newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Chloe Knott - Danehouse/Getty Images

Już dawno kibice Arsenalu tak dobrze nie bawili się, oglądając jego występ. Radość z gry widać było też po piłkarzach. W niedzielę Kanonierzy wygrali pewnie 4:0 i choć to „tylko” Newcastle, to na takich meczach muszą budować nadzieję na przyszłość.

Arsenal to w tym sezonie zespół pełen paradoksów. Z jednej strony przed rozpoczęciem tego weekendu mniej zwycięstw w lidze miały od niego tylko Norwich i West Ham znajdujące się w strefie spadkowej. Z drugiej tylko Liverpool przegrał mniej meczów, bo The Reds nie dali się pokonać ani razu, a Kanonierzy tylko sześciokrotnie. Londyńczycy jednak aż 13 z 25 meczów zremisowali.

I choć suche wyniki za kadencji Mikela Artety nie rzucały na kolana – trzy zwycięstwa, pięć remisów i porażka, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – to jednak gra jego drużyny wyglądała lepiej niż wcześniej. Widać było, że powoli na Emirates sprawy mogą zmierzać ku lepszemu, ale brakowało dobitnego potwierdzenia. Takiego, jakie nastąpiło w niedzielny wieczór.

PRZEŁAMALI TRUDNEGO RYWALA

Wygrana 4:0 robi wrażenie nie tylko biorąc pod uwagę sam wynik. Nie nastąpiła przecież z drużyną z czołówki albo rywalem w walce o miejsce w europejskich pucharach. Na stadion Arsenalu przyjechało Newcastle – drużyna, która chyba najgorzej w Premier League gra w ofensywie, ale będąca po serii 8 z rzędu meczów bez porażki i mająca przed pierwszym gwizdkiem tyle samo punktów, co Kanonierzy. Ponadto Sroki w tym sezonie wygrały już raz w północnym Londynie (1:0 z Tottenhamem), a z ekipami z Big Six zdobyły 10 punktów, czyli najwięcej z „pozostałej czternastki” klubów.

Wniosek? Może to ekipa trudna do oglądania, ale jednocześnie bardzo trudna do pokonania. Dobrze zorganizowana. Z takimi Arsenalowi w tym sezonie szło niezbyt dobrze, o czym świadczą porażka z Sheffield United, dwa remisy z Crystal Palace czy bezbramkowy wynik z Burnley w poprzedniej kolejce. Obawy niektórych kibiców mogły być uzasadnione.

Poprzednie mecze Arsenalu były opowieścią o dwóch różnych połowach – niezłej pierwszej i gorszej drugiej, w której to rywale byli bliżsi zwycięstwa. Zazwyczaj kończyło się to remisami. Ale nawet w wygranym 2:0 w Nowy Rok starciu z Manchesterem United Kanonierzy grali słabiej im dłużej trwał mecz, co po ostatnim gwizdku najbardziej dosadnie tłumaczył David Luiz. – Nie jesteśmy gotowi fizycznie na 90 minut. Nie możemy przejść od poziomu „zero” do „dziesięć” w jeden dzień – tłumaczył Brazylijczyk ledwie kilka dni po zwolnieniu Unaia Emery’ego, co odebrano jednoznacznie jako przytyk w kierunku byłego menedżera.

W niedzielę Arsenal rozkręcał się powoli i jeszcze przez pierwsze 20 minut dał się Newcastle wyszumieć, ale później przejął kontrolę. Druga połowa była już popisem, jakby z szatni wszyscy wyszli podwójnie zmotywowani. Londyńczycy wreszcie zagrali na miarę własnych możliwości i oczekiwań Artety oraz kibiców, a każda kolejna udana akcja wydawała się ich pozytywnie nakręcać. Ataki nie ustawały do ostatniej akcji i skończyło się czterema golami.

Hiszpan cieszył się, że dostanie okazję popracowania spokojnie z zespołem w trakcie zimowej przerwy, a zgrupowanie w Dubaju określał „małym okresem przygotowawczym”. Już przed nim mówił, że w krótkim czasie udało mu się wprowadzić pewne zmiany, na których mu zależało – zarówno na boisku, jak i poza nim. Przerwa zimowa miała je jeszcze bardziej utrwalić i pozwolić na dalsze szlify.

Fot. Justin Setterfield/Getty Images

KANONIERZY W KOŃCU STRZELAJĄ

Jeśli jego efekty mielibyśmy oceniać na podstawie pierwszego meczu po powrocie, trzeba by powiedzieć, że Kanonierzy nie zmarnowali czasu.

Poprawa nastąpiła przede wszystkim w ofensywie. To w końcu był Arsenal pełen polotu, a nie wyglądający w ataku jak zlepek indywidualności. Efekt Artety był już wcześniej widoczny w lepszej grze bez piłki, ale zwracano uwagę, że drużyna rzadziej oddaje strzały i robi to z gorszą skutecznością.

W niedzielę Kanonierzy oddali 15 strzałów, z czego 7 było celnych i to znaczący postęp w porównaniu do wcześniejszych meczów. Przed przerwą zimową te liczby prezentowały się następująco: 13/2 z Burnley, 2/2 z Chelsea, 11/4 z Sheffield United, 7/4 z Palace, 10/4 z Manchesterem United i 7/2 w pierwszym meczu z The Blues tuż po świętach, gdy Arsenal prowadził 1:0 i przegrał 1:2.

Po raz pierwszy w tym sezonie i po blisko roku przerwy udało mu również się zdobyć cztery bramki w ligowym spotkaniu. A wszystko to w meczu, w którym na ławce zaczynał Alexandre Lacazette, Gabriel Martinelli z niej nie wstał, a na szpicy grał Eddie Nketiah, dla którego był to debiut w jedenastce w Premier League.

CAŁA MASA BOHATERÓW

Cenne po zwycięstwie z Newcastle jest również to, że główne role odegrali zarówno ci, którzy potrzebowali przełamania, jak i ci, którzy u Artety już pracowali na wysokie oceny.

Do tej pierwszej kategorii wpisuje się Nicolas Pépé, który przy pierwszym golu asystował, a drugiego strzelił sam. Sprowadzony za rekordowe 72 miliony funtów skrzydłowy odpowiedział na przedmeczowe słowa Artety, mówiącego, że jest pewny, że ten piłkarz do końca sezonu jeszcze pokaże wysokie umiejętności. – Gdyby zrobić listę graczy, którzy pierwszy rok w Anglii mieli słaby, a później zostali gwiazdami, byłaby całkiem długa – tłumaczył Hiszpan. Odpowiedział też na wypowiedź Emery’ego, który w niedawnym wywiadzie sugerował, że Pépé przyszedł na życzenie zarządu.

Pasuje do niej też Mesut Özil. Niemiec golem na 3:0 – swoim pierwszym w tym sezonie – wykończył akcję przypominającą o najlepszych latach Kanonierów. Wymieniono w niej 35 podań, a piłki dotknął każdy piłkarz łącznie z Berndem Leno. Żadna bramkowa akcja w tym sezonie Premier League nie padła po tylu zagraniach. Ponadto Özil kilka razy dobrze znajdował kolegów w polu karnym. Jeszcze brakuje mu liczb, ale pokazał, że Arteta robi słusznie, stawiając na niego w każdym ligowym meczu od pierwszej minuty.

 

Przełamał się też Alexandre Lacazette. Mimo że zaczął na ławce rezerwowych, to wszedł, asystował Özilowi, a później strzelił gola na 4:0 – swojego pierwszego od ponad dwóch miesięcy.

Dobry mecz rozegrał Dani Ceballos, który poprzednie 14 kolejek opuścił z powodu najpierw kontuzji, a później nadrabiania zaległości. Hiszpan zimą wahał się, czy nie zmienić otoczenia, ale uznał, że o miejsce w kadrze na EURO 2020 powalczy w północnym Londynie. W niedzielnej formie jest bliższy tego celu.

W drugą kategorię wpisuje się za to Bukayo Saka. Czwarty raz z rzędu wyszedł w jedenastce na ligowy mecz. 18-latek skończył z asystą przy bramce Pépé i znów bardzo dobrze spisał się na lewej stronie defensywy, czyli pozycji, na której wynalazł go Arteta. Saka w młodzieżowych drużynach był skrzydłowym, ale według hiszpańskiego menedżera ma odpowiednie warunki do tego, by być nowoczesnym bocznym obrońcą. Każdy kolejny mecz potwierdza, że ma rację.

Arteta zastał w Arsenalu spory bałagan i przed nim jeszcze masa pracy, by klub wrócił tam, gdzie chciałby być. Kilka rzeczy udało mu się już jednak naprawić. W niedzielę po końcowym gwizdku pełno było uśmiechów, a na Emirates panowała bardzo dobra atmosfera. Czuć, że społeczność Kanonierów ufa metodom nowego menedżera i chętnie obserwuje ich efekty. Hiszpan z optymizmem może za to patrzeć na końcówkę sezonu i podsycać w szatni wiarę w atak na TOP4. Mecz z Newcastle może stanowić dla niego potrzebny przełom.

Jedna jaskółka jeszcze wiosny nie czyni. Ale może jej symbolem będzie dla Arsenalu sroka.

#arsenal
#premier league

Najnowsze

Fernando Alonso wraca do Formuły 1. Legenda znów będzie dowodzić rodziną Renault

Renault to moja rodzina, moje najlepsze wspomnienia w Formule 1 – powiedział dwukrotny mistrz świata, ogłaszając powrót do francuski ...

#Fernando Alonso
#Formuła 1
#Renault

Ostatni taniec Bruce’a Lee. Czy legenda karate zaliczy drugie wejście smoka? ESPN szykuje filmowy hit

Po sukcesie serialu „The Last Dance” ESPN idzie za ciosem i wypuszcza kolejny dokument o ...

#bądź jak woda
#bruce lee
#ESPN

Karbownik: Nowocześni boczni obrońcy są dziś jak rozgrywający. Staram się wpasować w ten trend (WYWIAD)

– Nigdy nie trzeba było mnie sprowadzać na ziemię. Zawsze w juniorach byłem cichy, spoko ...

#ekstraklasa
#Legia Warszawa

Złota Piłka dla Lewandowskiego. Jeszcze nigdy nie było tak blisko (FELIETON)

Nie mam pojęcia, czy Robert Lewandowski zdobędzie w tym roku Złotą Piłkę, ale jedno jest pewne: żaden piłkarz w Europie nie zrobił t ...

#Bayern Monachium
#Liga Mistrzów

Puchar dla pucharu. Cracovia na drodze do ukojenia największego bólu kibiców

Od kilku lat krakowski klub dostarcza przykładów, że nie jest z nim tak źle, jak przyjęli o nim myśleć tradycyjnie fatalistycznie na ...

#Cracovia
#ekstraklasa
#Puchar Polski

Zagraj to jeszcze raz, Wayne. Premier League znów poczuje moc Rooneya? Ostatni uliczny wojownik nie chce się zatrzymać

Jako dziecko w rankingu idoli wyżej od Alana Shearera stawiał... Raphaela, jednego z boh ...

#premier league
#wayne rooney

Człowiek za pół miliarda dolarów. Mahomes zresetował rynek kontraktem bez precedensu (ANALIZA)

Patrick Mahomes przedłużył kontrakt z Kansas City Chiefs do 2031 roku. Ta zawiła umowa nie może równać się z niczym, co widzieliśmy ...

#Kansas City Chiefs
#NFL
#Patrick Mahomes

Decyzja, po której NBA nie była już nigdy taka sama. Mija dekada od szokującego wieczoru z LeBronem Jamesem w roli głównej

Dokładnie dziesięć lat temu LeBron James usiadł przed kamerami ESPN i wypowiedział słynn ...

#Cleveland Cavaliers
#ESPN
#LeBron James

Napastnik średniej klasy europejskiej. Pierwsza runda Krzysztofa Piątka w Hercie

To był bardzo burzliwy sezon dla napastnika, który tuż po wyjeździe z Polski został objawieniem ligi włoskiej. Były gracz Cracovii n ...

#bundesliga
#hertha berlin

KĄCIK FANTAZJI: Szukamy różnic u tych, którzy jeszcze grają o konkretne cele

Miedzy zakończeniem kolejki 33+ w FPL a deadlinem ustawiania składów na GW34+ jest mniej niż 20 godzin. Czas na garść porad w następ ...

#Fantasy Premier League
#Kącik Fantazji
POKAŻ WIĘCEJ