newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. PressFocus/MB Media/Getty Images

Bywało, że Jacek Góralski wzbudzał strach. W ostatnich miesiącach kibicom reprezentacji Polski kojarzy się niemal wyłącznie pozytywnie. Stał się symbolem piłkarza, który uwielbia zapieprzać, a takich u nas zawsze się kochało. Być może niektórzy stracili go z pola widzenia, ale były piłkarz Jagiellonii dawno nie był w tak dobrej formie mentalnej. W kolejnym odcinku serii FootCall opowiada o tym kto jest kotem, dlaczego się nie stresuje i jak młody, zdolny trener przekonał go do gry w Kazachstanie.

ŁUKASZ WIŚNIOWSKI* (Foot Truck): Czy Jacek Góralski potrafi grać w piłkę?

JACEK GÓRALSKI: Jestem zawodnikiem defensywnym i tego muszę przede wszystkim pilnować. Jeśli chodzi o moją technikę to nie jest wcale taka zła.

Kiedyś miałem cię okazję obserwować, jak razem z Piotrkiem Zielińskim grasz w teqballa. Nie wyglądałeś na drewniaka.

Ludzie kojarzą mnie ze wślizgami i nawet nie myślą, że umiem grać w piłkę. A wydaje mi się, że coś tam potrafię.

Nauczyłeś się czegoś nowego od Brazylijczyków, z którymi grałeś w Łudogorcu?

Kierunkowego przyjęcia piłki, kontroli nad nią i dryblingu. Patrząc na Brazylijczyków wydaje ci się, że oni mają oczy dookoła głowy. Przyjmują piłkę mając dwóch zawodników na plecach. Potrafią się z nią zabrać i jej nie stracić. Nie wiem jak wyjaśnić niektóre aspekty ich gry. Wydaje mi się, że oni się z tym rodzą, bo patrząc na polskich piłkarzy, trudno dostrzec te geny. Brakuje im z kolei cech, które są charakterystyczne dla naszych zawodników. Nie są chętni do biegania, chcą trenować tylko z piłką, wyłącznie w oparciu o małe gry. Nie mają ochoty na naprawdę ciężką pracę.

W trakcie meczu ze Słowenią na Stadionie Narodowym zauważyłem, że publiczność bardziej fetowała twoje wślizgi niż efektowne zagrania Piotra Zielińskiego. Stałeś się symbolem gościa, który uwielbia zapieprzać i zyskałeś dzięki temu wielką sympatię. Czujesz ją?

Czyściutki wślizg i takie efektowne odebranie piłki to coś co kibice kochają. Niektórych zagrań i klasy Piotrka Zielińskiego nie są w stanie docenić i zauważyć. Uwierz mi, to jest kot. To jest najlepszy piłkarz, z jakim grałem w jednej drużynie. Potrafi się z piłką obrócić, przyjąć ją kierunkowo, zagrać prawą czy lewą nogą. Dla mnie to przyjemność zasuwać u jego boku. Dobrze się czuję w roli gościa od czarnej roboty, mając na boisku kogoś takiego. Na każdym treningu staram się go obserwować i podpatrzyć coś dla siebie. Pamiętam taką scenę z meczu z Rumunią, jeszcze za Adama Nawałki. Wrzut z autu w kierunku Zielka. Wszyscy się spodziewaliśmy, że zgra piłkę, a on tę piłkę zabrał pod siebie i przerzucił na drugą stronę. Ktoś patrzy z boku i myśli: „Ale przecież to jest bardzo łatwe”. No nie. To są najtrudniejsze rzeczy, których kibice nie widzą, a dla piłkarzy, którzy obserwują z boku to niezwykła wartość. W każdej drużynie, w której gram chciałbym mieć takiego zawodnika jak Piotrek Zieliński, bo jemu można zagrać piłkę w dowolnej sytuacji i masz pewność, że on tej piłki nie straci, zgra ją albo zabierze się do przodu. Znakomicie przemieszcza się w poszczególnych strefach, robi miejsce do zagrania, zmienia strony w odpowiednich momentach. To wszystko sprawia, że gra z nim i patrzenie na niego są przyjemnością. Jemu wszystko przychodzi tak naturalnie jakby nie był Polakiem. Robert Lewandowski jest wybitnym piłkarzem, ale widzisz jak dochodził do wielu rzeczy ciężką pracą.

W którym momencie kariery zorientowałeś się, że samo bieganie dla biegania nie ma sensu?

Michał Probierz zwracał mi na to bardzo często uwagę. „Zatrzymaj się, odpocznij, zachowaj siły na najważniejsze momenty. Obserwuj przeciwnika, żeby móc w odpowiednim momencie zareagować”. W Jagielloni mieliśmy mnóstwo taktycznych treningów, które pomogły mi to zrozumieć. Wcześniej zdarzało się, że biegałem bez sensu. W prawo, w lewo, szedłem na raz. Każdą piłkę chciałem odebrać, za wszelką cenę, a to jest przecież niemożliwe. Trener zwrócił mi uwagę na szczegóły, których wiele osób nie docenia, a które są bardzo ważne. Trenowaliśmy wyrzutu z autu, nawet konkretne rozegrania piłki, kiedy zaczynamy mecz od środka. Mieliśmy schematy opracowane na różne scenariusze meczu. Np. warianty, które wykorzystywaliśmy w końcowych minutach kiedy przegrywaliśmy. Kiedyś szedłem na każdą piłkę, jeśli byłem pewien na sto procent, że ją odbiorę. Nawet jak masz taką pewność, czasem wydarzy się coś niespodziewanego. Przeciwnik cię oszuka i musisz faulować. Nie daj Boże złapiesz głupią kartkę. Teraz muszę być pewny na dwieście procent. Częściej czekam na ruch przeciwnika. Jestem na tyle zwinny i szybki, że nawet gdy rywal mnie minie, mogę jeszcze go dogonić i podjąć kolejną próbę odbioru.

W meczu z Nigerią chyba jednak o tym zapomniałeś.

To była zażarta walka o paszport na mistrzostwa świata w Rosji. Chciałem pokazać trenerowi na co mnie stać. Nie kalkulowałem, bo wiedziałem ilu jest chętnych na to, żeby załapać się na ten samolot. Dałem z siebie wszystko i chyba się opłaciło.

Do reprezentacji wszedłeś jak po swoje. Nie widziałem po tobie żadnej tremy, kiedy przyjechałeś na zgrupowanie po raz pierwszy.

Nie miałem nic do stracenia. Mam taki charakter, że bardzo szybko nawiązuję kontakt z drugim człowiekiem. Nienawidzę jak ktoś nowy się pojawia w klubie czy w kadrze, nie chce z nikim rozmawiać i siedzi smutny sam. Wolę ludzi, którzy starają się nawiązać relację z drugim człowiekiem. Co ciekawe na samym początku nie złapałem super kontaktu z tymi, z którymi dziś trzymam się najbliżej, czyli z Kamilem Glikiem, Kamilem Grosickim czy Łukaszem Skorupskim. Wydawało mi się, że oni są niedostępni, że to starszyzna, która ma swoje grono. Kamil Glik wydawał mi się nawet lekkim gburem. Po bliższym poznaniu muszę przyznać, że to człowiek z najwyższej półki.
Artur Boruc też wzbudzał we mnie respekt, a po zakończeniu pierwszego zgrupowania na jakim byłem, siedząc ze swoją rodzina i przyjaciółmi zaprosił mnie do swojego stolika i czułem się jakbym go znał kilka lat. Kiedy przyjeżdżałem pierwszy raz na kadrę, posiłki jedliśmy przy stołach ośmioosobowych. Wyobraź sobie, że jako żółtodziób zostałem posadzony m.in. z Lewym, Krychą i Szczęsnym. Nie było mi się łatwo przebić, ale wiedziałem, że jak będę siedział cicho i nie będę się odzywał to grupa może mnie nie zaakceptować. Trener Nawałka powiedział mi wtedy, że oczekuje ode mnie, że będę dawał z siebie wszystko na boisku i poza boiskiem. Nie musiał mi dwa razy powtarzać. Dziś jak przyjeżdżam na kadrę i spędzam czas ze Skorupem, Gliksonem czy Grosikiem to mam wrażenie jakbyśmy się znali ze dwadzieścia lat.

I chyba za tę „wieloletnią” przyjaźń Kamil Grosicki odwdzięczył się asystą w meczu ze Słowenią?

Zwłaszcza, że on naprawdę mógł wtedy strzelać! Wiedział jednak w jakiej jestem sytuacji. Miał świadomość, że kończy mi się kontrakt z Łudogorcem i chcę poszukać nowego klubu. Jak gra kadra, to wszyscy patrzą na ciebie ze szczególną uwagą. Również skauci innych zespołów. Kamil o tym wszystkim wiedział i też chciał, żebym zagrał świetny mecz. Dograł mi piłkę, za co mu dziękuję i udało mi się strzelić gola wślizgiem.

Nic dziwnego. Jak mówi Artur Jędrzejczyk: „Góral robi wślizg nawet wtedy jak mówi dzień dobry!”

Haha. Jak to Jędza. On gra tak samo. Głowę wygra, przepchnie się i biegnie.

Nie stresowało cię wejście do kadry. A najważniejszy mecz w twojej karierze przeciwko Kolumbii na Mistrzostwach Świata cię stresował?

Nie odczuwałem wtedy stresu. Raczej chęć dania z siebie wszystko ze świadomością, że nie mam nic do stracenia. Stres to ja miałem jak grałem w Zawiszy i wieku 17 lat powiedziano mi, że jestem za mały i muszę sobie szukać klubu na wypożyczenie. Jeśli ciężko pracujesz, nie odpuszczasz żadnego treningu i żadnego ćwiczenia, to stres cię omija. Po prostu wiesz, że nie mogłeś zrobić nic więcej, żeby zaprezentować się lepiej. To pomaga podejść ci do meczu spokojnie.

Niedawno w Foot Trucku gościliśmy Vadisa Odjidjie-Ofoę, który o mówił o tobie tak: „To najbardziej irytujący piłkarz przeciwko któremu miałem okazję grać. To co on robił nie było piłką nożną. Możesz być irytujący, ale jeśli chcesz pokazać, że jesteś lepszy to pokaż to także grając w piłkę”. Chciałbyś się jakoś do tego odnieść?

Powiem tylko tyle, że w tym meczu on pod względem piłkarskim nie dał swojej drużynie niczego. Nie dość, że nic jej nie dał to jeszcze ją osłabił, bo musiał zejść po czerwonej kartce. Jedyne czego żałuję to, że nie wygraliśmy tego spotkania, bo gdyby nam się to udało, prawdopodobnie zostalibyśmy mistrzem Polski. Pamiętam, że Nenad Bjelica, trener którego bardzo cenię, powiedział na pewnym etapie sezonu, że Vadis to piłkarz, którego nie da się zatrzymać, bo on wyrasta ponad naszą ligę. Nie ukrywam, że bardzo mnie to zmotywowało. Powiedziałem sam sobie, że musimy jako drużyna zrobić wszystko, żeby go zatrzymać. Dzięki naszej konsekwencji i agresji to się udało.

Chciałbym, żebyśmy się przenieśli teraz do Kazachstanu i porozmawiali trochę o twoim nowym klubie. Podoba ci się w Kairacie Ałmaty?

Klub jest niesamowicie poukładany. Takiej bazy treningowej jaką mamy tutaj nie widziałem nigdy w życiu. Sześć boisk, jedno pod balonem ze sztuczną murawą, „Footbonauta”, którego pewnie kojarzysz z ośrodka treningowego Borussii Dortmund. Mamy nawet własny hotel, gdzie każdy dostaje do dyspozycji pokój i może w nim mieszkać kiedy chce. Można przenocować, przyjechać przed treningiem, żeby sobie odespać. Można też dobrze zjeść, bo masz do dyspozycji regularne posiłki. Jest ogromna siłownia, którą po swojemu mógł urządzić nasz trener od przygotowania fizycznego Christos Papadopoulos. Wielki fachowiec, który przez lata pracował w Schalke, jeszcze za czasów Tomasza Hajty. Uwielbiam z nim trenować, bo wie o wysiłku w piłce wszystko. Wie jak mamy ćwiczyć i kiedy powinniśmy odpocząć. Dobrze wspomina współpracę z polskimi zawodnikami. Kiedy kazał robić zawodnikom dziesięć powtórzeń, Tomek Hajto zawsze sobie dokładał i mówił: „Dla mnie poproszę pięć więcej”.

Co cię najbardziej przekonało do tego transferu?

Miałem konkretne oferty z ligi tureckiej i amerykańskiej MLS, ale do transferu do Kazachstanu przekonała mnie osoba trenera Alaksieja Szpileuskiego. Młody, trzydziestodwuletni trener z przeszłością w akademii RB Lipsk. Syn agenta piłkarskiego Mikałaja Szpileuskiego, który robił transfer Aleksandra Hleba do Arsenalu z VfB Stuttgart. Trener Alaksiej grał w juniorskich drużynach Stuttgartu, ale w wyniku kontuzji musiał przedwcześnie zakończyć karierę. Niesamowicie świadomy taktycznie trener, zainspirowany tym jak gra RB Lipsk. Często pokazuje nam fragmenty meczów ekipy Juliana Nagelsmanna i nie ukrywa, że chciałby, żebyśmy w aspekcie pressingu i organizowania się po stracie piłki grali w podobny sposób. Za kilka lat będzie trenerem w bardzo dobrym europejskim klubie. Ma znakomity sztab, z którym pracuje bardzo dużo i efektywnie. Poza tym posiadł niezwykłą świadomość tego jak rozmawiać z piłkarzami. Pyta o samopoczucie, rodzinę, o wiele innych rzeczy, które sprawiają, że czujesz się lepiej. W Łudogorcu nikt przez dwa i pół roku nie zapytał się mnie jak się czuję. Mówi świetnie po rosyjsku, angielsku, niemiecku i zaczął się nawet uczyć polskiego. Stara się do mnie i Konrada Wrzesińskiego zwracać od czasu do czasu w naszym języku. Ostatnio poszedł nawet krok dalej i zapytał: „Co tam kochanie?”. Jego ojciec mówi bardzo dobrze po polsku, bo miałem okazję z nim porozmawiać.

A miałeś sposobność zobaczyć klub i miasto przed popisaniem kontraktu?

Do Polski specjalnie przyleciał dyrektor sportowy Kairat. Pokazał mi przygotowane filmy z prezentacją ośrodka treningowego, stadionu i miasta. Pod tym kątem zachowali się bardzo profesjonalnie. Wizja tego projektu bardzo mi się spodobała. Zadzwonił do mnie trener, długo ze mną rozmawiał i tłumaczył dlaczego jestem mu potrzebny. Ewidentnie oglądał moje mecze, przekonywał mnie gdzie konkretnie widzi dla mnie miejsce w swojej drużynie. To jest bardzo ważne dla zawodnika. Kiedy z nim rozmawiam, mówię, że chce się wciąż rozwijać i w przyszłości chciałbym zagrać w jeszcze lepszym klubie. Praca w takich warunkach i z takimi ludźmi sprzyja rozwojowi. Rozmawiałem też z selekcjonerem Jerzym Brzęczkiem, poinformowałem go, że chciałbym podpisać kontrakt z klubem z Kazachstanu. Trener powiedział, że jeśli uznam to za dobre dla mojej kariery i dla rodziny, to on i jego sztab absolutnie nie stracą mnie z pola widzenia. Podkreślił, że najważniejsze jest, abym regularnie grał. Słowa dotrzymał, bo sztab jest ze mną w kontakcie i asystenci selekcjonera wybrali się nawet na nasz sparing podczas obozu przygotowawczego w Turcji.

Miałeś okazję poznać już właściciela Kairata – Boranbajewa?

Tak, spotkaliśmy się na obozie w Turcji. Niezwykle serdeczny gość. Powiedział, żeby nie bać się dzwonić do niego jeśli ma się jakąś sprawę. W trakcie pandemii postanowiłem wesprzeć finansowo jeden z bydgoskich szpitali. Napisały o tym kazachskie media, prezydent to przeczytał i sam postanowił dorzucić swoją cegiełkę. Zresztą, lokalnie wspiera charytatywnie mnóstwo projektów.

* Łukasz Wiśniowski razem z Kubą Polkowskim tworzą kanał Foot Truck, na którym możecie obejrzeć wyjątkowe materiały poświęcone futbolowi. 

#jacek góralski
#footcall
#łukasz wiśniowski

Najnowsze

Ostatni Mecz. Powieść newonce.sport w odcinkach. 10 rozdziałów piłkarskiego thrillera w Londynie w jednym miejscu

„Ostatni Mecz” to powieść w odcinkach, którą w każdy weekend publikujemy na newonce.spor ...

#ostatni mecz
#piłkarski thriller

Z NOGĄ W GŁOWIE. Niepowtarzalne zbiorowe uniesienia, które zabierze nam epidemia

Ceną gry przy pustych trybunach jest nie tylko konieczność oglądania meczów w telewizji, zamiast na stadionie. Ceną jest brak możliw ...

#ekstraklasa
#Koronawirus
#powrót piłki

KICK OFF newonce #4: Gorące ploteczki z Anglii. Czy Jack Grealish jest wart 80 milionów? (WIDEO)

W nowym KICK OFF newonce Przemek Rudzki i Michał Gutka rozmawiają o plotkach transferowych.

#premier league
#kick off newonce
#transfery

Jakub Kwiatkowski w La Polémice. Życie za kulisami kadry (WIDEO I PODCAST)

Jak współpracowało się z Adamem Nawałką i czym była „ekipa remontowa”, do której należał? Rzecznik PZPN i reprezentacji Polski Jakub ...

#Jakub Kwiatkowski
#reprezentacja polski

Młodsze dziecko najzdolniejsze? Bracia, którzy mają być jeszcze lepsi od gwiazd

Istnieją różne przekonania o młodszych dzieciach w rodzeństwie. Zwykle cała uwaga skupia się na nich i stają się rodzinnymi maskotka ...

#Inaki Williams
#Joao Felix
#LaLiga

Liga chce wracać, piłkarze nie. W Premier League toczy się walka, której stawką są zdrowie i życie

Kluby Premier League dostały zielone światło do tego, by wznowić treningi. Nie wszyscy piłkarze chcą jednak z niego skorzystać. Rośn ...

#premier league
#Projekt Restart

TYGODNIÓWKA #18. Eric Cantona nigdy nie przestanie zaskakiwać. Właśnie został gwiazdą serialu Netflixa

Aż trudno w to uwierzyć, ale enfant terrible futbolu zaliczył właśnie trzydziestą rolę w ...

#Eric Cantona
#Netflix
#zakładnik

Mateusz Borek gościem Jurasówki. Projekty, komentowanie meczów i gala w Arłamowie (WIDEO)

Mateusz Borek w najnowszej „Jurasówce”. Dziennikarz Kanału Sportowego opowiadał o sportach walki, ale nie tylko. Przed nami gala w A ...

#juras
#Jurasówka
#łukasz jurkowski

Jedno miasto – jeden klub. Dlaczego w Niemczech jest tak mało miejskich derbów

Gdy jeszcze Berlin był przedzielony murem, kibice Unionu i Herthy regularnie wyśpiewywali sobie pozdrowienia. Przyjaźń nie przetrwał ...

#bundesliga
#derby Berlina
#hertha berlin
POKAŻ WIĘCEJ