazji

Trójkąt Bermudzki, w którym znikają defensywy rywali. Salah, Mane, Firmino – trzygłowy smok Kloppa żywiący się trofeami

W zespole nowego mistrza Anglii każdy piłkarz jest ważny. Powtarza to Juergen Klopp, a t ...

#Liverpool
#mohamed salah
#premier league

Pożegnanie podniebnego króla. Mistrz wsadów Vince Carter kończy karierę

Najwybitniejszy "dunker" wszech czasów, legendarny Vince Carter oficjalnie kończy zawodową karierę. Czyni to w zadziwiającym wieku 4 ...

#NBA
#Vince Carter

Słynna latynoska pobożność, którą trudno zrozumieć. Do kogo modlą się przestępcy i piłkarze?

Od Tijuany po Patagonię nie ma miasteczka w Ameryce Łacińskiej, w którym zabrakłoby boiska piłkarskiego oraz kościoła. Zdaniem wybit ...

#Ameryka Południowa
#Neymar
#religia

Ciężarny żółw i Don Promillo. Jak Claudio Pizarro został ukochanym synem Bremy

Deklaruje, że jego ulubionym klubem wciąż jest Allianza Lima. Po zakończeniu kariery ma zostać ambasadorem Bayernu. Najlepiej czuje ...

#bundesliga
#Claudio Pizarro

Najważniejsze rozstrzygnięcie już znamy. A poza tym? Ciekawa walka o LM (FIVE-A-SIDE)

Kluczowe domino w tym sezonie Premier League upadło. Liverpool został mistrzem Anglii. Co jeszcze wiemy po tej kolejce?

#Five-a-side
#premier league
#wnioski
POKAŻ WIĘCEJ