newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Charlotte Wilson/Offside/Offside via Getty Images

Przerwa w rozgrywkach piłkarskich doskwiera coraz bardziej, a kluby już zaczynają liczyć straty. Najwięksi jednak dadzą sobie radę, nawet mimo przepychanek z telewizjami w sprawie spłaty umów. Najmocniej paraliż odczują kluby z niższych lig. Część może zapłacić nawet życiem.

W obliczu pandemii koronawirusa dyskusja przenosi się coraz bardziej z kwestii słuszności odwoływania kolejnych wydarzeń i wprowadzania dalszych ograniczeń na tematy gospodarze. Nie inaczej jest w świecie piłki. Odwoływane mecze oznaczają straty dla telewizji, piłkarzy i wszelkich pracowników klubów.

O tych problemach głośno mówi się w wielu krajach i często chodzi o przetrwanie. Chociażby Niemcy już naciskają, że dogranie sezonu, nawet przy pustych trybunach, jest warunkiem koniecznym dla przeżycia wielu klubów. Da się wyczuć zniecierpliwienie, ale Bundesliga nie jest sama. Tematem mocno żyje od kilku dni Anglia, gdzie dotyczy on głównie tych z dala od świateł kamer. To tekst o realiach w tym kraju, jednak wiele wniosków – zachowując pewne proporcje – pasuje też do innych.

 

IM NIŻEJ, TYM KIBIC CENNIEJSZY

Paraliż piłkarskich rozgrywek odbija się negatywnie na każdym, jednak najgorzej mają kluby z niższych lig. Bogaci, którzy od lat występują w Premier League i europejskich pucharach muszą teraz zaciskać pasa, ale wiedzą, że przeżyją. Drużyny z League One czy League Two takie zaciskanie może w końcu udusić.

Niedawno dobrze przedstawiono charakterystykę tego problemu na blogu Swiss Ramble. Piłka nożna to biznes wyjątkowo mało rentowny, skoro każdy klub w Premier League generuje średnio rocznie straty w wysokości około ośmiu milionów euro. Łącznie połowa z nich w ostatnich raportach finansowych wykazała, że więcej wydaje niż zarabia. Ale wszystko łagodzi gigantyczna umowa telewizyjna.

W Championship proporcje są jeszcze bardziej zachwiane. Na 24 kluby ledwie cztery generowały zyski, ale w trzech z tych przypadków wynosiły one mniej niż trzy miliony funtów rocznie. Jeśli zjedziemy do trzeciej ligi, obraz jest jeszcze gorszy. W League One zyski wykazało dziewięć z 24 klubów, ale większość z nich jest o mniej niż pół miliona funtów na plusie. Nie chodzi jednak tyle o sam bilans, co fakt, skąd dane wpływy pochodzą.

Główna różnica polega na proporcji, jaką stanowią wpływy z dnia meczowego, czyli sprzedanych biletów i wszystkich innych zysków z racji organizacji spotkania na swoim stadionie. Zespoły z drugiej, a w szczególności trzeciej ligi angielskiej są od nich o wiele bardziej zależne. Znaczna część budżetów w klubach Premier League to wpływy z tytułu praw telewizyjnych. Średnio wynoszą one 60% środków w klubie Premier League – choć w przypadku Watfordu czy Bournemouth liczba ta sięga 84 i 88%. W ekipach pokroju Manchesteru United czy Manchesteru City ponad 40% to jednak wpływy z działalności komercyjnej, dlatego nie są one tak zależne od telewizji. W TOP6 wpływy z praw stanowią od 38 do 53% przychodów, a dzień meczowy dla zespołu z Premier League to średnio 13% budżetu.

Im niżej zejdziemy, tym bardziej się to zmienia. W Championship w grę w wielu przypadkach wchodzi tzw. „spadochronowe”, czyli pieniądze dla spadkowiczów z Premier League, które w zależności od stażu w najwyższej lidze, wypłacane są nawet przez trzy lata. Z tego powodu w West Bromwich Albion wpływy z dnia meczowego stanowią tylko około 6% wpływów do budżetu, ale już w Sheffield Wednesday ta liczba wynosi 42%. Ogółem średnia ligowa to w przypadku dniu meczowych 19%.

W League One nie dało się dotrzeć do danych o wszystkich klubach, jednak spośród tych, w których było to możliwe, wychodzi, że średnio obroty z dni meczowych stanowią już ponad 1/3 budżetów. Odwołanie jednego meczu to około 50 do 100 tysięcy funtów straty dla drużyny na tym poziomie. Dzień meczowy to w ich przypadku cały system naczyń połączonych, po przystadionowy pub czy sklepik klubowy, gdzie można dostać koszulkę lub szalik. Wystarczy, że kilka spotkań się nie odbędzie, by dziura w budżecie powiększyła się do znaczących rozmiarów.

Fot. Simon Stacpoole/Offside/Offside via Getty Images

ZACZYNA SIĘ GRA O ŻYCIE

Dlatego w tym przypadku nawet wznowienie rozgrywek i granie spotkań przy pustych trybunach nie jest rozwiązaniem. Dla klubów z League One kibic na trybunach jest niezbędny do przeżycia. Dla tych z Premier League, brutalnie rzecz ujmując, nie. Manchester United ma fanów na przedmieściach miasta, w Londynie, Warszawie, Dżakarcie i w Meksyku. Coventry City ma fanów tylko w Coventry. Dla tych pierwszych najważniejszą kwestią jest, by mecz był pokazywany w telewizji, bo oznaczać to będzie, że cała machina znów została wprawiona w ruch. Dla drugich istotne jest to, by mecz mógł odbyć się przy pełnych trybunach.

– Obecny stan rzeczy jest bardzo trudny dla tych, których biznes zależy od tego, by ludzie przychodzili na trybuny i płacili za bilety – mówi prezes Rochdale David Bottomley. – Nasze finanse znacznie ucierpią w marcu. Na razie nie jest tragicznie. Zimą sprzedaliśmy piłkarza i uda nam się przetrwać kilka tygodni bez meczów. Ale w pewnym momencie będziemy potrzebowali tych środków – dodaje.

Jego klub ma o tyle wygodniej, że wspomniany piłkarz to utalentowany Luke Matheson, który za milion funtów przeszedł do Wolverhampton. Ponadto Rochdale w FA Cup trafiło już w tym sezonie na dwa kluby z Premier League i trochę na nich zarobiło. Ale Bottomley i wszyscy w klubie liczyli, że te wpływy to dodatek, a nie środki niezbędne do życia. – Gdyby odwołano resztę sezonu, miałoby to katastrofalny wpływ na nasz budżet. Przed sobą mieliśmy jeszcze sześć meczów u siebie. Boję się o kluby, które żyją od pierwszego do pierwszego – mówił.

Podobne obawy wyrażali też inni działacze trzecioligowych klubów w Anglii. – Brak wpływów ze sprzedanych biletów byłby wyniszczający – twierdzi Mark Catlin, prezes Portsmouth. Wielu obawia się powtórki z Bury FC. To historia, która była głośna minionego lata. Klub ze 134-letnią tradycją został wyrzucony ze struktur ligowych przez problemy finansowe. Jego długi sięgały dwóch milionów funtów – dla sąsiadów z Premier League z takich pobliskich miast jak Liverpool czy Manchester to niewiele, ale dla czwartoligowca ta kwota okazała się gwoździem do trumny.

 

POMÓC MUSI PRZYJŚĆ Z GÓRY

Wtedy poza zainteresowaniem mediów i utyskiwaniem ekspertów o tym, że futbol w niższych ligach umiera i traci swój romantyzm, wiele się nie wydarzyło. Dziś przerobienie scenariusza z Bury grozi chociażby Boltonowi, który z uwagi na problemy finansowe już obecny sezon zaczynał z dwunastoma punktami na minusie. Teraz został odcięty od ważnego źródła przychodów. Długa przerwa w rozgrywkach i brak powrotu do normalności może sprawić, że zespoły z czwartej czy trzeciej ligi nie będą w stanie dalej egzystować.

Kilka musiało zwolnić klubowych pracowników albo wstrzymać wypłaty, a końca paraliżu nie widać. Upadać mogą zaraz kolejni, a prezesi klubów z League One i Two już mówią, że wyjściem w najgorszym wypadku może być dostanie się pod zarząd sądowy i udowodnienie, że kryzys finansowy nie wynika ze złego zarządzania, a z okoliczności.

W tej sytuacji środowisko piłkarskie w Anglii nawołuje Premier League i Football Association do pomocy. Dawny szef ligi Brian Laws proponował w rozmowie z BBC, by piłkarze z drużyn z elity oddali część wypłat klubom z Leauge One i League Two. – To mogłaby być pomoc na wagę życia. Niemal każdy piłkarz z Premier League to milioner. Jeśli dostanie tygodniówkę o 100 tysięcy niższą, przeżyje – opowiadał Laws. – Zdaję sobie sprawę, że wiele biznesów prosi o pomoc rząd, i futbol to również biznes, ale Premier League jest przepełniona pieniędzmi. Muszą wspomóc kluby z dołu piramidy. Może się okazać, że w niższych ligach kluby będą upadać, zanim w ogóle uda się wznowić rozgrywki – dodawał.

Fot. Getty Images

Jak zwykle w takich chwilach rozpoczęły się spory ideologiczne. Własny interes liczy się najmocniej, szczególnie w trudnych czasach. Wypracowanie jakiegoś modelu współpracy może być więc trudne. Ale reagować mogliby sami piłkarze, którzy przy okazji zyskaliby wizerunkowo. Ostatnie wyliczenia pokazały, że w Premier League zawodnik zarabia średnio 3 miliony funtów rocznie. To mniej więcej równowartość budżetu trzecioligowego Blackpool.

Wielu  z nich ma przecież związki z klubami z niższych lig. Aż 20 z 23 zawodników kadry Anglików na mistrzostwa świata w 2018 roku grało w młodości na drugim poziomie lub niżej. Mogliby sobie przypomnieć, skąd się wywodzą. Simon Jordan na antenie talkSPORT wnioskował również o ingerencję EFL i FA. Zaproponował, by kluby z elity zarządziły obniżkę zarobków piłkarzy o 20%. W ten sposób po trzech miesiącach udałoby się oszczędzić 170 milionów funtów. To już pokaźne środki, które można by przekazać na potrzeby biedniejszych, a wynoszą tylko około 7% wpływów z praw telewizyjnych.

W felietonie dla „The Times” chęć do takich działań wyraził kapitan Bournemouth Simon Francis. On akurat doskonale wie, co znaczy gra w niższych ligach. – Kiedy przychodziłem do Bournemouth, byliśmy w trzeciej lidze. Za sobą mam występy od drugiej do czwartej ligi w Bradford City, Sheffield United, Grimsby Town, Southend i Charltonie. Wiem, jak ciężko jest na tym poziomie i zawodnikom, i klubom. Nie ma to nic wspólnego z Premier League. Tam się przejada wszystko, co się zarobi – tłumaczył.

Władze English Football League tydzień temu zarządziły, że klubom najbardziej dotkniętym paraliżem rozgrywek zostanie wypłacone 50 milionów funtów. Wszystkie środki trafią do nich jako bezinteresowne pożyczki i nie trzeba będzie ich spłacać. Ale to tylko kropla w morzu potrzeb, szczególnie jeśli przerwa będzie się wydłużać. Piłkarska rodzina w Anglii musi sobie wzajemnie pomóc, szczególnie bogata ciotka o nazwie Premier League. Jej zarządcy mogliby sobie przypomnieć, jak wiele zawdzięczają tym, którzy tworzą podstawy całej piramidy. Koronawirus już zabrał kibicom futbol. Teraz trzeba zadbać o to, by w niektórych przypadkach nie zabrał go na dobre.

 

#Anglia
#Bolton
#Bury
#Championship
#Koronawirus
#League One
#premier league

Najnowsze

Witajcie w świecie kina akcji Vinniego Jonesa. Będą faule, przekleństwa i bójki. A mimo wszystko futbol zagrał główną rolę

Rywale byli przerażeni widząc pędzącego w ich kierunku szaleńca z wygoloną głową. Dzisia ...

#vinnie jones
#crazy gang
#wimbledon

Istne trzęsienie ziemi, czyli gościliśmy Damiana Kądziora (WIDEO I PODCAST)

Reprezentant Polski i najlepszy asystent ligi chorwackiej opowiedział nam, jak trudne chwile mogą zbudować człowieka. Odbyliśmy podr ...

#Damian Kądzior
#La Polemica

Epidemia miesza na Słowacji. Likwidacja klubu jako sposób na opornych piłkarzy

Światowe media obiegła w ostatnich dniach informacja, że Żylina została pierwszym klubem, który zbankrutował przez koronawirusa. Spr ...

#Koronawirus
#Słowacja
#Żylina

Szkoda nam tych panów. Komu COVID-19 zepsuje zakończenie kariery?

To miało być wymarzone pożegnanie z piłką. Przewrotka z Barceloną na rozpoczęcie sezonu i świętowanie Pucharu Króla jako ostatni akt kariery. Aritz Aduriz miał zdobyć trofeum i ...

#Aritz Aduriz
#koniec kariery

Ślepy zaułek Formuły 1. Co będzie z królową sportów motorowych w dobie elektromobilności?

W teorii zarządzania mówi się o dwóch różnych sposobach planowania. Planowanie operacyjne dotyczy najbliższego okresu, kilku miesięc ...

#elektromobilność
#F1
#Formuła 1

Czas poszukiwaczy okazji. Nazwiska, na których będzie można oszczędzić

Rynek transferowy, jaki znamy, zmieni się nie do poznania. Nawet najbogatsi będą szukać wymian, zawodników do zatrudnienia za darmo, ...

#kontrakty
#Koronawirus
#wolny transfer

DETALE I NIUANSE. Kiedy pandemia mówi „sprawdzam”

Piłkarze Barcelony zgodzili się na 70 procent obniżki pensji, wypytując jednocześnie kolegów z Realu Madryt, dlaczego oni nie mierzą się z identycznymi problemami. Trudne czasy ...

#FC Barcelona
#Koronawirus
#LaLiga

Premier League TOP5: Trenerzy, którym nie wyszło w dużych klubach

„Premier League TOP5” to nowy cykl, w którym co tydzień będziemy tworzyć różne zestawienia. Dotyczyć będą tylko ery Premier League, bo choć zdajemy sobie sprawę, że futbolu wca ...

#David Moyes
#premier league
#Roy Hodgson

Cudowny prank w austriackiej piłce. Dzień, w którym komik został trenerem Grazer AK

Prima Aprilis nie jest naszym ulubionym dniem w roku. Czerstwe żarty, które przeradzają się w fake newsy, to nie nasze klimaty, szcz ...

#hape kerkeling
#prima aprilis

BOB BRADLEY. Polskie Chicago Fire, geniusz Piotra Nowaka i przepis na gołąbki (WYWIAD)

Bob Bradley jest powszechnie uważany za jednego z dwóch – obok Bruce’a Areny – najlepszych trenerów wszech czasów w USA, a obecnie z ...

#bob bradley
#chicago fire
POKAŻ WIĘCEJ