newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Alex Livesey/Getty Images

W niedzielę dla Evertonu rozpocznie się okres, który zdeterminuje ten sezon w jego wykonaniu i powie wiele o tym, co stanie się z nim latem.

Za każdym razem, kiedy trener dużego kalibru ląduje w klubie niekoniecznie ze ścisłej czołówki, ale nieustannie marzącym o niej i mającym pieniądze na poparcie tych ambicji, oczekiwania są duże. Jeśli ten trener nazywa się Carlo Ancelotti, rosną one jeszcze bardziej.

Włoch pracę w Evertonie zaczął bardzo dobrze. Pięć zwycięstw i tylko jedna porażka w ośmiu ligowych meczach to drugi najlepszy bilans w tym czasie, jedynie gorszy od wygrywającego wszystko Liverpoolu. Jego drużynie udało się przesunąć z piętnastej na dziewiątą pozycję, a strata do miejsc pucharowych zmalała z ośmiu do czterech punktów. W najbliższych siedmiu kolejkach The Toffees zagrają jednak z Arsenalem, Manchesterem United, Chelsea, Liverpoolem, Norwich City, Leicester City i Tottenhamem.

Czas poważnej próby przychodzi szybko po sielankowym starcie.

OD ŚCIANY DO ŚCIANY

Ta seria określi, jaki to będzie sezon dla Evertonu. Ostatnie lata nie są dla kibiców tej drużyny łatwe. Po pierwsze rywal zza miedzy widocznie urósł, wygrał Ligę Mistrzów i zaraz odzyska mistrzostwo Anglii. Po drugie i ważniejsze, ich ukochany klub miota się od koncepcji do koncepcji. Na piłkarzy wydawano duże kwoty, ale dobór człowieka, który miał ich prowadzić, za każdym razem okazywał się nietrafiony.

Od czasu Davida Moyesa Everton nie miał menedżera, który cieszyłby się pełnym zaufaniem. Za Roberto Martinez styl był przyjemny dla oka, ale drużynie brakowało stabilizacji. Hiszpan pierwszym sezonem, w którym zajął piąte miejsce, zawiesił sobie poprzeczkę na poziomie, którego później nie był w stanie przeskoczyć. Ronald Koeman wytrzymał jeden sezon i awansował do Ligi Europy, ale po fatalnym starcie jesienią 2017 roku został zwolniony.

Władze klubu w panice przed spadkiem zmieniły wówczas kierunek i postawiły na strażaka Sama. Allardyce zrobił swoje, utrzymał drużynę i odszedł. W jego miejsce zatrudniono Marco Silvę. Portugalczyk miał być powiewem świeżości, a okazał się gorszą wersją Martineza. Jego czas dobiegł końca po serii, w trakcie której The Toffees wygrali dwa z jedenastu ligowych meczów i minie wiele czasu, nim ktokolwiek w Premier League znów nabierze się na jego umiejętności.

Fot. Tony McArdle/Everton FC via Getty Images

TRYBUNY TRUDNE DLA WSZYSTKICH

To wszystko sprawia, że widownia na Goodison Park jest trudna – i nie chodzi tu tylko o to, jak gra się przed nią rywalom. Gdy idzie źle, atmosfera bywa toksyczna i kibice potrafią odwrócić się przeciwko drużynie, na co już kilka lat temu zwrócił uwagę Gareth Barry. Kiedy jednak zaczyna iść ku lepszemu, szybko pojawia się optymizm i oczekiwania błyskawicznie rosną. To reakcja typowa dla fanów spragnionych wielkich sukcesów, którzy przed każdym sezonem wierzą w obietnice, że tym razem będzie lepiej.

Dziś wśród kibiców Evertonu nastroje są znacznie lepsze niż jesienią, gdy np. wygwizdali piłkarzy po domowej porażce z Norwich. Ancelottiemu publikę rozgrzał już Duncan Ferguson. Trzy mecze bez porażki tuż po serii pieczętującej zwolnienie Silvy pozwoliło uwierzyć kibicom, że to głównie poprzedni menedżer był problemem i szatnia jeszcze przed zatrudnieniem menedżera na stałe zyskała nową energię. Ono było kolejnym bodźcem. Fanom pokazało też, że klub wreszcie duże wydatki i gadkę o powrocie na szczyt popiera sięgnięciem po menedżera z topu.

Z każdej wypowiedzi piłkarzy Evertonu na temat Włoch bije ogromny szacunek i wiara, że z nim zespół wraca na właściwe tory. Podkreślają, że Carletto skrócił dystans, uprościł przekaz i dla każdego znalazł odpowiednią rolę. Nie przeprowadził wielkiej rewolucji. Zmiany w składzie są kosmetyczne, a ulubionym ustawieniem stało się 4-4-2, choć podobnie jak u Silvy zdarzało mu się grać trójką stoperów. Wygląda to raczej tak, jakby większość pracy nowy menedżer wykonał pod kątem psychologicznym.

– W samej grze zmienił drobne rzeczy. Oczekuje od nas więcej ruchu, chce, by stoperzy częściej grali po ziemi i zachęca do podejmowania ryzyka, dryblowania – mówi obrońca Michael Keane.

– Przypomina nieco Arsene’a Wengera. Jest cierpliwy, obaj nie są też ludźmi wielu słów, ale gdy coś mówią, jest w tym wiele mądrości. Mają podobną filozofię, którą piłkarze łatwo kupują i dostosowują się do planu. Poprawia detale, pokazuje na przykład, jak przyjmować piłkę tak, by pierwszym kontaktem ustawić się w dobrej pozycji – tłumaczył Alex Iwobi.

WAŻNIEJSZE TO, CO DALEJ

To jednak o Ancelottim już wiedzieliśmy – jak mało który trener na świecie ma nosa do ludzi. Potrafi wejść do szatni, szybko poustawiać sprawy po swojemu i znaleźć klucz do lepszej gry. W Chelsea z tych samych piłkarzy, którzy słynęli z żelaznej organizacji, stworzył drużynę, która strzeliła 103 gole w lidze. W PSG zdobył mistrzostwo Francji po 19 lat czekania i jednocześnie pierwsze w erze szejków. Z Realem Madryt wygrał Ligę Mistrzów po tym, jak wcześniej zespół trzy razy z rzędu zatrzymywał się na półfinale. Włoch zawsze dostosowuje się do silnych stron piłkarzy, jakich zastaje i nie sprawia wrażenia wszechwiedzącego, choć 19 trofeów w dorobku mu na to pozwala.

Fot. Tony McArdle/Everton FC via Getty Images

Teraz też wchodzi i poprawia Everton, choć proporcje są inne. Ale mimo że od zwolnienia Silvy drużyna idzie w górę, daleko jeszcze do rozwiązania wszystkich problemów.

The Toffees potrzebują przebudowy. W pewnym momencie przed sezonem w kadrze zespołu było ponad 30 piłkarzy. I choć część z nich udało się sprzedać lub wypożyczyć, jak Cenka Tosuna do Crystal Palace, to wciąż są w klubie tacy ludzie jak Oumar Niasse, Morgan Schneiderlin czy Cuco Martina. Do tego dochodzą 35-letni Leighton Baines, 31-letni Seamus Coleman, 37-letni Marteen Stekelenburg czy 30-letni Theo Walcott. Z tej grupy tylko ten ostatni odgrywa większą rolę w tym sezonie. Skład jest duży i brakuje mu balansu. 60-letni Ancelotti będzie musiał udowodnić, że na Goodison Park przyszedł z długofalową wizją i jest w stanie zbudować Everton po swojemu.

TEST NA HORYZONCIE

Dobry start sprawił, że dziś rozmowa o pucharach nie brzmi jak snucie niestworzonych opowieści. – Liga Europy to dziś realistyczny cel – zapowiada zresztą sam Ancelotti. – Ale powiem wam po czterech najbliższych meczach, czy faktycznie powalczymy o puchary – dodawał.

Włoch jest świadomy, że jego ekipę czeka seria, która te ambicje sprawdzi i może mu pomóc w podjęciu kilku ważnych decyzji. Na razie zrobił to, co trener powinien na początku pracy – przekonał do swojej wizji i szybko poprawił wyniki. Tchnął w The Toffees nowe życie, ale oceniany będzie nie za zwycięstwa z Crystal Palace czy Brightonem, a po meczach z takimi rywalami, jak ci nadchodzący, wśród których Everton chce być wymieniany. Poza tym Ancelotti wciąż ma tych samych piłkarzy, którzy tak słabo zaczęli sezon. Początek jego kadencji był przyjemny, jednak teraz przyszedł czas na weryfikację.

#carlo ancelotti
#everton
#premier league

Najnowsze

Dariusz Żuraw: Chcemy być niekonwencjonalni. Wzorem naszej gry były Ajax i Lipsk (WYWIAD)

Możliwość pracy zagranicą siedzi mi w głowie. Może nie tyle jako ambicja, co na razie bardziej jako marzenie. Nie miałbym nic przeci ...

#Dariusz Żuraw
#ekstraklasa
#Lech Poznań

Bayern wciąż w poprzedniej edycji, przespana połowa kosztowała Real. Pięć rzeczy po pierwszej kolejce Ligi Mistrzów

Liga Mistrzów przywitała nas po 51 dniach rozłąki i aż 49 golami w 16 meczach. Wyciągamy ...

#Barcelona
#Bayern Monachium

Katapulta talentów z widokiem na Tag. Dlaczego Benfica szkoli najlepiej na świecie?

W Seixal, dwadzieścia minut promem od centrum Lizbony, słońce świeci mocą miliona kilowatów. Ośrodek treningowy Benfiki wygląda jak ...

#Akademia
#Benfica
#Portugalia

Mesut Oezil i Arsenal w separacji. Premier League nie dla Niemca, który pisze list do fanów. W tle duża polityka

Angielska prasa dopiero co pisała, że dostał ultimatum od Mikela Artety i ma dwa miesiąc ...

#arsenal
#mesut oezil
#premier league

Śledztwo policji po derbach Liverpoolu. Neymar nie ułatwił życia Richarlisonowi

Nie przycichły echa „krwawych” derbów Liverpoolu, w których Richarlison z Evertonu dostał czerwoną kartkę, a Jordan Pickford połamał ...

#richarlison
#Neymar
#premier league

Ubytek najgorszy z możliwych. Jak Liverpool poradzi sobie z kontuzją Virgila van Dijka?

Kontuzja Virgila van Dijka to ten rodzaj wydarzenia, który może zmienić rywalizację o mistrzostwo Anglii. Holender był jak do tej po ...

#Liverpool
#premier league

Zemsta za brak wspólnych obiadów. Ciro Immobile wpędza Dortmund w melancholię

Narzekał, że padało. I, że Niemcy byli zimni. A koledzy z zespołu nie zapraszali go na wspólne posiłki. Najlepszy włoski napastnik p ...

#Borussia Dortmund
#bundesliga

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił
POKAŻ WIĘCEJ