newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Michael Kienzler/Bongarts/Getty Images

Od trzydziestu lat są najlepszą szklarnią niemieckiej piłki. By utrzymać się w zawodowym futbolu, budują nowy stadion, o który stoczyli batalię z ekologami i sąsiadami. Mimo wielkiego finansowego balastu, jaki się z tym wiąże, jeden z najuboższych klubów jest rewelacją Bundesligi.

 


Gdy po czternastej kolejce sezonu w Niemczech SC Freiburg znajdował się w tabeli przed Bayernem Monachium, jego trener Christian Streich zasugerował, by wpisać to osiągnięcie do książek historycznych. Kilka miesięcy później już tak dobrze nie jest. Jednak w dalszym ciągu rzut oka na tabelę Bundesligi pokazuje, że SC Freiburg nie jest tam, gdzie powinien. Punkt za strefą pucharową. W tym klubie punkty liczy się jednak inaczej niż w reszcie Niemiec. Od pierwszej kolejki każdą zdobycz traktuje się jako mały kroczek w stronę utrzymania. Choć spadek jest tam zawsze wkalkulowany w budżet, akurat w tym roku wyjątkowo mocno liczono, że uda się go uniknąć. Za kilka miesięcy dla klubu zacznie się nowa epoka. Nikt nie chciałby otwierać wymarzonego od lat stadionu meczem 2. Bundesligi. I już wiadomo, że nie będzie musiał.

STOLICA INNOWACJI

O ile czasem nowy stadion traktuje się jako okazję do wskoczenia na wyższy poziom i wstęp do zwiększenia znaczenia w hierarchii danej ligi, we Fryburgu budowa nowego obiektu na 35 tysięcy miejsc to próba ugruntowania miejsca w hierarchii. Odkąd SC Freiburg po raz pierwszy pojawił się w 1993 roku w Bundeslidze, zawsze musiał działać inaczej niż reszta i uprzedzać pewne ruchy, zanim będzie zbyt późno. To tam już na początku lat dziewięćdziesiątych trener Volker Finke zaniechał tradycyjnej w tamtych czasach dla Niemców gry z libero i nauczył prowincjonalną drużynę funkcjonowania z czwórką obrońców w linii. To tam, w jako jednym z pierwszych miejsc w Niemczech, wprowadzano grę pressingiem. Wreszcie to tam już w 2001 roku, a więc zanim rewolucja młodzieżowa ruszyła wszędzie indziej, zbudowano akademię. Powstała na kupionych dwa lata wcześniej obiektach Freiburgera FC, historycznie biorąc, większego klubu z tego miasta, który w 1907 roku zdobył nawet mistrzostwo Niemiec. Dla kibiców tego podupadłego zespołu sprzedaż terenów mniejszemu sąsiadowi była upokorzeniem. Dla SC Freiburg z kolei wielkim finansowym wysiłkiem. Dwadzieścia z dwudziestu siedmiu milionów marek, które kosztowała akademia, klub wyłożył z własnego budżetu.

BUNDESLIGOWA SZKLARNIA

Innowacyjność się opłaciła, bo w ostatnich trzech dekadach klub z Badenii osiągnął mistrzostwo w wypracowywaniu wyników ponad stan. Wyrobił sobie renomę miejsca, w którym dobrze szkoli się, wyszukuje, wprowadza do poważnej piłki i promuje młodzież. Kto nie sprawdzi się we Fryburgu, na tego dyrektorzy sportowi innych klubów patrzą podejrzliwie. U stóp Schwarzwaldu panują bowiem cieplarniane warunki. I to dosłownie, bo w żadnym mieście w Niemczech słońce nie świeci przez więcej dni w roku. Jeśli ktoś nie rozkwitnie w takiej szklarni, nie zrobi tego tym bardziej na trudniejszym terenie.

STAWIAJĄ NA SWOICH

Przez lata takie podejście było polisą Fryburga na życie w zawodowym futbolu. Wokół akademii kręci się w klubie wszystko. Trener Streich, jego asystenci Patrick Baier i Lars Vossler oraz dyrektorzy sportowi Jochen Saier i Klemens Hartenbach wywodzą się z akademii. Saier, choć ma dopiero czterdzieści jeden lat, w klubie pracuje już od osiemnastu, bo do pracy z młodzieżą został zatrudniony jako 23-latek. Siedem lat później został najmłodszym dyrektorem sportowym w lidze. Streich i Hartenbach pochodzą z okolicy. Trener jest synem lokalnego rzeźnika. Hartenbach pomagał przy lokalnym gospodarstwie. Obaj poznali się już na studiach. Mieszkali wspólnie w akademiku. Trener wspominał w książce Bundesliga anders Christopha Rufa, że obecny dyrektor sportowy zaimponował mu, gdy w powietrzu wisiała burza, a on przypomniał sobie, że trzeba przerzucić na wóz bele siana. – Błyskawicznie pojechaliśmy, a Klemens od niechcenia przerzucił ich chyba kilkaset. To było niesamowite – opowiadał.

Christian Streich – Christian Kaspar-Bartke/Bongarts/Getty Images

PIEKŁO IMPREZOWICZÓW

Ta anegdota dużo mówi o idyllicznym otoczeniu, w jakim funkcjonuje klub. – Dla piłkarzy, którzy lubią chodzić na imprezy albo lansować się na promenadach, Fryburg to piekło – nie ma wątpliwości wieloletni kapitan Julian Schuster. SC Freiburg takich piłkarzy jednak nie przyciąga. Nils Petersen, jego podstawowy napastnik, zasłynął kiedyś stwierdzeniem, że jako zawodowy piłkarz czuje się wśród znajomych idiotą, bo na niczym się nie zna. Zwierzał się też, że gdy ma czas, odwiedza swą dziewczynę, pracującą w sądzie i przygląda się funkcjonowaniu urzędu, bo sam nigdy nie miał okazji zaznać normalnej pracy.

RAJ NA ZIEMI

Dlatego większość ludzi, którzy już wybierają Fryburg, uważa go za raj na ziemi. Dużo słońca, piękne, nie za duże, ale i nie za małe miasto położone u stóp gór. Nie można się dziwić, że Streich na treningi dojeżdża na rowerze, a urlopy spędza nie w nadmorskich kurortach, tylko odcinając się od świata i wędrując z plecakiem po Schwarzwaldzie. Także Joachim Loew, do niedawna najlepszy strzelec w historii SC Freiburg, ma w tych okolicach swą oazę spokoju. Środowisko przekłada się na sposób działania. We Fryburgu nigdy się nie panikuje. W przeciwieństwie do niektórych klubów Bundesligi, na czele z Bayernem Monachium, trenerów uznaje się tam za najważniejsze osoby w układance.

TRENER NA DEKADĘ

W ciągu ostatnich trzydziestu lat klub zatrudniał ich ledwie czterech. Ani Finke, ani Streich nie zostali zwolnieni nawet po spadku. Jedynie Markus Sorg stracił pracę ledwie po pół roku. Pozostali pracowali średnio po blisko dziesięć lat. Streich obecnie nie ma najmniejszej konkurencji wśród trenerów Bundesligi, jeśli chodzi o staż w tym samym miejscu. Klub stał się dla innych miejsc w Niemczech niedoścignionym wzorem. O tym, że taki sposób działania może zaprowadzić daleko, świadczy choćby stopień, do którego SC Freiburg przejął władzę w Niemieckim Związku Piłki Nożnej. Jego prezesem jest od zeszłego roku Fritz Keller, były prezydent fryburskiego klubu. Także Loew i jego asystent Sorg mają za sobą bogatą przeszłość we Fryburgu i często można ich spotkać na trybunach kameralnego stadionu.

ROSNĄCA KONKURENCJA

Przez lata SC Freiburg wypracowywał stabilizacją konkurencyjną przewagę. To się jednak zaczęło zmieniać. Streich mówił kiedyś alarmująco, że nawet jeśli jego klub jako pierwszy znajdzie zawodnika i złoży mu ofertę, zaraz pojawiają się cztery inne, składający znacznie bardziej atrakcyjne propozycje. Przekonywanie jakością życia w mieście i przykładami talentów, które wypromowali, nie zawsze działa. Saier opowiadał, o tym, jak był w środku niczego, by oglądać w II lidze tureckiej utalentowanego stopera Caglara Soeyuencue. Spodziewał się, że będzie pierwszy. Na trybunach spotkał jednak kolegę po fachu z innego klubu Bundesligi. Turka jeszcze udało się nakłonić do transferu i wypromować do Leicester City. Na dłuższą metę jednak nie da się tak działać. – Długofalowo nie bylibyśmy z naszym stadionem konkurencyjni. I nie mówię tylko o pierwszej lidze – podkreślał Streich.

UCIEKAJĄCE MILIONY

We Fryburgu problem stadionu rozpoznano bardzo szybko, ale długo nie udawało się go rozwiązać. Obiekt wprawdzie jest bardzo klimatyczny, zza trybun wybijają się sosny i świerki z pobliskiego zbocza. Jedna bramka jest położona o metr wyżej niż przeciwległa. Z 24-tysięcznym stadionem trudno jednak rok w rok rywalizować z konkurencją z większych miast. Już teraz co roku trzeba było odrzucać ze względu na brak miejsc około sześciu tysięcy zapytań o karnety. Największym problemem, w co trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę, że mowa o klubie od lat grającym w czołowej lidze świata, jest jednak brak na stadionie jakichkolwiek lóż. Konkurencja na miejscach dla VIP-ów zarabia znacznie więcej niż na tysiącach miejsc stojących. Klub z Fryburga traci w ten sposób względem ligowych rywali miliony euro każdego roku.

TF-Images/Getty Images

BATALIA O STADION

Wybudowanie stadionu w słynącym z ekologii mieście, reklamującym się jako „Green City”, nie było jednak proste. Inwestycję wstrzymywali zarówno działacze ekologiczni, jak i sąsiedzi nowej lokalizacji obiektu na przedmieściach miasta. Ostatecznie do wydania zgody na budowę nowego obiektu potrzebne było referendum, w którym 58 procent wyborców opowiedziało się za nowym stadionem. Nawet jednak wtedy lokalni ekolodzy podkreślali w tamtejszych mediach, że „kawki głosowałyby inaczej”. Kompromis z mieszkańcami sprawia, że SC Freiburg nie będzie mógł rozgrywać meczów, które zakończą się po 22.00, by nie zakłócać ciszy nocnej. Podobnie jest już teraz w Paderborn. To oznacza, że we Fryburgu nie będą się odbywać mecze rozgrywane w piątek o 20.30. Tym, co zrobią w przypadku awansu do europejskich pucharów, nikt na razie nie zawraca sobie głowy. Najważniejsze, że stadion od marca 2019 już powstaje. Klub przeniesie się tam od początku nowego sezonu.

ZAGRANICZNA EKSPANSJA

Nowy obiekt nie sprawi, że SC Freiburg będzie odważniej zaglądał w kierunku czołówki, ale sprawi, że przynajmniej będzie mógł wyciskać ze swych możliwości maksimum. Będzie na nim tysiąc osiemset miejsc biznesowych i dwieście lóż. Jednocześnie jednak, dla zapewnienia typowo piłkarskiej atmosfery, ponad jedną trzecią miejsc na nim będą stanowić trybuny stojące. Poprawi się też infrastruktura dla pierwszej drużyny. Oprócz obecnych obiektów zbudowany zostanie nowy budynek klubowy, dwa boiska treningowe dla pierwszego i drugiego zespołu oraz trzy mniejsze do treningów bramkarskich. Klub zamierza mocniej wykorzystywać bliskość francuskiej i szwajcarskiej granicy. Już teraz cztery do pięciu procent karnetów sprzedają w tych krajach. Liczą, że tę liczbę uda się jeszcze podnieść.

TF-Images/Getty Images

FINANSOWY WYSIŁEK

Już nawet większe kluby, jak Arsenal czy Tottenham przekonały się w ostatnich latach, że budowa nowego stadionu to spory finansowy wysiłek. Arsenal przypłacił budowę Emirates osłabnięciem sportowym. Koguty uniknęły tego dzięki dobrej pracy Mauricio Pochettino, jednak długo nie dokonywały żadnych transferów. Można się więc było spodziewać, że dla klubu pokroju SC może to być wysiłek nie do uniesienia. Zwłaszcza że aż sześćdziesiąt z siedemdziesięciu sześciu milionów, które będzie kosztował obiekt, klub płaci z własnego budżetu. Dwadzieścia od razu, a resztę w ratach. Miasto dołoży tylko 9,5 miliona, a budowę będzie też współfinansować kraj związkowy Badenia-Wirtembergia. Już teraz klub dużą część zysków przekazuje na budowę stadionu.

KRAJOWI ULUBIEŃCY
Podobnie jak w przypadku Tottenhamu, w tym newralgicznym momencie kluczowy może się okazać trener, który już kolejny raz wyciska z zawodników, co się da. Streich bardzo często zdobywa w Niemczech nagłówki nie tylko sportowe. Jego horyzonty sięgają daleko poza futbol, oprócz wychowania fizycznego studiował także historię i język niemiecki, dlatego chętnie wypowiada się na ogólnospołeczne tematy. Głośne były jego wypowiedzi zachęcające do przyjmowania uchodźców, krytykujące nierówności społeczne i rosnącą popularność skrajnie prawicowych partii, z AfD na czele, ale też chociażby zakupowe wariactwo z okazji Black Friday. Przed wyborami zachęca piłkarzy, by wzięli w nich udział i wybierali partie demokratyczne. Streich zapracował w ten sposób na wizerunek kogoś więcej niż trenera. Trwający sezon przypomina jednak, że to przede wszystkim dobry trener, który zespół z budżetem na walkę utrzymanie utrzymuje w zasięgu miejsc pucharowych. Każdy taki sezon, jak obecny, potęguje tylko pozytywny wizerunek, jakim klub cieszy się w Niemczech. Według badań Uniwersytetu Technicznego w Brunszwiku, bardziej lubiana od SC Freiburg w całej republice jest tylko Borussia Dortmund.

#bundesliga
#nowy stadion
#SC Freiburg

Najnowsze

Fernando Alonso wraca do Formuły 1. Legenda znów będzie dowodzić rodziną Renault

Renault to moja rodzina, moje najlepsze wspomnienia w Formule 1 – powiedział dwukrotny mistrz świata, ogłaszając powrót do francuski ...

#Fernando Alonso
#Formuła 1
#Renault

Ostatni taniec Bruce’a Lee. Czy legenda karate zaliczy drugie wejście smoka? ESPN szykuje filmowy hit

Po sukcesie serialu „The Last Dance” ESPN idzie za ciosem i wypuszcza kolejny dokument o ...

#bądź jak woda
#bruce lee
#ESPN

Karbownik: Nowocześni boczni obrońcy są dziś jak rozgrywający. Staram się wpasować w ten trend (WYWIAD)

– Nigdy nie trzeba było mnie sprowadzać na ziemię. Zawsze w juniorach byłem cichy, spoko ...

#ekstraklasa
#Legia Warszawa

Złota Piłka dla Lewandowskiego. Jeszcze nigdy nie było tak blisko (FELIETON)

Nie mam pojęcia, czy Robert Lewandowski zdobędzie w tym roku Złotą Piłkę, ale jedno jest pewne: żaden piłkarz w Europie nie zrobił t ...

#Bayern Monachium
#Liga Mistrzów

Pochwała cierpliwości. Southampton przekuł historyczną klęskę na pucharową formę

Po blamażu 0:9 z Leicester City spokojne położenie, w jakim są obecnie Święci, nie było oczywiste. Klub wytrzymał kryzys i jest na d ...

#premier league
#Ralph Hasenhüttl

O miłości do Liverpoolu i życiu pomiędzy Warszawą a Anfield. Marcin Feddek gościem audycji Kick Off (PODCAST)

Jest już podcast z najnowszej audycji Kick Off! Gościem Przemka Rudzkiego był Marcin Fed ...

#kick off
#Liverpool
#marcin feddek

Uratowany z bezludnej wyspy. Griezmann w końcu oswobodzony w ataku

To możliwe, aby mistrz świata i trzeci najlepszy piłkarz mundialu nagle zapomniał jak się gra w piłkę? Można było spłycać kwestie um ...

#Antoine Griezmann
#FC Barcelona

Puchar dla pucharu. Cracovia na drodze do ukojenia największego bólu kibiców

Od kilku lat krakowski klub dostarcza przykładów, że nie jest z nim tak źle, jak przyjęli o nim myśleć tradycyjnie fatalistycznie na ...

#Cracovia
#ekstraklasa
#Puchar Polski

Zagraj to jeszcze raz, Wayne. Premier League znów poczuje moc Rooneya? Ostatni uliczny wojownik nie chce się zatrzymać

Jako dziecko w rankingu idoli wyżej od Alana Shearera stawiał... Raphaela, jednego z boh ...

#premier league
#wayne rooney

Człowiek za pół miliarda dolarów. Mahomes zresetował rynek kontraktem bez precedensu (ANALIZA)

Patrick Mahomes przedłużył kontrakt z Kansas City Chiefs do 2031 roku. Ta zawiła umowa nie może równać się z niczym, co widzieliśmy ...

#Kansas City Chiefs
#NFL
#Patrick Mahomes
POKAŻ WIĘCEJ