newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Christof Koepsel/Bongarts/Getty Images

To jasne, że wracając jako pierwsza, liga niemiecka stoi przed wielką szansą, by wyjść z kryzysu jako największy zwycięzca. To nie będą jednak nisko wiszące owoce. Trzeba się będzie po nie wspiąć wysoko, odbijając się z kruchego lodu.

Jedna z najsłynniejszych scen w historii kina opowiada o ryzyku, które wzięła na siebie Bundesliga, jako pierwsza wznawiając rozgrywki po dwumiesięcznej przerwie. „Grek Zorba” nie jest o niemieckim futbolu, ale jest o tym, że spektakularnie zapowiadające się premiery czasem nie wychodzą. A im szumniejsze są zapowiedzi i im więcej osób przygląda się wydarzeniu, tym bardziej boli późniejsza katastrofa. Starannie przygotowany transporter drewna w nieużywanej kopalni wali się na ziemię w bardzo efektowny sposób, co słusznie zauważa Zorba. Bohaterowie tańczą na jego szczątkach do wiadomej muzyki, bo nic innego im nie pozostało. Gdyby coś w Bundeslidze poszło nie tak, Christianowi Seifertowi, szefowi DFL, na pewno przyda się trochę mądrości życiowej starego Greka.

 

WSZĘDZIE ZYSKI

Na razie dominują nastroje kompletnie odmienne. Niemcy zbierają zewsząd pochwały. Że masowo testując, dobrze poradziły sobie z pandemią jako państwo, ale też, że sprawnie lobbując, szefowie ligi przekonali władze federalne i regionalne, by pozwolić futbolowi wrócić tak szybko. Odkąd Angela Merkel dała lidze zielone światło, spotkałem się już z kilkoma niby żartobliwymi opiniami, że mecz Fortuny Duesseldorf z Paderborn będzie miał miliardową oglądalność albo że wkrótce w Bogocie powstanie fanklub Hoffenheim, a w Chicago Augsburga. Bundesliga daje reszcie świata nie tylko nadzieję, że wkrótce uda się wrócić do gry, ale i gotowe wzorce do przeniesienia na własny grunt. Ligę niemiecką przedstawia się powszechnie jako zwycięzcę tej sytuacji. Podczas gdy gdzie indziej dalej będą liczyć straty, w Bundeslidze znów zaczną liczyć pieniądze. Kiedy żadna inna ważna liga nie będzie się toczyć, Niemcy będą tygodniami zgarniać zainteresowanych kibiców z całego świata, zyskując to, czego zawsze im względem Anglików, Hiszpanów czy nawet Włochów brakowało – globalną publikę. Zyski, wszędzie zyski. Fankluby w Bogocie pewnie nie powstaną, ale że jakieś dziecko z jakiegoś dziwnego zakątku świata dowie się o istnieniu SC Freiburg i będzie czuło do niego po latach sentyment, nie da się wykluczyć. A tak się przecież buduje marki. Mogą też być bardziej przyziemne, praktyczne korzyści. Sezon uda się skończyć przed 30 czerwca, więc nie będzie chaosu prawnego związanego z wygasającymi umowami, wszystkie rozstrzygnięcia zapadną na boisku, więc nikt nie będzie pokrzywdzony i może nawet uda się zorganizować normalną przerwę i przygotowania przed następnym sezonem, zamiast grać praktycznie bez przerwy.

To wszystko może się oczywiście wydarzyć. Jeśli wszystko się uda, Bundesliga niewyobrażalnie zyska wizerunkowo, a przy tym pewnie także marketingowo. Być może trochę osób odkryje w sobie zainteresowanie nią, które nie wygaśnie, gdy do gry wróci reszta krajów. Być może. To wciąż pozostaje jednak bardzo skomplikowany eksperyment, przeprowadzany w bardzo trudnych czasach. Nikt nigdy jeszcze nie rozgrywał ligi piłkarskiej w trakcie pandemii. Nikomu w trakcie wracania do gry nie patrzył na ręce cały świat. A akurat niemiecka piłka dotychczas nie czuła się zwykle najlepiej w roli pioniera.

 

GROŹNY CZYNNIK LUDZKI

Co może pójść nie tak, pokazał już poniedziałkowy przypadek Salomona Kalou z Herthy. To nie był pierwszy przykład piłkarza, który nie zastosował się do reguł i został na tym przyłapany. Jeszcze w marcu Amine Harit w Schalke poszedł sobie na imprezę. Jerome’a Boatenga nakryto, jak podróżował przez kraj, by odwiedzić chorego syna. Niklas Stark z Herthy spotykał się z trenerem przygotowania fizycznego, choć nie mógł. Tamte przypadki dało się jednak wytłumaczyć. Boatengiem kierowały uczucia rodzicielskie, Starkiem profesjonalizm, Haritem wprawdzie głupota, ale jeszcze w fazie, gdy społeczeństwa nie miały tak powszechnej świadomości otaczającego je zagrożenia, jak obecnie. Kalou złamał wszelkie zasady i nie ma dla niego usprawiedliwienia. Pokazał największą słabość koncepcji DFL. Choćby nie wiadomo jak dobry był plan, zawsze może zostać zniweczony przez czynnik ludzki. To pewnie także dlatego lidze tak bardzo zależało, by jak najszybciej wrócić do gry. Pewnie i na szczytach władzy w DFL wiedzą, że Kalou może nie być jedynym i wkrótce znaleźliby się jego następcy. A każda taka akcja zagrażałaby całemu przedsięwzięciu.

 

CIENKA GRANICA

Bundesliga może zyskać wiele, ale to nie są nisko wiszące owoce. By je sięgnąć, trzeba się wspiąć. A do tego wybić się z kruchego lodu. Jedno wykryte zbyt późno zakażenie, kolejne ewidentne pogwałcenie wszelkich reguł, kibice, którzy zbiorą się pod stadionem, albo nawet zaczną w mieście wspólnie świętować zwycięstwo, piłkarz, który będzie przechodził chorobę gorzej, niż można by podejrzewać albo wręcz ofiara wirusa, którą będzie można bezpośrednio powiązać z Bundesligą i nastroje zmienią się diametralnie. Ci, którzy dziś chwalą, wtedy będą ganić i mówić, że to wszystko dało się przewidzieć i temu zapobiec. Seifert, największy zwycięzca tego kryzysu na rynku niemieckim, pewnie będzie musiał się wtedy podać do dymisji. Jazgot o branży milionerów owładniętych ciągłą żądzą zysków stanie się nie do zniesienia. A w innych krajach natychmiast umyją ręce (swoją drogą, dobry nawyk), stwierdzając, że Bundesliga sama jest sobie winna, że tak się spieszyła. Lepiej było poczekać na rozwój sytuacji, a najlepiej zakończyć rozgrywki. Bundesliga wykazuje się więc wielką odwagą. Nie każdy zdecydowałby się przed całym światem zrobić coś, czego nikt nigdy wcześniej nie robił. Przypomina to skok Feliksa Baumgartnera z kosmosu na Ziemię sprzed kilku lat. Wielu włączyło wtedy transmisję, by spojrzeć, czy przeżyje. Udało się i został rekordzistą. Mogło się to jednak skończyć śmiercią na oczach milionów. Wtedy mówiłoby się, że sam jest sobie winny, a brawura go zabiła. Pionierów poznaje się po strzałach w plecach. Bundesliga też jeszcze może tak skończyć.

#bundesliga
#felieton
#powrót Bundesligi
#BundesBACK

Najnowsze

HIT THE BAR #9: Wraca Bundesliga, czyli Lewandowski również. Co w Bayernie piszczy?

Przed restartem Bundesligi Michał Trela i Michał Gutka rozmawiają w programie Hit The Bar o sytuacji Bayernu Monachium i celach Robe ...

#Bayern Monachium
#BundesBACK
#bundesliga

Jak Guardiola niósł kaganek oświaty w Bayernie i nakręcał obsesję Lewego

Pep Guardiola nie wygrał z Bayernem Ligi Mistrzów, ale unowocześnił myślenie w stolicy Bawarii. Zaszczepił obsesję doskonałości u wi ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Drzwi do wielkiej piłki są za ścianką. Łukasz Fabiański gościem audycji Futbol i Cała Reszta (PODCAST)

Kolejny świetny gość w „Futbol i Cała Reszta”. Tym razem Przemek Rudzki i Arek Sitarz ro ...

#arek sitarz
#fabiański

Premier League TOP 5: razem zawsze raźniej, czyli najlepsze duety napastników

W kolejnej odsłonie cyklu Premier League TOP 5 znów oddajemy pole do popisu graczom ofensywnym. Dziś czas na najlepsze duety snajper ...

#duety napastników
#premier league

Fortuna i Die Toten Hosen. Nierozerwalny związek klubu i kapeli rockowej

Finansowali zakup nowego napastnika, zostali głównym sponsorem, gdy nikt inny nie chciał nim być, inwestowali w projekty kibicowskie ...

#bundesliga
#Die Toten Hosen

DETALE I NIUANSE. Czas taniego populizmu i szybkiego bohaterstwa

Specyfika tego trudnego czasu pozwala na różne deklaracje. Łatwo pociągnąć za sobą tłumy, trudniej o konsekwencję. Można palnięciem głupoty zrazić otoczenie albo uchodzić za wy ...

#Angel Torres
#Getafe
#LaLiga

Bundesliga jako zastępnik dla fanów Premier League. Wyspiarskie wątki w Niemczech

Na powrót Premier League jej kibice muszą jeszcze poczekać, ale wracająca niebawem Bundesliga też oferuje spojrzenie na kilka znajom ...

#BundesBACK
#bundesliga
#Ethan Ampadu

Małe piwko przed graniem. Jak Hiszpanie uczynili z meczu z Polską bodziec do złota

Dokument Amazonu „La quinta de la quinta” nie jest kinem pierwszej kategorii, ale łącząc odpowiednie kropki, pozwala wyciągnąć kilka ...

#Euro U21
#Hiszpania
#recenzja

Ile znaczy futbol? Dariusz Wojtaszyn o społecznej wadze piłki w Niemczech (WYWIAD)

Dariusz Wojtaszyn, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, to jeden z nielicznych polskich naukowców, zajmujących się zawodowo historią ...

#BundesBACK
#bundesliga

Piotrek Urban. Nazwisko otwiera wiele drzwi, ale w piłce nie pomagało (WIDEO I PODCAST)

Koordynator Legii Warszawa wrócił wspomnieniami do czasów, gdy w juniorach Osasuny biegał w ataku z Césarem Azpilicuetą. Kto z jego ...

#Piotrek Urban
#Osasuna
#Legia Warszawa
POKAŻ WIĘCEJ