newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Robbie Jay Barratt - AMA/Getty Images

Wymieniając najsłynniejszych członków barcelońskiego Dream Teamu z czasów Johana Cruyffa, od razu do głowy przychodzą takie nazwiska jak Koeman, Guardiola, Bakero, Romario, Zubizarreta, Stoiczkow czy Laudrup. Ale kto wie, czy najciekawszego życiorysu z nich nie ma Jesus Angoy.

W maju 1996 roku w Barcelonie doszło do rewolucji. Johan Cruyff, architekt wielkich sukcesów przełomu lat 80. i 90., trener Dream Teamu, odchodził w atmosferze konfliktu. Sezon 1995/96 kończył się bez trofeów i nawet awans do europejskich pucharów długo nie był niczym pewnym. Formuła się wyczerpała. Cruyffa krytykowali piłkarze, jak Christo Stoiczkow, który zarzucił faworyzowane syna, Jordiego, ale głównym oponentem był prezydent Barcelony Josep Lluis Nuñez. Ich początkowo dobre relacje znacznie się popsuły, w mediach padały ostre słowa z obu stron i kibice podzielili się na „cruyffistas” i „nuñistas”. Wygrał prezydent. Boski Johan musiał odejść.

Jak zawsze, gdy dochodzi do rewolucji, są ofiary. Wraz z odejściem Cruyffa klub opuścił Jordi, ale nie był to jedyny członek rodziny holenderskiego trenera. I tu zaczyna się historia Jesusa Angoya. Człowieka, który w wieku 30 lat porzuca pierwszą miłość, odnajduje drugą i jest w związku z nią spełniony, ale przed życiową szansą odmawia jej przy samym ołtarzu.

 

ROLA W DRUŻYNIE: ZIĘĆ

Urodzony w Saragossie Angoy niespecjalnie się wyróżniał, dlatego jego nazwiska nigdy się nie wymienia, gdy wspomina się Dream Team. Był bramkarzem, ale przez sześć sezonów w pierwszym zespole rozegrał tylko jedenaście meczów. Zawsze był trzeci w kolejce między słupki i miał przed sobą Andoniego Zubizarretę, Vitora Baię, Julena Lopeteguiego czy Carlesa Busquetsa. Cruyff jednak chciał mieć go w zespole. – Johan był dla mnie prawie jak ojciec – wspominał Angoy, ale panów rzeczywiście łączyły rodzinne więzy. Angoy w 1992 roku poślubił bowiem córkę trenera Chantal i choć od kolegów z drużyny zdarzało mu się słyszeć dokuczliwe komentarze, że jest faworyzowany, to nie przekraczało to granic zwykłego humoru szatni. Ponadto trudno było traktować to poważnie, skoro Angoy grał średnio w dwóch spotkaniach rocznie. Sam o sobie mówił, że jest raczej turystą w tym zespole.

Kiedy jednak pracę trenera tracił jego teść, odszedł również i on. – Byłem chyba jedynym piłkarzem w drużynie, który co sezon podpisywał roczną umowę. Wyglądało to tak, jakby zarząd wyświadczył mi jakąś przysługę. Nie czułem się z tym dobrze. Cała ta sytuacja była męcząca. Gdy więc Johan odszedł, czułem, że klub miał to z głowy – wspominał.

Odejście z Barcelony miało oznaczać wolność, ale szybko okazało się, że Angoy nie ma specjalnie zbyt wielu ofert, w których mógłby przebierać. Na chwilę zatrzymał się w Cordobie, która walczyła o awans do drugiej ligi, jednak to nie było to. Jak sam przyznał, stracił apetyt na dalszą grę. Miał dopiero 30 lat, ale uznał, że kończy piłkarską karierę.

 

GLOBALNA EKSPANSJA

Brak sportu zaczął mu jednak szybko doskwierać. – Od dziecka byłem aktywny. Grałem w tenisa, w koszykówkę, pływałem i marzyłem o tym, by zostać piłkarzem. Dlatego brakowało mi tego – wspominał. Wśród niewielu dyscyplin, z jakimi Angoy się nigdy nie zetknął był futbol amerykański. A to właśnie tam odnalazł swoją przyszłość.

Liga NFL, która zazdrościła NBA globalnej ekspansji, do której rękę mocno przyłożyli Chicago Bulls Michaela Jordana i inny Dream Team, który zachwycał w Barcelonie – ten koszykarski z igrzysk w 1992 roku – postanowiła na początku lat 90. założyć ligę World League of Football. W zamyśle miały to być wiosenno-letnie rozgrywki w czasie, gdy w NFL jest przerwa. W nich udział brać mieli utalentowani gracze z Europy, a także ci za słabi na drużyny NFL, którzy potrzebują ogrania i nadrobienia braków. Początkowo wystartowało w niej siedem ekip z Ameryki Północnej i trzy europejskie – Barcelona Dragons, London Monarchs i Frankfurt Galaxy – ale taki format utrzymał się tylko przez dwa lata.

WLAF zniknęła na chwilę, a organizatorzy postanowili w tym czasie nakreślić nowy plan. Od 1995 roku liga nazywała się już NFL Europe i wszyscy uczestnicy byli ze Starego Kontynentu. Do Dragons, Monarchs i Galaxy dołączyły Amsterdam Admirals, Rhein Fire i Scottish Claymores.

Patronat medialny nad ligą objęła telewizja Fox i kluby prześcigały się w ciekawych nabytkach. Niektórzy namówili na grę graczy NFL, których kariery dobiegały końca. Chociażby słynny William „The Refrigerator” Perry, dawny zdobywca Super Bowl z Chicago Bears, trafił do Monarchs. Claymores namówili na grę u siebie Gavina Hastingsa, kapitana reprezentacji Szkocji w rugby. – Widzieliśmy, co robią inni i też chcieliśmy mieć swojego znanego futbolistę. Zależało nam bardzo na zainteresowaniu mediów – opowiadał Jordi Vila-Puig, generalny menedżer Dragons. – Namawialiśmy na grę u nas Victora Muñoza, Hansa Krankla i innych znanych byłych piłkarzy, ale mało kogo interesowało NFL Europe. Wtedy padł pomysł Jesusa Angoya – dodaje.

 

NIESPODZIEWANY TELEFON

Angoy od kilku tygodni czekał na jakiś przełom i liczył na to, że ktoś zmieni jego zdanie i da okazję powrotu do sportu. Nie oczekiwał jednak, że odezwą się ludzie z ligi futbolu amerykańskiego. – Zadzwonił do mnie Vila-Puig i zapytał, czy będę kopaczem Dragons. Byłem zupełnie zaskoczony – wspominał. Nie wiedział za wiele o tej dyscyplinie sportu i był przekonany, że aby go uprawiać, potrzebna jest siła i imponująca sylwetka. – Wyjaśnił, że tak naprawdę będę musiał tylko trafiać między słupki i nie będę ścierał się z rywalami. Zgodziłem się – mówił.

Dużą rolę w zatrudnieniu Angoya w NFL Europe odegrał Johan Cruyff. To on podsunął kandydaturę zięcia Vila-Puigowi, a później sam namawiał go do tego, by ofertę z Dragons przyjął. – Kiedy powiedział, że powinienem spróbować, posłuchałem go – wspominał Angoy. – Zachęcał mnie, mówił, że to ciekawe, nowe wyzwanie i prosta robota dla kogoś, kto grał w piłkę. Sam zresztą wiedział dużo o futbolu amerykańskim. Kiedy był w Stanach Zjednoczonych, poznał NFL, bo szukał tam inspiracji dla piłki. Robił tak zresztą z wieloma dyscyplinami sportu. Na wszystkie był otwarty – dodawał były bramkarz Barcelony.

Niestety on sam nie miał aż takiej wiedzy. Ale mimo tego zgodził się na propozycję z Dragons. Wiedział, że musi szybko załapać, na czym polega futbol amerykański i jak najlepiej nauczyć się swojej nowej roli. Dragons zorganizowali mu więc lot do Ameryki, gdzie współpracował z trenerem kopaczy, Dougiem Blevinsem. Naładowany wiedzą wrócił i zaczął przygodę z nowym sportem. Kiedy kazano mu wybrać numer na koszulce, zdecydował się na czternastkę. Tak chciał podziękować teściowi za pomoc.

 

ŁATWIEJSZY START

W aklimatyzacji pomógł fakt, że Dragons ściśle współpracowali z różnymi sekcjami Barcelony. Vila-Puig był dawniej zawodnikiem sekcji hokeja na trawie. Prezes klubu, Rafael Cervera, z kolei pracował w biurze prasowym sekcji piłkarskiej.

– Przeniosłem się z 20- do 60-osobowej szatni. Początkowo nie rozumiałem, po co potrzebnych jest tam tylu ludzi, ale zobaczyłem, że to bardziej drużynowy sport niż jakikolwiek inny. Każdy ma swoją rolę i dokłada od siebie małą cegiełkę do sukcesu. Kiedy wszyscy rozumieją swoje zadania, wszystko działa bez zarzutu – opowiadał. Ale mimo tego grał na najbardziej odrębnej pozycji w futbolu. Jeśli kopacz nie trafi do bramki i jeszcze co gorsza pudło kosztuje drużynę porażkę, nikogo nie obchodzi, że atak zdobył za mało punktów albo obrona za słabo kryła.

Jako bramkarz miał jednak solidne podstawy techniczne do gry na niej. Mocny wykop już był, trzeba było doszlifować odpowiednio technikę. Kopanie jajowatą piłką jest trudniejsze niż mogłoby się wydawać, szczególnie, jeśli wcześniej miałeś do czynienia tylko z okrągłą. – Piłka nożna i futbol amerykański to pod kątem kopania zupełnie inne dyscypliny sportu. W futbolu musisz bardziej zmechanizować swoje ruchy. Ale mi rzeczywiście było łatwiej ze względu na mocne piłkarskie fundamenty – opowiadał Angoy.

Okazało się, że Hiszpan szybko załapał, na czym polega jego robota. – Jego wejście do zespołu okazało się wielkim sukcesem. Pamiętam, że gdy lecieliśmy z nim do USA, przejmował się, że sobie nie poradzi. Wrócił jednak jako wyszkolony kopacz. Uznaliśmy, że zostanie i tylko z nim podpiszemy umowę – wspominał Cervera. To był o tyle ryzykowny ruch, że większość ekip w Europie miało dwóch kopaczy (co w USA dość nietypowe), a jeden był wypożyczony z NFL, by zbierał szlify. Tak chociażby zaczynał Adam Vinatieri – później najlepszy kopacz w historii ligi, który dwiema celnymi próbami równo z końcem czasu wygrywał New England Patriots dwa razy Super Bowl.

 

OD CIEKAWOSTKI DO LEGENDY

Angoy i jego drużyna radzili sobie dobrze. Hiszpan rzadko się mylił, a Dragons w sezonie 1997 wygrali mistrzostwo NFL Europe. Poprowadził ich do niego głównie rozgrywający Jon Kitna, który grał tak dobrze, że dostał ofertę z NFL. Fani tej ligi powinni go kojarzyć – po powrocie z Barceony spędził w NFL czternaście sezonów, występując w 141 meczach w barwach Seattle Seahawks, Cincinnati Bengals, Detroit Lions i Dallas Cowboys.

Drużyna i cała NFL Europe pod koniec lat 90. zaczęła się szybko rozwijać. Na spotkania Dragons regularnie przychodziło ponad 30 tysięcy widzów, a klub nawiązał współpracę z Barceloną, stając się niejako sekcją futbolu amerykańskiego w klubie. Jego pełna nazwa zmieniła się na FC Barcelona Dragons, a wszystko to, by zachęcić miejscowych kibiców jeszcze bardziej.

Dragons w czasach gry w NFL Europe (fot. Elisenda Roig / Bongarts / Getty Images)

NFL Europe miała jednak to do siebie, że przez drużyny przewijały się masy zawodników, praktycznie co roku wymieniało się pół składu, bo różne kluby NFL wysyłały na ligę letnią swoich futbolistów, aby zbierali doświadczenie, dlatego ważne było mieć kogoś, z kim fani mogli się utożsamiać. – Kitna był naszym liderem i gwiazdą, ale Agnoy stanowił dla kibiców punkt odniesienia – mówił Cervera. W klubie spędził siedem lat aż do końca jego istnienia w 2003 roku. Zakończył karierę jako drugi najlepiej punktujący zawodnik w historii NFL Europe. Poza zwycięskim World Bowl w 1997 roku zagrał jeszcze w nich w 1999 i 2001 roku, choć w obu przypadkach przegrywał. Śmiało można nazywać go legendą tych rozgrywek.

 

SZANSA OD MISTRZÓW

Angoy okazał się na tyle dobrym kopaczem, że grę w NFL Europe miał szansę zamienić na profesjonalną umowę w NFL. W 1999 roku pojechał na testy do drużny Denver Broncos. Wówczas dwukrotnych z rzędu zdobywców Super Bowl. – Wróciłem akurat z wakacji, był koniec czerwca i zadzwonił do mnie jeden z trenerów Dragons, mówiąc: „Pakuj się od nowa. Lecisz na Denver”. Pomyślałem, że żartuje, ale mówił zupełnie poważnie. Następnego dnia miałem wykupiony bilet i miałem stawić się na testach w NFL – opowiadał Angoy w rozmowie z dziennikiem „AS”.

Na miejscu zastał ośrodek treningowy, który jak sam wspomina, zawstydzał nawet to, co znał z Barcelony. Od razu dostał tłumacza, wyjaśniono mu, kiedy zaczynają się treningi i życzono powodzenia. – Zdziwiło mnie to, że już ponad godzinę przed zajęciami wokół boiska chodził jakiś facet i rozstawił pachołki, a między nimi rozciągał liny. Okazało się, że zaraz po nim zaczęli przychodzić fani ze składanymi plastikowym krzesełkami i rozstawiali je, by oglądać nasz trening. Takich tłumów nie pamiętam nawet z czasów Dream Teamu. Zatkało mnie – wspominał.

W Denver miał jednak niewielką szansę na miejsce w składzie. Kopaczem Broncos był Jason Elam, wówczas chyba najlepszy gracz na tej pozycji w NFL, ale Angoy i tak zaimponował trenerom. Nikt nie mógł uwierzyć, że kopaczem futbolowym jest od trzech lat. Bycie częścią Dream Teamu Cruyffa na nikim nie robiła za to wrażenia. Amerykanie i tak nie rozumieli, ile znaczył ten zespół.

Hiszpan spędził z Broncos dwa tygodnie i po tym czasie trener Broncos Mike Shanahan zaprosił go na rozmowę. – Powiedział, że zasługuję na grę w NFL. Był szczery, że w Denver nie potrzebują drugiego kopacza, bo jest już Elam, ale obiecał, że da mi umowę, zagram w kilku sparingach i z moimi umiejętnościami znajdą się na mnie chętni. Mogłem liczyć na jego dobre słowo. Wierzył, że znajdę klub w NFL – opowiadał Angoy.

Stanął przed dylematem. Z jednej strony futbol amerykański dał mu szansę na zrobienie większej kariery niż w piłce i otwierała się okazja gry w NFL, z drugiej miał już 34 lata, tęsknił za rodziną i obawiał się opuszczenia Barcelony. – Nie potrafiłem zasnąć. W Hiszpanii mieliśmy zaczynać niebawem nowy biznes z Johanem i mogłem robić to, co kocham, będąc blisko domu. W końcu poprosiłem tłumacza, żeby zadzwonił do Pata Bowlena (wieloletniego właściciela Broncos – przyp. red.) i powiedział, że postanowiłem wrócić do Barcelony – mówił w „AS-ie” Angoy.

Angoy na obozie przygotowawczym w Denver Broncos (Fot. Brian Bahr / Allsport via Getty Images)

NIEODŻAŁOWANA OKAZJA

Następnego dnia trener Shanahan pojawił się na konferencji prasowej. Powiedział wtedy, że to pierwszy raz w jego trenerskiej karierze, kiedy zawodnik ma przed sobą ofertę kontraktu z NFL i odmawia. Przyznał, że nie rozumie tej decyzji Angoya i sugerował, że ten chyba nie jest w pełni zaangażowany w futbol. – Uznałem, że to nie jest warte ryzyka. Nie chciałem rezygnować z biznesowych planów w Barcelonie, chciałem wrócić do rodziny i wiedziałem, że mogę dalej grać w Dragons. NFL to brutalny biznes. Dostałbym większe pieniądze, może faktycznie znalazłbym klub, w którym byłbym podstawowym graczem, ale gdybym się kilka razy pomylił, zostałbym zwolniony i już mógłbym nigdzie więcej nie zagrać – tłumaczył Angoy. Gdyby wtedy się zgodził, zostałby pierwszym Hiszpanem w NFL.

Po powrocie z Denver pograł jeszcze kilka lat w NFL Europe, a gdy Dragons zostali rozwiązani w 2003 roku, przeniósł się do Włoch. Tam spędził sezon w barwach futbolowej drużyny Bergamo Lions, wrócił jeszcze do ligi hiszpańskiej do Badalona Dracs i ze sportem dał sobie spokój w 2006 roku. Na koniec, już jako 40-latek, spróbował ostatni raz sił w piłce nożnej. Przez chwilę pograł w podbarcelońskim Club Esportiu Europa w czwartej lidze.

Dziś Angoy nadal śledzi rozgrywki futbolu amerykańskiego, ale tylko NFL. Europejska liga zresztą została zlikwidowana w 2007 roku, bo o ile na przełomie wieków jeszcze trafiali do niej utalentowani zawodnicy, którzy potem nabierali doświadczenia i potrafili przebić się w NFL, to pod koniec poziom był już dużo niższy. Spadało też zainteresowanie, a liga skupiła się na meczach sezonu zasadniczego w Europie, które miały być lepszą promocją od rozgrywek dla czwartego sortu graczy NFL podczas przerwy między sezonami.

Hiszpan po zakończeniu kariery zaczął pracę trenera. Prowadzi też biznes nieruchomości w Katalonii. Pracował w klubach piłkarskich w trzeciej i czwartej lidze oraz drużynach młodzieżowych. Grywa też na bramce w meczach legend Barcelony. Futbol amerykański dał mu więcej pod kątem sportowym, ale to piłka zawsze była pierwszą miłością. To do niej pozostał sentyment, choć nie było to łatwe uczucie.

– Jako piłkarz byłem nikim, ale grając w futbol amerykański wyrobiłem sobie nazwisko. Osiągałem sukcesy, miałem dobre statystyki, szanowali mnie kibice i ludzie usłyszeli o mnie w USA – wspomina Angoy. I choć ostatecznie życie ściągnęło go z powrotem do ukochanej piłki, nadal ma momenty, w których żałuje, że nie spróbował w Broncos. – Nigdy nie wiesz, jak pewne sprawy mogły się potoczyć. Kopacze grają jeszcze nawet po 40. roku życia, więc kto wie? Może udałoby mi się spędzić w NFL dekadę? – zastanawia się.

#Barcelona
#Jesus Angoy
#NFL
#NFL Europe

Najnowsze

Plan już bez białych plam. Wszystko, co trzeba wiedzieć o powrocie Bundesligi

Najpierw tydzień zbiorowej kwarantanny, później kolejne testy na obecność koronawirusa i w przyszłą sobotę derby Zagłębia Ruhry. Tak ...

#BundesBACK
#bundesliga
#liga niemiecka

Można zdobyć 10 mistrzostw i być niespełnionym? Losy niedocenionego Thiago

Po siedmiu latach w Bayernie Thiago Alcântara przedłużył kontrakt i rozważa nawet zakończenie kariery w Monachium. Zbliża się do trz ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

KICK OFF newonce #3: Carragher Challenge – wersja Premier League. Przemek i Michał składają swoje drużyny

W najnowszym Kick Off newonce Przemek Rudzki i Michał Gutka podjęli się wyzwania Jamiego ...

#Carragher Challenge
#kick off

NFL Po Godzinach #5: Wspomnienie Dona Shuli, weterani NFL zmieniają kluby (PODCAST)

W ostatniej audycji NFL Po Godzinach Michał Gutka i jego goście wspominali zmarłego legendarnego trenera Miami Dolphins. Nie zabrakł ...

#Don Shula
#NFL
#NFL po godzinach

Gdzie już zakończyli ligi, gdzie walczą o powrót? Ściąga na czas pandemii

Niektórzy już zakończyli sezon, inni sposobią się do szybkiego powrotu bez publiczności, jeszcze inni chcą wpuszczać na mecze kibicó ...

#La Liga
#premier league
#serie a

DETALE I NIUANSE. U nas nie może być normalnie

Czym dłużej czekam na powrót polskiej piłki, tym bardziej męczy mnie brak powagi w niej. Wojenki o udziały, omijanie zakazów, potajemne treningi, wieczne krętactwo. Przede wszy ...

#dyrektorzy sportowi
#ekstraklasa

HIT THE BAR #8: Przyjęliśmy wyzwanie. Wybieramy nasze międzynarodowe jedenastki

Dominik Piechota i Michał Gutka w Hit The Bar na naszym kanale na YouTube podjęli się wyzwania, jakie zapoczątkował Jamie Carragher.

#Carragher Challenge
#Hit The Bar

Zielone światło od rządu. Bundesliga wraca w przyszłym tygodniu (AKTUALIZACJA)

Wszystko wskazuje na to, że Bundesliga faktycznie zostanie pierwszą ligą sportową w Europie, która wznowi przerwane przez pandemię r ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Elegancki sport dżentelmenów. „W snookerze zawodnicy sami przyznają się do faulów”

Tropimy przedstawicieli sportów, o których powinno się mówić więcej w naszym kraju. Po squashu przyszła pora na snookera. Tajniki te ...

#Adam Stefanów
#snooker

Pierwszy taniec Karniszowasa. Litwin odpowiedzialny za odbudowę potęgi Chicago Bulls. Będzie jak Jerry Krause?

Jerry Krause zbudował wielkie Chicago Bulls w latach 90., ale i tak wspominany jest dzis ...

#arturas karniszowas
#Chicago Bulls
POKAŻ WIĘCEJ