newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. by Visionhaus

Walka o miejsca w TOP4 Premier League stoi w tym sezonie na niskim poziomie. Ci, którzy w niej są tracą punkty, a goniący ich potykają się jeszcze częściej.

W poprzednim sezonie często mówiło się o tym, że w Premier League czołówka mocno się rozwarstwiła – Liverpool i Manchester City weszły na nieosiągalny poziom, a reszta walczyła o dwa pozostałe miejsca gwarantujące grę w Lidze Mistrzów. Teraz dysproporcja jest jeszcze większa i nie chodzi tylko o to, że uciekają wyłącznie The Reds. Zmianę dynamiki najdobitniej widać po walce o czwarte miejsce. Od kilku tygodni można odnieść wrażenie, że drużyny, które mają na nie szanse robią wszystko, by się tam nie znaleźć.

CHELSEA SIĘ POTYKA, ALE CO Z TEGO?

O tym, jak słabo radzi sobie grupa pościgowa niech świadczy przykład Chelsea, aktualnie czwartej w tabeli. Zespół Franka Lamparda był w wysokiej formie do połowy listopada, kiedy wspiął się na trzecie miejsce i miał tylko samo punktów, co drugie Leicester, ale od tego czasu tak różowo już nie jest. The Blues wygrali w tym okresie tylko cztery mecze, dwa zremisowali i przegrali aż sześć.

W normalnych okolicznościach mogliby wypaść poza czwórkę i tracić do niej kila punktów, ale nie w tym sezonie. Ten kiepski bilans przełożył się na spadek… zaledwie o jedno miejsce. Chelsea ma przewagę sześciu punktów nad piątym w tabeli Manchesterem United i nawet ostatnio ją zwiększyła, choć tylko zremisowała z grającym w dziesiątkę Arsenalem. To dlatego, że dzień później Czerwone Diabły przegrały z Burnley.

Analizując tabelę można dojść do wniosku, że czwarte miejsce to dziś w niej jeden z niewielu punktów przystankowych. Pierwszym jest pozycja lidera – Liverpool ma 19 punktów przewagi nad drugim zespołem i raczej może spać spokojnie. Później największa różnica jest właśnie między pozycją trzecią a czwartą. Leicester jest o osiem punktów przed Chelsea, która ma nad piątym miejscem zapas sześciu oczek. Za jej plecami zaczyna się ogromny ścisk – piąty Manchester United od przedostatniego Watfordu dzieli tylko 11 punktów. W teorii więc cztery kolejki wystarczą do tego, by wszystko wróciło się do góry nogami.

Fot. Darren Walsh/Chelsea FC via Getty Images

Nic więc dziwnego, że kiedy w trakcie sezonu pytano Lamparda o to, czy bardziej on i jego piłkarze patrzą na rozwój sytuacji na miejscach przed nimi, czy o to, co dzieje się za ich plecami, ten przytomnie odpowiedział: – Patrzymy w lustro.

W nim Anglik widzi obraz drużyny pełnej niedoskonałości, jednak ta mimo nich wciąż trzyma się na miejscu, którego osiągnięcie przed sezonem było uznawane za cel maksimum w obliczu odejścia Edena Hazarda, zmiany menedżera i ciążącego nad klubem zakazu transferowego. Chelsea do zajmowania pozycji w TOP4 wystarczy w tym momencie 40 punktów. Tylko raz w historii potrzebny był do tego mniejszy dorobek na tym etapie sezonu.

WIELCY ZAWODZĄ

W sytuacji, w której zespoły z czołówki się mylą, a i tak mają względny spokój – przecież ostatnio w kiepskiej formie jest też Leicester, a i tak nie wypadło z TOP3 – rozliczyć należy przede wszystkim wielkie kluby. I tu zaczynają się problemy. Arsenal i Tottenham zwolniły w trakcie sezonu trenerów i dopiero wychodzą na prostą. Manchester United z kolei nie potrafi utrzymać wysokiej formy, a w dodatku zmaga się z kontuzjami. Jednak nawet, gdy ze zdrowiem paru kluczowych graczy było lepiej, zdarzało się, że gdy Czerwone Diabły pokonały kogoś wysoko notowanego, chwilę później przegrywały z kimś z dołu tabeli. Drużynę Ole Gunnara Solskjaera pokonały już w tym sezonie ligowym m.in. Watford, Bournemouth, Crystal Palace, West Ham i Newcastle.

To jednak nie tylko przypadłość MU. Arsenal aż tak często nie przegrywał i jedyną poważną wpadką jest porażka 1:2 u siebie z Brightonem, za to zremisował aż 12 razy – najczęściej w lidze – z czego m.in. z Watfordem, Norwich, Bournemouth i dwukrotnie z Crystal Palace. Tottenham ma za to na koncie remisy z Norwich i Watfordem oraz przegrane z Newcastle czy Mewami. Jose Mourinho udanie zaczął pracę w Spurs po zastąpieniu Mauricio Pochettino – odniósł pięć zwycięstw w pierwszych siedmiu meczach ligowych – jednak od tego momentu wygrał tylko raz w pięciu kolejkach. Wszystkie te drużyny mogą się bronić tym, że trwa u nich okres przejściowy i będą miały rację, ale wciąż osiągają wyniki znacznie poniżej oczekiwań.

Fot. Gareth Copley/Getty Images

PIĄTKA DLA KAŻDEGO

Obecny sezon Premier League różni się od trzech poprzednich, gdy kluby z Big Six tylko wymieniały się kolejnością na pierwszych sześciu miejscach. Wystarczy przeanalizować, kto zajmował piątą pozycję. Teoretycznie powinny to być drużyny aspirujące do gry w Lidze Mistrzów. W praktyce trwał tam jeden wielki przemiał. Obecnie zajmujący je Manchester United w 24 meczach zdobył do tej pory zaledwie 34 punkty – na tym etapie sezonu jeszcze nigdy do bycia na tym miejscu nie wystarczało ich tak niewiele.

Poza Czerwonymi Diabłami na różnych etapach tego sezonu znajdowały się tam jednak Burnley, Brighton, Arsenal, West Ham, Sheffield United, Wolverhampton i Tottenham. Klub z Old Trafford jest piąty aż od pięciu kolejek, mimo że w tym czasie wygrał dwa mecze i trzy przegrał. Słowem: ani nikt nie goni, ani nie ucieka.

WILKI CZYHAJĄ Z TYŁU

Taki wyścig ślimaków mogą wykorzystać drużyny z drugiego szeregu. Idealnym przykładem tego była postawa Leicester City z pamiętnego sezonu 2015/16. To nic, że Lisy nie potrzebowały wielu punktów do tego, by zdobyć wtedy mistrzostwo Anglii, ale po prostu wykorzystały słabą formę kilku większych klubów i przeszły do historii.

Dziś również tak czynią i mają spore szanse na ligowe podium, co byłoby sukcesem niewiele mniejszym niż tamten tytuł, a ich postawa – ówczesna i tegoroczna – inspiruje innych. Skoro wielcy mają problemy i przechodzą przez okres transformacji, zaskoczyć mogą ci teoretycznie słabsi, za to lepiej zgrani. W końcu oni mogą, a nie muszą.

Fot. Malcolm Couzens/Getty Images

Kimś takim może być Wolverhampton. Drużyna Nuno Espirito Santo ma tyle samo punktów, co piąty Manchester United i w sobotni wieczór pojedzie na Old Trafford. Portugalski menedżer stworzył ekipę bardzo trudną do pokonania, dobrze zorganizowaną taktycznie i skuteczną. Wolverhampton wprawdzie przegrało trzy z pięciu ostatnich spotkań w lidze, jednak dwa z nich to starcia z Liverpoolem i w żadnym z nich nie było słabsze – minimalne porażki 0:1 i 1:2 równie dobrze mogły skończyć się remisami, a w drugim przypadku nawet zwycięstwem.

Wilki odczuwają już trudy sezonu, w którym grają w Lidze Europy, a zmęczenie nasila się, bo Espirito Santo trzyma się wąskiego grona piłkarzy. Gdyby nawet odpadły z europejskich pucharów w kolejnej rundzie, oznaczałoby to, że w tym sezonie rozegrają 56 spotkań we wszystkich rozgrywkach. Z jednej strony to wielki wysiłek dla zespołu, który mało rotuje składem, ale paradoksalnie częsta gra podobną jedenastką może być ich atutem. W najbliższych czterech kolejkach zmierzą z MU, Leicester i Tottenhamem, więc okazja do tego, by pomóc sobie kosztem innych w grupie pościgowej jest doskonała.

W poprzednim sezonie jako beniaminek Wilki potrafiły przyczaić się i znaleźć na siódmym miejscu. Teraz znów mogą zaskoczyć i wykorzystać słabość wielkich. Zadanie jest nieco trudniejsze, ale inni jak na razie pomagają w jego realizacji.

Czy taka sytuacja będzie jednak się utrzymywać i pozwala na wyciąganie daleko idących wniosków? To wątpliwe. Po ostatnich sezonach, gdy obsada pierwszych sześciu miejsc była znana i można było się spierać jedynie o kolejność nie brakowało głosów, że wielcy tylko będą zwiększać dystans dzięki przewadze finansowej, a siódme miejsce będzie dla reszty szczytem marzeń. Obecna sytuacja bardziej wygląda jak ta z sezonu 2015/16, gdy w kilku drużynach jednocześnie pewne cykle dobiegły końca. Dla pozostałych to oznacza, że droga do pucharów stała się otwarta. Nikogo nie zdziwi jednak, jeśli za rok sytuacja wróci do stanu sprzed obecnych rozgrywek. To dlatego Wolverhampton i inni muszą zrobić wszystko, by skorzystać z szansy.

#arsenal
#Chelsea
#Manchester United
#premier league
#tottenham
#Wolverhampton

Najnowsze

TYGODNIÓWKA #18. Eric Cantona nigdy nie przestanie zaskakiwać. Właśnie został gwiazdą serialu Netflixa

Aż trudno w to uwierzyć, ale enfant terrible futbolu zaliczył właśnie trzydziestą rolę w ...

#Eric Cantona
#Netflix
#zakładnik

FOOTCALL #6. Jacek Góralski o naukach od Brazylijczyków, geniuszu Zielińskiego, wejściu do kadry i życiu w Kazachstanie

Bywało, że Jacek Góralski wzbudzał strach. W ostatnich miesiącach kibicom reprezentacji ...

#jacek góralski
#footcall

Mateusz Borek gościem Jurasówki. Projekty, komentowanie meczów i gala w Arłamowie (WIDEO)

Mateusz Borek w najnowszej „Jurasówce”. Dziennikarz Kanału Sportowego opowiadał o sportach walki, ale nie tylko. Przed nami gala w A ...

#juras
#Jurasówka
#łukasz jurkowski

Jedno miasto – jeden klub. Dlaczego w Niemczech jest tak mało miejskich derbów

Gdy jeszcze Berlin był przedzielony murem, kibice Unionu i Herthy regularnie wyśpiewywali sobie pozdrowienia. Przyjaźń nie przetrwał ...

#bundesliga
#derby Berlina
#hertha berlin

Jakub Kwiatkowski w La Polémice. Życie za kulisami kadry (WIDEO I PODCAST)

Jak współpracowało się z Adamem Nawałką i czym była „ekipa remontowa”, do której należał? Rzecznik PZPN i reprezentacji Polski Jakub ...

#Jakub Kwiatkowski
#reprezentacja polski

Młodsze dziecko najzdolniejsze? Bracia, którzy mają być jeszcze lepsi od gwiazd

Istnieją różne przekonania o młodszych dzieciach w rodzeństwie. Zwykle cała uwaga skupia się na nich i stają się rodzinnymi maskotka ...

#Inaki Williams
#Joao Felix
#LaLiga

Liga chce wracać, piłkarze nie. W Premier League toczy się walka, której stawką są zdrowie i życie

Kluby Premier League dostały zielone światło do tego, by wznowić treningi. Nie wszyscy piłkarze chcą jednak z niego skorzystać. Rośn ...

#premier league
#Projekt Restart

Okno wystawowe na świat. W jakich krajach obejrzą finisz ekstraklasy?

Ekstraklasa wznowi rozgrywki jako jedna z pierwszych lig na Starym Kontynencie. Świat wnikliwie jej się przyjrzy, bo wypuści na żywo ...

#ekstraklasa
#liga polska

Futbol każdego dnia, jakby to były mistrzostwa. Hiszpanie szykują się do powrotu

Marzeniem i staraniem Javiera Tebasa jest wznowienie rozgrywek 12 czerwca. Liga hiszpańska miałaby zyskać klimat mundialu – gwaranto ...

#Hiszpania
#LaLiga
#powrót

To już siedem lat. Wszyscy tęsknimy, staruszku. Suszarki, Fergie time i wielkie triumfy. Bez sir Alexa to już zupełnie inny świat

Czasem wyobrażam sobie ligę, w której – oprócz Juergena Kloppa w Liverpoolu i Pepa Guard ...

#alex ferguson
#Manchester United
POKAŻ WIĘCEJ