newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Lionel Hahn/PA Images via Getty Images

Eksperci nie mają wątpliwości – ta walka wyłoni najlepszego pięściarza wagi ciężkiej. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu po raz drugi rękawice skrzyżują król nokautu Deontay Wilder i król życia Tyson Fury. Obaj niepokonani. Obaj przekonani, że wygrali pierwszy pojedynek. Obu mogłoby już tutaj nie być…

„Ledwo wiązałem koniec z końcem. Pieniądze przeciekały mi przez palce przez rachunki, leki i to wszystko… Poza tym, straciłem rodzinę. Myślałem, że jedyne rozwiązanie, to odebranie sobie życia. Jesteśmy tylko ludźmi, w takich chwilach nie myślisz o innych. Miałem już pistolet w dłoni”.

„Prędkościomierz pokazał 250 km/godz. Był wspaniały letni dzień, bardzo słoneczny. Właśnie odebrałem nowiutkie czerwone ferrari cabrio, byłem mistrzem świata wagi ciężkiej, miałem piękna żonę, rodzinę. A jednocześnie nie rozumiałem, po co mam dalej żyć.  Dawaj, będziesz miał to z głowy. Dostrzegłem most. Silnik ferrari z rykiem ponownie obudził się do życia. To miał być ostatni dźwięk, jaki usłyszę. Za kilka sekund w mojej głowie miał zapanować spokój, a wszystkie przekrzykujące się w niej głosy – wreszcie zamilknąć”.

Pierwszy cytat to fragment wywiadu Deontaya Wildera dla BT Sport. Drugi – początek autobiografii Tysona Fury’ego. Obaj w kryzysowym momencie pomyśleli o dzieciach. Fury dał po hamulcach dosłownie kilka sekund przed uderzeniem. Niespełna rok temu po raz piąty został ojcem.

Wilder ma ośmioro dzieci z czterema kobietami. Kiedy chciał ze sobą skończyć, miał 19 lat. Na świat przyszła właśnie jego najstarsza córka. Naieya była chora, urodziła się z rozszczepieniem kręgosłupa. Lekarze nie mieli wątpliwości – całe życie spędzi na wózku. Mistrz świata WBC wspomina, że był to najtrudniejszy moment jego życia. Sam mentalnie był wtedy dzieckiem i zupełnie nie potrafił poradzić sobie z sytuacją. Był wówczas na studiach. Grał świetnie w koszykówkę, wielu widziało w nim przyszłą gwiazdę futbolu amerykańskiego. Życie zdecydowało za niego. Leczenie córki było kosztowne, musiał zrezygnować z dalszej nauki. Młody Amerykanin pracował w restauracji, a po godzinach jeździł ciężarówką. Chciał zapewnić córce właściwą opiekę, godne życie i widząc jej determinację w walce z chorobą, postanowił zostać mistrzem świata w boksie. W sporcie, którym zainteresował go jeden z kolegów i w którym jego jedynym doświadczeniem było kilka walk na ulicy. Tytuł obiecał Naieyi w dzień jej pierwszych urodzin.

Fury, zanim zaczął nazywać się współczesnym Muhhamadem Alim, mieszkał w przyczepie kempingowej. I to tylko, jeśli akurat znalazło się w niej miejsce. W innym przypadku – nocował w namiocie. Wychował się w społeczności irlandzkich Travellersów – to ludzie prowadzący koczowniczy tryb życia. O cygańskich korzeniach opowiada z dumą: „Dzięki nim mam niezłomną wolę walki, determinację i wpojoną chęć zwyciężania. Nie ma we mnie choćby krzty przegranego”. Kiedy Wilder toczył swoje pierwsze solówki, Fury był już zaprawionym w bojach kawałem skurczybyka. Nie mogło być inaczej, skoro codziennie słyszał, że jest cygańską świnią. I skoro ojciec nadał mu imię na cześć wielkiego Mike’a Tysona. W dniu narodzin przyszłego „Króla Cyganów”, „Żelazny Mike” był niekwestionowanym czempionem trzech federacji: WBC, WBA i IBF; a John Fury obiecującym pięściarzem z rekordem 5-1. Ojciec Tysona walczył potem m.in. z późniejszym mistrzem świata Henry’m Akinwande, ale wielkiej kariery w ringu nie zrobił. Cygańska tradycja w razie lokalnego konfliktu nakazuje honorową konfrontację na gołe pięści, i to w tej formule John czuł się zdecydowanie lepiej. Bił się wszędzie – między linami, na polu, czy w domu. Regularnie katował swoją żonę, przez co ta z czternastu ciąż doniosła tylko cztery. W lipcu 2011 roku w trakcie bójki na aukcji samochodowej John Fury wydłubał znajomemu oko. Tyson stracił w jednej chwili ojca, mentora i trenera. John wyszedł na wolność po czterech latach, z marszu wzmacniając narożnik syna. Tyson czekał wtedy na swoją walkę życia, z absolutnym hegemonem kategorii ciężkiej – Władimirem Kliczką.

Wilder był już wtedy mistrzem. Obietnicę daną córce spełnił 17 stycznia 2015 roku, pokonując na punkty Bermane Stiverne’a. Kanadyjczyk był pierwszym zawodnikiem, który wytrzymał z Wilderem pełen dystans. Wcześniejszych trzydziestu dwóch zawodowych rywali „Bronze Bomber” nokautował, ewentualnie ci poddawali się sami.

Wilder przeszedł na zawodowstwo po wywalczeniu brązowego medalu na igrzyskach w Pekinie. Amerykanin zdecydowanie nie uchodził wówczas za zawodnika, którego nie da się złamać. Rok przed Pekinem sposób na niego znalazł Polak, Krzysztof Zimnoch. Kilkukrotny mistrz naszego kraju spotkał się z Wilderem na amatorskich mistrzostwach świata w Chicago. Po dwóch rundach przegrywał na punkty, ale w trzeciej poszedł jak po swoje i zdołał odwrócić losy pojedynku. Amerykanin wprawdzie tłumaczył się później przeziębieniem, ale… Powiedzmy sobie uczciwie, w 2007 roku Deontay Wilder nie był choćby w połowie takim zawodnikiem, za jakiego uważamy go teraz. Niedoświadczony, boksujący z dystansu, patyczkowate ręce, nogi. Wiem, że teraz mówi się o Wilderze, że bije najmocniej na świecie, ale wtedy na pewno tak nie było – wyznał TVP Sport Jewgienij Romanow; ostatni zawodnik, który powalił Amerykanina na deski.

Fot. Lionel Hahn/PA Images via Getty Images

Tyson Fury, podobnie jak Wilder, przeszedł na zawodowstwo kilka miesięcy po igrzyskach w Pekinie. W stolicy Chin nie wystąpił, chociaż bardzo mu na tym zależało. W Anglii nie miał szans wzbić się ponad popularność Davida Price’a, a Irlandczycy – do których się zgłosił – nie za bardzo chcieli, by ich społeczność reprezentował jeden z Travellersów. Fury nie zamierzał czekać na medal kolejne 4 lata. Kiedy ogłosił zamiar przejścia na zawodowstwo, skontaktował się z nim sam Don King. Ta opcja nie wchodziła jednak w grę. Ojciec Fury’ego doskonale pamiętał, jak King potraktował „Żelaznego Mike’a”. Ostatecznie związali się z Mike’m Hennessym. Fury nie był gwiazdą ringów olimpijskich, dlatego nikt nie zamierzał trzymać go pod kloszem. Z piętnastu pierwszych rywali „Olbrzyma z Wilmslow”, zaledwie czterech miało na koncie więcej porażek niż zwycięstw. Tyson dość szybko poznał smak desek i ciosów, po których gaśnie światło. Nie narzekał. Dla zawodowego debiutu Fury przerwał nawet swoją podróż poślubną. Z anonimowym Belą Gyongyosim walczył kilka tygodni po spędzeniu pierwszej wspólnej nocy z żoną. Tak, nawet jak byli zaręczeni z Paris, Tyson spał sam – w przyczepie kempingowej na podwórku jej rodziców.

Walkę o pas Tyson Fury stoczył w swoim dwudziestym piątym zawodowym pojedynku. Nawet dziennikarze, którzy uwielbiają być górą, w momencie, kiedy cały świat się pomyli, bali się pisać o jakichkolwiek szansach Brytyjczyka. Doskonale pamiętam, jak nie dopuszczono do publikacji tekstu kolegi, który napisał o 10 powodach, dlaczego Fury okaże się lepszy od rutynowanego superczempiona. Błąd. Nie było żadnego powodu, by tak sądzić.

Wszyscy pamiętamy akcję z początku kariery Fury’ego, kiedy wyprowadzając cios, sam siebie uderzył – przypomina Piotr Jagiełło; dziennikarz, który skomentuje sobotnią walkę. Wielu się nabijało, że to wielkolud, który w zasadzie niewiele potrafi, niewiele z boksem ma wspólnego.

Pięściarz z Manchesteru już wtedy dużo mówił. Ludziom boksu ciężko było jednak wymazać z pamięci jego amerykański debiut. 20 kwietnia 2013 w Madison Square Garden Brytyjczyka powalił mniejszy, lżejszy i rozbity wieloma ciężkimi wojnami w niższej kategorii wagowej Steve Cunninghamem. Fury wreszcie ciężko znokautował o 12 lat starszego oponenta, ale kibice zapamiętali z tej walki głównie jego ringową arogancję oraz lekkomyślność, przez które omal nie zanotował pierwszej porażki w karierze.

Nic dziwnego, że David Haye, który miał zostać kolejnym rywalem „Olbrzyma z Wilmslow”, był pewny swego. Haye’owi w przygotowania do walki z Furym pomagali m.in. Mariusz Wach i… Deontay Wilder.

Haye w tamtym okresie bardzo dobrze radził sobie z Wilderem. Amerykanin musiał nieźle napocić się na tych sparingach – wraca pamięcią „Waszka”. Wilder był wtedy znany bardziej jako sparingpartner Kliczki. Jeżdżąc na sparingi zarabiał na życie i nabierał doświadczenia, cwaniactwa.

„Wacha nie wzruszyłby nawet cios kijem bejsbolowym, a Wilder jest jednym z najmocniej bijących pięściarzy, jednym ciosem zmiótłby Fury’ego z ringu” – grzmiał Haye. Do jego walki z „Królem Cyganów” jednak nigdy nie doszło. Kiedy stało się jasne, że „Hayemaker” (z uwagi na konieczność rekonstrukcji barku) nie podejmie rękawicy, wyzwanie Fury’emu rzucił Artur Szpilka. Zamiast z Brytyjczykiem, „Szpila” spotkał się w ringu z Wilderem. Dwa lata później, w walce o mistrzostwo świata.

„To nie był wielki pojedynek Deontaya. Dopóki nie znokautował rywala w 9. odsłonie, walka wydawała się być w wielu rundach bardzo wyrównana i rozstrzygnięcie nie było pewne” – ocenił BoxingNews24.

Szpilka świetnie pracował na nogach, przepuścił wiele ataków Amerykanina. Po jednej z takich energicznych prób, „Bronze Bomber” sam się wywrócił. On wystrzeliwuje prawym i się ślizga. Ja się odchylam – pamięta jak dziś Polak. Pamięta wszystko, ale tylko do szóstej rundy. Później? Muszę sobie włączyć walkę, żeby ci mniej więcej zrelacjonować. Chciałem wygrać. Boksowałem, dopóki starczyło sił. A potem dostałem bombę, no i dziękuję. Hejterzy śmieją się, że jak mnie Wilder pierdolnął, to zacząłem rozmawiać ze swoimi dziećmi (tak „Szpila” nazywa swoje pieski). Wyczekał, trafił, Artur poszedł spać. 

Na dobre Szpilka obudził się dopiero w szpitalu. Miałem tak, że jeszcze tydzień po walce byłem taki przytrzymany. Opóźniony. Nie wiem, jak wam to opisać. To jest coś takiego niespotykanego, twoje myśli… Jakbyś się zjarał. Tak, tylko że się nie śmiałem. Nie było mi śmiesznie. Wszystko takie wolne, opóźnione. Byłem takiiii…

Wilder? Najpierw mówił dziennikarzom, że modli się za Szpilę. Kilkanaście miesięcy później, że myślał, iż zabił Polaka. Kilka lat później, że chciałby mieć trupa w rekordzie.

Amerykanie długo czekali na mistrza w królewskiej kategorii, ale Wilder z pewnością nie był tym wymarzonym. Mimo że skutecznie bronił tytułu, był krytykowany. Za braki techniczne, za to, że ma słabych rywali, że przegrywa z nimi rundy. Wilder nie cieszył się popularnością, dlatego postawił na kontrowersje. Ale te nie przychodziły mu tak naturalnie jak Fury’emu.

Zanim jednak Brytyjczyk zestawił homoseksualizm z aborcją i pedofilią, zanim ogłosił, że wszyscy mamy wyprane mózgi przez Żydów, którzy posiadają wszystkie banki, gazety i stacje telewizyjne; kompletnie zdominował w ringu cenionego Derecka Chisorę. Dla niedowiarków był to jasny sygnał, że Fury potrafi boksować. Nikt o zdrowych zmysłach nie myślał jednakże, że ten wielki, łysiejący chłopak z Manchesteru położy kres erze Kliczków.

Fot. Lionel Hahn/PA Images via Getty Images

Niemożliwe stało się 28 listopada 2015 roku. Brytyjczyk najpierw przebrał się za Batmana i wykrzykiwał, że wyśle Ukraińca na emeryturę, bo to bardziej nauczyciel bądź sierżant, niż wojownik. Potem wszedł do ringu i upokorzył Kliczkę na jego ziemi. Fury wypunktował faworyta, po czym przejął mikrofon i zaśpiewał żonie „I don’t wanna miss a thing”.

Paris wyglądała na najszczęśliwszą kobietę świata. To miał być punkt zwrotny w ich życiu. I był, choć zwrot nastąpił w zupełnie inną stronę niż wszyscy się spodziewali.

28 kwietnia 2016 – Fury jest wyraźnie bez formy, przychodzi na konferencję promującą rewanżowy pojedynek z okazałym brzuchem, ale taki stan rzeczy wyraźnie go bawi: „Popatrz na to, Kliczko. Pobił cię zwykły grubas”.

24 czerwca 2016 – walka Kliczko-Fury II przełożona, oficjalny komunikat: „Brytyjczyk skręcił kostkę”.

23 września 2016 – walka znowu przełożona, sztab medyczny mistrza twierdzi, że nie jest on gotów na pojedynek.

30 września 2016 – Fury wpada na dopingu. Dokładnie na kokainie, którą wykryto w jego próbce moczu. Media rozpisują się, że może stracić tytuł.

5 października 2016 – Fury przyznaje się do uzależnienia od alkoholu, narkotyków i do ciężkiej depresji. „Nie wiem, czy dożyję końca roku” – mówi w „Rolling Stone”.

Deontay Wilder tymczasem zalicza kolejne obrony mistrzowskiego pasa. Zaprasza do ringu Bermene’a Stiverna. Stivern był jedynym zawodowcem, który wytrzymał napór „Bronze Bombera”. Ale tym razem nie jest w stanie przetrwać nawet pierwszej rundy. Po ciosach mistrza składa się jak scyzoryk. Agresji Wildera nie jest w stanie przeciwstawić się także Luis Ortiz. Kubańczyk momentami daje lekcje boksu Amerykaninowi, ma go na skraju nokautu, ale „Bronze Bomber” odradza się, udowadniając, że ma coś więcej niż mocny cios. Ma charakter i twardą szczękę.

***

Kiedy byłem jeszcze amatorem, oglądałem Władimira Kliczko w telewizji i on stał się moim celem. Kiedy od dzieciaka masz w głowie cel i go w końcu osiągniesz… Pogubiłem się, nie wiedziałem zupełnie, co zrobić. Próbowałem wielu rzeczy: golf, strzelanie do rzutków, off road 4×4, kluby ze striptizem, ale wciąż czułem w środku pustkę” Fury zwierza się Joe Roganowi. Wrócił, za miesiąc ma ponownie walczyć o tytuł. Z królem nokautu, Deontayem Wilderem.

Mówi Roganowi, że pierwszy raz zażył narkotyki w wieku 27 lat, że po walce z Kliczką kokaina była u niego na porządku dziennym, że ważył 180 kilo, ponieważ pił codziennie po osiemnaście piw. Opowiada to już jako człowiek, który się podniósł. Który wrócił do boksu i wygrał dwa pojedynki ze słabszymi rywalami. Który nie złamał się, mimo że przed pierwszym z nich jego żona poroniła.

O wszystkim dowiedział się po walce. Paris nie chciała ryzykować, doskonale pamiętała, jak wyglądał w ich domu czas po starciu z Kliczką. — To były dwa lata piekła. Dwa lata walki z depresją, uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, a także myślami samobójczymi – wyznała „Daily Mirror”. Wszystko zmieniło się po niedoszłej próbie samobójczej. Tyson wrócił do domu roztrzęsiony, cały czas płakał. Doszło do tego, że musiał dokonać wyboru. Potem zaczął wszystko zmieniać. Przestał pić i ogłosił, że wraca do boksu.

Fury zaufał młodemu trenerowi Benowi Davidsonowi, który tak jak on zmagał się z depresją.

Mariusz Wach poznał Brytyjczyka właśnie przy okazji jego powrotu do sportu. Pamiętam, że zabierał nas do restauracji na jakieś posiłki. Bardzo w porządku człowiek, który nie nosi wysoko brody, nie wywyższa się – ocenia „Waszka”.

Fury uwielbia, kiedy na sali są ludzie. Tańczy, śpiewa, patrzy na tych ludzi, gada z nimi. Nawet podczas sparingu potrafi się odwrócić. Chyba motywuje się w ten sposób. U niego nic nie jest wyreżyserowane, bo on niczego nie musi udawać.

Podczas pierwszego starcia Wilder-Fury obaj pięściarze byli sobą. Fury rozkładał ręce, prowokował; Wilder zaś bił na tyle mocno, że Brytyjczyk dwukrotnie zapoznał się z podłożem. Fury zyskał respekt do rywala na długo przed pierwszym nokdaunem. W swojej książce przywołuje sam początek pojedynku: „Gdy sędzia zawołał nas do siebie przed rozpoczęciem walki, nabijałem się z Wildera: «Już po tobie, ty wielki menelu, zaraz dam ci lekcję boksu». Robiłem to zresztą przez całą pierwszą rundę. Tak naprawdę jednak zaraz po pierwszym gongu przekonałem się na własnej skórze, dlaczego on sam nazywa siebie Bomb Squad. Gdy trafił mnie prostym pomyślałem: «Wow!». Zablokowałem ten cios, ale poczułem go w całym ramieniu”.

Fot. Kevork Djansezian/Getty Images

Fury miał problem, gdy Wilder pracował lewym prostym. Wilder nie szedł na niego na wariackich papierach, za to umiejętnie spychał go do narożnika relacjonuje Piotr Jagiełło. Jest trzecia albo czwarta runda. Lewy prosty Wildera wchodzi niemalże w nos Fury’ego. I widać, jak go to boli. Widać, że on przez trzy kolejne rundy cały czas ma problem z tym nosem.

To jest wymowa uderzeń Wildera, i to nie tylko prawej ręki, o której przede wszystkim się mówi. Absolutnym fenomenem jest, że zawodnik, który z powodzeniem boksowałby w kategorii cruiser, jest jednym z najmocniej bijących w historii całej wagi ciężkiej. Dzisiaj w ogóle w boksie nie ma zawodnika takiego jak Wilder, który zupełnie nie musi przejmować się tym, co dzieje się na kartach punktowych. On wie, że prędzej czy później jego cios dojdzie do głowy rywala i będzie po wszystkim. Czy to będzie pierwsza runda, czy dziewiąta runda, wie, że go zdmuchnie. Nie było w dziejach boksu wielu takich pięściarzy, którzy wychodzą do ringu z taką wiarą, z takim przekonaniem. Dzisiaj niedocenianie Wildera to jest po prostu herezja.

Gdy Fury padł w dwunastej rundzie, dopiero na pięć otworzył oczy. Na dziewięć zdołał się podnieść. Wilder był w szoku, już celebrował zwycięstwo, tańczył. Brytyjczyk wytrwał do ostatniego gongu. Wydawało się, że wcześniej zrobił wystarczająco dużo, by z powrotem sięgnąć po pas i zaliczyć jeden z największych powrotów w historii. Sędziowie wypunktowali remis, z którym do dzisiaj nie zgadza się wielu ludzi boksu.

W tym gronie jest Jagiełło. Kilka rund było dyskusyjnych, były te dwa nokdauny. Ale jeżeli weźmiemy każdą rundę z osobna… Ja tę walkę oglądałem kilka razy i zawsze wychodziło mi zwycięstwo Fury’ego, który tych rund po prostu wygrał więcej. Trochę sędziowie zabrali mu, niestety, możliwość wpisania się na karty historii, i to absolutnie złotymi zgłoskami. Chociaż ta historia i tak jest niesamowita. Samo to, że Tyson Fury wstał w dwunastej rundzie. Wilder mówił potem, że jeżeli ktoś nie wierzy w istnienie Boga, to musi obejrzeć tę rundę i wtedy nie będzie miał wątpliwości. Bo wtedy akurat Bóg musiał być z Tysonem Furym.

„To musiała być interwencja Boga” – powtarza za przeszłym i przyszłym rywalem Brytyjczyk. I w zasadzie to jedyne, w czym panowie zgadzają się przed rewanżem. W wywiadach, na konferencjach kłócą się o to, kto powinien wygrać, kto może się nazywać mistrzem. Fury uważa, że w pierwszej walce był lepszy, Wilder ma zastrzeżenia, co do liczenia.

Brytyjczyka – który całe 8 milionów funtów, które zarobił za pierwsze starcie, oddał bezdomnym – nazywa się mistrzem ludu. On sam na każdym kroku zaznacza, że jest jedynym prawdziwym mistrzem, ponieważ w rzeczywistości nigdy nie stracił tytułu w walce. Faktem jest, że remisując w pierwszej konfrontacji z Deontayem Wilderem, Anglik obronił miano mistrza linearnego (jest nim zawodnik, który w linii prostej pokonał wcześniejszy numer jeden na świecie). W rzeczywistości jednak jest to czysto honorowy tytuł i jeżeli Fury chce być stawiany w jednym rzędzie z Louisem, Marciano, Pettersonem, Tysonem, czy Alim, musi wygrać sobotni rewanż.

Co za nim przemawia? Na pewno lekkość poruszania się w ringu, lekkość składania kombinacji – analizuje Jagiełło. Tak jak podkreślamy, że Wilder jest fenomenem pod względem siły fizycznej, tak fenomenem jest nieszablonowość Fury’ego. Brytyjczyk ma 2,06 cm wzrostu. Pięściarze o takich warunkach fizycznych są sztywni, schematyczni, boksują wokół naszkicowanego planu. Fury jest ich kompletnym przeciwieństwem, jest nieprzewidywalny. I właśnie z tą jego ruchliwością Wilder miał w pierwszej walce największe problemy.

Wtedy Brytyjczyk dość rzadko zmieniał pozycję na mańkuta. A przecież, kiedy zrobił to i huknął lewym sierpowym, po wstaniu z desek w dziewiątej rundzie, wydawało się, że zamroczył Wildera. Spodziewam się, że w rewanżu będzie częściej stosował ten manewr.

Fury zapowiada furiacki atak od pierwszego gongu. Mówi, że znokautuje Wildera do końca drugiej rundy. „Jeżeli tak będzie, kończę z tym sportem” – odpowiada „Bronze Bomber”. Kpi, że Fury ma poduszki zamiast pięści, że jego dwuletnia córka uderza mocniej. I kto jak kto, ale facet, który legitymuje się 95% współczynnikiem nokautów o sile ciosu może powiedzieć wszystko. Inna sprawa, że w pierwszym starciu z Furym, skuteczność mocnych uderzeń Wildera wynosiła zaledwie 17%. To wynik ponad dwa razy gorszy, niż gdy bił się ze Szpilką.

Czy „Król Cyganów” ma watę w rękawicach? – pytamy Mariusza Wacha, który przesparował wiele rund z Brytyjczykiem.

Może to tak wygląda z boku, bo Fury bardzo luźno puszcza ciosy, dużo skacze w ringu. Wiadomo, że siła byłaby większa, jakby stanął twardo na nogach, uderzył z pełnego skrętu. Ale ciosy bite z luzu są naprawdę odczuwalne. Są takie kąśliwe, niewygodne. Zwłaszcza, jak wyprowadza je ktoś o takich gabarytach. Fury nie ma tylu mięśni, co Joshua, ale to naturalnie wielki chłop. Swoje waży i te ciosy czuć. 

A ważyć ma jeszcze więcej. Brytyjczyk chce być w rewanżu jedynym sędzią, myśli o nokaucie. To dlatego zmienił trenera i dlatego postanowił wzmocnić się fizycznie. Według Wacha to decyzja, która przyniesie Fury’emu więcej strat niż zysków. Artura Szpilkę interesuje natomiast bardziej, ile na wagę wniesie Wilder. Nie wiem, czy w pierwszej walce nie był troszeczkę za mały – zastanawia się. Z drugiej strony ciężko mi wyobrazić sobie Wildera, który waży znacznie więcej. Wtedy nie będzie już tak dynamiczny.

Dla byłego pretendenta minimalnym faworytem będzie Wilder. Choć, jak zaznacza, Fury jest boksersko dwie ligi wyżej i typ zmienia mu się z godziny na godzinę. Bukmacherzy stawiają sprawę jasno. Jak przez nokaut, to Wilder; jak na punkty, to Fury. Kto wygra? Nie wiadomo.

Wilder po walce z Furym prezentował się bardziej przekonująco. Zmiótł z ringu Dominica Breazeale i znokautował w drugiej części rewanżowego starcia Ortiza. Fury? Pobawił się w wrestling, zaśpiewał na płycie Robbie’go Williamsa; a w ringu poradził sobie z dwoma niepokonanymi, acz niewiele znaczącymi w światowym boksie rywalami. Toma Schwarza wprawdzie szybko znokautował, ale z Otto Wallinem męczył się całe dwanaście rund. „Olbrzym z Wilmslow” śmieje się jednak, gdy wypomina mu się to starcie. „Piłem piwo podczas obozu treningowego. Wypiłem 4 pinty (568 ml) piwa w nocy przed samą walką”.

Na pytanie, jak zachowa się, wiedząc, że Wilder jest w stanie go wywrócić, w swoim stylu odpowiada: „Lizałem dużo cipek, dzięki temu wzmocniłem szczękę”. Wcześniej zapytany o przygotowania do walki wypalił: „Nie poczyniłem drastycznych zmian, ale robię pewne rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Jem pięć, czasem nawet sześć razy dziennie, piję w ciągu doby osiem litrów wody… Także zacząłem się masturbować siedem razy dziennie, by podwyższyć poziom testosteronu”.

Po zwycięstwie z Wilderem chce śpiewać i ogłosić zakończenie kariery jako zawodnik, który zasmakował każdego pasa w wadze ciężkiej. Niezależnie od wyniku zaś… iść w tango z dziwkami i wpaść w kokainowy cug. „Czy jest coś lepszego niż koks i dziwki? Biorę się za te tanie, chodzą po 30 dolarów. Trzeba sobie zrobić zastrzyk z penicyliny, zanim zacznie się je pieprzyć. Jak nie penicylina, to chociaż dwa kondomy na fiucie”. No cóż… Imię nie jest jedynym, co Fury odziedziczył po „Żelaznym Mike’u”.

Swoją drogą, Mike Tyson mocno promuje sobotni pojedynek i nie kryje sympatii do Fury’ego. Co na to Deontay Wilder? Jest przekonany, że skopałby tyłek Tysonowi z 86 roku. Jak zresztą każdemu innemu pięściarzowi w dziejach. Na razie jednak Amerykanin musi udowodnić, że jest najlepszym ciężkim w swojej erze. I ciężko o lepszą sposobność.

#boks
#Deontay Wilder
#Tyson Fury
#sporty walki

Najnowsze

100 pysznych cytatów o futbolu, które bawią, uczą i wzruszają (CZĘŚĆ 2)

Piłkarskie mecze to również bitwy na słowa. Dla Portugalczyka Jose Mourinho spotkanie zaczyna się na długo przed pierwszym gwizdkiem ...

#brian clough
#cytaty o futbolu

Dom z papieru. Jak piłkarze tracili kontakt z rzeczywistością

Fabryka snów poznaje słowo „mniej”. Kryzys właśnie obnaża specyficzną ekonomię piłki — tę, w której zawodnik jest panem sytuacji, a klub musi się panu podporządkować. Pensje pr ...

#Koronawirus
#pieniądze
#prawo Bosmana

Mama jako menedżer, Chełmno, Porto i Tomasz Wieszczycki wołający Scottiego Pippena. Grzegorz Mielcarski w audycji „Futbol i cała reszta” (WIDEO i PODCAST)

W kolejnej audycji z cyklu „Futbol i cała re ...

#grzegorz mielcarski
#fc porto

Rywalizacja oparta na czystym szacunku. Jak Manning może pomóc legendzie Brady’ego

Tom Brady jest nadal głodny. Odszedł z New England Patriots w poszukiwaniu kolejnego Super Bowl, a pomógł mu w tej decyzji dawny naj ...

#NFL
#Peyton Manning

Pirat ze sztuczną inteligencją. Analizował sens transferów, teraz walczy z koronawirusem

Esteban Granero ma dopiero 32 lata, jest czynnym piłkarzem i prezesem pionierskiej firmy zajmującej się wykorzystaniem sztucznej int ...

#Esteban Granero
#Koronawirus
#LaLiga

MMA na telefon, czyli quiz w „Jurasówce”. Słuchaj podcastu!

Kwarantanna nie zatrzymuje "Jurasówki". Łukasz "Juras" Jurkowski w ostatniej audycji rozmawiał z ciekawymi gośćmi ze świata sportów ...

#sporty walki
#Jurasówka
#podcast

Z NOGĄ W GŁOWIE. Nieunikniona rzeź organizmów piłkarzy dla ratowania branży

Gdy epidemia się skończy, piłka będzie się musiała toczyć praktycznie non-stop aż do lipca przyszłego roku. Bez przygotowań, bo prze ...

#kontuzje
#Koronawirus
#piłka nożna

TYGODNIÓWKA #11. Liczenie cudzych pieniędzy i sto porad w kwestii pomagania innym. Kluby przedsiębiorstwa i kluby jak rodzina

Nie ma dnia, żebym nie przeczytał co najmniej jednego tekstu o sposobie, w jaki świat fu ...

#Koronawirus
#premier league
#Tygodniówka

Hans-Dieter Flick zostaje w Bayernie. Q, który został Jamesem Bondem (KOMENTARZ)

Nie ma znaczenia, czy sezon jeszcze ruszy, czy już nie drgnie. Nikt już nie zrobi bardziej spektakularnej kariery niż niespodziewany ...

#Bayern Monachium
#bundesliga

Hateley: Mój najlepszy moment w karierze przyszedł tuż po najgorszym. To najlepiej podsumowuje futbol (WYWIAD)

Czy Ekstraklasa jest lepsza od szkockiej ligi? Jak to jest mieć dziadka i ojca, którzy b ...

#ekstraklasa
#Piast Gliwice
#Tom Hateley
POKAŻ WIĘCEJ