newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Tim Goode/PA Images via Getty Images

Tropimy przedstawicieli sportów, o których powinno się mówić więcej w naszym kraju. Po squashu przyszła pora na snookera. Tajniki tej dyscypliny pomoże nam poznać Adam Stefanów.

MACIEJ MIKOŁAJCZYK: Dlaczego sukno do snookera musi być zielone? W przypadku bilarda można grać przecież na niebieskim lub czerwonym płótnie.

ADAM STEFANÓW: Wydaje mi się, że trzeba odnieść się do historii. Sukno przybyło z Indii do Wielkiej Brytanii. Zielony kolor to tradycja i doskonale wszystko różnicuje. Pamiętam, że była próba innego sukna, ale wówczas wszystko się mydliło. Gdy było niebieskie, to zbyt mocno zlewało się z niebieską bilą.

Cena profesjonalnego stołu do snookera może odstraszać. Czemu jest to tak drogi wydatek?

Stół ogólnie jest skonstruowany z czterech płyt. Każda z nich waży po 200-250 kilogramów i zrobiona jest z łupku włoskiego. To bardzo drogi materiał, do tego dochodzą jeszcze bandy mahoniowe, sukno, bile, kije i lampa. To wszystko składa się na sumę od 20 do 40 tysięcy złotych. Jest to niejako uzasadnione, bo to naprawdę duży stół. Jego wymiary to blisko 4 metry na 2 metry.

Dlaczego tak późno wyjechałeś z Polski, by trenować snookera?

Wyjechałem świeżo po maturze, głównie dlatego, żeby ukończyć średnie wykształcenie. Nie chciałem wyjechać z kraju jak typowy tępak, choć w wielu przypadkach to się sprawdzało. Sportowcy nie kończyli szkół i świetnie radzili sobie przy stole jak np. Ronnie O’Sullivan. Innym powodem był na pewno brak funduszy. Taki rok treningów w brytyjskiej akademii to koszt 100-150 tysięcy złotych, a jako dziecko nie mogłem pozwolić sobie na taki wydatek, tym bardziej, że wtedy nie miałem sponsora, który by tyle za mnie zapłacił. Wyjechałem więc po ukończeniu szkoły średniej. Zacząłem pracować na Wyspach tak jakby na dwa etaty. W tygodniu nie miałem dni wolnych. Wiązałem 35 godzin treningu snookera z pracą kucharza. Większość ludzi skazywała mnie na straty, bo pochodziłem z Europy Środkowo-Wschodniej. Z egzotycznego dla tego sportu kraju, jakim była wtedy Polska.

>>> Squash najzdrowszym sportem świata? „Przez godzinę można spalić aż 1000 kalorii” <<<

Jak wygląda codzienny trening zawodowego snookerzysty? Jakich masz sparingpartnerów?

Od dobrych pięciu lat ćwiczę w akademii w Sheffield. Grałem praktycznie z każdym zawodnikiem na świecie, oprócz Judda Trumpa i Marka Allena. Trenuje tu sporo Chińczyków, w tym Yan Bingtao i Tian Pengfei. Przewija się tu też O’Sullivan, który czasem przyjeżdża pograć na tydzień lub dwa. Nie mam więc co narzekać na sparingpartnerów. Kiedyś grałem jedynie z Jamiem Clarkem, ale to były moje totalne początki, gdy uczyłem się jeszcze języka. Wtedy mieszkałem przez pół roku z nim i jego rodziną w Walii. Na trening, kiedy sezon jest w pełni, przeznaczam od 5 do 8 godzin dziennie. Najczęściej są to dwie godziny treningu solo i około 4-5 godzin sparingów z zawodnikami. Najważniejsza jest jakość gry, a nie ilość. Ćwiczę poszczególne elementy snookera jak ofensywna lub defensywna gra, bile przez cały stół i budowanie breaków. Każdy aspekt gry musi być dobrze dopracowany, nawet trening gry z przyrządu, który sporadycznie wyciąga się spod stołu.

Fot. archiwum prywatne

Niektórzy starsi ludzie uważają, że snooker to brudny sport, gra papierosów, alkoholu i hazardu. Takie zdanie miał m.in. twój egzaminator prawa jazdy.

Myślę, że od tego czasu ten egzaminator o mnie usłyszał, bo jest z Zielonej Góry. Teraz na szczęście ludzie zmienili opinię o snookerze, choć bardziej zaściankowa grupa osób, która się nie interesuje sportem, może dalej tak twierdzić. Aktualnie nie spotykam się już z takimi głosami, że to brudny sport. Większość opinii jest pozytywnych, a palenie w klubach jest teraz zakazane. Pamiętam, że kłóciłem się wtedy z tym egzaminatorem i starałem się go przekonać. W skrócie powiedziałem mu, że jest to sport elegancki. Sport dżentelmenów, w którym gra się w eleganckim ubraniu. Zawodnicy sami przyznają się do faulów, nie pije się alkoholu, atmosfera jest bardzo czysta, a kibice kulturalni.

Czy snookerowe zagrania zaprzeczają prawom fizyki?

Myślę, że nieraz z punktu widza wygląda to tak, jakby te zagrania były rzeczywiście niezgodne z prawami fizyki, szczególnie jak bile zakręcają banana, ale to wszystko dzieje się jednak naturalnie i tego nie ma co negować.

W przeciwieństwie do innych sportów gracze teoretycznie sami powinni przyznać się do faulu nieuchwyconego przez sędziego. Tego się od nich oczekuje. Jak to wygląda w praktyce?

W większości zawodnicy sami przyznają się do faulów. Możliwe, że zdarzają się jakieś nieliczne wyjątki, ale w 99 procentach snookerzyści grają fair play. Jest to jedna z nielicznych gier na świecie, w której zawodnicy nie symulują, nie oszukują i sami przyznają się do faulów. Są po prostu dżentelmenami.

Obecnie w świecie snookera mamy do czynienia z prawdziwą inwazją Chińczyków. Skąd wziął się tak duży boom na snookera w Azji?

Prosta odpowiedź. Ding Junhui zapoczątkował całą erę popularyzacji tego sportu w Chinach poprzez świetne wyniki, wygrane w turniejach, finał mistrzostw świata w 2016 roku, zwycięstwo w UK Championship, awans do czołowej ósemki na świecie. W Państwie Środka Ding jest drugim najbardziej popularnym sportowcem po Yao Mingu, koszykarzu NBA. Doświadczyłem tego na własnej skórze, będąc z nim na kolacji. Był po prostu jak Robert Lewandowski w Polsce. Z tego trzeba się cieszyć, bo wiele dobrego przyszło do snookera z Chin. Cegiełkę dołożył też Liang Wenbo, ale to Ding jest totalną supergwiazdą. Jego najważniejsze mecze oglądało po kilkaset milionów ludzi. W main tourze znajduje się ponad trzydziestu Azjatów.

W lutym 2019 roku w eliminacjach China Open niespodziewanie pokonałeś samego Shauna Murphy’ego. Jakie to uczucie ograć mistrza świata?

Na pewno wyjątkowe. Każdy mecz jest ciężki, a szczególnie w pierwszych latach gry w main tourze. Zdobywa się dużo doświadczenia. Jesteś nowicjuszem i rywalizujesz z przeciwnikami, którzy mają z reguły o 8-10 lat więcej. Ta chwila zostanie mi w pamięci na zawsze. Pamiętam ją jak dzisiaj. Bardzo miłe, pozytywne przeżycie.

Co stawiasz w swojej hierarchii wyżej – wspomnianą wygraną z Murphym, wicemistrzostwo świata amatorów z 2018 roku, a może jeszcze coś innego?

Trudno jest mi dokonać wyboru. Na pewno zwycięski mecz z Garym Wilsonem był dla mnie szczególny, bo żaden Polak nigdy nie wygrał wcześniej pojedynku w mistrzostwach świata. Było to spotkanie do dziesięciu wygranych frejmów, rozłożone w sesji dwudniowej. Nie umiem zdecydować, co było lepsze. Wygrana z Shaunem czy Garym. Gdybym mógł, podzieliłbym to 50 na 50.

W 2018 roku mimo życiowego sukcesu, postanowiłeś tak jak zapowiadałeś zakończyć karierę. Brak wiary we własne umiejętności, zero funduszy czy może chciałeś być konsekwentny?

Myślę, że złożyło się na to wszystko po trochu. Owego czasu już drasnąłem się o te mistrzostwo świata amatorów i stwierdziłem, że czegoś w mojej grze brakuje. Już nie miałem siły pracować w Anglii. Cisnąć. Dostałem też propozycję pracy z moim sponsorem. Dałem z siebie wszystko, żeby do tego main touru wejść. Miałem sporego pecha. Dwa razy zabrakło mi paru partii, żebym znalazł się w gronie zawodowców, raz w Q Schoolu i raz w finale MŚ. Wróciłem do Polski. Powiedziałem wszystko albo nic. Finał przegrałem, stąd ta decyzja. Jestem osobą słowną i tak się stało. Sądzę, że na pewno wpłynął na nią też brak jakiegoś dużego sponsora, dzięki któremu mógłbym sobie spokojnie trenować w akademii i o nic się nie martwić jak prawdziwy sportowiec, a nie sportowiec na pół etatu. Były to dobre cztery lata pracy po 70 godzin non stop. Miałem tego dość i chciałem sobie dać z tym spokój. Czegoś mi widocznie brakowało, przyszła też szansa normalnej pracy.

Chwilę później szczęście się do Ciebie uśmiechnęło. Jak zareagowałeś na wiadomość o dzikiej karcie do main touru?

Pierwszą osobą, która poinformowała mnie wstępnie, że jest taka szansa, była Monika Sułkowska, wysłanniczka Polskiego Radia i Eurosportu, przebywająca na mistrzostwach świata w Crucible. Na początku nie mogłem w to uwierzyć, ale sam po cichu liczyłem, że mogą mi taką dziką kartę przyznać, bo byłem pierwszym Polakiem, który zagrał w finale amatorskich mistrzostw świata. Szansa była naprawdę marginalna. Następnie zadzwonił do mnie Jason Ferguson, oświadczając, że będzie zebranie światowych federacji i jeżeli wszystkie komisje to zatwierdzą, to dziką kartę dostanę. Po paru dniach przyszedł telefon od rzecznika prasowego World Snooker, chcącego przeprowadzić ze mną wywiad z powodu przyznania mi dzikiej karty. Moje marzenie się spełniło. Byłem przeszczęśliwy. Życie przewróciło mi się do góry nogami. Już miałem się przeprowadzać, mieszkać w innej lokalizacji, ale widocznie ktoś u góry chciał inaczej. Czasem życie pisze nam swoje scenariusze. Uwierzyłem, że pewne rzeczy są dla nas po prostu zapisane w kartach. Szampana otwierałem ze swoim sponsorem, który nadal mi pomaga, z panem Tomaszem Bugajem, prezesem firmy ERG Bieluń-Folie. Zebraliśmy się wraz z nim, z Marcinem Nitschem i jego żoną. Rzadko świętuję w ten sposób, ale była to wyjątkowa sprawa.

Fani snookera dzielą się na tych, których pasjonuje błyskawiczne budowanie wysokich breaków i tych uwielbiających taktyczne zagrania i chowanie białej bili. Adam Stefanów to polski szybki, ryzykujący Ronnie O’Sulivan czy cierpliwy, ślimaczny Peter Ebdon?

Uważam, że nie należę do najszybszych zawodników w main tourze, ale na pewno też nie do tych najwolniejszych. Były mecze, po których zapisano mi dwadzieścia dwie, dwadzieścia trzy sekundy na strzał. W porównaniu Judd Trump ma około dziewiętnastu, dwudziestu sekund, więc nie jest źle. Nie mam niestety takich umiejętności jak O’Sullivan. Gra błyskotliwie, przepięknie, szybko, ofensywnie. Sądzę, że jestem takim zawodnikiem po środku, bardziej wyważonym. Lubię zaatakować, ale też gram defensywnie, kiedy tego potrzeba i cały czas się uczę.

Fot. archiwum prywatne

Snooker jest jedną z najbardziej promowanych dyscyplin sportu w Eurosporcie. Więcej czasu na tej antenie właściwie poświęca się chyba tylko kolarstwu. Co sprawia, że ludzie uwielbiają oglądać wbijanie bil w telewizji, a jednocześnie zdecydowana większość z nich sama tego nie spróbuje?

Mnóstwo ludzi go ogląda, bo świetnie się przy nim relaksują. Jak się trochę wejdzie w te tajniki, to jest to fajna pasja i hobby. Zależy dużo od mentalności ludzi. Azjaci grają w snookera dużo, nawet jak im nie wychodzi. Są mocno zacięci i chcą się rozwijać. Przykładowo Polacy grają chwilę, odłożą kija, bo jest to za trudne i rezygnują. Z czasem coraz więcej ludzi będzie pogrywało, ale odstrasza ich trudność gry, wielkość stołu i technika, a zdobycie podstaw gry nie jest łatwe i wymaga czasu.

Zwolennicy chwalą go za świetną promocję, przeciwnicy zarzucają mu zbyt mocne ingerowanie w tradycje. A jak Adam Stefanów ocenia reformy Barry’ego Hearna?

Osobiście nie zarzucam Hearnowi nic, bo według mnie wykonał ze snookerem kawał dobrej roboty. Blisko 10 lat temu było sześć turniejów i pula nagród wynosiła wówczas 4-5 milionów funtów. Dzisiaj mamy 25 turniejów, a pula nagród jest nieporównywalnie większa i cały czas rośnie. Jest to niesamowity promotor i to nie tylko snookera, ale też darta oraz boksu. Jest to człowiek, który ma świetne podejście do biznesu i powinien dalej rozwijać to, co robi. Nie powiedziałbym o nim żadnego złego słowa, a wręcz przeciwnie, wyłącznie pozytywne. Jego syn jest menedżerem boksera Anthony’ego Joshua’y i obydwoje są właścicielami Matchroom Sportu.

Snooker jak ustaliliśmy to sport elegantów. Wybierasz muszkę czy krawat?

Gram tradycyjnie ubrany w czarne spodnie, czarną kamizelkę, białą koszulę, muchę i czarne buty. Każdy zawodnik może użyć kolory jakie chce. Ogółem wszyscy zawodnicy są skrupulatni i trzymają się zasad. Czasami na amatorskim poziomie zawodnicy myślą, że gdzieś tam przebrną i mogą zagrać w dżinsach, ale jednak zasady to zasady i tego trzeba się trzymać. Nie chcę oceniać ubioru innych snookerzystów. Każdy ubiera się tak jak lubi i ma inny styl bycia. Pamiętam, że zawodnicy typowali kiedyś na żarty najgorzej ubranego zawodnika w main tourze i wybrali Anthony’ego Hamiltona.

Urazy kręgosłupa to zmora snookerzystów. Jak się przed nią chronisz?

Ćwiczę. Chodzę na siłownię, choć teraz jest zamknięta. Ogólnie biegam, jem zdrowo, staram się być aktywny i – odpukać – jest wszystko OK. Kręgosłup jest niezbędny do codziennego funkcjonowania. To główny czynnik, w którym się składamy przy stole i gramy. Musimy się ciągle nachylać. Jakikolwiek problem z kręgosłupem spowoduje, że po prostu będę musiał odłożyć kija. Muszę być w pełni sprawny, gibki i odpowiednio rozciągnięty.

Próbowałeś swoich sił w angielskim poolu i francuskim karambolu?

Nigdy nie próbowałem gry w karambol. Nie miałem okazji. Dostępność z tymi stołami nie jest tak prosta. Jedyne w co kiedyś grałem, to w ruską piramidę, w Sankt Petersburgu. Tam łuzy były wymiaru bili i trzeba było uderzać tak mocno, że łuza się rozszerzała i bila wpadała. To było komiczne, że łuzy były tak małe. To jest rosyjska forma bilarda. Myślę, że nawet trudniejsza niż snooker. To było oczywiście for fun. Czasem pogram sobie dla zabawy w brytyjskiego poola, bo od niego zaczynałem.

Twoim najwyższym zaliczonym breakiem jest 130-punktowe podejście podczas kwalifikacji do International Championship. Na treningach wbijasz maksy?

Tak, zrobiłem go w spotkaniu z Jimmym Robertsonem. Wiem, że goniłem wynik, świeżo po jego wygranej w European Masters. Miałem szansę pokonać go 5:4, ale ostatecznie przegrałem 6:3. Fajne, dobre podejście. Osobiście na treningu z gry z kimś nigdy nie zrobiłem maksa, ale wielokrotnie udało mi się go zrobić podczas ćwiczeń z układu, grając samemu.

Koronawirus torpeduje treningi gwiazd światowego sportu. Narzekają pływacy, lekkoatleci, piłkarze. Czy snookerzyści też?

Zależy. Niektórzy snookerzyści mając stół w domu, mogą ćwiczyć. Obecnie mogę pójść do akademii z Kacprem Filipiakiem, bo jest tam pusto, a Chińczycy wylecieli. Kluby są zamknięte.

Jak oceniasz kondycję polskiego snookera? Jesteśmy na wyższym poziomie od Belgów czy Niemców?

Zdecydowanie tak. Polski snooker bardzo się rozwinął na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Z Belgami jest o tyle problem, że ich reprezentuje Luca Brecel, więc ciężko powiedzieć, że od niego jesteśmy lepsi – raz z nim wygrałem, raz przegrałem. Jesteśmy na pewno lepsi niż Niemcy oraz Austriacy i spoza angielskich krajów należymy do najlepszych w Europie. Dziesięć lat temu byliśmy skreślani, a obecnie jesteśmy w topie amatorskiego snookera. Swoją siłę pokazaliśmy podczas ostatniego występu w Pucharze Świata, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce w grupie, a dwa były premiowane awansem do ćwierćfinału. Ostatecznie byliśmy dziewiąci i zabrakło nam paru partii, żeby z grupy wyjść. Znaleźliśmy się w niej za Chinami i Tajlandią, ale przed Austrią, Niemcami i Norwegią.

Czy ciągle w głowie masz mecz z Louisem Heathcotem? Stoczyłeś kiedyś bardziej zwariowany pojedynek?

Pamiętam ten mecz z Louisem. Najbardziej bolało to, że dogoniłem wynik, choć na początku tego spotkania gra się nie układała. Miałem szansę na zwycięstwo. Bardzo zależało mi, by pierwszy raz w karierze znaleźć się w trzeciej rundzie turnieju rankingowego, w której jeszcze nigdy nie byłem. Miałem ją na wyciągnięcie ręki. Tego nie zapomnę, bo grałem ten mecz po świetnym pojedynku, w którym w wielkim stylu pokonałem Lucę Brecela. Taki jest sport, ale myślę, że miałem podobne rollercoastery w mojej karierze.

Jak oceniasz aktualny sezon w swoim wykonaniu? Wiadomo, że mistrzostwa świata zostały na razie przełożone na lipiec-sierpień.

Na pewno jestem trochę zawiedziony. Spokojnie mógłbym w tym sezonie wygrać trzy, cztery, jak nie pięć meczów więcej. Dużo spotkań kończyłem wynikami w decydujących partiach, trochę przegrywałem 2:4. Czasem brakowało mi jednego mądrzejszego zagrania, a czasem trochę szczęścia. Momentami rzeczy układały się totalnie niemożliwie, gdzie po bardzo długim meczu miałem wygraną partię z Fergalem O’Brienem, ale popełniłem kardynalny błąd. Zostawiam to za sobą i muszę iść do przodu. Ponownie walczyć, żeby jak najlepiej zagrać na mistrzostwach świata, a potem wrócić do main touru. Na pewno przez te dwa lata zdobyłem sporo doświadczenia i jestem lepszym zawodnikiem. Z powodu pandemii ten miesiąc zrobiłem sobie luźniejszy. Trenuję sporadycznie, co któryś dzień, żeby nie wypaść z rytmu gry. Od maja zacznę przygotowywać się do mistrzostw, które mają być wstępnie pod koniec lipca, potem oczywiście czeka mnie turniej Q School. Od maja ruszam z mocnymi treningami i przygotowaniami do następnych turniejów. Teraz każdy z zawodników zrobił sobie wolne, ja również.

Shoot out to przyszłość snookera?

Nie sądzę, jednak ludzie wolą go w formie tradycyjnej. Wszyscy są do niego przyzwyczajeni, ale jest to świetna alternatywa. To turniej bardziej na luzie. Jestem zwolennikiem, by takie zawody odbywały się raz, maksymalnie dwa razy do roku – dla kibiców, by móc się wyszaleć, pokrzyczeć. Zobaczyć szybkiego, szalonego snookera, w którym jest mnóstwo zwrotów akcji. Dzieje się wiele śmiesznych rzeczy. Dla zawodników i widzów atmosfera jest doskonała. Taki turniej może być grany, ale to bardziej pod publikę.

Nie tak dawno, bo 22 marca obchodziłeś swoje dwudzieste szóste urodziny. Czym różni się Adam Stefanów z 2011 roku, gdy zdobywał brąz mistrzostw Europy do lat 18 od tego współczesnego?

Na pewno dużo bardziej dojrzałem. Sporo czasu przepracowałem z psychologiem. Zagrałem mnóstwo spotkań, turniejów. Sądzę, że jako osoba i człowiek jakoś znacząco się nie zmieniłem. Nauczyłem się, by na wszystko ciężko pracować. Nic w życiu samo nie przychodzi. Wierzę, że ktoś u góry rozkłada nam karty. Wszystko może się zdarzyć. Trzeba ciężko pracować i trenować.

Gdyby nie Marcin Nitschke, to co byś dzisiaj robił?

Naprawdę nie mam pojęcia. Kiedyś, nawet niedawno, nad tym myślałem. Nie jestem w stanie tego określić. Może bym poszedł na dobre studia. Wszystko w moim życiu obróciło się wokół snookera. Dzięki niemu poznaję ludzi na całym świecie. Poznałem osoby, przy których się wychowywałem. Samego Marcina, który bardzo dużo mi pomógł. Traktuję go jak brata. Jestem tu, gdzie jestem. Nie cofnę się w czasie, a gram od 11 roku życia.

Co czeka cię w przyszłości?

Najprawdopodobniej z main touru wypadnę, chyba że zaliczę jakiś ekstremalnie dobry występ na mistrzostwach świata. Po Sheffield jest turniej Q School, z którego szesnastu zawodników wchodzi do main touru na dwa lata i tego bym musiał dokonać, aby z powrotem znaleźć się w gronie zawodowców. W main tourze pozostaje tylko 64 zawodników z rankingu spośród 128, którzy grają, więc jest to trudna sztuka, by w nim pozostać. Większość pierwszaków, którzy wchodzą do main touru, szybko z niego wypada. Spotkało to Wilsona, Gilberta i wielu innych. Taka kolej rzeczy.

Czego życzyć Ci na koniec naszej rozmowy?

Możesz życzyć mi tego, czego ja Tobie życzę, czyli zdrowia. Szczególnie w obecnej sytuacji, ale zdrowie zawsze było najważniejsze. Teraz szczególnie, kiedy panuje pandemia. Jak los da, to powrotu do main touru i dużo szczęścia. Jak człowiek jest szczęśliwy i zdrowy, to wszystko się w życiu ułoży.

#Adam Stefanów
#snooker

Najnowsze

Karbownik: Nowocześni boczni obrońcy są dziś jak rozgrywający. Staram się wpasować w ten trend (WYWIAD)

– Nigdy nie trzeba było mnie sprowadzać na ziemię. Zawsze w juniorach byłem cichy, spoko ...

#ekstraklasa
#Legia Warszawa

Złota Piłka dla Lewandowskiego. Jeszcze nigdy nie było tak blisko (FELIETON)

Nie mam pojęcia, czy Robert Lewandowski zdobędzie w tym roku Złotą Piłkę, ale jedno jest pewne: żaden piłkarz w Europie nie zrobił t ...

#Bayern Monachium
#Liga Mistrzów

Puchar dla pucharu. Cracovia na drodze do ukojenia największego bólu kibiców

Od kilku lat krakowski klub dostarcza przykładów, że nie jest z nim tak źle, jak przyjęli o nim myśleć tradycyjnie fatalistycznie na ...

#Cracovia
#ekstraklasa
#Puchar Polski

Zagraj to jeszcze raz, Wayne. Premier League znów poczuje moc Rooneya? Ostatni uliczny wojownik nie chce się zatrzymać

Jako dziecko w rankingu idoli wyżej od Alana Shearera stawiał... Raphaela, jednego z boh ...

#premier league
#wayne rooney

Człowiek za pół miliarda dolarów. Mahomes zresetował rynek kontraktem bez precedensu (ANALIZA)

Patrick Mahomes przedłużył kontrakt z Kansas City Chiefs do 2031 roku. Ta zawiła umowa nie może równać się z niczym, co widzieliśmy ...

#Kansas City Chiefs
#NFL
#Patrick Mahomes

Decyzja, po której NBA nie była już nigdy taka sama. Mija dekada od szokującego wieczoru z LeBronem Jamesem w roli głównej

Dokładnie dziesięć lat temu LeBron James usiadł przed kamerami ESPN i wypowiedział słynn ...

#Cleveland Cavaliers
#ESPN
#LeBron James

Napastnik średniej klasy europejskiej. Pierwsza runda Krzysztofa Piątka w Hercie

To był bardzo burzliwy sezon dla napastnika, który tuż po wyjeździe z Polski został objawieniem ligi włoskiej. Były gracz Cracovii n ...

#bundesliga
#hertha berlin

KĄCIK FANTAZJI: Szukamy różnic u tych, którzy jeszcze grają o konkretne cele

Miedzy zakończeniem kolejki 33+ w FPL a deadlinem ustawiania składów na GW34+ jest mniej niż 20 godzin. Czas na garść porad w następ ...

#Fantasy Premier League
#Kącik Fantazji

FUTBOLOWA GORĄCZKA #25. Waga słowa w szaleństwie poprawności politycznej. Gdzie jest górna granica absurdu?

Komentatorzy stacji Sky Sports muszą uważać na wypowiadane zdania – jeśli w ich narracji ...

#komentatorzy
#Black Lives Matter
#ESPN

80 lat wierności Romie. Zmarł Ennio Morricone, wielki miłośnik calcio i wszystkiego, co prawdziwie rzymskie

Cały świat, a Italia szczególnie wzruszona, opłakuje zmarłego w poniedziałek rano, w wie ...

#Ennio Morricone
#AS Roma
#serie a
POKAŻ WIĘCEJ