newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Ekstraklasa rzeczywiście jest daniem, które należy mocno przyprawić, aby zaspokoiło oczekiwania. Rywalizacja Lecha z Legią przy garstce widzów ostatecznie była przykrym widokiem, a oglądanie jej z bliska ratowała głównie tęsknota. Klub ze stolicy wygrał przy Bułgarskiej 1:0 i kontynuuje mistrzowski plan.

Mieliśmy tę możliwość śledzenia największego hitu ekstraklasy ze stadionu w Poznaniu, mimo ograniczonej liczby wejściówek dla 15 dziennikarzy i 10 fotoreporterów. Nie czuliśmy się jednak jak na eksluzywnej imprezie zamkniętej, której wszyscy powinni zazdrościć. Raczej była to posiadówka tego typu, gdy rozmyślasz o nieobecnych. W tym przypadku brakowało przede wszystkim kibiców napędzających atmosferę święta. Bo o ile magia telewizji pozwala zatuszować wszystkie ubytki i zadbać o poziom spektaklu, tak na obiekcie pozostaje naga prawda. A tam rzeczywiście przydałoby się sporo makijażu.

Jako materiał szkoleniowy – to rzeczywiście cenne doświadczenie. Można podejść do spotkania analitycznie, w dość intymnych warunkach oglądać najlepsze polskie kluby. Dzięki temu można usłyszeć chociażby, jakim liderem jest Igor Lewczuk. Zobaczyć jak mądrze dyryguje kolegami, jakie bije od niego doświadczenie, jak autorytetem i pewnością siebie ustawia defensywę. Do wyłapania było wiele smaczków. Począwszy od przeklinających po polsku Pedro Tiby i Mickey’a van der Harta, po krzykliwość i nieocenioną rolę Aleksandara Vukovicia przy linii, aż po zdecydowanie sędziego Tomasza Musiała. Taktycznych smaczków też kilka dostrzeżesz – kto i kiedy spóźnia moment zagrania, jakie ruchy wykonują pomocnicy, aby poszukać przestrzeni w gąszczu zawodników, kto przekładaniem na lepszą nogę ogranicza sobie możliwości. Ale jeśli mielibyśmy oceniać poziom spektaklu, to zostaje duży zawód. Zapewne nie nadrobiłby go nawet znacznie lepszy poziom piłkarski.

Nic dziwnego, że gdy rozmawiasz z piłkarzami, przyznają, jakby czuli się na obozie w Turcji i przy liczbie około 200 obserwatorów rozgrywali mecz mający służyć szlifowaniu formy. Kuba Jeleński, zwykle komentujący spotkania w Legia TV, powiedział, że nigdy nie stresował się tak jak teraz, gdy ogląda rywalizację swojej ekipy bez relacjonowania akcji do mikrofonu. Brakuje ujścia adrenaliny, zostaje sam stres meczowy. Identyczny mechanizm jak u zawodników, dla których obawa przed kibicami czy ekscytacja związana z nimi nie może zamienić się w pozytywne napięcie meczowe. Potrzebują szukania innych – mniej naturalnych – bodźców.

Obserwowaliśmy mecz zza bramki na nietypowych miejscach i prowizorycznej trybunie prasowej dla kilkunastu osób. Rozstawieni z dwumetrowym odstępem, zastanawiając się, jak przywitać się z kolegami po fachu, których dawno nie widzieliśmy. Namiastka normalności. Wszystko w tej sytuacji jest po trochu – niby nie ma co się obrażać na rzeczywistość, tylko cieszyć tym, co wróciło, lecz tej różnicy nie wypełnisz sentymentem.

Jeśli chodzi o samą analizę spotkania, więcej można było dostrzec przed telewizorem. Tym bardziej w naszym ustawieniu, gdy w pierwszej połowie mieliśmy w oddali ostrzeliwaną bramkę Lecha, a w drugiej atakowaną Legii. Zawsze nie po myśli dziennikarzy. Zyskujesz coś, czego żaden telewidz nie wyłapie, jednocześnie tracąc pewną fundamentalną perspektywę w niektórych sytuacjach.

Dynamice tego meczu wiele nie zarzucę. Dokładności nieco więcej, ale to już stała przypadłość ekstraklasy. Wyszło większe doświadczenie Legii, mimo że równie dobrze mogła stracić punkty, gdyby Tymoteusz Puchacz lepiej przymierzył w końcówce. Antybohaterem został van der Hart – winny w pełni za jedyną bramkę spotkania. Nie może piąstkować przed siebie, trafić w kolegę i nie zakomunikować lepiej swoich intencji. Za takie nieudane zagranie musi wziąć odpowiedzialność. Kolejorz nie wyglądał wcale źle, zadecydowały naprawdę szczegóły i brak konkretów w kluczowym momencie. Przecież Legia też nie stworzyła koronkowej akcji na wagę triumfu, tylko pilnowała skrupulatnie korzystnego rezultatu po prezencie od Holendra. A to akurat potrafi – mądrze się ustawić i być odpowiedzialnym za bronienie. Zwłaszcza Legia Aleksandara Vukovicia.

Dobrze mieć ekstraklasę ponownie, nawet jeśli w takiej okrojonej formie. Ale tu nie ma czym się zachwycać, świat też nie zostanie oczarowany. Dla obcokrajowców to prędzej będzie ciekawostka. Dla nas rozczarowujący widok i odliczanie do momentu, gdy stadiony zapełnią się chociażby w 1/4 pojemności. Derby Polski (z tego miejsca przepraszam wiele osób walczących z tym określeniem) w Poznaniu pokazały, że nasza liga potrzebuje wielu przypraw i mnóstwa dodatków, aby była daniem smacznym do przyjęcia. Bez nich raczej staje się ciężkostrawnym produktem.

My pięć minut po spotkaniu wychodziliśmy ze stadionu, bo przecież konferencje prasowe funkcjonują tylko wirtualnie. Pytania można zadawać niczym w Football Managerze i oczekiwać na interakcję trenera z dziennikarzami. Zawodnicy też bez większej radości i celebracji chwili popędzili do szatni. Oby nie musieli cieszyć się z mistrzostwa w takich warunkach jak RB Salzburg z dzisiejszego zdobycia Pucharu Austrii. Przy głuchej ciszy, z dwoma metrami odległości. Bezpiecznie, ale cholernie smutno.

#ekstraklasa
#Lech Poznań
#Legia Warszawa

Najnowsze

HIT THE BAR #20: Ostatnie ostrzeżenie dla Brzęczka. Kadra wróciła i nas zmęczyła (WIDEO)

Reprezentacja Polski przegrała z Holandią i pokonała Bośnię i Hercegowinę, ale pozytywnych wniosków zbyt wiele nie ma. Michał Gutka ...

#Hit The Bar
#reprezentacja polski

Kadra Michniewicza krok od Euro U-21. Drugi awans z rzędu na wyciągnięcie ręki

W teoretycznie najważniejszym meczu eliminacji reprezentacja Polski do lat 21 pokonała Rosję (1:0) po trafieniu Patryka Dziczka. Ter ...

#Czesław Michniewicz

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia
POKAŻ WIĘCEJ