newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. Fine Art Images/Heritage Images/Getty Images

Piłkarze przyzwyczaili nas przez ostatnie lata do pracy na akord. Zwłaszcza ci z Premier League. Grali tak często, tak bardzo nie zważali już na święta czy Nowy Rok, żeśmy razem z nimi w końcu weszli w ten świat i razem z nimi przestali na te same rzeczy zwracać uwagę. I teraz jest nam łatwiej wymagać. Wracajcie! Bawcie nas! A co jeśli to się skończy tragicznie?

1 Maja zbieraliśmy się pod pomnikiem w Czeladzi. To był taki wielki „kieł” przed Urzędem Miasta. Nie wiedziałem, o co w tej całej imprezie chodzi, natomiast wolno było tego dnia w szprychy roweru wpleść białą i czerwoną bibułę, co oznaczało, że miało się pełne koła, jak niektórzy kolarze na czasówce w Wyścigu Pokoju. Do tego małe flagi na kierownicy i czysty szpan.
W pochodzie pierwszomajowym kiepskie było natomiast to, że wszyscy szli powoli, coś jak w kondukcie pogrzebowym, dlatego nie mogłeś jechać szybko, wyrywać się do przodu i rower był trochę nieprzydatny. Natomiast z pewnością atrakcje takie jak wata cukrowa czy balony rekompensowały tę niemożliwość żwawej jazdy.

Pochodem czciliśmy ludzi pracy, choć przecież nawet tego nie wiedzieliśmy. Nie jestem pewien czy młodzi czytelnicy wiedzą kto to jest na przykład stachanowiec. Otóż dawno temu w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich pojawiały się wcielenia nadludzi – takich, którzy pracowali więcej od innych. Dziś to samo dzieje się w korporacjach – po angielsku przodownik pracy też nieźle brzmi: shock worker – wtedy mogły to być na przykład kopalnie albo stocznie.
I taki stachanowiec, czyli inaczej udarnik, zapieprzał aż miło, czym nie tylko zawstydzał kolegów i koleżanki z pracy, ale doprowadzał do sytuacji jeszcze gorszej. Jego dyrektorzy mówili mianowicie: – Widzicie, towarzysze, on może, to i wy możecie.
Napędzało to lawinę, w której jedno się nie zgadzało – kasa. Bo ci, którzy podążali za przodownikiem, nie mieli prawa liczyć na podwyżki. Zadowoleni byli jedynie partyjni przywódcy.

O przodownikach pracy uczyłem się w szkole, zawsze tym najważniejszym był dla nas Wincenty Pstrowski, co utkwiło mi szczególnie w pamięci, ponieważ nasi sąsiedzi nosili takie takie samo nazwisko. Jako że dzisiaj 1 Maja, Święto Pracy, to zanurzyłem się w tej historii stachanowców, wracając do bełkotu ze szkolnych podręczników, którego wtedy z pewnością nie miałem prawa zrozumieć.
Stachanowcami byli nie tylko robotnicy, ale także ich przełożeni. Encyklopedia rzecze, iż istnieli przodownicy racjonalizacji czy mechanizacji. „(…) Indywidualne współzawodnictwo pracy szybko rozciągnięto na poszczególne brygady i zmiany w jednym zakładzie, w obrębie jednostek terytorialnych, a nawet całego kraju” – czytam.
To w sumie tak samo jak w piłce nożnej. Też rywalizacja, też wysiłek ponad normę, bo przecież kto przy lichym zdrowiu rozegrałby tyle spotkań, co Wolverhampton czy Liverpool w tym sezonie?

Dziś batalia stachanowców na wysokich stanowiskach trwa. W imię innych zasad zapewne, wtedy chodziło o przypodobanie się władzy, medale, dyplomy, teraz o pieniądze. Ci przodownicy stojący na samej górze zastanawiają się jak przekroczyć normy, takie ludzkie, i przywrócić kibicom piłkę nożną. Mam wrażenie, że sami zawodnicy są traktowani jak górnicy czy hutnicy w socjalizmie, oczywiście świetnie opłacani, żyjący na innym poziomie, ale generalnie też nie mają nic do powiedzenia. Czekają więc na decyzje. I coraz częściej im się to nie podoba.
Czytam właśnie wypowiedź Sergio Aguero, która w dużej mierze pokrywa się z tym co sam myślę o całej sytuacji. „(…) Za rekord aktywista dostawał premię, a robotnicy podwyższenie norm. Typową sytuacją było naliczanie rezultatów pracy całej grupy (na przykład brygady) na konto rekordzisty”. Fajnie, co? Tak było wtedy, a teraz grube ryby biorą kalkulatory do rąk i widza tam czarno na białym, że przestaje się zgadzać, więc przodownicy pracy muszą ruszyć do akcji.

Aguero powiedział, że piłkarze obawiają się o zdrowie i życie swoich rodzin. Determinacja, by nie powiedzieć – desperacja, jest tak silna, że w końcu dostaniemy futbol z powrotem, ale w formie upośledzonej, pozbawiony emocji, z pustymi trybunami. Chwilowo się ucieszymy, ale to nas z czasem będzie uwierać, bo dyscyplina, jaką zobaczymy, nie będzie naszą dyscypliną. Anfield nie zaśpiewa „You Will Never Walk Alone”, a Żyleta „Snu o Warszawie”. Będziemy słyszeć każde „f..k” i każdą polską „ku…ę”. Gwizdki sędziów poniosą się po pustych trybunach. Wielki futbol, jaki do tej pory przyprawiał nas o dreszcze, zmieni się w wielki sparing.

Stachanowcy zrobią swoje, w imię tygodniówek, premii, presji. Niewielu o nich pomyśli. Kibica rzadko obchodzi to, że piłkarz ma rodzinę, czy dzieci. Piłkarz jest generalnie od zabawiania, a nie od tego, żeby się o niego pomartwić, szczególnie jak akurat siedzi w nowym Jaguarze czy innym Astonie Martinie. Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się zatem i do dzieła.

Uważam jednak, że to jest taniec na cienkiej linie. Pomieszanie z poplątaniem, z którego – piszę to z pełnym przekonaniem – może się urodzić tragedia. Tak dużo sektorów gospodarki stoi, ludzie tracą pracę, a my się zastanawiamy, i to całkiem serio, czy może wrócić futbol. Cała ta dyskusja przypomina mi obrazek, jaki niedawno widziałem – bogaci ludzie ułożyli ze swoich jachtów napis w jakiejś zatoczce: WE ARE ALL TOGETHER IN THIS. No nie sądzę.

Nie mam problemu, najmniejszego, z wyobrażeniem sobie sytuacji, w której jeden piłkarz, nie wiedząc, że jest zakażony, zaraża drugiego, ten swoją rodzinę. I ktoś umiera. Powiedziałbym nawet, że jest to rzecz tak łatwa do wyobrażenia sobie, jak światło zmieniające się na skrzyżowaniu. A jednocześnie w pogoni dyrektorów-stachanowców nikt nie bierze takiej możliwości pod uwagę, a jeśli już, to chyba nie do końca serio. Kasa wypiera zdrowy rozsądek.

W obecnych okolicznościach „odmrażania” świata nie jest mi trudno wyobrazić sobie, że futbol wraca. Wszyscy mówią, że go potrzebujemy. No cóż, powiem, że jako człowiek zawodowo z nim związany, faktycznie potrzebuję go do pracy. Jestem pasożytem na karku futbolu. Niczym komar piję jego krew od lat i jeśli nie ma futbolu, to nie ma też – zawodowo – mnie, a już na pewno powoli znikam. Ale jakoś jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, byłem wszak już w takiej, że nie uprawiam zawodu dziennikarza sportowego i wtedy, uwierzcie lub nie, przeżyłbym (choć z bólem) bez piłki nożnej.

Tymczasem od półtora miesiąca słyszę o chorobie, śmierci, bezrobociu, bankructwach, dramatach, lekarzach, którzy nie widzą dzieci, dzielnych pielęgniarkach, aż nagle okazało się, że to wszystko w sumie pikuś. Zagrajmy w piłkę!
W ogóle mam wrażenie, że albo się do wirusa przyzwyczailiśmy i już nie robi na nas takiego wrażenia, co jest dowodem na to, iż nawet choroby i śmierć są w stanie spowszednieć. Albo tak bardzo kochaliśmy swoje dotychczasowe życia, że nie będzie nam jakiś wirus mówił, co mamy robić i kiedy. Albo po prostu jesteśmy głupi. Wynika to ze zwykłych obserwacji. Nic się od kilku tygodni, w kwestii zachorowań, nie zmieniło, a ulice Warszawy znów są pełne, odległości nikt nie przestrzega, ruch się zwiększa – trudniej o miejsce parkingowe i są korki. W parkach tłoczno, w lasach już 3/4 osób bez masek. Zaraz otworzą sklepy, a maski zostaną zdjęte na dobre. I albo się okaże, że – jak w „Seksmisji” – jesteśmy za jakąś kurtyną i wpadliśmy w alternatywną rzeczywistość, a tak naprawdę wszystko było w porządku, byliśmy ofiarami jakiegoś koszmarnego eksperymentu, zbiorowej zmowy stacji telewizyjnych, portali i gazet, które straszyły nas śmiercią, albo, niestety, zaczniemy padać jak muchy. Jeśli jeszcze na początku pandemii łudziłem się, że wirus coś w nas zmieni, wstrząśnie nami, wprowadzi w stan permanentnego rozmyślania nad życiem, konsekwencjami naszych czynów,  że generalnie staniemy się lepsi jako cały gatunek, to już dziś wiem, że – jak często zresztą – okazałem się naiwniakiem. Bo nie zmieni się nic. W zdecydowanej większości pozostaniemy bezrefleksyjnymi głupcami.

#felieton
#premier league
#przemek rudzki
#stachanowcy
#święto pracy
#Tygodniówka

Najnowsze

Plan już bez białych plam. Wszystko, co trzeba wiedzieć o powrocie Bundesligi

Najpierw tydzień zbiorowej kwarantanny, później kolejne testy na obecność koronawirusa i w przyszłą sobotę derby Zagłębia Ruhry. Tak ...

#BundesBACK
#bundesliga
#liga niemiecka

Można zdobyć 10 mistrzostw i być niespełnionym? Losy niedocenionego Thiago

Po siedmiu latach w Bayernie Thiago Alcântara przedłużył kontrakt i rozważa nawet zakończenie kariery w Monachium. Zbliża się do trz ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Powrót nostalgicznych wspomnień i smaczki taktyczne, czyli dlaczego będę śledził Bundesligę

Niemcy dali sygnał jako pierwsi. Bundesliga wróci 16 maja i jest pierwszą z dużych lig, która podjęła konkretną decyzję dotyczącą wz ...

#BundesBACK
#bundesliga

KICK OFF newonce #3: Carragher Challenge – wersja Premier League. Przemek i Michał składają swoje drużyny

W najnowszym Kick Off newonce Przemek Rudzki i Michał Gutka podjęli się wyzwania Jamiego ...

#Carragher Challenge
#kick off

NFL Po Godzinach #5: Wspomnienie Dona Shuli, weterani NFL zmieniają kluby (PODCAST)

W ostatniej audycji NFL Po Godzinach Michał Gutka i jego goście wspominali zmarłego legendarnego trenera Miami Dolphins. Nie zabrakł ...

#Don Shula
#NFL
#NFL po godzinach

Gdzie już zakończyli ligi, gdzie walczą o powrót? Ściąga na czas pandemii

Niektórzy już zakończyli sezon, inni sposobią się do szybkiego powrotu bez publiczności, jeszcze inni chcą wpuszczać na mecze kibicó ...

#La Liga
#premier league
#serie a

DETALE I NIUANSE. U nas nie może być normalnie

Czym dłużej czekam na powrót polskiej piłki, tym bardziej męczy mnie brak powagi w niej. Wojenki o udziały, omijanie zakazów, potajemne treningi, wieczne krętactwo. Przede wszy ...

#dyrektorzy sportowi
#ekstraklasa

HIT THE BAR #8: Przyjęliśmy wyzwanie. Wybieramy nasze międzynarodowe jedenastki

Dominik Piechota i Michał Gutka w Hit The Bar na naszym kanale na YouTube podjęli się wyzwania, jakie zapoczątkował Jamie Carragher.

#Carragher Challenge
#Hit The Bar

Zielone światło od rządu. Bundesliga wraca w przyszłym tygodniu (AKTUALIZACJA)

Wszystko wskazuje na to, że Bundesliga faktycznie zostanie pierwszą ligą sportową w Europie, która wznowi przerwane przez pandemię r ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Elegancki sport dżentelmenów. „W snookerze zawodnicy sami przyznają się do faulów”

Tropimy przedstawicieli sportów, o których powinno się mówić więcej w naszym kraju. Po squashu przyszła pora na snookera. Tajniki te ...

#Adam Stefanów
#snooker
POKAŻ WIĘCEJ