newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Stuart Franklin/Bongarts/Getty Images
Po siedmiu latach w Bayernie Thiago Alcântara przedłużył kontrakt i rozważa nawet zakończenie kariery w Monachium. Zbliża się do trzydziestki, gablota ugina się od pucharów, lecz w Hiszpanii ciągle uważają, że nie wykorzystał w pełni swojego potencjału. Nadal brakuje mu historycznego sukcesu, by zostać zapamiętanym.

Za rok w kwietniu stuknie mu trzydziesta. Jest fundamentem środka pomocy Bayernu Monachium, nieco zmienił swoją rolę, bo bierze się za rozgrywanie od tyłu w najlepszej drużynie Niemiec, potrafi regulować tempo gry i napędzać akcje, by w Lidze Mistrzów ogrywać Chelsea czy Tottenham. Jest na szczycie, ale wolałby być częściej wymieniany wśród najlepszych. W kontekście Thiago Alcântary można odnieść wrażenie, że było pisane mu więcej. Tak jak przez lata przepowiadano w Hiszpanii.

Czy o sześciokrotnym mistrzu Niemiec i czterokrotnym mistrzu Hiszpanii można powiedzieć, że jest niespełniony? Gabloty uginają się od ciężaru pucharów, bo zawsze jest po stronie zwycięzców. Weźmy ostatnie 11 lat jego kariery – aż dziesięć z nich kończył jako mistrz kraju. Skazany na wygrywanie. Gdzie Thiago, tam kontrola, dominacja i spokój w środku pola. Mimo wszystko chłopak urodzony we włoskim San Pietro Vernotico może mieć poczucie, że stać go na więcej. Jest nieprzerwanym, wieloletnim mistrzem, ale gdyby dziś skończył karierę, po latach niewielu wracałoby do jego zagrań. A przynajmniej nie tak często, na ile wskazywał jego potencjał.

Sam Thiago czuje, że powinien być liderem reprezentacji Hiszpanii. Prowadzić drużynę narodową, bo na to pozwalają jego umiejętności. Być czule wspominanym jak jego kumple z La Masii Andres Iniesta czy Xavi. Finalnie to przez nich odszedł z Barçy. Kiedy zdobywali Ligę Mistrzów na Wembley, 20-latek grzecznie siedział na ławce i czekał na swoją kolej. Wiedział, że nie nadejdzie zbyt szybko w erze mistrzów świata, dlatego postawił na przeprowadzkę do stolicy Bawarii. Tam stał się najlepszy, ale to nie działa tak mocno na wyobraźnię w jego kraju.

Syn mistrza świata Mazinho i siatkarki Valérii Alcântara w kadrze z pewnością jest niespełniony. Mistrzem Europy w 2012 roku nie został przez kontuzję kości piszczelowej. Na mundial w 2014 roku nie pojechał przez zerwane więzadła. Na Euro 2016 był rezerwowym, a kiedy Hiszpanie odpadali z Italią, oglądał występy Ceska Fàbregasa. Jego czas miał nadejść podczas mundialu w Rosji, lecz doszło do powtórki. Wejście na 20 minut w meczu otwarcia, a potem powrót między zmienników. W dniu, gdy gospodarze odsyłali Hiszpanów do domu, ustępował w hierarchii Koke, Isco czy Davidowi Silvie. Na boisku pojawił się nawet jego „kuzyn” (o tym zaraz więcej) Rodrigo z Valencii, ale nie on.

Dlatego losy Thiago to lata oczekiwań i rozczarowań w swoim kraju. Nie rozwinął tam w pełni skrzydeł. Co kilka miesięcy rozegra wspaniałe spotkanie w eliminacjach jak ostatnio z Wyspami Owczymi czy Maltą, gdy kończył mecze z dwoma asystami, a powinien z pięcioma. Wtedy wszyscy przyznają, że śmiało mógłby być pierwszym rozgrywającym kraju. Ale jak przychodzi do decydujących meczów, przeszkadzają mu urazy albo koncepcja selekcjonera. Spotyka się z rozczarowaniem. Zawsze jest tym, któremu brakuje doświadczenia lub nie gwarantuje odpowiedniego profilu do taktyki. „Twój czas jeszcze przyjdzie” – wysłuchuje w nieskończoność, zbliżając się do trzydziestki. Teraz gdy wspaniałe pokolenie Barcelony odeszło, walczy o jedenastkę z generacją lewonożnych todocampistów jak Fabián Ruiz czy Saúl Ñíguez. Ale nadal czeka na wspaniałe wieczory z drużyną narodową. 75 minut w ostatnim meczu grupowym z Maroko (2:2) nie jest spełnieniem jego ambicji.

Inaczej mu to wszyscy przepowiadali, gdy jako dzieciak trzykrotnie zostawał mistrzem Europy. Z kadrą U-17 rozwalił 4:0 Francję w finale mistrzostw Starego Kontynentu, sam zdobył bramkę i został drugim najlepszym strzelcem turnieju. Później z drużyną U-21 zdobywał dwa takie tytuły. W 2011 roku też strzelił gola w finale i został wybrany do drużyny turnieju, dwa lata później został już najlepszym piłkarzem, a ostatnie spotkanie skończył z hat trickiem. Nie było innej opcji: ten facet musi naznaczyć pewną epokę w Hiszpanii, skoro wszystkie decydujące mecze należą do niego. Tymczasem na dziś jego bilans w reprezentacji to 26 gier w wyjściowym składzie i 28 opuszczonych przez kontuzje.

Co do klasy Thiago nie można mieć wątpliwości – technicznie brylancik, prostopadłe podanie, skanowanie przestrzeni, zmysł do gry kombinacyjnej, kontrola piłki, w tych aspektach to zdecydowanie top. Elegancik z piłką przy nodze. Powiedziałbym, że ścisła czołówka pod względem przyjęcia kierunkowego, jak nikt pierwszym kontaktem potrafi gubić rywala pod presją. Czasem robi to balansem ciała, nie dotykając nawet futbolówki, ale zostawia przeciwników za sobą. Rozwinął się pod wieloma względami – poprawił zaangażowanie w defensywę i stał się bardziej pracowity niż kiedyś. Nie unika ostrych starć ani nie podchodzi asekurancko do sytuacji, co kiedyś mu się zdarzało.

Skoro Christian Falk ogłosił przedłużenie jego umowy z Bayernem Monachium, to wiemy, że oficjalny komunikat jest tylko kwestią czasu. Być może nawet w ten weekend Bawarczycy potwierdzą, że pan Alcántara zostaje z nimi na dłużej. Rozważa, by podobnie jak jego kumpel Robert Lewandowski zostać tam jeszcze na lata. A może nawet osiąść do końca kariery. W Monachium nie brakuje mu niczego oprócz sukcesu w europejskich pucharach. Tylko tego. Ale z Hansim Flickem znaleźli wspólny język, jedną nogą są w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, więc warto próbować. Dwukrotnie był blisko celu, ale zawsze w półfinałach na drodze stawał Madryt – a to Real, a to Atlético. Niejako prześladowcy Katalończyka.

To już siódmy rok Thiago na Allianz Arena, który niesie za sobą liczne sukcesy i zarazem poczucie niedosytu. Mierzą wyżej niż tylko w dominację w Niemczech. Zresztą losy całej tej piłkarskiej familii niosą za sobą pewien niedomknięty aspekt. Technicznie można tylko do nich równać, ale potencjał brata Rafinhii czy kuzyna Rodrigo też wskazywał na więcej. Pierwszy wylądował w Celcie Vigo, a drugi jest liderem Valencii, lecz już dwukrotnie siedział na walizkach, a ostatecznie nie dochodziło do wielkiego transferu. Miał wylądować w Barcelonie, później w Atletico Madryt, nawet przewijał się wątek Realu Madryt. Dwukrotnie przerywał treningi, by nie doznać urazu i nie zablokować transferu. Czekał tylko, by kluby się dogadały. I dwukrotnie musiał resetować głowę po rozczarowaniu, gdy rozmowy wysypywały się o detale. Obaj zdają sobie sprawę, że stać ich na jeszcze więcej przy odrobinie szczęścia. Rodrigo poprowadził Valencię do Pucharu Króla, Rafinha woził Barcelonę na plecach na początku sezonu.

W ogóle to jedna z najbardziej utalentowanych piłkarskich rodzin na świecie. Kiedy skauci przemierzający Rio de Janeiro w poszukiwaniu talentów natknęli się na Thiago i Rodrigo, nie mogli uwierzyć, że obaj chodzą do tej samej klasy. Twierdzili, że to niemożliwe, by dwa tak wybitne dzieciaki trafiły do tego samego otoczenia. Po latach obaj wpadali w objęcia na Wembley, gdy w przekonującym stylu prowadzili Hiszpanię do wygranej w Lidze Narodów z Anglią. Zderzyli się klatkami piersiowymi tak jak 20 lat temu na betonowym boisku anglo-amerykańskiej szkoły w Barra da Tijuca.

Czy ich rzeczywiście łączą więzy krwi? Otóż nie, po prostu w Brazylii przyjęło się nazywać „kuzynem” członka rodziny, z którym wiążą nas szczególne, intymne więzi od dzieciństwa. Zresztą w Polsce też zdarzało nam się nazywać „wujkiem” i „ciocią” przyjaciół rodziców.

Kiedy chłopcy spotkali się w jednej klasie, tata Rodrigo Adalberto Machado dopytywał syna, kim jest ten nowy, który gra w piłkę prawie tak dobrze jak jego syn. „To jakiś nowy gringo, tato, jest bardzo dobry, ale dziwnie mówi” – opowiadał młody Rodrigo o hiszpańskich i włoskich naleciałościach Thiago. Okazało się, że Mazinho po zakończeniu kariery wrócił do Rio de Janeiro i zapisał dzieci do jednej z najlepszych szkół w mieście. Rodrigo chodził do klasy z Thiago, a jego siostra z Rafinhą. Rodziny się zbliżyły, razem przeprowadziły się do Hiszpanii, ojcowie wspólnie otworzyli akademię w Vigo, a chłopcy zostali kuzynami, bo spędzali razem każdą chwilę w różnych szkółkach. „Ludzie mówią, że jesteśmy kuzynami, ale myślę, że jesteśmy kimś więcej. Dojrzewaliśmy razem w każdym momencie: w szkole, na boisku, w domu, na wakacjach. Wszędzie byliśmy razem” – wspomina Thiago.

Była też taka historia, że jako 10-latkowie wygrali mistrzostwa Rio de Janeiro nazwane wtedy mundialito. Każda szkoła reprezentowała jakąś reprezentację, oni wylosowali Anglię, więc w białych koszulkach Thiago i Rodrigo ogrywali rówieśników. Po latach dotarli do drużyny narodowej Hiszpanii, zagrali na prawdziwych mistrzostwach świata, nawet wspomnianą Anglię ogrywali, lecz obaj chcieliby znaczyć w kadrze więcej. Mieć niepodważalną pozycję, która dopiero będzie się kształtować u Luisa Enrique. On akurat w obu jest zakochany ze wskazaniem na napastnika Valencii.

Thiago nadal brakuje takich historycznych wieczorów, jakich mieli mnóstwo Fabregas, Iniesta czy Xavi. Musi jeszcze wygrać coś międzynarodowego, aby wskoczyć na półkę wyżej. Inaczej ciągle będzie wysłuchiwał pytań, kiedy wreszcie odpali w reprezentacji. Mimo że w Bayernie jest mózgiem i organizatorem gry na najwyższym poziomie. Na razie można powiedzieć, że Thiago jest najlepszym ambasadorem Hiszpanii w Niemczech, ale z pewnością wolałby zostać maestro również we własnym kraju. Jeszcze ma na to kilka lat. Właśnie Euro 2021 – przepraszam – 2020 miało być w końcu jego dużym turniejem, jego opus magnum.

#Bayern Monachium
#bundesliga
#Thiago Alcantara
#BundesBACK

Najnowsze

HIT THE BAR #9: Wraca Bundesliga, czyli Lewandowski również. Co w Bayernie piszczy?

Przed restartem Bundesligi Michał Trela i Michał Gutka rozmawiają w programie Hit The Bar o sytuacji Bayernu Monachium i celach Robe ...

#Bayern Monachium
#BundesBACK
#bundesliga

Jak Guardiola niósł kaganek oświaty w Bayernie i nakręcał obsesję Lewego

Pep Guardiola nie wygrał z Bayernem Ligi Mistrzów, ale unowocześnił myślenie w stolicy Bawarii. Zaszczepił obsesję doskonałości u wi ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Drzwi do wielkiej piłki są za ścianką. Łukasz Fabiański gościem audycji Futbol i Cała Reszta (PODCAST)

Kolejny świetny gość w „Futbol i Cała Reszta”. Tym razem Przemek Rudzki i Arek Sitarz ro ...

#arek sitarz
#fabiański

Premier League TOP 5: razem zawsze raźniej, czyli najlepsze duety napastników

W kolejnej odsłonie cyklu Premier League TOP 5 znów oddajemy pole do popisu graczom ofensywnym. Dziś czas na najlepsze duety snajper ...

#duety napastników
#premier league

Fortuna i Die Toten Hosen. Nierozerwalny związek klubu i kapeli rockowej

Finansowali zakup nowego napastnika, zostali głównym sponsorem, gdy nikt inny nie chciał nim być, inwestowali w projekty kibicowskie ...

#bundesliga
#Die Toten Hosen

DETALE I NIUANSE. Czas taniego populizmu i szybkiego bohaterstwa

Specyfika tego trudnego czasu pozwala na różne deklaracje. Łatwo pociągnąć za sobą tłumy, trudniej o konsekwencję. Można palnięciem głupoty zrazić otoczenie albo uchodzić za wy ...

#Angel Torres
#Getafe
#LaLiga

Bundesliga jako zastępnik dla fanów Premier League. Wyspiarskie wątki w Niemczech

Na powrót Premier League jej kibice muszą jeszcze poczekać, ale wracająca niebawem Bundesliga też oferuje spojrzenie na kilka znajom ...

#BundesBACK
#bundesliga
#Ethan Ampadu

Małe piwko przed graniem. Jak Hiszpanie uczynili z meczu z Polską bodziec do złota

Dokument Amazonu „La quinta de la quinta” nie jest kinem pierwszej kategorii, ale łącząc odpowiednie kropki, pozwala wyciągnąć kilka ...

#Euro U21
#Hiszpania
#recenzja

Ile znaczy futbol? Dariusz Wojtaszyn o społecznej wadze piłki w Niemczech (WYWIAD)

Dariusz Wojtaszyn, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, to jeden z nielicznych polskich naukowców, zajmujących się zawodowo historią ...

#BundesBACK
#bundesliga

Piotrek Urban. Nazwisko otwiera wiele drzwi, ale w piłce nie pomagało (WIDEO I PODCAST)

Koordynator Legii Warszawa wrócił wspomnieniami do czasów, gdy w juniorach Osasuny biegał w ataku z Césarem Azpilicuetą. Kto z jego ...

#Piotrek Urban
#Osasuna
#Legia Warszawa
POKAŻ WIĘCEJ