newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Dave Jamieson/Mirrorpix/Getty Images

Poprzednie systemowe zmiany dały Niemcom mistrzostwo świata i zgraję doskonałych technicznie oraz inteligentnych środkowych pomocników. Teraz niemiecki futbol znów reformuje szkolenie. Chce mieć więcej indywidualistów.

Podczas jednego ze szkoleń piłkarskich Peter Hyballa, niemiecki trener, dziś prowadzący NAC Breda, opisywał na scenach z meczów Realu Madryt różne role piłkarzy. Gdy do piłki dopadał Cristiano Ronaldo, zwracał uwagę na jego mowę ciała. Portugalczyk, nawet gdy miał przed sobą trzech rywali, wypinał klatę i zdawał się mówić: „no, cwaniaczki, próbujcie”. – Gdyby mieć pięciu zawodników o takiej mentalności w drużynie, nie wygrałoby się żadnego meczu. Za duże ryzyko. Jednego takiego narwańca warto jednak mieć. Wtedy jako trener potrzebujesz na pozycji środkowego pomocnika kogoś odpowiedzialnego, kto będzie myślał za tego narwańca przed nim i kombinował, co zrobi, gdy mu się nie uda. W skrócie: potrzebujesz Niemca. Najlepiej ze wschodu. Dlatego Toni Kroos gra w Realu Madryt – przekonywał.

 

MODELOWY PRODUKT
Toni Kroos, czyli ten Niemiec ze wschodu, to najbardziej doskonały produkt reformy niemieckiego szkolenia, wprowadzonej na początku XXI wieku. Teoretycznie potrafi wszystko, ale jego gra wygląda bardzo prosto. Podanie, podanie, podanie. Niemal bez strat. Otwiera strefy kolegom, zamyka rywalom. Doskonały taktycznie i technicznie. Myślący i wszechwidzący. Niemiecki futbol wyprodukował w ostatnich latach wielu tego rodzaju środkowych pomocników, ale Kroos jest z nich najbardziej udanym. Dwadzieścia lat po tamtej reformie, Niemiecki Związek Piłki Nożnej wprowadza nową. Jej efektem ma być więcej narwańców z wypiętymi klatami.

MNIEJSZE BOISKA
W ostatnich tygodniach Niemiecki Związek Piłki Nożnej ogłosił zmiany w systemie szkolenia młodzieży. Zwykle powściągliwy „Kicker” nazywa je rewolucją. W praktyce główną zmianą jest zmniejszenie liczby zawodników na murawie i zmniejszenie boisk, na których rywalizują młodzi piłkarze. Sześcio- i siedmiolatkowie mają rywalizować w drużynach trzech na trzech, a nawet dwóch na dwóch, strzelając na cztery, a nie dwie bramki. Liczba graczy ma systematycznie rosnąć wraz z wiekiem. Bramkarze w drużynach pojawią się dopiero od dziesiątego roku życia. A wyniki i tabele rozgrywek będą prowadzone dopiero od dwunastego roku życia. Fundamentem reformy mają być gry trzech na trzech. Jak wynika z obliczeń naukowców z Uniwersytetu w Erlangen, pozwoli to na aż sześćdziesiąt procent częstszy kontakt z piłką niż w dotychczas stosowanej grze siedmiu na siedmiu. Liczba dryblingów w tym systemie wzrasta pięciokrotnie, liczba strzałów trzykrotnie, a podań dwukrotnie.

 

ODPŁYW DZIECI
To podążenie w kierunku, na który wielu w niemieckim futbolu zwracało uwagę już od lat. Głównym orędownikiem zmian był właśnie Hyballa, którego najpopularniejsza książka nosi tytuł: „Trainer, wann spielen wir?”, czyli „Trenerze, kiedy gramy?”. Były trener młodzieży m.in. Borussii Dortmund czy Bayeru Leverkusen zwracał uwagę, że dzieciom odbiera się frajdę z uprawiania sportu. Że na etapie, na którym powinni na treningach przede wszystkim grać w piłkę, uczy się ich rzeczy, które ich nie interesują, zabijając w nich pasję do futbolu. „Kicker” pokazuje to na konkretnych liczbach. W 2019 roku wyrejestrowano z niemieckiego związku aż trzy i pół tysiąca drużyn. W ciągu dekady o osiemnaście procent spadł odsetek klubów młodzieżowych, a o dziewięć procent odsetek zarejestrowanych zawodników. Przyczyny są wielorakie, także niezależne od DFB. Dzieci więcej czasu spędzają w szkołach, a ich rodzice dłużej siedzą w pracy, co utrudnia popołudniowy udział w treningach. Coraz więcej jest rozrywek, z którymi futbol musi konkurować, a coraz mniej chętnych do prowadzenia treningów.

 

WIĘCEJ PIŁKI
Po reformie w niemieckim szkoleniu ma być więcej piłki w piłce. Dzieci chcą przede wszystkim strzelać gole, kiwać się, grać. – Powiększanie zespołów i boisk wraz z wiekiem ma sens – mówi w „Kickerze” Markus Hirte, związkowy szef Szkolenia Talentów. – Każde dziecko w każdym modelu może znajdować swoje rozwiązania. Najmłodsi będą szukać innych rozwiązań w grze dwóch na dwóch, a innych później, grając czterech na czterech. Sześciolatek w ogóle nie widzi na boisku partnera. Ojcowie często się dziwią, czemu dziecko nie podało, ale dziecko w tym wieku nie jest jeszcze w stanie tego zrobić – podkreśla.

 

WIĘCEJ GRANIA
Nowe zasady mają sprawić, że każde dziecko będzie miało więcej okazji do gry. – Często dziś jest tak, że w weekend trzeba jechać dość daleko na mecz, a potem słabsze dzieci grają w nim tylko po pięć minut. To jasne, że w którymś momencie rodzice zaczynają narzekać – podkreśla Hirte. Teraz celem jest organizowanie pewnego rodzaju młodzieżowych turniejów – równoczesnego grania w małych drużynach na ośmiu małych boiskach. Odpowiedź na zarzuty o zabijaniu ducha rywalizacji poprzez zaniechanie prowadzenia tabel i spisywania wyników ma stanowić zalecany przez reformatorów system awansów i spadków w ramach jednego turnieju. – Wygrywasz, idziesz grać jedno boisko wyżej. Przegrywasz, spadasz o jedno niżej. Na koniec na pierwszym boisku grają przeciwko sobie dwa najlepsze zespoły, a na ostatnim dwa najgorsze. Ale mecze toczą się na podobnym poziomie. To ciekawsze niż wiele obecnych meczów młodzieżowych, które kończą się dwucyfrowymi wynikami, bo różnice poziomów są zbyt duże – podkreśla jeden z twórców reformy. Brak tabel ma za to zmienić podejście trenerów. – Mamy ogromną przepaść pomiędzy tym, jak dorośli rozumieją futbol, a jak rozumieją go dzieci. Dzieci chcą przeżyć, gry, akcji. Szybko zapominają o porażce. W trakcie jednego turniejowego dnia nie muszą czekać tydzień do następnego meczu, tylko dziesięć minut – zachwala Hirte. Na obawy trenerów bramkarzy, że na zmianach ucierpi jakość szkolenia na tej pozycji, zwraca uwagę, że wśród dzieci na bramce rzadko stoi najbardziej utalentowany, a zwykle najsłabszy (by nie powiedzieć najgrubszy). Poza tym bramkarzom także bardzo się w dzisiejszym futbolu przyda uczestnictwo w normalnej grze i wiele kontaktów z piłką.

REHABILITACJA WARIATÓW
Presja na zmiany nasiliła się w niemieckim futbolu po kompromitacji na mundialu w Rosji. Wcześniej ludzie narzekający na system szkolenia byli uznawani za wariatów. – Tracimy podstawy. Dzieci muszą tylko odgrywać, nie mogą już nawet próbować dryblingów. Nie dostają właściwych wskazówek, dlaczego podanie lub drybling nie wychodzą. Zamiast tego potrafią biegać do tyłu w osiemnastu ustawieniach, puszczając jednocześnie bąki – mówił kilka lat temu Mehmet Scholl, wzbudzając salwy śmiechu. Gdy Olaf Thon narzekał, że niemiecki system produkuje identycznych, poprawnych piłkarzy, ale nie indywidualistów – uznawano to za zrzędzenie sfrustrowanego byłego piłkarza. Hyballa w „Die Zeit” narzekał na zagłaskiwanie młodych piłkarzy. – Kiedyś wyższy rangą trener powiedział mi, bym nigdy nie krytykował piłkarza z nazwiska, zamiast tego wymieniając jego pozycję. Wcześniej mieliśmy z zawodnikami na tyle bliski związek, że mogliśmy im także powiedzieć: „ruszcie dupy”. Teraz musielibyśmy poprosić, by przemieścili się w określoną strefę. Jeśli mają być relacje, muszą też być czasem kłótnie. Mario Goetze momentami mnie nienawidził. Indywidualiści to drapieżniki. Trzeba im czasem na to pozwolić. U mnie Goetze nie musiał aż tak dużo biegać. Robili to defensywni pomocnicy za jego plecami. Ale Mario musiał za to zrobić coś spektakularnego – tłumaczył, ale i bez tego uznawano go w Niemczech za nieszkodliwego ekscentryka.

 

SYGNAŁ Z GÓRY
Radykalny zwrot w tył zapoczątkował Joachim Loew po mundialu w Rosji. O ile mistrzostwa świata w Brazylii pokazały, ile można osiągnąć, mając w składzie inteligentnych i świadomych piłkarzy, jak Philipp Lahm czy Toni Kroos, o tyle ostatni wielki turniej udowodnił, że futbol poszedł w inną stronę. Niemcy odpadali, klepiąc piłkę wszerz od lewa do prawa, podczas gdy Leroy Sane, jedyny w niemieckiej piłce drybler, wyłamujący się ze schematów, siedział w domu przed telewizorem, bo nie pasował Loewowi do koncepcji. Po klęsce selekcjoner ogłosił powrót do szybkości, ryzyka i dryblingów. Centralną postacią zespołu miał stać się Sane, wspierany w ofensywie przez szukających ryzyka Serge’a Gnabry’ego czy Tima Wernera. Przykład poszedł z samej góry.

 

DIAGNOZA HUMMELSA
Już wtedy „Kicker” uruchomił wielką serię o problemach niemieckiego szkolenia, co brzmiało dość absurdalnie, biorąc pod uwagę, że Niemcy byli wówczas mistrzami Europy U-21 (dziś są wicemistrzami). Herrmann Hummels, ojciec Matsa i wieloletni trener młodzieży w Bayernie Monachium, zwracał uwagę na wiele problemów, które wcześniej pomijano. – W niemieckim futbolu jest za mało piłkarzy z osobowością. A to się łączy z jakością piłkarzy. Pierwszym kryterium jakości jest to, czy potrafisz pokazać umiejętności niezależnie od czynników wewnętrznych. Pilot musi zawsze być dobry i utrzymywać nerwy na wodzy. Nawet jeśli jego żona choruje, a córka ma problemy z matematyką. Zawsze być dobrym, nawet gdy okoliczności nie sprzyjają, to część osobowości. Aktualnie w naszej piłce za wiele zależy od zewnętrznych czynników: „Czy trener ze mną rozmawia?”, „Czy dobrze się czuję?”, „Czy mamy super drużynę?, „Czy gram na mojej ulubionej pozycji?”, „Czy taktyka jest odpowiednia?”, „Czy mamy plan na ten mecz?” – zwracał uwagę.

https://twitter.com/wofalenta/status/1241363039515009024

MNIEJ OSOBOWOŚCI
Jego dalsze wypowiedzi z tamtego wywiadu także znajdują oddźwięk w najświeższej reformie. – W centrum dzisiejszego treningu jest taktyka i systemy. Cierpi na tym rozwój osobowości zawodników. Każda ścieżka, każda pozycja, każde zachowanie jest proponowane zawodnikom. Jeśli od najmłodszych lat szlifuje się schematy, brakuje później umiejętności podejmowania decyzji na boisku. Zbyt wiele wskazówek opóźnia rozwój kreatywności. U nas wszystko się robi jako zespół. Już dziesięciolatkowie mają ciągle podawać piłkę. Jednocześnie, cały czas brakuje nam zawodników, którzy potrafią dryblować i wygrywać pojedynki. Z samymi indywidualistami nie da się w piłce wygrywać, ale aktualnie przesadzamy w drugą stronę – grzmiał, zwracając uwagę, że najlepsze w podwórkowej piłce było to, że nie było tam dorosłych.

 

ULICZNI GRAJKOWIE
Nowe zasady szkolenia zakładają, że dorośli będą, ale mają za bardzo nie mieszać. – Chcemy znów mieć więcej dryblerów i kreatywnych piłkarzy, którzy sami podejmują decyzje, a nie czekają na wskazówki. Liczymy, że w następstwie wprowadzonych zmian takich zawodników za jakiś czas będzie więcej. Nie tylko w zawodowej piłce, ale też w okręgówce – podsumowuje Hirte. Zanim przyjdą efekty tych zmian, spodziewana jest w niemieckim szkoleniu zapaść. – Efekty obecnej reformy przyniosą efekty pewnie dopiero za osiem, dziewięć, dziesięć lat. Do tego czasu musimy się starać złagodzić dołek, który za moment nadejdzie – podkreślał niedawno Stefan Kuntz, selekcjoner kadry U-21. W niemieckiej kulturze piłkarskiej jest bardzo mocno zakorzeniona tęsknota za tzw. „Strassenkicker”, czyli „ulicznymi grajkami”. Piłkarzami wychowanymi na podwórkach. Zawadiakami. Drobnymi cwaniaczkami, myślącymi jak okiwać rywala. Nienaganni technicy wychowani w akademiach dali niemieckiej piłce czwarte w historii mistrzostwo świata. By zdobyć piąte, potrzebne będzie wskrzeszenie w młodych ludziach ducha dawnego podwórka.

#Niemcy
#reforma szkolenia
#DFB

Najnowsze

Sobowtór Lukaku, który ośmieszył Davida Moyesa. Stormzy i jego romans z Manchesterem United

Pochodzi z Londynu, ale uważa, że Manchester United ma w sobie coś takiego, czego nie możesz kupić. Dlatego tak uwielbia właśnie klu ...

#Stormzy
#Manchester United
#grime

Ronaldo, jedyny prawdziwy Ronaldo. Zażarta dyskusja, o kim świat nigdy nie zapomni

Dopóki Cristiano nie pokazał się w poważnej piłce, nikomu nie przeszło przez myśl nazywać go nazwiskiem Ronaldo. To już debata pokol ...

#Cristiano Ronaldo
#prawdziwy Ronaldo

Colin Kaepernick – człowiek, który poświęcił karierę dla większej sprawy. Ruch Black Lives Matter znów dzieli NFL

Sprawa zabójstwa George'a Floyda przez policjanta w Minneapolis przywróciła na świecznik ...

#Black Lives Matter
#Colin Kaepernick

Gra w klasy nad urwiskiem. Williams szuka ratunku

Zeszły sezon sprawił, że Williams w Polsce jest napiętnowany, a w pewnych kręgach wręcz znienawidzony. Wyniki zespołu i jego fatalna dyspozycja odcisnęły piętno na powrocie Rob ...

#Formuła 1
#Williams

Stracone 19 procent. Jak pandemia zlikwidowała atut gry u siebie

Wraz z zakazem wpuszczania publiczności na stadiony, kluby straciły nie tylko wpływy z biletów i z dnia meczowego. Straciły też sporo szans na wygrywanie meczów u siebie. Dokła ...

#atut własnego boiska
#ekstraklasa

DETALE I NIUANSE. Poważny piłkarz spędza w pracy więcej niż tradycyjne 8 godzin w biurze

Cristiano Ronaldo wrócił do treningów w Turynie i zadziwił znacznie lepszymi wynikami fizycznymi niż przed pandemią. W ośrodku treni ...

#Cristiano Ronaldo
#Juventus
#praca

NFL Po Godzinach #8: Jak pracuje się w klubie futbolowym podczas pandemii? (PODCAST)

Gościem audycji NFL Po Godzinach był Tomasz Brzostowski, trener linii ofensywnej w drużynie Warsaw Mets, na co dzień występującej w ...

#NFL
#NFL po godzinach
#Warsaw Mets

Co robią kibice, gdy nie ma ich na stadionach? Czas bardziej ich docenić

Kibice Lecha nie dopingowali drużyny pod stadionem, bo skonsultowali się z epidemiologami. Nie mogą jednak doczekać się powrotu na t ...

#ekstraklasa
#kibice
#Lech Poznań

„Ty kłamco i kapusiu!”. Horace Grant stawia mocne zarzuty Michaelowi Jordanowi

Horace Grant był kluczowym zawodnikiem Chicago Bulls na drodze do trzech pierwszych mistrzowskich tytułów, ale w "The Last Dance" po ...

#Chicago Bulls
#Horace Grant

Rocky na prowincji. Łysy dziadek z Warszawy, którego każdy chciał mieć u siebie

Zmarłego w poniedziałek Piotra Rockiego pamięta się zwykle z oryginalnych cieszynek i ekstraklasowych goli. Miał jednak jeszcze drug ...

#ekstraklasa
#Piotr Rocki
#polska piłka
POKAŻ WIĘCEJ