newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. Andrew Powell/Liverpool FC via Getty Images

To zabawne, przez parę lat bardziej kojarzono go z twitterowym kontem Boring James Milner, niż dobrym piłkarzem. Kiedy przechodził z Manchesteru City, potężnego już wtedy klubu, do Liverpoolu, nie znaleźlibyście nikogo, kto podnieciłby się tym darmowym transferem. A dziś? Pokażcie mi jednego kibica The Reds, który nie chciałby go mieć po swojej stronie.

Kariera Milnera nigdy nie była eksplozją fajerwerków. Jeśli jednak przyjrzysz się jej z bliska, zobaczysz faceta, który nie tylko grał na wypożyczeniu w Swindon, ale przede wszystkim stał się kolekcjonerem wielkich osiągnięć. Ponad 500 meczów w Premier League stuknęło mu w końcówce 2018 roku. Nie przewidywał jeszcze wówczas, że z Liverpoolem nawiąże do świetnych czasów spędzonych w City, tyle że na globalną skalę. Cztery trofea w pięć sezonów spędzonych na Etihad i zmiana w idealnym momencie – trzy kolejne puchary dorzucone na Anfield, w tym ten najcenniejszy, za wygranie Ligi Mistrzów.

Czemu piszę o Milnerze akurat dziś? Bo przeczytałem tekst na BBC, w którym Anglik opowiada o swojej karierze. I choć parodiowanie go na twitterze miało pokazać, że jest nudziarzem, który wygaduje oczywistości, 90 procent twitterowej społeczności podczas dziesięciu kolejnych wcieleń nie przeżyłoby tyle co James.

Głód młodego Milnera, chęć podboju piłkarskiego świata, podsycił młody chłopak z Liverpoolu, ale tej niebieskiej części. Bezczelny Wayne Rooney, który bez pardonu przywitał się z Premier League jako nieopierzony nastolatek, sprawił, że James chciał podążyć jego śladem. Zawodnik Liverpoolu opowiada o trenerach, z jakimi pracował i pracuje – Juergen Klopp jest jego zdaniem najlepszy z nich wszystkich, ponieważ zawsze stawia drużynę na pierwszym miejscu, nawet kiedy rozmawia z zarządem klubu. O końcówce meczu wygranego z QPR przez Manchester City, co dało mistrzostwo Anglii, mówi: „Gdyby ktoś nakręcił taki film, powiedziałbyś: to nonsens, nie miało prawa się zdarzyć”.

Przez lata rzucany na różne pozycje: środek pomocy, skrzydło, atak, obrona, zawsze stawał na wysokości zadania. Ta jego uniwersalność z pewnością się opłaciła – w efekcie kolejni selekcjonerzy reprezentacji Anglii, choć pewnie nie uważali go za gwiazdę, chętnie zabierali na mundiale czy EURO, łącznie zaliczył aż pięć dużych turniejów i 61 meczów w drużynie narodowej.
Koronawirus powstrzymał go przed doskoczeniem do Gary’ego Speeda w klasyfikacji piłkarzy z największą liczbą występów w Premier League. Zmarły tragicznie Walijczyk ma ich 535, co daje mu piąte miejsce w tym jakże chlubnym rankingu, Milner – 534. On sam zresztą podkreśla, że miał wielkie szczęście, bo grał ze Speedem, a i menedżerowie trafili mu się nie najgorsi: Martin O’Neill, Terry Venables, Manuel Pellegrini czy Roberto Mancini. I teraz Klopp. Od każdego z nich starał się wziąć to co najlepsze i sądzę, że może zostać naprawdę dobrym trenerem.

Ale Milner to przede wszystkim konsekwentna do bólu, ciężka harówka. Już jako młody chłopak stosował dietę i pracował w siłowni, by uzyskać jak najlepsze efekty. Debiutował w Premier League jako szesnastolatek, a dziś w Liverpoolu uchodzi za jednego z najlepiej przygotowanych fizycznie graczy o niesamowitej wytrzymałości, choć na karku ma już 34 lata.

Stał się dobrym duchem The Reds, kiedy jest na boisku, ekipa Kloppa zazwyczaj wygrywa. Co ciekawe, w Premier League żaden jego zespół nie przegrał meczu, w którym on zdobył bramkę. Te 54 gole to pobicie rekordu w dość osobliwej batalii talizmanów, należącego wcześniej do Dariusa Vassella (46 takich spotkań).

Gdy Liverpool ma rzut karny, a on przebywa na placu gry, nie ma mowy, by ktoś inny ustawił piłkę na jedenastym metrze. Rzadko zdarza mu się strzelać gole z gry, ale Milner to przede wszystkim praca dla zespołu. Sam nie miałem świadomości, że pod względem asyst jest ósmym zawodnikiem w historii Premier League – ma ich aż 84 i tylko sześciu brakuje mu do Davida Silvy. Hiszpan gra oczywiście w Anglii dużo krócej niż on, ale jest zawodnikiem stricte kreującym, na wskroś ofensywnym. Trzeba pamiętać jednak, że i Milner bywał takim, zresztą już w szkole strzelał sporo goli, jego trenerzy przeczuwali, że może zajść bardzo wysoko.

Od młodości chłonął piłkę na maksa. Chciał grać jak Alan Smith, gdy był jeszcze w Leeds United. Z zazdrością patrzył na Alana Shearera, jak ten radzi sobie w kontaktach z mediami. Jego mentorem w Newcastle United był Bobby Robson. Dziś sam stara się przekazywać wiedzę młodym zawodnikom Liverpoolu. Zawsze ma dla nich czas, jako że sam zaczął grać bardzo wcześnie na profesjonalnym poziomie, zdaje sobie sprawę, jak trudne jest wejście do tego świata.

James Milner po cichu zakradł się do komnaty wielkich, pokazał, że nie musisz być wybitny, nie musisz błyszczeć w mediach, ani strzelać po 20 goli w sezonie, by być na topie. – To błogosławieństwo, że mogę być jego trenerem – powiedział niedawno Klopp, który wskazał na podobieństwo do sytuacji w Dortmundzie, gdzie Sebastian Kehl był przedłużeniem ręki szkoleniowca w szatni, w bardzo młodym zespole.
Milner i Jordan Henderson to dowódcy Kloppa w Liverpoolu. Obaj potrafią w mocnych słowach zwrócić się do drużyny w szatni, choć trudno wyobrazić sobie Milnera w roli złego policjanta. Kiedy The Reds przygotowywali się do sezonu, według Kloppa wyglądał on nie na gościa po trzydziestce, ale takiego, który dopiero co przekroczył dwudziesty rok życia.

Znakomicie odnalazł się w mediach społecznościowych, szybko udowodnił, że ma poczucie humoru i wcale nie jest takim nudziarzem, za jakiego uchodził. Już jego pierwszy tweet rozbawił tysiące ludzi. Zamieścił swoje zdjęcie przy desce do prasowania i podpisał: „Powrót do wczoraj, kiedy nie było mnie jeszcze na Twitterze”. Gdy w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Romie oberwał piłką w głowę, napisał: „Czy ktoś ma jakieś sposoby na usunięcie logo Champions League z twarzy?”. Kibice od pierwszego postu pokochali dystans Milnera.

Lubię Milnera, ponieważ w świecie, który stworzyły siostry Kardashian – niewiele wartych treści, za którymi podążają, w poszukiwaniu łatwego, życia rzesze osób, którym nieszczególnie chce się pracować, jawi się on jako synonim normalności. To z pewnością duża frajda dla fanów Liverpoolu, że ktoś taki jak on, Henderson, Andy Robertson (będący zresztą częstym obiektem żartów Milnera), czy młody Trent Alexander-Arnold stanowią o sile ich ukochanej drużyny. Na takich gości w Anglii mawia się „lads”, normalni kolesie, z którymi chciałbyś pójść wypić browar, sęk w tym że oni by nie poszli, zamiast piwek wybrali drogę ciężkiej pracy od dziecka. To w ogóle niesamowite, że Milner, jako piłkarz już ukształtowany, u Kloppa podniósł swoje umiejętności. Zadziałała symbioza – on dał drużynie spokój i doświadczenie, ona mu energię do nauki nowych rzeczy. Dziś James jest dużo lepszym piłkarzem niż trzy lata temu.

Pellegrini powiedział kiedyś, że to najbardziej kompletny angielski zawodnik, a „The Telegraph” umieścił w dwudziestce najbardziej niedocenianych graczy w erze Premier League. Ale James Milner zdobył, oprócz pucharów, coś innego, bezcennego, coś co daje mu spora siłę i nakazuje mieć gdzieś to, czy ktoś go doceni w meczowej relacji. Ogromny szacunek fanów.
Kiedy dekadę wstecz Manchester City położył na stole 20 milionów funtów, Aston Villa początkowo odrzuciła tę ofertę. Milner chciał odejść do City, ale jednocześnie pragnął, by klub z Villa Park zarobił godnie na tej transakcji. Transfer był praktycznie dopięty, sezon już się rozpoczął. James zagrał w pierwszej kolejce przeciwko West Hamowi United i zdobył bramkę. Gdy opuszczał boisko, zmieniony w końcówce spotkania, kibice Aston Villi zgotowali mu owacje na stojąco.
Kiedy nadejdzie dzień, w którym Milner na dobre pożegna się z Premier League, powinni to zrobić wszyscy kibice tej ligi. Bo tacy piłkarze są wymierającym gatunkiem. Ja na pewno wstanę i nisko się ukłonię, bijąc brawo.

#james milner
#Liverpool
#premier league

Najnowsze

Plan już bez białych plam. Wszystko, co trzeba wiedzieć o powrocie Bundesligi

Najpierw tydzień zbiorowej kwarantanny, później kolejne testy na obecność koronawirusa i w przyszłą sobotę derby Zagłębia Ruhry. Tak ...

#BundesBACK
#bundesliga
#liga niemiecka

Można zdobyć 10 mistrzostw i być niespełnionym? Losy niedocenionego Thiago

Po siedmiu latach w Bayernie Thiago Alcântara przedłużył kontrakt i rozważa nawet zakończenie kariery w Monachium. Zbliża się do trz ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

KICK OFF newonce #3: Carragher Challenge – wersja Premier League. Przemek i Michał składają swoje drużyny

W najnowszym Kick Off newonce Przemek Rudzki i Michał Gutka podjęli się wyzwania Jamiego ...

#Carragher Challenge
#kick off

NFL Po Godzinach #5: Wspomnienie Dona Shuli, weterani NFL zmieniają kluby (PODCAST)

W ostatniej audycji NFL Po Godzinach Michał Gutka i jego goście wspominali zmarłego legendarnego trenera Miami Dolphins. Nie zabrakł ...

#Don Shula
#NFL
#NFL po godzinach

Gdzie już zakończyli ligi, gdzie walczą o powrót? Ściąga na czas pandemii

Niektórzy już zakończyli sezon, inni sposobią się do szybkiego powrotu bez publiczności, jeszcze inni chcą wpuszczać na mecze kibicó ...

#La Liga
#premier league
#serie a

DETALE I NIUANSE. U nas nie może być normalnie

Czym dłużej czekam na powrót polskiej piłki, tym bardziej męczy mnie brak powagi w niej. Wojenki o udziały, omijanie zakazów, potajemne treningi, wieczne krętactwo. Przede wszy ...

#dyrektorzy sportowi
#ekstraklasa

HIT THE BAR #8: Przyjęliśmy wyzwanie. Wybieramy nasze międzynarodowe jedenastki

Dominik Piechota i Michał Gutka w Hit The Bar na naszym kanale na YouTube podjęli się wyzwania, jakie zapoczątkował Jamie Carragher.

#Carragher Challenge
#Hit The Bar

Zielone światło od rządu. Bundesliga wraca w przyszłym tygodniu (AKTUALIZACJA)

Wszystko wskazuje na to, że Bundesliga faktycznie zostanie pierwszą ligą sportową w Europie, która wznowi przerwane przez pandemię r ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Elegancki sport dżentelmenów. „W snookerze zawodnicy sami przyznają się do faulów”

Tropimy przedstawicieli sportów, o których powinno się mówić więcej w naszym kraju. Po squashu przyszła pora na snookera. Tajniki te ...

#Adam Stefanów
#snooker

Pierwszy taniec Karniszowasa. Litwin odpowiedzialny za odbudowę potęgi Chicago Bulls. Będzie jak Jerry Krause?

Jerry Krause zbudował wielkie Chicago Bulls w latach 90., ale i tak wspominany jest dzis ...

#arturas karniszowas
#Chicago Bulls
POKAŻ WIĘCEJ